Szukanie dziury w całym, czyli wrażenia z II etapu Konkursu "Pamiętajmy o Osieckiej" - Sopot 2013

wtorek, 17 wrzesień 2013
Specjalnie dla Strefy Piosenki pisze Beata Bonik:

Kolejny już rok siedzę na widowni Teatru Atelier w czasie sopockiego etapu Konkursu "Pamiętajmy o Osieckiej" z myślą, że będę pisała relację z tego wydarzenia. Dziwne uczucie, oglądać w ten sposób to jak szukać dziury w całym. Choć może nic w tym nadzwyczajnego, może zawsze tak robimy? Kiedy gasną światła na widowni, dokładnie widać, gdzie całe a gdzie nie, i nic już nie da się załatać. A z drugiej strony – jaki jest sens pisać w ten sposób o konkursie? O konkursie, do którego zgłaszają się różni ludzie, jedni uzdolnieni bardziej, inni mniej, jedni na dłużej zapadną w pamięć, inni przejdą niezauważeni. Niewielki można mieć na to wpływ, prawda? Otóż nie. Tutaj tak nie jest.
Zacznijmy jednak ab ovo. Koncert w Sopocie jest drugim etapem konkursu, do którego przechodzi dziesięciu szczęśliwców z ponad dwóch setek zgłoszonych do etapu pierwszego. Uczestnicy walczą o nagrody w Sopocie, ale finał dopiero przed nimi, we wrześniu w Warszawie.
 
Każdy z uczestników przygotowuje dwie piosenki. Wokalistom na scenie towarzyszą muzycy, od kilku lat jest to zespół kierowany przez Jacka Kitę. Koncert prowadzi, zgodnie z kilkuletnią tradycją, Magdalena Smalara. Jako pierwszy na scenie pojawia się ubiegłoroczny laureat Nagrody Publiczności, w tym roku był to Hubert Jarczak z piosenkami "Noc świętej Łucji" i "Tępa blondyna". Lubię ten punkt programu – zawsze widać różnicę między wykonaniem konkursowym a tym po roku przerwy, czy raczej po roku dojrzewania. Interpretacje niby te same, a jednak inne, bardziej wyraziste. Tak było i tym razem.

W poprzednich latach każdy z uczestników konkursu wychodził na scenę, by wykonać dwie piosenki wybrane tak, by dawały możliwość zaprezentowania pełni umiejętności głosowych i interpretatorskich. Tym razem zmieniono koncepcję, każdy z artystów pojawiał się na scenie dwa razy, przy czym kolejność w rundzie drugiej nie powtarzała kolejności z rundy pierwszej. Jurorom, obawiam się, nie ułatwiło to pracy. Ja, widz, trochę się już gubiłam – bo co ta dziewczyna śpiewała wcześniej? I jak to wypadło w porównaniu?  Ja, widz, w pewnym momencie przestałam się już nad tym zastanawiać. W pewnym momencie w ogóle straciłam poczucie, że jestem na konkursie. To raczej był regularny spektakl złożony z piosenek Agnieszki Osieckiej, w dodatku spektakl przygotowany przez zgrany zespół aktorski, nie przez przypadkowo postawionych na scenie ludzi, którzy są tu, by ze sobą rywalizować. Dziwne, prawda?
A jednak tak było. Jak to możliwe? Cóż – może wystarczy popatrzeć, kto do tego etapu się dostał? Spośród dziesięciorga uczestników aż pięć osób to studenci lub absolwenci szkół aktorskich, cztery kolejne mają na swoim koncie znaczące osiągnięcia w poezji śpiewanej. Właściwie prawie wszystkich można byłoby uznać za profesjonalistów. Rzecz w tym, że to jeszcze niewiele tłumaczy. Nie każdy aktor radzi sobie z piosenką aktorską, nie zawsze naturszczyk musi ustępować aktorowi. Nie zawsze teatralne podejście do piosenki jej służy. Tu nie ma łatwych recept, a wszystko, jak zwykle, rozbija się o człowieka i jego osobowość. Nie wiem więc, na ile wybór takich a nie innych osób do finału był efektem celowej polityki jury w pierwszym etapie, a na ile był to zbieg okoliczności, który znakomicie wykorzystał Jerzy Satanowski, kierownik artystyczny Konkursu. Faktem jest, że na sopockiej scenie pojawili się w tym roku ludzie o bardzo wyraźnym aktorskim zacięciu i o skłonności do teatralnej, czasami przekornej i zaskakującej interpretacji wybranych piosenek.
Właściwie o każdej z nich mogłabym pisać i pisać, niestety z pełną świadomością, że nie da się wyrazić tego, co i tak najlepiej usłyszeć albo i zobaczyć. 
 
Z najciekawszych interpretacji polecam "Biedne badyliszcze" Julii Rybakowskiej z fantastyczną zabawą głosem i nastrojami, choć i przewrotnie potraktowana "Widzisz mała" równie godna uwagi, podobnie jak temperamentna "Śliczna, higieniczna" Karoliny Czarneckiej. Podobał mi się też sposób, w jaki ograły swoje piosenki Aleksandra Kwiatkowska - "Obibok" - i Justyna Kunysz – "Na kulawej naszej barce".
Mówiąc o aktorskich zabawach nie sposób pominąć Jakuba Pawlaka, zwłaszcza ze względu na świetną interpretację "Salta", piosenki która stawia naprawdę duże wymagania, choć i "Song marynarza" wykonany został równie interesująco. Warto by jeszcze wspomnieć o "Jak dobrze mieć sąsiada" Wiktorii Węgrzyn i "A jeśli" Agaty Góral. Oczywiście nie we wszystkich wykonaniach dominował element gry aktorskiej, czasami sam głos i sposób śpiewania wystarczy, by przykuć uwagę widza. Ja tak zapamiętałam Aleksandrę Długosz i jej "Papierowe kwiaty" oraz Justynę Grzywaczyk, chyba najmłodszą a naprawdę pięknie brzmiącą uczestniczkę konkursu, z "Kokainą" i "Ach panie, panowie".
Choć pięknych głosów ogólnie tu nie brak. Natomiast ani aktorska interpretacja, ani walory głosowe nie przesądziły o wyjątkowości prezentacji Pawła Ruszkowskiego, co nie znaczy, że tego mu zabrakło. Do wybranych przez siebie piosenek – "Ach, skąd" i "Zielono mi" – Paweł podszedł przede wszystkim jako muzyk, który z dobrze znanych melodii potrafi wydobyć takie brzmienie, dzięki któremu tekst nabiera zupełnie nowych znaczeń i emocji.
 
Gdzie w tym wszystkim dziura? Zapewne niejedną można by znaleźć u poszczególnych wykonawców, ale – jako się rzekło – w przypadku konkursu nie ma to większego sensu, zwłaszcza że poziom był naprawdę wyjątkowo wysoki i wyrównany. Całość, jak patchwork z kolorowych skrawków, zszyta z różnych piosenek w zgrabną całość także nie prowokuje do malkontenctwa. Mnie jednak przez jakiś czas męczyła dziura – że tak powiem – w podszewce, czyli taka, której właściwie nie widać (może więc jej nawet nie ma?). Jak to się stało, że właśnie aktorskie podejście zdominowało tegoroczny Konkurs? Czy to jest, zdaniem organizatorów, najlepszy sposób na śpiewanie Osieckiej? A co z tymi, którzy wolą inny rodzaj interpretacji?
Przyznaję, nie rozwikłałam kwestii tej dziury. Trudno, jeśli jest, to wcześniej czy później wiatr przez nią gwizdnie, a jeśli jej nie ma, to tym lepiej. Na szczęście w dziedzinie piosenki poetyckiej czy poezji śpiewanej dzieje się dość dużo, by każdy, kto ma coś interesującego do pokazania, mógł znaleźć dla siebie miejsce i widownię. Uczestnikom tegorocznych sopockich eliminacji serdecznie gratuluję, bez względu na werdykt jury (szczegóły na www.okularnicy.org.pl)

Beata Bonik - specjalnie dla Strefy Piosenki.

P.S.
A jednak dziura w całym jest! Dziura nigdy nie łatana: na sopocką scenę docierają jedynie soliści, brak tu natomiast zespołów zakwalifikowanych przez jury do finału! Aby więc posłuchać, jak Osiecką śpiewają nieobecni w Sopocie Nieczuli Gentelmani, trzeba albo zdobyć bilet na jeden z warszawskich koncertów, albo przynajmniej słuchać transmisji w radiowej Trójce. Finał już niedługo, między 28 a 30 września 2013 roku.
 
 
Marzec 2017
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1
13
14
15
20
26
28

Nadchodzące wydarzenia


30
Mar
2017
19:15
30 marzec 2017 19:15
Teatr Ateneum - Warszawa, ul. Jaracza 2
"Jacek Kaczmarski - Lekcja historii" to spektakl złożony z pieśni Kaczmarskiego poświęconych kilkunastu sławnym [...]
31
Mar
2017
19:15
31 marzec 2017 19:15
Teatr Ateneum - Warszawa, ul. Jaracza 2
"Jacek Kaczmarski - Lekcja historii" to spektakl złożony z pieśni Kaczmarskiego poświęconych kilkunastu sławnym [...]
31
Mar
2017
23:59
31 marzec 2017 23:59
Powiatowe Centrum Kultury i Sztuki - Ciechanów, ul. Strażacka 5
31 marca 2017 upływa termin nadsyłania zgłoszeń do konkursu w ramach II Ogólnopolskiego Festiwalu Piosenki im. [...]
01
Kwi
2017
19:00
1 kwiecień 2017 19:00
La Boheme - Warszawa, ul. Mysłowicka 1
Agata Grześkiewicz (wokal) i Michał K. Zawadzki (piano) w recitalu pt. "Pejzaże moje". Niezwykły recital [...]
01
Kwi
2017
19:00
Koncert
1 kwiecień 2017 19:00
Gminny Ośrodek Kultury - Pawłowice, ul. Zjednoczenia 67
Grzegorz Turnau & Jacek Królik w koncercie pt. "Wieczór sowich piosenek".
 

Wspierane przez iCagenda

Facebook

SFbBox by enter-logic-seo.gr

© Wszelkie Prawa Zastrzeżone - 2017
Projekt i wykonanie CFTB.PL