Mogę słuchać własnej płyty - mówi Łukasz Majewski

wtorek, 10 grudzień 2013
O płycie "Mężczyzna z zakolami", festiwalach, córkach i grze na gitarze z Łukaszem Majewskim rozmawia Teresa Drozda:

- Chcę zacząć od Ogólnopolskich Spotkań z Piosenką Kabaretową OSPA w Ostrołęce, bo to bardzo świeża sprawa. Pojawiłeś się na tym festiwalu, co z jednej strony mogłoby być trochę dziwne, bo nie śpiewasz specjalnie wesolutkich piosenek, ale jeśli popatrzymy na nazwiska laureatów tego Festiwalu z lat ostatnich, wśród których znaleźli się m.in. Paweł Wójcik, Mateusz Rulski czy Łukasz Jemioła, to jakoś się to wszystko rozjaśnia. Na OSPA pojawiają się faceci z gitarami i pokazują, że piosenka by była piosenką kabaretową nie musi być wcale przebrana w masę kostiumów i rekwizytów.

- Dokładnie. W życiu bym nie pomyślał, że kiedykolwiek pojawię się na festiwalu piosenki kabaretowej. Znalazłem się tam na zaproszenie Pani Dyrektor OSPA, która wysłuchała moich piosenek na OFPA w Rybniku i namawiała mnie serdecznie bym się zgłosił i przyjechał do Ostrołęki. Pojechałem więc i wykonałem tam dwie piosenki, które tak do końca wesołe nie są, ale są w nich akcenty humorystyczne.
 
- Zostało to odebrane bardzo pozytywnie przez publiczność, która bardzo żywo zareagowała na Twoją prezentację. Dostałeś też nagrodę "Tygodnika Ostrołęckiego" za najlepszy tekst zaśpiewany na Festiwalu, jak się poczułeś?

Bardzo sympatycznie. Odbiór był przesłodki, bo wiele osób podchodziło i nie mówiło tylko: "fajnie pan zagrał", ale przytaczało fragmenty piosenek, które wykonałem. Nie często zdarza się, że publiczność wsłuchuje się w tekst. Poczułem się tak jak w lutym na OFPA w Rybniku, gdzie na koncerty konkursowe również przychodzi publiczność, która nie tylko czeka na koncert gwiazdy wieczoru. To bardzo miłe, gdy publiczność słucha również propozycji ludzi debiutujących, którzy jeszcze nie są znani lub nigdy nie będą znani, a tylko dla zabawy prezentują się na festiwalach.

- Prezentujesz się na festiwalach dla zabawy?

- Tak mi się wydaje. Na swoją pierwszą płytę czekałam 10 lat. Dowodzi to mojego podejścia do własnego tworzenia. Płyta nie powstałaby gdyby nie pianista, z którym ją nagrałem, czyli Piotr Kajetan Matczuk. To człowiek wielu talentów, który w swoim dorobku ma już 5 lub 6 płyt, z czego dwie oficjalnie. On przymusił mnie do nagrania debiutanckiej płyty, bo ja zabierałbym się do tego tak, jak zabierałem się do tej pory. Jako anegdotę opowiadam, że Piotra poznałem przez forum Jacka Kaczmarskiego. On nie wiedział, że ja to ja, a ja wiedziałem, że on to on. Po kilku latach spotkaliśmy się przy okazji jakiegoś koncertu i on dowiedział się, że jestem człowiekiem, którego nagrań słuchał jak był szesnastolatkiem. Piotrek słuchał nagrań koncertowych mojego zespołu kaVka i na nich się wychowywał, a po latach spotkaliśmy się i ustaliliśmy, że ja to ja. Bardzo go to ucieszyło i zaproponował mi współpracę.

- Płyta "Mężczyzna z zakolami" ukazała się po 10 latach Twojego grania?


To już prawie 11 lat solo, a w sumie od kiedy gram to już prawie 20 lat. Początki mojego grania publicznego, nie wliczając czasu kiedy sobie do poduszki grałem Kaczmarskiego, to była szkoła średnia. Miałem gitarę elektryczną i grałem repertuar taki jak: Jimi Hendrix, Led Zeppelin, Stone Temple Pilots. Grywaliśmy takie covery z kolegami z liceum w przeróżnych składach. Zespoły miały różne nazwy jak np. Mongolskie Krasnale i inne tego typu wymysły, które przychodzą człowiekowi do głowy w liceum.

- Sam nauczyłeś się grać na gitarze czy chodziłeś do szkoły muzycznej?

- Przyjąłem dwie lekcje nauki gry na gitarze u jednego z gdańskich muzyków. Po tych dwóch lekcjach zaproponował, bym dołączył do zespołu, który nazywał się Crew. To był fajny okres, bo grywaliśmy na dużych scenach jako supporty przed takimi tuzami jak np. Skywalker. Jak to się urwało, w czasie studiów przestałem grywać, chociaż oczywiście gitara była nieodłącznym elementem ognisk i pikników studenckich.

- Technika gry na gitarze elektrycznej i klasycznej jest taka sama?

- Nie jest taka sama. W trzeciej klasie podstawówki kolega mojej starszej siostry przyniósł gitarę i od tego czasu gitara klasyczna zawsze była w domu. Falami słuchałem i grałem Jacka Kaczmarskiego. W szkole średniej bardzo mocno zachłysnęliśmy się rzeczami, które przychodziły z Zachodu: Pearl Jam, Led Zeppelin. Dlatego wybieraliśmy drogę, by  grać rockowo.
Na studiach publicznie nie grałem nic, natomiast z kolegami na jednej z wieczornych posiadówek pomyśleliśmy, że założymy zespół. Nazwaliśmy się Vergil van Troff, założyliśmy stronę internetową i nie graliśmy koncertów, ale bardzo często spotykaliśmy się i dyskutowaliśmy, jak by to było fajnie. Tak bardzo o tym dyskutowaliśmy i opowiadaliśmy, że dotarło to do Krzysztofa Jurkiewicza z zespołu Słodki Całus od Buby, który poprosił mojego kolegę z zespołu (który nie istniał, choć istniał) o to byśmy go zastąpili na jednej z imprez w klubie w Gdańsku. Kolega jak się o tym dowiedział, zadzwonił do mnie o 2 w nocy, a na drugi dzień spotkaliśmy się o 8 rano i przygotowywaliśmy materiał, bo wcześniej nie było na to czasu. Tak zagraliśmy nasz pierwszy koncert, a później przez 3 lata regularnie jeździliśmy i grywaliśmy po festiwalach piosenki turystycznej takich jak Bazuna i YAPA.
Graliśmy turystyczne piosenki autorstwa Marka Romika, który grał na gitarze i moje piosenki turystyczne, które zacząłem pisać na potrzeby zespołu. Vergil cechował się tym, że była tam demokracja tzn. nie było lidera i decydowaliśmy wspólnie co mamy robić. W pewnym momencie zaczęliśmy się rozchodzić. Zacząłem pisać rzeczy mniej turystyczne, a bardziej autorskie i założyłem zespół kaVka. Vergil grał jeszcze przez jakiś czas, a nawet dzisiaj zdarza nam się zebrać na charytatywne koncerty. W gdańskim środowisku marka Vergila jeszcze funkcjonuje.
Zdarzają się też festiwale piosenki turystycznej, w których jury zasiadam, na których ktoś podchodzi i pyta czy jeszcze gramy, mówiąc, że w akademikach na naszych piosenkach zdzierali gitary. Jest to miłe i przesympatyczne i czasami żałujemy, że nasza współpraca w ramach Vergil van Troff nie zakończyła się jakąś płytą. Po Vergilu zaczęła się kaVka, czyli w zasadzie to samo, co jest teraz, ale w wersji rozbudowanej instrumentalnie. Teraz można mnie słuchać częściej w wersji: Łukasz Majewski solo.

- Dla mnie od zawsze jesteś śpiewającym solistą, bardem. Lubisz to określenie?

- Skłamałbym gdybym powiedział, że nie zastanawiałem się nad tym. Niestety etykiety mają to do siebie, że nadają je ludzie, a czuję że sam powinienem sobie jakąś etykietę nadać. Dla jednych bard oznacza osobę, dla której całe życie powinno być bardowaniem. Dla innych jest to po prostu ktoś, kto pisze autorskie piosenki, które są o czymś, mają przesłanie i uczą czegoś.
Ja jestem dla siebie śpiewającym autorem i to mi najbardziej pasuje. Tym bardziej, że stylistycznie też się zmieniam przez te lata. Kiedyś pisałem głównie smutne rzeczy. Zderzenie z publicznością na recitalach, na których śpiewałem rzeczy z początków mojego pisania były dla mnie dość traumatycznym przeżyciem. Ciężko poruszyć widownię samymi smutnymi utworami. Dlatego też moje pisanie ewoluowało. Teraz piszę też weselsze rzeczy, ale wciąż staram się by nie były głupie.

- Z jednej strony jest tak, że muzyka, którą piszesz jest niszowa, a z drugiej strony ilość festiwali piosenki, które odbywają się w kraju, przeczy temu. Odbywa się ich w kraju ponad 50 w roku, właściwie w każdym trochę większym mieście jest organizowana taka impreza. Chyba co tydzień można w innym mieście zagrać dwie piosenki w ramach różnych konkursów. Przejechałeś przez kilka konkursów. Jaki masz do nich stosunek, do czego są potrzebne?


- Jest kilka płaszczyzn, na których festiwale piosenki są istotne. Zacznę od takich prozaicznych, że w tej muzyce, którą grywamy ilość recitali nie jest zbyt duża. Występ na takim konkursie z nowym repertuarem jest dla artysty możliwością spotkania z publicznością i sprawdzenia reakcji na to, co się robi. Druga płaszczyzna, to okazja do spotkań w jednym miejscu. Dla mnie w tym kontekście festiwale straciły trochę urok, bo moje roczniki już przestały brać udział w konkursach. Ostatnio w ciągu dwóch lat byłem na 4 festiwalach dlatego, że z jednego zapraszano mnie na kolejny. Sam już nie szukam kolejnych możliwości takich wyjazdów. Znam młodzież, która jeździ po festiwalach dzisiaj, ale z nimi mam już inny rodzaj kontaktu.
Czy festiwale pomagają... tak jak mówisz festiwali jest dużo, ale mam wrażenie, że za nimi nic nie idzie, jeśli nie zdobędzie się nagrody, która może pomóc np. współfinansować nagranie i wydanie płyty. Dla mnie kamieniami milowymi, które pomogły w wydaniu mojej płyty, były nagrody pieniężne wygrane w konkursach na XIX Ogólnopolskim Turnieju Śpiewających Poezję Łaźnia 2012 w Radomiu i w Rybniku na 17. Ogólnopolskim Festiwalu Piosenki Artystycznej OFPA 2013. Więcej za tym nic nie idzie. Rzadko jako laureaci jesteśmy zapraszani z recitalem w ramach festiwalu w kolejnym roku. Zdarza się jednak, że jeśli wykonawca dobrze się zaprezentuje i otrzyma jakąś nagrodę to dostaje ofertę recitalu. Ja doszedłem do wniosku, że już wystarczy mojego udziału w konkursach.

- Przychodzi taki moment, że już po prostu nie wypada. Jesteś artystą pełną gębą i nie musisz szukać akceptacji ani nie potrzebujesz, by kolejni jurorzy mówili Ci jakie ładne piosenki piszesz. Ty po prostu już to wiesz.

- Tym bardziej, że z jurorami nie rozmawiałem prawie nigdy o moich występach konkursowych. Nie było mi to potrzebne. Werdykt jury to zawsze subiektywna ocena. Mam nadzieję, że są one częściowo obiektywne, ale są to różne podejścia do muzyki i tekstu. Starałem się przez wszystkie lata na festiwalach ograć, a swojej drogi szukałem sam. Konkursy to była dobra szkoła, poznałem fajnych ludzi, załapałem kontakty, dzięki którym zagrałem w Polsce kilka recitali.

- Jak teraz będziesz docierał do swojej publiczności?

- Cały czas pracuję zawodowo i nie utrzymuję się z muzyki. Mam dwójkę dzieci i powiem szczerze, że sam nie szukam ofert zagrania recitalu. Całe życie oferty pojawiały się same. Nie potrafię szukać. Ostatnio, po nagraniu płyty, zmusiłem się by wysłać ofertę koncertową do dwóch jednostek i okazało się, że nie napisałem w niej połowy ważnych dla organizatora rzeczy. Organizatorzy jednak mnie znajdują. Czasami gram koncert solowy, a czasami w pełnym składzie, tak jak płyta została nagrana.

- Jesteś mężczyzną z gitarą, ale płyta została nagrana z dodatkowymi muzykami.


- Została nagrana z dodatkowymi muzykami ponieważ chciałem by brzmiała i by uzyskała trochę pełni, którą będę mógł zabrać na koncert. Stworzyliśmy minimalny skład, ale jednak dający słuchaczowi muzyczny odnośnik, tak by mógł poczuć muzykę, a nie tylko słuchać tekstu przy akompaniamencie gitary opartym na sześciu akordach, które znam. Poza tym wybór instrumentarium oparty był na tym, by nagrać płytę z ludźmi, którzy chcieli nagrać płytę ze mną. Taką osobą był Piotrek, który mnie mobilizował przez 1,5 roku bym ruszył z pracami. Tomek Przyborowicz, który zagrał na basie, to mój kolega z czasów licealnych, z czasów Mongolskich Krasnali. Nagraliśmy płytę na "setkę". Tak lepiej brzmiała.

- Na płycie jest aż 16 piosenek. Ja bym poradziła umieszczenie na debiutanckiej płycie 12 utworów.

- Słuchałem wielu rad. Począwszy od tego, że płyta powinna trwać 1,5 godziny, do tego, że 45 minut. 16 utworów to był konsensus. W ostatniej chwili w studiu z płyty wyleciały dwie piosenki, które były ze mną związane: "Tatuaże" i "Światy". Zależało mi by piosenki na płycie opowiadały o mężczyźnie z zakolami. Płyta podzielona jest na 3 części. Pierwsza część jest o przyjaciołach, przechodzi ona płynnie w miłość, a część trzecią stanowią moje bolączki egzystencjalne.
Na płycie nie ma przypadkowych piosenek. Dlatego jest 16 utworów, a każde cięcie byłoby już kompromisem, na który nie chciałem się zgodzić.
Nie chciałem słuchać podpowiadaczy i zrobiłem płytę tak bym sam mógł jej słuchać. Zwróć uwagę, że często artyści, którzy nagrają płytę mówią, że nie mogą jej słuchać. Ja mojej płyty mogę słuchać bez problemu, a nawet z przyjemnością. Nie znudziła mi się do tej pory, pomimo, że słuchałem jej bardzo dużo razy. Piotr Kajetan Matczuk zostawił nam tak mało czasu od nagrania do dostarczenia płyty do studia, że musiałem jej słuchać wielokrotnie by wyłapać wszystko co nam umknęło.

- A jak przyjęły płytę Twoje córki?

- Entuzjastycznie. Ucieszyły się bardzo widząc tatę na okładce. Ucieszyły się do tego stopnia, że zażyczyły sobie mieć własne płyty. One w ogóle traktują bardzo poważnie moje granie i śpiewają ze mną moje piosenki. Ćwicząc w domu często nie mam możliwości odizolowania się od nich. Pomimo, że ćwiczę w pokoju obok one i tak wszystko słyszą i zapamiętują teksty. Udawało mi się też zabierać je na koncerty. Dzięki temu garną się do śpiewania w przedszkolu. Młodsza śpiewa w zespole kaszubskim, a starsza bierze udział we wszystkich możliwych konkursach recytatorskich i teatrzykach. Starsza ma też gitarę odziedziczoną po mnie i próbuje coś na niej grać, więc wiele pracy przede mną.

- Wiedzą, że piosenka "Na cztery" jest o nich?

- Od początku było wiadomo, że to piosenka o mojej młodszej córce. Nie ukrywałem tego. Dla mojej starszej córki też mam napisaną piosenkę, chociaż rzadko wykonuję ją przy nich. Starsza bardzo rozczula się gdy ją słyszy i zazwyczaj nie jestem w stanie jej do końca dograć.

- Z córkami związany jest Twój drugi tegoroczny debiut?

- Fakt. Oprócz płyty udało mi się wydać książeczkę z wierszykami dla dzieci. Po narodzinach córek i obserwacjach związanych z ich dorastaniem, podejściem do świata i sposobem myślenia, narodziło się kilka pomysłów na wierszyki. Gotowe teksty wysłałem do "Świerszczyka". Zostały one bardzo ciepło przyjęte przez panią redaktor naczelną, a jeden z wierszyków ukazał się w ubiegłym roku w grudniowym numerze pisma. Spod mojego pióra wyszło 20 wierszyków, z czego 16 udało mi się umieścić w książeczce pt. "WierszTaki dla dzieci". Są to wierszyki napisane z perspektywy pięcioletniej dziewczynki, która komentuje nasze dorosłe zachowania. Książeczka ma dosyć dobry odbiór. Nie wiem, w którą stronę pójdę teraz. Co wieczór, po powrocie z pracy staję przed wyborem, czy poświęcić czas na napisanie tekstu dla siebie, tekstu dla kogoś, kto o niego prosi, czy napisać wierszyk dla dzieci. Pisanie wierszyka jest chyba najbardziej problematyczne, ponieważ muszę sam się przestawić na pewien sposób mówienia i myślenia.
Tak jak powiedziałem wcześniej ponieważ tata ma płytę to i córki bardzo chciały mieć swoje płyty. Wziąłem więc dwa najkrótsze wierszyki z tomiku, ułożyłem do nich prostą muzyczkę, by była dla dzieci przyswajalna i do tego momentu było świetnie. Etap nagrań w domu to był horror, bo dziewczynki podczas śpiewania piosenek tańczą, np. po każdym słowie robią obrót. Po 30 podejściach do zarejestrowania piosenki udało się na tyle, by po korektach móc to upublicznić. Na YouTube można znaleźć utwory "Choinka" i "Głowa" w wykonaniu moich córek z moim akompaniamentem na gitarze. Dodatkowo każda z nich dostała piosenkę wypaloną na płycie z własnoręcznie wykonaną okładką. Każda płyta trwa 40 sekund. Starsza zabrała do przedszkola, młodsza jeszcze nie, bo gdzieś zgubiła. Temat udało się ogarnąć...

- Wracając do Twojego debiutu płytowego, skąd tytuł?


- Płyta "Mężczyzna z zakolami" nosi taki tytuł ponieważ spotkałem na swojej drodze przemiłą osobę Monikę Chrzanowską (wcześniej Parczyńską) znaną z utworu "Dziewczyna z zapałkami". Pomyślałem że temat dziewczynek z zapałkami jest dość popularny wśród młodych adeptek piosenki literackiej, a skoro młodą adeptką nie jestem  postanowiłem sprarfrazować ten motyw i tak powstał "Mężczyzna z zakolami".
 
Rozmawiała: Teresa Drozda.
 
 
Wrzesień 2017
Pn Wt Śr Cz Pt So N
4
5
6
7
14
19
21

Nadchodzące wydarzenia


22
Wrz
2017
19:00
22 wrzesień 2017 19:00
WOAK Spodki - Białystok, ul. św. Rocha 14
Koncert Lubelskiej Federacji Bardów. Marek Andrzejewski - śpiew, kompozycje, teksty, gitara, Jan Kondrak - śpiew, kompozycje, teksty, Piotr Selim - [...]
22
Wrz
2017
19:00
22 wrzesień 2017 19:00
Galeria Sztuki i Miejsce Spotkań Slimak - Wrocław, pl. Konstytucji 3 maja 4
Tomek Olesiński (gitara, śpiew) i Mateusz Ulczok (akordeon) w recitalu promującym płytę "Wszystko [...]
22
Wrz
2017
19:30
22 wrzesień 2017 19:30
Kalinowe Serce - Warszawa, ul. Krasińskiego 25
Łukasz Jemioła w recitalu pt. Warszawa w piosence.
22
Wrz
2017
20:00
22 wrzesień 2017 20:00
Musique Cafe - Opoczno, ul. Biernackiego 4
Łukasz Majewski w koncercie promującym płytę pt. Niebajka.
22
Wrz
2017
20:00
22 wrzesień 2017 20:00
Biłgorajskie Centrum Kultury - Biłgoraj, ul. Kościuszki 16
29. Biłgorajskie Spotkania z Poezją Śpiewaną i Piosenką Autorską 22 września (piątek), godz. 20.00Koncert inauguracyjny - [...]
 

Wspierane przez iCagenda

Facebook

SFbBox by enter-logic-seo.gr

© Wszelkie Prawa Zastrzeżone - 2017
Projekt i wykonanie CFTB.PL