Kluczem było serce (część II) - mówi Krzysztof Nowak

środa, 09 kwiecień 2014
Z Krzysztofem Nowakiem, redaktorem 20 płytowego boxu "Ze sceny" (2012) oraz znawcą twórczości Jacka Kaczmarskiego, rozmawia Teresa Drozda:

- Po roku wracamy do rozmowy o koncertach Jacka Kaczmarskiego, które ukazały się w 20- płytowym boksie, zatytułowanym "Ze sceny". Boks jest pretekstem tej opowieści, wyznacza jej rytm i porządek, natomiast tak naprawdę rozmawiamy o tym, co pozostało po Jacku Kaczmarskim, o jego nagraniach i o tym, na co warto zwrócić uwagę, kiedy się go słucha.
Skończyliśmy poprzednią rozmowę opowieścią o koncercie Wojna postu z karnawałem, czyli płytach nr 7 i 8. Przed nami płyta nr 9, zatytułowana Gitarą i piórem. To chyba zupełnie inna płyta, wyróżniająca się z tego boksu.

- Boks Ze sceny składa się z trzynastu koncertów i jednej płyty z materiałami dodatkowymi, czyli właśnie płyty numer 9. Założeniem przyświecającym publikacji boksu było zaprezentowanie pełnych koncertów, a w przypadku Wojny postu z karnawałem – „Riviera” – bez cięć, z brawami i przerwami. Na płycie numer 9 mamy natomiast składankę złożoną z fragmentów koncertów. Najważniejszym materiałem na tej płycie jest otwierający ją program Janusza Deblessema „Gitarą i piórem”, poświęcony w całości Jackowi Kaczmarskiemu i Zbigniewowi Łapińskiemu. Nagranie tego materiału pochodzi z 12 września 1993 roku. Emisja odbyła się kilka dni później.
Jesienią 1993 roku Jacek ze Zbyszkiem grywali dość regularnie w Górze Kalwarii. Właścicielem piwnicy, w której te koncerty się odbywały, był dawny opornik polityczny, człowiek zaangażowany w walkę o polską demokrację. W czasie stanu wojennego w tej piwnicy ukrywał się Zbigniew Bujak. Po 1989 roku powstał tam pub, a właściciel miał ambicję, by miejsce to stało się taką piwnicą artystyczną. Bardzo zabiegał o to, by wystąpił tam również Jacek, i udało mu się ten pomysł zrealizować. Piwnica bardzo spodobała się artystom, ponieważ widownia mieściła maksymalnie 80 osób, a koncerty miały niezobowiązujący charakter. Wśród znajomych rozpuszczane były wici o imprezie, przyjeżdżali więc słuchacze, którzy dobrze znali artystów. Nie były to koncerty stricte prywatne, jak wtedy, gdy Jacek grał u kogoś w domu, ale też nie były oficjalne, jak na przykład w „Rivierze”, Teatrze Małym lub w Piwnicy pod Harendą. Jacek ze Zbyszkiem pracowali akurat nad programami Sarmatia i Szukamy stajenki. Powstawały kolejne utwory, muzyki, aranżacje, więc oni czekali do soboty, by je zagrać, konsultując w ten sposób z publicznością. Status koncertów w Górze Kalwarii bardzo im więc odpowiadał. Atmosfera była nieformalna, więc nie trzeba było od razu opracować wszystkiego idealnie. Stąd duże powodzenie imprez w Górze Kalwaria, na których bywałem dość regularnie. Na jednej z pierwszych, jeśli w ogóle nie na pierwszej, pojawił się również Janusz Deblessem. Pojechał tam z reporterskim magnetofonem, przypuszczając, że porozmawia z artystami. Nagrał też kilka utworów „z ręki”. Dzięki temu powstała wspaniała audycja radiowa, Janusz zachował bowiem niesamowitą atmosferę tych koncertów. Dlatego bardzo zabiegałem, by ten program umieścić w boksie. Zadzwoniłem do Janusza z propozycją publikacji, ale on nie pamiętał już tego wydarzenia, ja zaś dysponowałem nagraną z Trójki audycją. Wysłałem mu to nagranie, a on po pewnym czasie odnalazł ten program w archiwum. Zazwyczaj jest tak, że wywiady przeplata się utworami z płyty, tymczasem tutaj nagrania są unikalne. Płytę nazwaliśmy Gitarą i piórem, bo taką nazwę nosi audycja Janusza Deblessema. Dodatkowo na tej płycie znajdują się nagrania-perełki, jak na przykład Krótka rozmowa między Panem, Chamem i Plebanem czy Ballada żebracza, gdzie akompaniament Łapińskiego jest wyjątkowo piękny.
 
Na płycie numer 9 znalazło się również pięć najstarszych nagrań Jacka Kaczmarskiego z lat 1977-1978 roku w wykonaniach studyjnych. To jedne z najstarszych istniejących nagrań Jacka, w dodatku w jakości technicznej profesjonalnej.

Warto zwrócić również uwagę na utwór Akompaniator, napisany i dedykowany przez Jacka Zbyszkowi Łapińskiemu. Łapiński wykonuje tę piosenkę sam na klawiszach. Jest też Epitafium dla Włodzimierza Wysockiego z konkursu Festiwalu w Opolu w 1981 roku. Moim zdaniem to najlepsze istniejące wykonanie tego utworu. Z kolei Monachijskie buki to piosenka odnaleziona, która przez moje niedopatrzenie nie została włączona do Suplementu. Opisy Kwadransów Jacka Kaczmarskiego w archiwum Radiu Wolna Europa są bowiem często niekompletne i źle zrobione. Sugerując się nimi, uznałem, że opis „Monachijskie buki” odnosi się do utworu pt. Zbiorcza odpowiedź na listy z kraju, czyli piosenka bez metafor i aluzji, ale nie sprawdziłem tego. Okazało się, że to piosenka okolicznościowa, dedykowana Wacławowi Krajewskiemu – powstańcowi warszawskiemu, a później pracownikowi Radia Wolna Europa. To utwór urodzinowy; bardzo piękny. Jest to jednocześnie ostatnia poznana przeze mnie piosenka Jacka Kaczmarskiego.
Dziewiąta płyta składa się zatem z rarytasów i niespodzianek.

- Przejdźmy do nagrań, które mieszczą się na kolejnych płytach. Krążki nr 10 i 11 zawierają koncert Kwestia odwagi. Nie przypominam sobie programu Jacka Kaczmarskiego, który byłby tak zatytułowany.
 
- Muszę się przyznać, że niektórym koncertom Jacka z konieczności sam nadałem tytuły. Tak też było z Kwestią odwagi. Generalnie Jacek miał zwyczaj tytułować swoje koncerty. Jeden z nich, w Górze Kalwarii, zatytułował Koncert wspomnień i premier. Pod względem zawartości repertuarowej był to koncert bliźniaczy do Kwestii odwagi, więc można było z tego skorzystać i podmienić tytuły. Byłaby to jednak pewna nieuczciwość, w każdym razie ja zawsze bym wiedział, że to nie jest koncert o tym tytule. Koncert wspomnień i premier mam również nagrany, niestety „z ręki” na dyktafon. Z przyczyn technicznych nie nadaje się on więc do publikacji. Kwestia odwagi jest natomiast koncertem nagranym cyfrowo w doskonałej jakości technicznej. Odbył się on 28 listopada 1993 w Sali Widowiskowej „Riviera” – w czasie, gdy Jacek ze Zbyszkiem regularnie koncertowali w Górze Kalwarii. Koncert w „Rivierze” miał dla odmiany charakter oficjalny. Podczas niego odbyło się prawykonanie programu Sarmatia. Mimo że studyjna Sarmatia jest jedną z lepszych i bardziej udanych płyt Jacka i Zbyszka, nie dorównuje materiałowi z tego koncertu. W „Rivierze” odbyło się też prawykonanie piosenek O zachowaniu przy stole i Nad spuścizną po przodkach deliberacje. Brakuje kilku utworów z Sarmatii, między innymi Z pasa słuckiego pożytek, Warchoł, Kniazia Jaremy nawrócenie. Artyści wykonali natomiast trzy utwory z cyklu Szukamy stajenki, które zapowiadały premierę kolejnego programu oraz kilka piosenek starszych. Na koniec fenomenalna Zbroja. Całość – klimat koncertu i wykonania – jest bardzo piękna. Zdecydowałem się na tytuł Kwestia odwagi, ponieważ na koncercie został wykonany utwór pod tym tytułem, dedykowany Zbigniewowi Herbertowi. Jest to poetycka polemika z wierszem Potęga smaku Herberta. Kilka lat później, po śmierci Herberta, podczas Spotkań Zamkowych w Olsztynie, Jacek znów zaśpiewał ten wiersz, ale z inną muzyką, bo tej z 1993 roku już nie pamiętał. Jest to więc jedno z dwóch istniejących wykonań tego utworu.

- Rok 1993 to bardzo gorący okres wspólnej pracy twórczej Zbigniewa Łapińskiego i Jacka Kaczmarskiego. Nie ma z nimi już Przemysława Gintrowskiego. To moment, gdy pracują we dwóch i we dwóch koncertują.

- Interesująco o tym mówią w rozmowie z Januszem Deblessemem, na płycie Gitarą i piórem. Opowiadają, jak lubią wspólną pracę, jak wzajemnie napędzają się do działania. Nawet w środku nocy Jacek potrafił zadzwonić do Łapińskiego, by zaśpiewać mu nową piosenkę, do której właśnie wymyślił muzykę. Kiedy pracowali nad Szukamy stajenki, Jacek mieszkał jeszcze w Monachium. Melodia do utworu Nad uśpioną Galileą przyszła mu do głowy w drodze z Radia Wolna Europa do domu. Wystukiwał rytm palcami i podśpiewywał ją w tramwaju, przez co zapomniał skasować bilet i dostał mandat. To był okres niesamowity i bardzo gorący twórczo. Pracowali nad dwoma programami i wspólnie się napędzali artystycznie. Szalenie lubię ten okres w życiu twórczym Jacka i wspominam go najcieplej do dziś.

- Z Kwestii odwagi przechodzimy do Koncertu na XX-lecie, również zagranego w „Rivierze” i również wyjątkowego.

- Tak. Jest to koncert wyjątkowy choćby dlatego, że to ostatni występ Jacka w „Rivierze”. Później Sala Widowiskowa „Riviera” poszła do remontu i do końca działalności artystycznej Jacka nie została ponownie oddana do użytku. Kolejne koncerty w Warszawie Jacek grał w Teatrze Małym albo w Piwnicy pod Harendą.
Jacek i Zbyszek przez długi czas intensywnie współpracowali i wspierali się. Jacek mawiał, że program Szukamy stajenki to najlepsza rzecz, jaką Łapiński zrobił w życiu. Całkowicie zgadzam się z tym stwierdzeniem. Łapiński skomponował jedenaście muzyk, a także zrobił wszystkie opracowania i aranżacje. Jacek napisał pięć muzyk. Niestety, ten program poróżnił artystów. Jacek wynajął studio, by nagrać program z profesjonalnymi muzykami, których wymyślił w aranżacjach Łapiński. Niestety, Łapiński kolejne kwartety smyczkowe odrzucał, grając na zwłokę. Jacek interpretował to jednoznacznie – jako złą wolę współpracownika. Z jego punktu widzenia wyglądało to tak, jakby Łapiński bał się, że Jacek – poprzez to, że finansuje przedsięwzięcie z własnych środków – zostanie producentem nagrania i więcej na tym zarobi. Powstawały coraz większe napięcia. Żeby nie mnożyć plotek, powiem tylko, że sam Łapiński niejako przyznaje się do winy w rozmowie z Krzysztofem Gajdą (i potem z Katarzyną Walentynowicz): „Było w tym trochę mojej winy i trochę winy Jacka, ale więcej mojej”.
Trzeba oddać sprawiedliwość Łapińskiemu, że to jest artysta wspaniały. Być może jego perfekcjonizm sprawił, że za bardzo się starał, co Jacek w poetycki sposób celnie ujął w piosence Testament’95. W każdym razie „Stajenka” poróżniła ich do tego stopnia, że potem Jacek już z Łapińskim nie współpracował. Zagrali wprawdzie razem jeszcze kilka razy, na przykład kiedy Krzyk uzyskał status Złotej Płyty, zagrali raz w Piwnicy pod Harendą, o czym jeszcze później opowiemy, i zagrali we trzech (z Gintrowskim) w 1999 roku. Spiritus movens tych ostatnich koncertów Tria był Adam Borowski, wydawca dwóch pierwszych antologii Jacka Kaczmarskiego, który z emfazą powiedział: „Moim życiowym marzeniem jest, żebyście wy jeszcze razem zagrali, panowie”. Na to Jacek odpowiedział, że jeśli pozostali się zgodzą, to on też. To samo powiedział Łapiński i Gintrowski, a więc niejako wszyscy się zgodzili. Zagrali razem pięć lub sześć koncertów. Dwa z nich odbyły się w warszawskim Teatrze Muzycznym Roma. Bilety były horrendalnie drogie, a i tak zostały wyprzedane na pniu.
 
Wracając do wątku... Jacek z Łapińskim zagrali jeszcze kilka razy, ale praca w studiu nad programem Szukamy stajenki poróżniła ich ostatecznie. Jacek nie wybaczył Łapińskiemu i stąd solowy Koncert na XX-lecie, zagrany w grudniu 1996 roku. Półtora roku wcześniej Kaczmarski wyemigrował do Australii z zamysłem, że już nie będzie koncertował. Miał zamiar żyć tylko z pisania. W rzeczywistości udało mu się to od lata 1995 roku do jesieni 1996 roku. Przyjechał do Polski, by nagrać płytę Pochwała łotrostwa – program napisany jeszcze przed wyjazdem do Australii. Jesienią 1996 roku odbyła się również trasa koncertowa po większych miastach w Polsce. W 1996 roku minęło dwadzieścia lat kariery artystycznej Jacka, stąd koncert jubileuszowy, na którym gra on przekrój swoich utworów z tych dwudziestu lat. Pierwsza godzina transmitowana była na żywo w radiowej Trójce. Dlatego na początku Jacek żartobliwie mówi publiczności zgromadzonej w „Rivierze”, by nie klaskała długo, tak żeby słuchacze Trójki nie słuchali tylko braw, i obiecuje, że koncert będzie trwał kilka godzin. I rzeczywiście – jest to jeden z najdłuższych koncertów Jacka.

- Zamieszczony jest, jak mówiłeś wcześniej, z długimi brawami, zapowiedziami, które, jak myślę, w dużej mierze budują jakość i nastrój koncertów pomieszczonych w boksie.

- Wątek zapowiedzi jest dość ciekawy. Wielu ludzi uważa tak jak ty – że zapowiedzi są bardzo wartościowe i ciekawe. Natomiast Jacek raczej ich unikał. Wiedział, że w większych miastach, gdzie odbywało się kilka koncertów w każdym sezonie, ludzie przychodzili po kilka razy na ten sam program. Takich wariatów jak ja, którzy jeździli po kraju i byli na ponad stu koncertach Jacka, może nie było, ale było trochę ludzi, którzy na to samo przychodzili częściej niż raz. Wobec tego Jacek nie chciał się powtarzać. Źle się czuł ze świadomością, że na sali są słuchacze, którzy tę samą „gadkę”, jak sam mawiał, słyszą kolejny raz. Dlatego jeśli dawał koncerty w mniejszych miastach, gdzie występował rzadko, wtedy zapowiedzi były bardziej rozbudowane. W Warszawie zapowiedzi towarzyszyły nowym programom, ale w występach złożonych z tak zwanych evergreenów zapowiedzi raczej nie było.
Wydanie materiału zupełnie bez cięć – bez usunięcia choćby sekundy nagrania – w praktyce nie jest możliwe. Wiadomo, że surowa ścieżka dźwiękowa zawiera strojenia gitary, odkaszlnięcia, dłuższe przerwy, więc zwykle realizator, który przygotowuje nagranie, te fragmenty wycina. Jedynym koncertem w boksie Ze sceny, który wydany został w ten sposób, jest Wojna postu z karnawałem z „Riviery”, natomiast Koncert na XX-lecie – choć też pełny – jest jednak delikatnie montowany.

- Któraś z piosenek została tu zaśpiewana w sposób wyjątkowy? Przy okazji kolejnych koncertów wskazujesz takie utwory.

- Wykonaniem z tego koncertu, które uwielbiam, jest Bob Dylan – piosenka napisana po występie Boba Dylana na koncercie „Live Aid” w latach 80., będąca pastiszem twórczości. Wówczas była to piosenka satyryczna, ale z czasem stała się dla Jacka piosenką ważną, z wątkiem autobiograficznym. Podobnie było z Epitafium dla Włodzimierza Wysockiego, które Jacek napisał w hołdzie Wysockiemu, ale z czasem autobiograficzny ładunek emocji był coraz większy. Wracając do Dylana... Podczas Koncertu na XX-lecie Jacek wykonuje tę pieśń bardzo pięknie, w dodatku publiczność klaskaniem podkreśla przewrotność, którą autor zawarł w treści utworu. To najlepsze wykonanie Boba Dylana, jakie znam.

- Kolejny krążek to koncert zatytułowany Złota płyta „Krzyk”. Ten tytuł wiele tłumaczy.

- Jest to koncert okolicznościowy, który odbył się z okazji uzyskania przez Krzyk (nagrany w 1981 roku) statusu Złotej Płyty. Uroczystość z tym związana odbyła się w Teatrze Dramatycznym w warszawskim Pałacu Kultury. Najpierw wręczono artystom Złote Płyty, a później zagrali oni koncert złożony głównie z utworów z Krzyku, zaśpiewanych po latach. Koncert był świetny. W ogóle nie słychać przerwy w ich współpracy. Po koniec piosenki Pustynia’80 Łapiński wplata znany jazzowy fragment „karawany”. On zawsze próbował odrobinę improwizować, wprowadzając do piosenek coś nowego. Mówił, że granie tak samo wiele razy byłoby dlań śmiertelnie nudne. Dlatego praktycznie nie ma dwóch identycznie zagranych przez Łapińskiego wykonań. Piękne jest to, jak Kaczmarski z Łapińskim się rozumieli – mimo że regularnie nie występowali już razem. Przed piosenką Barykada (Śmierć Baczyńskiego) Jacek nieuważnie nastroił gitarę i w momencie, gdy zaczął grać, okazało się, że nie stroi mu struna D. Pewnie bił się z myślami, czy przerwać utwór i nastroić gitarę poprawnie, ale chyba uznał, że nie jest aż tak źle. Niestety, zły strój coraz bardziej dawał się we znaki zarówno artystom, jak i słuchaczom. Po zaśpiewaniu piosenki, na brawach publiczności słychać, jak Łapiński mówi: „Tyle razy ci mówiłem: Jacuś, nie strój na akord”. Bardzo lubię ten moment koncertu.

- Czy rozmawiałeś kiedyś z Jackiem, jaki stosunek ma on do piosenek z Krzyku? Słuchałam tych nagrań z kaset magnetofonowych i dla mnie do tej pory są to chyba najważniejsze utwory, na koncertach w latach dziewięćdziesiątych pojawiały się rzadko.  Myślę o takich tytułach jak Poczekalnia, Manewry, Nawiedzona wiek XX… Część piosenek z Krzyku pojawia się w późniejszych nagraniach, ale pozostałe nie są wykonywane.

- W książeczce do boksu zawarte są cytaty z wypowiedzi Jacka po latach, więc chociażby stąd wiemy, co o tym myślał. Warto jednak podkreślić, że albumy różnych wykonawców, nie tylko Jacka Kaczmarskiego, są tak skonstruowane, że po nagraniu płyty część utworów żyje własnym życiem i staje się instytucją samą w sobie. Część utworów jest grana na koncertach, pozostałe jednak pozostają zatopione na płycie i poza nią nie funkcjonują. Chyba każdy zespół tak ma. Czasami nawet perełki pozostają tylko na macierzystym albumie. Na przykład u Beatlesów na płycie Help jest I've Just Seen a Face czy It's Only Love. Te wspaniałe piosenki nie funkcjonowały potem same. Funkcjonowały za to inne, jak Yesterday czy Help!

- To samo jest z Nohavicą, którego niektóre utwory nagrane na płycie Ikarus zupełnie nie są grane na koncertach. To jest naturalne, bo nie da się zaśpiewać wszystkich piosenek, które się napisze.

- Słusznie, aczkolwiek nie zawsze da się powiedzieć, dlaczego tak się dzieje. Takim przykładem u Jacka, który mnie bardzo frapuje, jest piosenka Portret zbiorowy we wnętrzu – Dom Opieki z programu Wojna postu z karnawałem. To piękna piosenka, a Jacek nigdy nie zagrał jej poza programem.
Jeszcze inną kwestią jest to, że w każdym roku swojej działalności artystycznej Jacek miał w bieżącym repertuarze określony zbiór utworów. Ten jego czynny repertuar był bardzo rozległy. Składało się nań 80-100 piosenek, czyli grając to, co akurat chodziło mu po głowie i do czego miał przy sobie teksty, mógł zagrać trzy długie koncerty, w których żadna piosenka nie powtórzyłaby się. Do tego czynnego repertuaru wchodziły zarówno utwory bardzo stare – przykładem koronnym jest Encore, jeszcze raz, napisany w 1977 roku i nagrany na płycie Mury, a potem grany regularnie przez 25 lat działalności artystycznej Jacka Kaczmarskiego. Z drugiej strony istniały takie utwory, które wcale nie były stare, a których Jacek nie grał. Były też utwory, grał przez jakiś czas po napisaniu, a później przestał – dlatego, że jak sam mówił, już się z nimi nie identyfikował. Pięknie ostatnio spuentował to Łapiński, mówiąc, że on nie lubi być w jury na festiwalach piosenki, ponieważ wychodzi dziewczyna i pięknie śpiewa, tylko że śpiewa dla siebie, a nie dla niego. Aby zrozumieć to zdanie, trzeba reprezentować pewien poziom wrażliwości artystycznej i swoje przeżyć. Chodzi o to, że bardzo wielu wykonawców piosenek, w tym piosenek Jacka, myśli: „Ponieważ umiem zagrać, to gram”. Tymczasem nie tędy droga. By wyjść na scenę i grać, oczywiście trzeba umieć. To warunek konieczny, ale dalece niewystarczający. Trzeba bowiem się z tą piosenką identyfikować, czuć, że chce się grać tę piosenkę i coś nią wyrażać, mieć ją w duszy. Dlatego nie jest tak, że Jacek mógł zagrać każdą swoją piosenkę na każdym koncercie i byłoby to dla niego zadowalające.
Myślę, że gdyby zapytać Jacka, dlaczego nie grał na przykład Poczekalni, odpowiedziałby raczej, że trochę się zdezaktualizowała, niż że już się z nią nie identyfikuje.

- Kolejna płyta to Powtórka z Odysei. Co to za koncert i skąd ten tytuł?

- To tytuł utworu Jacka napisanego 4 września 1998 roku. Tytuł koncertowi nadany został przeze mnie. Po tym, jak Jacek przestał grać w Sali Widowiskowej „Riviera” sporo koncertów odbyło w Teatrze Małym; równolegle, mniej więcej od 1998 roku, Jacek zaczął koncertować w Piwnicy pod Harendą. Powtórka z Odysei to jeden z pierwszych koncertów granych właśnie w Piwnicy. Ze względu na swoją specyficzną atmosferę, koncerty tamże uzyskały status pewnego mistycyzmu, niezwykłości. Były bardzo długie i przychodziła na nie zaangażowana publiczność. Na ponad godzinę przed koncertem sala się powoli zapełniała. Bar był czynny, ludzie pili piwo, rozmawiali, był gwar. Obserwując to, za każdym razem miałem obawy, czy ta atmosfera aby na pewno będzie sprzyjała koncertowi, jednak kiedy Jacek wychodził na scenę, nastawała kompletna cisza; ludzie byli jakby zaczarowani, a piwo przestawało mieć jakiekolwiek znaczenie. Nawet jeśli z rzadka zdarzały się pojedyncze incydenty, to Jacek bez trudu potrafił załagodzić problem. Kiedyś jakiś podchmielony gość krzyknął w przerwie między piosenkami: „Obława!”, na co Jacek spojrzał w jego kierunku i powiedział: „Synu, jeśli uda ci się zachować przytomność do wpół do jedenastej, to może się nawet doczekasz”. Sala gruchnęła śmiechem, a ów słuchacz już więcej nie próbował zwracać na siebie uwagi.
Powtórka z Odysei to koncert nietypowy. Na godzinę przed występem do Piwnicy przyszedł bowiem Łapiński, przywitał się z organizatorami i zasugerował, że mógłby z Jackiem wystąpić. Jacek się oczywiście zgodził. Zrobili krótką próbę i zagrali 10 utworów z programu Szukamy stajenki oraz kilka ze wspólnego repertuaru. Na koniec Jacek Kaczmarski z Jackiem Majewskim, czyli swoim pomocnikiem i kierowcą, ale też fenomenalnym gitarzystą, zagrali razem dwa utwory z powstającego programu Dwie Skały: Powtórkę z Odysei i Prapradziadka. To cenna ciekawostka, ponieważ utwory te są pięknie zaaranżowane na dwie gitary. Również wykonania piosenek z Łapińskim są świetne, na przykład Nasza klasa czy Jak długo grać będą. Powtórka z Odysei to jeden z moich najukochańszych koncertów.

- W momencie, gdy odbywa się Koncert na XX-lecie, czy Złota płyta „Krzyk”, rozumiem, że przyjeżdża ekipa i koncert jest rejestrowany. W momencie, gdy mamy zwykły koncert, na przykład w Piwnicy pod Harendą, który nie jest zaplanowany jako nagranie płyty, jak powstawały te nagrania? Kto je przechował?

- W przypadku Jacka przychodziło się na koncert i po prostu się nagrywało. Na każdym koncercie widać było kilkanaście dyktafonów w wyciągniętych w górę rękach. Jackowi to nie przeszkadzało. Co więcej – w Poznaniu był taki człowiek, który do klubu Eskulap, gdzie zazwyczaj odbywały się koncerty Jacka, przychodził z półprofesjonalnym sprzętem i prosił artystę o pozwolenie na podłączenie się do konsolety. Jacek zawsze się na to zgadzał, a potem nawet nie dbał, co się z tym nagraniem stanie. Dzięki temu mamy nagrania solowych wykonań programu Między nami czy Mimochodem z Poznania. Komuś może to się wydawać dziwne, ale Jacek nie troszczył się o prawa autorskie, w każdym razie na pewno nie uważał, że należy zabraniać nagrywania koncertu tym, którzy tego chcą.
Z powyższych dywagacji oczywiście nie wynika, że nagranie Powtórki z Odysei było wykonane przez amatora. Ta akurat rejestracja pochodzi bowiem z serii nagrań wykonanych dla artysty i na jego zamówienie. Otrzymałem je od Jacka, inne kopie przepadły i nagle okazało się, że ta moja jest jedyną istniejącą.

- Płyta nr 16, czyli 20 (5) lat później – suplement, jest rodzajem dalszego ciągu płyty wydanej przez Polskie Radio pod tytułem Dwadzieścia (5) lat później?

- Płyta wydana przez Polskie Radio to wydawnictwo okolicznościowe – na 25-lecie działalności artystycznej Jacka Kaczmarskiego. Materiał na płytę zarejestrowany został podczas koncertu, który odbył się w Piwnicy pod Harendą 22 grudnia 2000 roku. Był to bardzo długi koncert, jeden z najwspanialszych koncertów Jacka, na jakich byłem. Nagrany został w całości, materiał został potem zrzucony na trzy płyty, które zaraz po Nowym Roku Jacek zabrał ze sobą, wyjeżdżając do Australii. Spis utworów, które miały znaleźć się na płycie Dwadzieścia (5) lat później, przesłał faksem Jasiowi Cieślakowi. Piosenki zostały skopiowane z taśmy-matki, otrzymało je Polskie Radio, i płyta została wyprodukowana. Po jakimś czasie osoba, która nagrywała ten koncert, zadzwoniła do Jasia z pytaniem, co zrobić z taśmą zawierającą całość materiału z koncertu. Człowiek ten chciał skasować materiał albo go odsprzedać, ponieważ potrzebował taśmy do kolejnego zlecenia. Jaś odpowiedział, że skoro płyta została wydana, to można materiał skasować. W ten sposób nagrane dla Jacka płyty demo stały się jedynym nośnikiem zapisu tej części koncertu, której nie wykorzystano do wydania płyty okolicznościowej. Dwie z tych trzech płyt, które Jacek zabrał do Australii, wróciły do Polski. Na szczęście na płycie wydanej przez Polskie Radio znajduje się 18 utworów, które w większości pochodzą z zagubionej płyty. W 2002 roku Jacek przekazał mi dwie przywiezione z Australii płyty i z nich pochodzi materiał zamieszczony na krążku 20 (5) lat później – suplement. Są tu prawdziwe perełki, na przykład utwór Wyschnięte strumienie czy Czerwony autobus. Po Wyschniętych strumieniach słychać mój okrzyk: „Brawo!”. Pamiętam, że przez cały koncert stałem pod filarem, bo było tak ciasno, że nie było gdzie usiąść...
 
- Rozumiem, że idea koncertu 20 (5) lat później to kolejny przekrój twórczości Kaczmarskiego?

- Istotnie, choć Jacek postarał się, żeby zabrzmiało też kilka piosenek, których od dawna nie grał, między innymi Przybycie tytanów. Kilka razy była taka sytuacja, że artysta zaczynał grać, a ludziom wydawało się, że wiedzą, jaki to będzie utwór, więc zaczynali klaskać. Za którymś razem Jacek przerywa i pyta, co to za utwór. Na nagraniu słychać, jak publiczność zgaduje. W pewnym momencie Jacek mówi, że przypomina mu to teleturniej „Jaka to melodia”. Publiczność gruchnęła śmiechem, atmosfera jest fenomenalna.

- Kolejna płyta zatytułowana jest Radio Wrocław – suplement. Kolejny suplement, który mamy w boksie Ze sceny. Płyty z sesji, która odbyła się w Radiu Wrocław, opublikowane zostały w poprzednich boksach.

- Tak, to jeden z trzech suplementów w boksie Ze sceny. W 2001 roku w Dużym Studiu Polskiego Radia Wrocław odbyła się sesja nagraniowa, do której przeprowadzenia zmotywowała artystę pani Jolanta Piątek, ówczesna dziennikarka Radia Wrocław. Jacek śpiewał do pustej sali Dużego Studia. Wykonał wówczas około dziewięćdziesięciu utworów – wśród nich jest kilka, które zostały nagrane tylko tam. Chodzi tu na przykład o Grajka według Brassensa, czy o Balladę o istotkach, którą Jacek uznaje za swoją pierwszą i najstarszą piosenkę. Jest więc tu kilka wykonań absolutnie unikalnych. Wyglądało to tak, że Jacek przeglądał antologię poezji A śpiewak także był sam… i gdy uznał, że dawno lub bardzo dawno nie grał jakiegoś utworu, przygotowywał się przez kilka minut i nagrywał go. Dlatego wśród tych nagrań sporo jest też utworów, które grane są rzadko, ale nie są unikalne, na przykład niemal cały Kosmopolak. Również sporo piosenek z Radia Wrocław to jedne z dwóch istniejących wykonań.
Krzyś Gajda w biografii Kaczmarskiego To moja droga stawia tezę, że Jacek, przeczuwając intuicyjnie chorobę, poczuł imperatyw, by nagrać utwory, których wcześniej nie zdążył zarejestrować. Nie zaprzeczam tej tezie, ale wydaje mi się, że jest ona jednak trochę na wyrost. Spiritus movens sesji wrocławskiej była bowiem pani Jolanta i jej należy przypisać główną zasługę. Z tego, co wiem, w Radiu Wrocław odbył się szereg programów, w których pani Piątek wykorzystywała tę sesję nagraniową. Potem, gdy okazało się, że część nagrań będzie potrzebna do kolejnych boksów, Radio Wrocław chętnie zgodziło się na ich publikację. Przy okazji warto zaznaczyć, że sesja wrocławska jako całość nie jest najlepszym artystycznie materiałem nagraniowym Jacka Kaczmarskiego. Znajdują się tam piękne wykonania niektórych piosenek, na przykład Czarnych sucharów czy Pierestrojki w KGB, ale całość nie jest bardzo udana. Wiele bowiem piosenek Jacek przypominał sobie na dzień czy dwa przed nagraniem. Dodatkowo, jak już wspomniałem, śpiewał do pustej sali, co również nie pozostało bez wpływu na efekt. Jak na Jacka to niebywałe, bo on w zasadzie nie miewał słabszych wykonań. Tymczasem w Radiu Wrocław około dziesięciu utworów nie jest wykonanych na poziomie, do którego nas przyzwyczaił. Cała sesja mieści się na trzech płytach CD. Materiał mieszczący się na jednej (22 utwory) został wydany w 2006 roku w Suplemencie. Z pozostałych sześćdziesięciu kilku wybrałem 30 najlepiej zagranych.

- Kolejne dwie płyty to Komedia ludzka. Interesujący projekt. Czy Jacek został doń zaproszony jako satyryk?

- Komedia ludzka to impreza, która odbyła się w Tarnowie w październiku 2001 roku. Po śmierci Jacka pan Andrzej Pacuła, który organizował koncert, przekazał nagrania Ali Delgas. Kiedy przyszedł czas publikacji boksu Ze sceny, odezwaliśmy się do pana Andrzeja, który nakreślił tło imprezy. W książeczce dołączonej do boksu pan Pacuła wyjaśnia kontekst całej sytuacji. Poprosił mianowicie Jacka o wykonanie kilkunastu wskazanych piosenek. Niektóre z nich Jacek odrzucił, mówiąc, że nie identyfikuje się już z nimi. Dorzucił za to kilka swoich propozycji i w ten sposób powstał bardzo ładny, dwuczęściowy i dwupłytowy koncert. To jeden z ostatnich koncertów Jacka, nie będący częścią trasy z programem Mimochodem. Zawiera dwa prawykonania: Przepowiednię Jana Chrzciciela i Przyśpiewkę bylejaką o europejskości Polaka. Koncert jest dobry zarówno pod względem technicznym jak i artystycznym. Podobny jest nieco do Encore, jeszcze raz z Paryża, który został wydany oddzielnie. Występy te są podobne repertuarowo i mają podobny klimat, wolę jednak słuchać Komedii ludzkiej. Podczas obydwu rzeczonych koncertów Jacek odczuwa już pierwsze objawy choroby, co uważny słuchacz bez trudu wychwyci – bynajmniej nie dlatego, że artysta gorzej śpiewa, ale po atmosferze; to nie do końca taki sam Jacek, jakim był przed chorobą.

- Ostatnia płyta boksu Ze sceny nosi nazwę Mimochodem – suplement. Mimochodem to również ostatni program Jacka Kaczmarskiego; ukazał się na płycie wydanej przez Polskie Radio, zarejestrowanej w Studio im. Agnieszki Osieckiej.

- Jest to jednocześnie jedyna sesja nagraniowa Jacka Kaczmarskiego, do której opracowania akustycznego nie można się przyczepić. Miało na to wpływ miejsce rejestracji koncertu, czyli Studio Polskiego Radia im. Agnieszki Osieckiej, które jak na ówczesne czasy dysponowało najlepszym w kraju sprzętem. Ponadto Jacek był w doskonałej formie i bardzo chciał ten koncert nagrać. Nie był to koncert biletowany, zaproszeni zostali znajomi. Widownia składająca się z ludzi życzliwych Jackowi pękała w szwach. Publiczność wiedziała, że koncert zorganizowany jest w celu rejestracji materiału na płytę; Jacek nie chciał jednak wypuścić słuchaczy natychmiast po nagraniu Mimochodem. Ponieważ nie czuł się chyba na siłach, by grać jeszcze długo, zaśpiewał siedem piosenek, które składają się na zawartość płyty Mimochodem – suplement. Jest to tym samym najkrótsza płyta Jacka Kaczmarskiego.
Akustycznie i technicznie Mimochodem i Mimochodem – suplement to płyty bez wad. Nagrania zostały zarejestrowane 5 grudnia 2001 roku.

- Boks ukazał się w czerwcu 2012 roku, ale ponieważ to aż 13 koncertów, trzeba było je umiejętnie dawkować. Myślę, że w tej opowieści, którą snułeś i która zawiera się w tym boksie, mamy biografię artystyczną Kaczmarskiego.

- Oczywiście. Już o tym mówiłem i nigdy dość powtarzania, że ten boks jest fenomenalny również dlatego, że to najlepsza rzecz dla kogoś, kto dopiero zaczyna przygodę z twórczością Jacka. Znalazły się na nim koncerty, na których zagrane zostały chyba wszystkie tak zwane evergreeny, we wspaniałych wykonaniach. Artystycznie boks ten zdecydowanie przewyższa Syna marnotrawnego i Suplement. Dla tych, którzy dobrze znają twórczość Jacka, jest również niezwykłym wydarzeniem, bo to koncerty wcześniej niepublikowane.

- Zrobiłeś coś, co jest nierealne: stworzyłeś boks „the best of”, będący jednocześnie kompendium wiedzy na temat.

- Stworzyłem „the best of” z wykonań nigdy wcześniej niepublikowanych. Łącznie w boksie jest 345 tracków, z których mniej niż 20 było kiedykolwiek publikowanych. Wielu piosenek ten boks nie zawiera, ale i tak zawiera 180 różnych utworów, czyli niemal połowę wszystkich piosenek Jacka.

- W 2014 roku mija 10. rocznica śmierci Jacka Kaczmarskiego i pewnie też będziesz coś próbował przygotować. Ukaże się coś, o czym będzie warto porozmawiać?

- Można powiedzieć, że pod względem wydawnictw Jacka Kaczmarskiego jestem człowiekiem spełnionym. Zrobiłem to, o czym marzyłem. Boks Ze sceny był dla mnie bardzo ważny również dlatego, że szanse na jego publikację wydawały się nikłe. Chyba żaden z artystów nie ma bowiem tak szerokiej dyskografii, stąd wydawało się, że żaden wydawca nie podejmie się tego zadania. Z drugiej strony czułem, że te utwory po prostu trzeba wydać. Oczywiście jest jeszcze kilka projektów, które warto zrobić i które ładnie będą się komponowały z kolejnymi rocznicami związanymi z twórczością i życiem Jacka Kaczmarskiego.
 
Rozmawiała: Teresa Drozda.
 
 
Listopad 2017
Pn Wt Śr Cz Pt So N
2
28

Nadchodzące wydarzenia


23
Lis
2017
18:00
23 listopad 2017 18:00
KDK - Kutno, ul. Żółkiewskiego 4/CTMiT - Kutno, ul. Teatralna 1
XIII Ogólnopolski Festiwal Jeremiego Przybory Stacja Kutno 19 listopada (niedziela)CTMiT - Kutno, ul. Teatralna 1godz. 18.00 - [...]
23
Lis
2017
18:30
23 listopad 2017 18:30
Wawerskie Centrum Kultury - Warszawa, ul. Żegańska 1a
Teresa Drozda opowiada o osobie i twórczości Marii Czubaszek. Spotkanie w cyklu "Radiowe perełki". Wstęp [...]
23
Lis
2017
19:30
23 listopad 2017 19:30
Kalinowe Serce - Warszawa, ul. Krasińskiego 25
Koncert DGZZ, czyli Daniel Gałązka z zespołem.
24
Lis
2017
18:00
24 listopad 2017 18:00
KDK - Kutno, ul. Żółkiewskiego 4/CTMiT - Kutno, ul. Teatralna 1
XIII Ogólnopolski Festiwal Jeremiego Przybory Stacja Kutno 19 listopada (niedziela)CTMiT - Kutno, ul. Teatralna 1godz. 18.00 - [...]
24
Lis
2017
19:00
Koncert
24 listopad 2017 19:00
Miasto Ogrodów im. Krystyny Bochenek CKK - Katowice pl. Sejmu Śląskiego 2
10 czerwca 2017 roku minęło 10 lat od nagrania przez zespół Raz Dwa Trzy kultowego albumu pt. [...]
 

Wspierane przez iCagenda

Facebook

SFbBox by enter-logic-seo.gr

© Wszelkie Prawa Zastrzeżone - 2017
Projekt i wykonanie CFTB.PL