Takie sobie pogaduchy, czyli "Kobieta do zjedzenia" - recital Magdy Smalary w Teatrze Atelier

sobota, 20 wrzesień 2014
Specjalnie dla Strefy Piosenki pisze Beata Bonik:

"Takie tam, o niczym" – ocenił spektakl mój Mąż, gdy wyszliśmy z teatru.  Był sierpniowy, nieco późnawy, ciepły (pomimo popołudniowej burzy) wieczór. W Sopocie życie towarzyskie w rozkwicie, pełnia sezonu, zatrzęsienie wczasowiczów i turystów. Mój Mąż, zmuszony tłumaczyć się z krytyki, punktował: głos – ok, interpretacje – dobre, śpiew – nawet bardzo, muzycy - też w porządku... Ale? "Ale czy nie uważasz, że to było trochę naciągane?" Chodziło o scenariusz. I muszę przyznać, że trochę było. Z tym, że sprawa, po przemyśleniu, okazała się wcale nie taka prosta.

Ale zacznijmy "od początku". Spektakl "Kobieta do zjedzenia" to właściwie rodzaj muzycznego monodramu. Magda Smalara jest tu i aktorką, i reżyserem, i autorką scenariusza. Temat, jaki podejmuje, wydaje się błahy i – chciałoby się rzec – niepoetycki: jedzenie.
 
Dla bohaterki spektaklu, jak dla wielu kobiet (czy na pewno tylko kobiet?), to drażliwa kwestia, zwłaszcza że lubimy jeść, ale nie lubimy skutków tej przyjemności. Zbyt banalne? Skoro to temat dyżurny w mediach, czemu nie miałby trafić na deski teatru? Wybrane piosenki sensownie, a przy tym bardzo dowcipnie, połączyły opowieści bohaterki. Dużo tu szczerości i autoironii, choć i wątki poważniejsze się trafiają, i nieco polityki... Widownia miała okazję zadumać się trochę, ale przede wszystkim – uśmiać i ubawić. Może nawet zadziwić.
W programie znalazły się piosenki znakomitych tekściarzy, tych bardzo znanych - Agnieszki Osieckiej, Wojciecha Młynarskiego, Jeremiego Przybory – i tych znanych trochę mniej, np. Iwonny Buczkowskiej. Obok tego fragment "Pana Tadeusza" - opis bigosu w muzycznym opracowaniu Urszuli Borkowskiej okazał się bardzo fajnym utworkiem. Choć w sercach widowni nie przebił, bądźmy szczerzy, nieśmiertelnej ballady Andrzeja Waligórskiego o Jagience i orzechach, wykonanej zresztą naprawdę znakomicie.

Bohaterka spektaklu za pośrednictwem piosenek i własnych komentarzy (a nawet poezji – wiersz Wisławy Szymborskiej) podejmuje dialog z widownią. Meandry narracji wiodą ją przez wspomnienia dzieciństwa i dziecięcych fascynacji jedzeniem, poprzez sprawy tak kardynalne jak jedzenie i miłość, nie mniej istotne - odchudzanie i diety, po sprawy naprawdę poważnie – zagrożenie otyłością, głód... Wątek gubi się jednak i rozmywa chwilami w skojarzeniach niejasnych i odległych, spójność scenariusza rzeczywiście rwie się, a widz ma prawo do niemiłego odczucia naciągania. Autorka spektaklu z jednej strony przekonuje z erudycją, że jedzenie to temat zajmujący ważne miejsce w literaturze, a zatem na pewno nie niepoetycki, ale z drugiej przyznaje, że dla wielu autorów temat jedzenia niemal w ogóle nie istniał, stąd pewne problemy z doborem tekstów.

I tu czas, jak sądzę, na refleksję. Otóż są tematy, które literatura lubi - wzniosłe, poważne, zajmujące tylko istoty obdarzone wyjątkową wrażliwością i intelektem. I są tematy tkwiące po uszy w banale codzienności – do takich ośmielają się zniżyć tylko nieliczni. Och, biedna ta nasza literatura z permanentną pretensją do wzniosłości! Skutek  jest taki, że programów o dylematach moralnych, miłosnych i egzystencjalnych mamy na pęczki, a widz żyje z przeświadczeniem, że teatr, trybuna sumień i serc, tylko o takich sprawach mówić może. Scena to nie miejsce na pogaduchy. Mówić ze sceny o sprawach dotyczących zwykłego, przeciętnego człowieka ani nie ma jak, ani nie wypada. Tylko – dlaczego? To dziecinnie proste pytanie dopadło mnie, gdy spierałam się z Mężem, wędrując ulicami nocnego Sopotu. W tłumie urlopowiczów nie zauważyłam ani natchnionych twarzy mieszkańców Świątyń Sztuki, ani prostaków nie skażonych  zbliżeniem do ich bram. Ot, ludzie, jak wszędzie. Ludzie, którzy spokojnie mogą przyjść na spektakl Magdy Smalary i pozachwycać się pięknem śpiewu i muzyki z poczuciem, że potraktowani zostali z szacunkiem oraz że nikt tu od nikogo nie wymaga ekwilibrystyki intelektualnej. Choć i nikt nikogo nie traktuje jak idioty. Myślę, że to wcale nie tak mało. Dlatego polecam – nie tylko w czasie urlopu.

A słabizny scenariusza? Cóż – czasami trzeba umieć powiedzieć sobie: cierpliwości. I może jeszcze mieć nadzieję, że nasze pokolenie doczeka się poetów władających słowem i formą tak mistrzowsko, by ująć w artyzm poezji sprawy najbardziej codzienne i błahe. To z nich przecież splata się nasze życie.
 
Beata Bonik - specjalnie dla Strefy Piosenki.
 
Premiera spektaklu odbyła się 12 sierpnia 2014 roku w Teatrze Atelier w Sopocie.
 
 
Listopad 2017
Pn Wt Śr Cz Pt So N
2
28

Nadchodzące wydarzenia


23
Lis
2017
18:00
23 listopad 2017 18:00
KDK - Kutno, ul. Żółkiewskiego 4/CTMiT - Kutno, ul. Teatralna 1
XIII Ogólnopolski Festiwal Jeremiego Przybory Stacja Kutno 19 listopada (niedziela)CTMiT - Kutno, ul. Teatralna 1godz. 18.00 - [...]
23
Lis
2017
18:30
23 listopad 2017 18:30
Wawerskie Centrum Kultury - Warszawa, ul. Żegańska 1a
Teresa Drozda opowiada o osobie i twórczości Marii Czubaszek. Spotkanie w cyklu "Radiowe perełki". Wstęp [...]
23
Lis
2017
19:30
23 listopad 2017 19:30
Kalinowe Serce - Warszawa, ul. Krasińskiego 25
Koncert DGZZ, czyli Daniel Gałązka z zespołem.
24
Lis
2017
18:00
24 listopad 2017 18:00
KDK - Kutno, ul. Żółkiewskiego 4/CTMiT - Kutno, ul. Teatralna 1
XIII Ogólnopolski Festiwal Jeremiego Przybory Stacja Kutno 19 listopada (niedziela)CTMiT - Kutno, ul. Teatralna 1godz. 18.00 - [...]
24
Lis
2017
19:00
Koncert
24 listopad 2017 19:00
Miasto Ogrodów im. Krystyny Bochenek CKK - Katowice pl. Sejmu Śląskiego 2
10 czerwca 2017 roku minęło 10 lat od nagrania przez zespół Raz Dwa Trzy kultowego albumu pt. [...]
 

Wspierane przez iCagenda

Facebook

SFbBox by enter-logic-seo.gr

© Wszelkie Prawa Zastrzeżone - 2017
Projekt i wykonanie CFTB.PL