Z akordeonem mogę więcej - mówi Robert Kuśmierski

środa, 01 kwiecień 2015
Z muzykiem, akordeonistą, solistą, wirtuozem i scenicznym partnerem Jaromira Nohavicy - Robertem Kuśmierskim - rozmawia Teresa Drozda:
 
- Spotykamy się by poopowiadać o Twojej solowej płycie, która nosi tytuł "Karuzela". Przede wszystkim trzeba powiedzieć skąd się wzięła?
 
- O płycie myślałem od dawna. I w zasadzie tylko myślałem. Często tak się dzieje z różnymi projektami – że się o nich myśli, ale do realizacji daleko. To zawsze jest kwestia: czasu, pieniędzy, motywacji. U mnie największym problemem był brak czasu. Dużo koncertuję, do tego uczę w szkole muzycznej w Warszawie. Czasami chciałem odpocząć, więc zawsze tego czasu brakowało.

- Uczysz dzieci grać na akordeonie?

- Oczywiście, że na akordeonie! Moi najmłodsi uczniowie są w pierwszej klasie podstawówki, czyli są to dzieci siedmioletnie, a najstarsze roczniki to maturzyści. Mam uczniów, których prowadziłem nawet 12 lat. W tej chwili kończą Warszawski Uniwersytet Muzyczny, jeżdżą po całym świecie, świetnie sobie radzą i cieszą się muzyką.
Kiedyś grałem koncert w Popradzie. Wiedziałam, że w tym samym czasie mój były uczeń bierze udział w odbywającym się tam Międzynarodowym Konkursie Akordeonowym. Zaprosiłem go na swój koncert, ale kilka godzin przed jego rozpoczęciem odebrałem telefon i usłyszałem: „Proszę pana, bardzo przepraszam, ale nie będę mógł przyjść, bo wygrałem ten konkurs i w tym czasie będę brał udział w koncercie laureatów”. Miałem ogromną satysfakcję.
 
- Wracamy do płyty. Z tego co mówisz wnioskuję, że myślałeś o niej zanim zacząłeś koncertować z Jaromirem Nohavicą?

- Myślałem o tym dużo wcześniej, dużo osób namawiało mnie do nagrania płyty. Za każdym razem było jednak coś ważniejszego, jakiś nowy projekt, koncert, czyli nowe próby i przygotowania. Obiecywałem sobie, że nagram płytę gdy tylko będę miał więcej wolnego czasu. Jestem szczęśliwy, że ją w końcu nagrałem i będę teraz mówił kolegom, którzy mają podobne dylematy: nagrywajcie jak najszybciej , bo czasu nigdy nie będzie więcej.  

- Płyta jest albumem instrumentalnym, akordeonowym?

- Tak, wiodącym instrumentem jest akordeon. Są tam utwory solowe, grane wyłącznie na akordeonie, ale są też utwory grane z towarzyszeniem innych instrumentów: fortepianu, kontrabasu, perkusji. Jest też jeden bonus.

- O bonusie porozmawiamy trochę później. Na razie trzymam się tematu akordeonu jako takiego, myślę sobie, że mogę spokojnie postawić tezę, że jesteś obok muzyków z Motion Trio najbardziej rozpoznawalnym polskim akordeonistą na świecie.


- Miło mi  to słyszeć, aczkolwiek trudno mi się do tego ustosunkować. Chociaż chciałbym móc się z tym zgodzić.

- W ciągu ostatnich pięciu lat za sprawą tego instrumentu zjechałeś prawie cały świat.


- Przede wszystkim Europę, ale te moje muzyczne podróże trwają dłużej. Ostatnich pięć lat to czas bardzo intensywny, ale wcześniej także jeździłem na różne koncerty czy konkursy akordeonowe. Można powiedzieć, że dzięki temu, że gram na tym instrumencie dotarłem w różne miejsca, których być może nie miałbym okazji zobaczyć, wykonując inny zawód.

- Czy można być wirtuozem gry na akordeonie? Wiem, że są różne akordeony, ale naprawdę można z niego wydobyć lepszy lub gorszy dźwięk?

- Można, jak z każdego instrumentu. Ponad 30 lat temu do szkolnictwa muzycznego w Polsce został wprowadzony instrument guzikowy, na którym grała już niemal cała Europa, od Hiszpanii po Ural. Zaczęto  sprowadzać do Polski bardzo drogie wysokiej klasy akordeony, głównie z Włoch. Początkowo instrumentów tych było niewiele, jednak zmiany jakie zaszły w naszym kraju, a co za tym idzie poprawa sytuacji ekonomicznej pozwoliły na to, że mogliśmy kupować je w większym stopniu. Instrumentarium przyczyniło się do znacznego rozwoju akordeonistyki pod względem techniki wykonawczej jak i artystycznym, a co za tym idzie do zmiany postrzegania instrumentu. Obecne akordeony koncertowe to takie małe przenośne orkiestry.
To bardzo wdzięczny instrument do muzykowania, zarówno w ruchu amatorskim jak i profesjonalnym.
Oczywiście mały procent akordeonistów będzie grał profesjonalnie. Na gitarach też większość gra amatorsko i przyjmowane jest to normalnie. Z akordeonem jest podobnie.

- Dlaczego wybrałeś akordeon jako instrument wiodący?

- Na akordeonie grał mój tata. Idąc na egzamin do szkoły muzycznej, znałem już nuty. Zaproponowano mi skrzypce, ale to była wielka niewiadoma, a akordeon dobrze znałem. W liceum namawiano mnie, abym się przeniósł na fortepian, bo radziłem sobie na nim przyzwoicie. Ale cały czas czułem, że z akordeonem mogę zrobić coś więcej. Zresztą miałem już jakieś wyniki, jeździłem na konkursy, zdobywałem nagrody. Młodemu człowiekowi trudno podjąć decyzję, żeby zacząć coś od nowa. Aczkolwiek fortepian jest do dzisiaj bliskim mi instrumentem. Zostałem przy akordeonie i jestem zadowolony z tej decyzji. Świetnych pianistów jest bardzo wielu, akordeonistów też , ale jednak przynajmniej 10 razy mniej. Jest troszeczkę łatwiej...

- Czy akordeon w Czechach jest instrumentem drugiej kategorii?

- Myślę, że jest odbierany podobnie jak w Polsce. I nie jest instrumentem drugiej kategorii. Ale trzeba pamiętać, że został wymyślony niespełna 200 lat temu, więc trudno, żeby rywalizował z np. organami czy skrzypcami, które mają o wiele dłuższą historię, bogatszą literaturę. Jednak można na nim grać bardzo zróżnicowany repertuar. Jako ciekawostkę  podam opracowanie "Czterech pór roku" Vivaldiego na akordeon solo –  słyszałem już takie wykonanie.

- Jak dobierałeś repertuar na płytę? Szukałeś utworów pisanych na akordeon, czy przearanżowywałeś, wymyślałeś po swojemu takie utwory, które chciałeś zagrać?

- Nawet utwory Piazzolli w oryginale były pisane na bandoneon, czyli taki mniejszy akordeonik z guziczkami. Na płycie są tylko dwa utwory solowe napisane specjalnie na akordeon i dwa utwory napisane na akordeon z towarzyszeniem zespołu. Pozostałe to transkrypcje.

- Czy to Jaromir Nohavica zmobilizował Cię do nagrania tej płyty?

- Nie będę ukrywał, że tak. Jeździmy z Jaromirem już 5 lat, z jednego koncertu na drugi. Słuchamy wspólnie mnóstwo muzyki. Auto jest świetnym miejscem do słuchania płyt. I podczas tych podróży Jarek co jakiś czas pytał, kiedy nagram płytę, a ja przez 2 lata odpowiadałem, że ją kiedyś nagram. Odwlekałem sprawę, co tu ukrywać. Pewnego jesiennego wieczora, gdy wracaliśmy po koncercie, zapytał:
- Jak z tą płytą?
- Zbieram materiały i będę nagrywał.
- Ale kiedy?
- Już niedługo, złapię chwilę.
- Do kiedy? Do końca roku?
- Spróbuję.
- Ale spróbujesz czy nagrasz?
Powiedziałem, że nagram, a słowa trzeba dotrzymywać. Musiałem zatem do końca 2014 roku nagrać płytę.

- Pierwsze egzemplarze pojawiły się w Pradze, podczas Waszego wspólnego tournée w styczniu 2015 roku.

- Tak się złożyło, że sprzedaż tej płyty zaczęła się przy okazji koncertów Jaromira Nohavicy w Pradze. Już od jakiegoś czasu jest tak, że Jaromir pozwala mi zagrać jeden czasami dwa utwory podczas swoich koncertów. Zostawia mnie na scenie, a przede mną jest czasami  kilka tysięcy osób i trzeba im po prostu zagrać. Spróbować ich uwieść samą muzyką.

- Byłam na paru takich koncertach i słyszałam owacje, jakie Ci zgotowano po krótkim występie.

- Mam wielkie szczęście, że gram z Jaromirem. Dla akordeonisty granie przed tak dużym audytorium nie jest doświadczeniem powszednim. Grywa się czasem koncerty solowe, ale dla dużo mniejszej publiczności.

- Po koncercie przychodzą do Ciebie ludzie? Mówią coś na ten temat?

- Recenzje są głównie z najbliższego grona. Trzymam się z daleka od internetu, Facebooka, itp. Cieszę się spokojem. Mam telefon komórkowy i ktoś, kto do mnie zadzwoni, to ktoś, kto mnie zna, kto zna mój numer. To też jest wspaniałe, że można skończyć koncert i odizolować się, mieć chwilę dla siebie.

- Grywasz na heligonce Jarka?

- Na razie gram dwa utwory. Może się wydawać, że skoro gram na akordeonie, to mogę grać również na tym instrumencie. Nauczyłem się, radzę sobie i nawet na swojej płycie nagrywałem heligonkę, ale to nie jest takie proste. Gra na tym instrumencie wymagała ode mnie sporo zaangażowania .
Heligonka to instrument podobny do akordeonu. Jest mniejsza i ma guziki z jednej i drugiej strony. Jest to instrument diatoniczny. Zasada jego działania jest trochę podobna do działania harmonijki ustnej, tzn. jak się dmuchnie w nią jest dźwięk, a jak wciągnie się powietrze, jest inny dźwięk. Taka sama zasada jest w graniu na heligonce. Jak się ciągnie miech w jedną stronę jest inny dźwięk niż gdy miech składa się w drugą stronę. Podobnie jak w harmonijkach ustnych, są też różne tonacje heligonek. Jest  strojona w C, w D itd. Do odpowiedniej tonacji trzeba mieć odpowiedni instrument, ponieważ inaczej nie zagra się danego utworu.

- A jak się pracuje z Jaromirem Nohavicą?

- Praca z Jarkiem to wielka przyjemność. Jest bardzo otwartym, inteligentnym i dowcipnym  człowiekiem. A także znakomitym kompozytorem i tekściarzem, człowiekiem o szerokich horyzontach, więc pracuje się z nim bardzo dobrze. Tak się składa, że obaj jesteśmy kibicami sportowymi, pasjonuje nas piłka nożna, ale też inne dyscypliny sportu, więc sporo dyskutujemy na ten temat. Na koncertach lubię to, że obok poważnych, pięknych, lirycznych, czasem filozoficznych, wielowarstwowych piosenek, śpiewa też kupleciki czy choćby piosenkę o futbolu.
Na razie nagraliśmy wspólnie jedną płytę – "Tak mě tu máš" – która ukazała się w 2012 roku i była bardzo popularna nie tylko w Czechach, ale też w Polsce. Niektóre z piosenek graliśmy wcześniej na koncertach, inne opracowywaliśmy w czasie nagrań. Nie wiem, czy w Polsce się o tym mówiło, ale tę płytę nagrywaliśmy w pokoju hotelowym. Jaromir stwierdził, że  połowę  życia muzyk spędza w hotelach, więc  będzie najbardziej naturalne nagrać to w tym miejscu. Wynajęty został pokój, a także pokoje obok, pod nim, nad nim. Tak żeby była cisza. Przyjechał Dalibor Cidlinský, który nagrywał materiał, rozstawił parę mikrofonów, podpiął komputer. Okna  ponakrywane były kocami, wytłumienie zrobiliśmy też używając materaców z łóżka. I w taki sposób, w pokoju hotelowym nagrana została cała płyta.

- Czy Jarek mówi Ci co masz zagrać?

- Czasami. Przede wszystkim słucham piosenek i sam coś wymyślam. Jarek czasami mówi, jakby ewentualnie widział akordeon. Ja coś proponuję i tak powstają te aranżacje.

- Mam wrażenie, że Jarek, od kiedy zaczął z Tobą koncertować, szalenie się muzycznie rozwinął, w sensie różnorodności brzmień na koncertach. W tej chwili macie na scenie nie tylko akordeon, heligonkę i gitarę, ale już chyba 3 lub 4 gitary, klawisz. Tych dźwięków jest coraz więcej.


- Są też skrzypce, na których Jarek podgrywa. Występujemy we dwóch, a chcemy by koncert był dla słuchacza ciekawy. Staramy się zmieniać instrumenty, by brzmienie było inne. Wprowadziliśmy do jednego z utworów metronom, ponieważ nie mamy żadnej sekcji rytmicznej i czasami musimy to sobie jakoś wytworzyć. W utworze Mikymauz w nowej aranżacji na płycie „Kometa” nagranej dla polskich słuchaczy wykorzystaliśmy efekt metronomu, który zastępuje tykanie zegara i buduje nastrój piosenki. Nas ciągle ta muzyka bawi i inspiruje.
Każdy koncert Jaromira Nohavicy jest trochę inny. Na każdy tworzymy nową playlistę. Tak naprawdę to jest ważne dla ekipy technicznej, akustyka i człowieka od świateł. Powinni wiedzieć, jaka będzie kolejność utworów. Wiesz jednak, że cała ta reżyseria po kilku piosenkach może legnąć w gruzach, w dobrym tego słowa znaczeniu. Jarek niesamowicie potrafi wyczuwać nastroje publiczności. On naprawdę repertuar i to co i kiedy zagramy czerpie z sali.

- Też to czujesz? Patrzysz jak mu się to udaje, w jaki sposób sygnały z publiczności odbiera? Gadaliście kiedyś o tym?

- Nie wiem jak on to czuje, ale robi to dobrze. To dla mnie bardzo ciekawe doświadczenie. Jestem razem z nim na scenie. Patrzę jak potrafi zmodyfikować repertuar i jak potrafi kreować nastrój – od poważnego, nawet wzniosłego wyciszenia – do żartu. I tak kilka razy jak byś jechała przez czeskie góry. Każdy koncert jest więc inny. A do tego dochodzą drobne różnice kulturowe, bo inny jest koncert na Słowacji, inny w Polsce. Nohavica za każdym razem zastanawia się, co będzie dla publiczności najciekawsze.

- Dochodzimy do polskiej publiczności i Twojej płyty "Karuzela'. Skąd jej tytuł?

- Karuzela to Klub Studencki na warszawskich Jelonkach, gdzie w czasach studenckich poznałem moją żonę. Mam więc z tą nazwą bardzo miłe skojarzenia. Jednocześnie jeden z utworów na płycie "Flick-flack' na  świecie znany jest też jako 'karuzela' – Niemcy używają tytułu 'Karussell', Rosjanie "Kolotoć". Z pomysłem tytułu płyty wyszedł Jarek. To trochę jego tytuł, który mi podrzucił, a ja zrozumiałem w jednej chwili, że to jest to!

- A jak to się stało, że namówił Cię na śpiewanie?

- Zawsze powtarzam, że śpiewam gdy muszę. Czasami trzeba kogoś wspomóc chórkiem. Na instrumentalnej „Karuzeli” jest śpiewany bonus. Kuplet "Přívozská puť" ze słowami ojca Jarka. Śpiewamy go dwujęzycznie – Jarek po czesku, ja po polsku. Jeszcze jakiś czas temu Jaromir w Polsce śpiewał tę piosenkę po polsku sam, ale w pewnym momencie wymyślił, że byłoby ciekawe i dla słuchaczy w Polsce i dla słuchaczy w Czechach, by zaśpiewać go w dwóch językach. Przy tej okazji przekonałem się, że publiczność czeska reaguje dokładnie tak samo na język polski, jak my reagujemy na czeski. Wygląda to tak, że Jarek śpiewa zwrotkę po czesku, czeska publiczność oswaja się z treścią, a potem słyszą to po polsku. Podobnie jest w Polsce. Jarek zaczyna po czesku, a tłumaczenie ja dośpiewuję po polsku. To cały dowcip tej piosenki. Nie została dotąd zarejestrowana na płycie Nohavicy, a na mojej  stanowi nagranie bonusowe. Jest prezentem od nas obu.
 
Rozmawiała: Teresa Drozda.
 

Płyta dostępna w Sklepie Strefy Piosenki: sklep.strefapiosenki.pl

 

Maj 2017
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1
2
3
4
8
9
11
14
17
26
28

Nadchodzące wydarzenia


27
Maj
2017
17:00
27 maj 2017 17:00
Teatr Stary - Lublin, ul. Jezuicka 18
"Wieczorem" to przedsięwzięcie z gatunku koncert – teatr łączące wiersze Józefa [...]
27
Maj
2017
19:00
Koncert
27 maj 2017 19:00
Łódzka Piwnica Artystyczna Przechowalnia - Łódź, ul. 6 sierpnia 5
Zespół "Drabina Jakuba" w premierowym koncercie promującym debiutancką płytę pt. "Drugi [...]
27
Maj
2017
20:00
27 maj 2017 20:00
Teatr Stary - Lublin, ul. Jezuicka 18
"Wieczorem" to przedsięwzięcie z gatunku koncert – teatr łączące wiersze Józefa [...]
29
Maj
2017
19:00
29 maj 2017 19:00
Prom Kultury Saska Kępa - Warszawa, ul. Brukselska 23
Teresa Drozda przypomina: Kazimierz Brusikiewicz. Kazimierz Brusikiewicz (1926-1989) - jeden z najwybitniejszych, a może po prostu [...]
30
Maj
2017
21:00
30 maj 2017 21:00
Piec' Art Acoustic Jazz Club - Kraków, ul. Szewska 12
Mateusz Nagórski w koncercie piosenek Jacka Kaczmarskiego oraz wierszy Poety z autorską muzyką artysty. Mateusz [...]
 

Wspierane przez iCagenda

Facebook

SFbBox by enter-logic-seo.gr

© Wszelkie Prawa Zastrzeżone - 2017
Projekt i wykonanie CFTB.PL