Życie trzeba rozdysponować pomiędzy pracę, muzykę i rodzinę - mówi Łukasz Majewski

czwartek, 15 październik 2015

Z Łukaszem Majewskim rozmawia Teresa Drozda:
 
- Naszą rozmowę zacząć musimy chyba od rewolucji, która wydarzyła się w Twoim życiu, czyli od tego, że zostałeś wydawcą.

- Tak, zostałem wydawcą i mam w swoim dorobku wydanie jednej płyty zatytułowanej "Ad Acta". Dostała numer katalogowy ŁM 2015/001. W tym roku więcej płyt pewnie nie wydam, a w kolejnym numeracja się zmieni. Wydanie płyty okazało się czynnością trywialną. O ile są fundusze, to reszta jest do załatwienia, nawet przez taką osobę jak ja, oderwaną trochę od ziemi.

- Zdecydowałeś się na to, bo trudno było znaleźć wydawcę, czy uznałeś, że tak będzie lepiej, bardziej bezkompromisowo?

- Moja pierwsza płyta "Mężczyzna z zakolami" wydana została oficjalnie. Teraz nawet nie szukałem wydawcy. Płyty takie jak moja i tak żyją swoim życiem internetowo-koncertowym. Wydawca w moim przypadku nie do końca się przydaje, a tylko komplikuje. Dlatego stwierdziłem, że ciekawszym, prostszym i bardziej humanitarnym dla mnie rozwiązaniem będzie wydanie płyty samemu.
 
- Swoje płyty sami wydają choćby Paweł Wójcik czy Robert Kasprzycki. Dzisiaj wydanie płyty przestało być dla wykonawców przerażające.

- Przyznam, że na początku paraliżował mnie lęk. Na szczęście okazało się, że to naprawdę nie jest trudne. W naszym świecie – świecie piosenki autorskiej – wydanie płyty bez promocji i wstawienie jej do "dobrych sklepów muzycznych" mija się z celem. Nikt nie będzie naszych płyt tam szukał. Uznałem, że trzeba to zrobić samemu. Trzeba tylko trochę samozaparcia. Tłocznia, w której wyprodukowałem płytę, jest 5 minut od mojego miejsca pracy. A po koncertach ludzie podchodzą i pytają o płytę, więc sprzedaż też odbywa się dość naturalnie.

- Ale też musisz mieć w domu magazyn płyt, co na to Twoja rodzina?

- Musiałem przenieść się z płytami do piwnicy, żebyśmy się o nie nie potykali. Spokojnie sobie leżakują, a co pewien czas, jadąc na koncert, biorę ze sobą kilka sztuk i w taki sposób ich ubywa. Mam nadzieję, że sprzedadzą się wszystkie.

- Pionierem samodzielnego wydawania płyt był Mariusz Lubomski. Opowiadał mi, jak kartony zalegały mu w korytarzach, ale to było ponad 20 lat temu, wtedy nie było takich możliwości dotarcia do odbiorcy, jakie dziś daje internet. Jaki jest Twój stosunek do internetu?

- Mam bardzo pozytywny stosunek do internetu, choćby z racji zawodu, który wykonuję. Jestem z wykształcenia informatykiem, więc internet znam i lubię. Na początku miałem pewne obawy, czy ludzie będą chcieli kupić płytę z pierwszej ręki, bezpośrednio od autora. Teraz widzę, że nie ma z tym problemów. Ludzie przyzwyczaili się już do internetu i są otwarci na to medium. Na swojej stronie internetowej udostępniam kilka piosenek z płyty, który można posłuchać za darmo. W całości. Biorąc pod uwagę to, co dzieje się na YouTube, piosenki z płyt w wersjach koncertowych i tak już są w internecie. Na uwagę i pochwałę zasługuje fakt, że ludzie, którzy zamieszczają koncertowe nagrania, przed ich umieszczeniem, piszą do mnie z pytaniem o zgodę. Wykonawcy na koncercie czasem powinie się ręka albo zaplącze język, więc nie wszystkie nagrania nadają się, by je upubliczniać. Czasami zdarzają się też ewidentnie złe nagrania. W takich przypadkach proszę kulturalnie, by jednak wstrzymać się z publikacją – i to działa. Natomiast nagrań w internecie jest tyle, że każdy może po nie sięgnąć.

- Zaskoczyłeś mnie bardzo tempem wydania nowej płyty. W naszej niszy rzadko zdarza się, by płyty wydawane były co półtora roku.

- Skoro okazało się, że wydanie płyty nie jest wcale skomplikowanym zajęciem, a materiał był, na co miałem czekać? Życie jest krótkie, chociaż z drugiej strony – to najdłuższa rzecz, która nam się trafia.

- Materiał był gotowy, bo to kolejna płyta podsumowująca to, co robiłeś przez kilkanaście lat na scenie?

- Myślą przewodnią płyty "Mężczyzna z zakolami" były tematy dręczące tytułowego mężczyznę. Moje piosenki powstawały często w czasach postudenckich, kiedy zakoli jeszcze nie miałem, więc część z nich nie pasowała tekstowo do tamtej płyty. Nagrywając pierwszą płytę tworzyłem obraz i migawkę z pewnego okresu mojego życia, więc wybrałem piosenki ważne w tamtym czasie. Płyta miała również pewne ograniczenia, jeżeli chodzi o długość, więc część piosenek po prostu się nie zmieściła. Pozostałe chciałem nagrać i udostępnić w internecie. Ale po nagraniu okazało się, że jest ich dwanaście, i że mogę z nich zrobić jeszcze jedną płytę. By z czystym kontem móc tworzyć kolejne pieśni, by nic nie zalegało mi już w głowie i na strychu. By móc tworzyć nową płytę, tak by była ona już w całości nowa.
Słuchacze kupowali "Mężczyznę z zakolami", a potem pisali do mnie wymieniając konkretny tytuł: "Ale dlaczego tej piosenki nie ma na płycie?" Faktycznie tych piosenek nie było, więc musiały się pojawić na "Ad Acta". Nie ukrywam, że pracuję już nad kolejną płytą i ludzkie lenistwo podszeptuje: "Dorzućmy jakieś cztery stare piosenki i już będzie materiał". Nie chcę tak, chcę by nowa płyta była naprawdę nowa, a nie dopychana rzeczami, które już swoje przeżyły. Chciałem więc swoje stare piosenki odłożyć ad acta, odstawić na półkę w formie płyty.

- Stąd tytuł "Ad Acta"?

- Tytuł sugeruje właśnie to, że są to piosenki, które zostały odłożone już do akt. Mogą zaprzątać mi głowę już tylko na koncertach, ale nie przy kolejnych wydawnictwach. Zresztą od kilkunastu lat grywam je regularnie na koncertach. Na "Ad Acta" nie ma piosenek pisanych specjalnie na tę płytę, ale nie ma też „odgrzewania” piosenek. Te piosenki żyją cały czas na koncertach. To tworzyło pewien dysonans u słuchaczy, którzy kupowali pierwszą płytę i okazywało się, że nie ma na niej połowy koncertu. Dzisiaj na moich dwóch płytach są piosenki, do których nadal się przyznaję, i które grywam na koncertach.

- Większość piosenek znam, ale jak patrzę na ich tytuły, to w wielu przypadkach nie mam zielonego pojęcia jaka piosenka się pod nimi kryje.

- Moje piosenki żyły swoim życiem od jakiegoś czasu, a ich tytuły żyły swoim życiem. Moment rejestracji materiału w ZAiKS skomplikował tę materię. ZAiKS stara się by piosenki, które są dopiero rejestrowane miały tytuły inne niż te, które są już w katalogu zarejestrowanych utworów. Musiałem wymyślić tytuły do piosenek, które gram od 10 lat, co okazało się bardzo trudnym zadaniem.

- Opowiedz o kilku piosenkach z nowej płyty.

- "Ballada z widokiem na morze", jak powiedział Krzysztof Jurkiewicz, to jest bardzo fajna szanta, a gdyby słowo „morze” zamienić na „preria”, byłoby fajne country. Jest to piosenka napisana w klimacie morskim i to jedyna szanta jaką mam. Traktuje o morzu z perspektywy bloku, w którym mieszkałem, i z którego było widać Zatokę Gdańską w pogodne dni i stąd przemyślenia tej piosenki.

"Pamięci Jacka K" została napisana dzień po śmierci Jacka Kaczmarskiego 11 lat temu. To dla mnie bardzo osobista piosenka, napisana z potrzeby chwili, migawka z tego dnia i tej wiadomości. Bardzo długo nie grywałem jej na koncertach. To piosenka osobista i miałem dylemat, że ludzie nie będą umieli odczytać jej w sposób, w jaki ją napisałem. Bałem się, że ktoś pomyśli, że gram nazwiskiem Kaczmarskiego, bo w pewnym momencie bardzo popularne było pisanie epitafium dla Jacka Kaczmarskiego. Dla mnie to była osobista i szczera piosenka, więc przez długi czas nie chciałem z niej robić widowiska. Natomiast później już ochłonąłem, zacząłem ją powoli włączać do repertuaru koncertów, a teraz przyszedł czas na jej utrwalenie na płycie.
Jacek Kaczmarski to dla mnie ważna postać. Jego piosenkami zaraziła mnie moja siostra, gdy miałem osiem lat. Od niego uczyłem się słowa. Z przerwami oczywiście, ale do dziś słucham Kaczmarskiego, który ważne rzeczy pisał cymesami. W jego twórczości odkrywa się drugie, trzecie, czwarte dno za każdym posłuchaniem, a im jestem starszy, tym więcej rozumiem.

"Światy" to była jedna z pierwszych piosenek, które zostały ze mną. Przyniosła nagrodę na 2. Festiwalu Piosenki Poetyckiej im. Jacka Kaczmarskiego "Nadzieja" w Kołobrzegu. Ważna dla mnie piosenka, napisana dla mojej siostrzenicy, ku pokrzepieniu serca. Opowiadająca o tym, że po upadku trzeba wstać.

"Piosenka o tym jak to jest" z refrenem: "Krokiem adekwatnym do rozwoju zdarzeń idę przed siebie i marzę". To może nie najstarsza, ale jedna z pierwszych moich piosenek. Sam jestem zdziwiony, że po studiach pisałem tak optymistyczne rzeczy. Przetrwała próbę czasu i regularnie grywam ją na koncertach. Przez ten czas okazało się, że jest w tej piosence dużo prawdy i krokiem adekwatnym do rozwoju zdarzeń trzeba iść przez życie, bo inaczej zostanie nam smutek i zgryzota.

"Czas pozbywania się marzeń" to kolejna z optymistycznych piosenek, które pisałem zaraz po studiach. Ten optymizm z upływem czasu wygasa, ale to ważna piosenka. Przypomina, że tlą się w nas marzenia. Wytwarzamy dookoła siebie dużo zobowiązań dla rodziny, domu, pracy, a w najmniej oczekiwanym momencie wyskakują drobinki marzeń.

"Sobota pies i kot" to żarcik słowny, wyprzedzający czasy, bo napisany 10 lat temu, kiedy GMO nie było jeszcze tak popularnym tematem. W refrenach tej piosenki śpiewają ze mną moje dwie córki: Maria i Dominika. Namówiłem je, by wzięły udział w nagraniu, ale nie do końca zrozumiały, co będzie dalej. Dopiero jak przyniosłem płytę do domu, złapały się za głowę pytając: "Tato, ludzie tego będą słuchali?" Były bardzo zdziwione, bo myślały, że nagrywamy piosenkę do domowego archiwum. Jak usłyszały, że są na płycie, którą każdy będzie mógł kupić, przeraziły się, ale teraz już ochłonęły i same się tym chwalą. To było dla nich przeżycie.

- Jak się mają Twoje córeczki?

- Rewelacyjnie. Rosną. Troszkę za szybko się to wszystko dzieje. Zaczęły ze mną jeździć na koncerty i spodobało im się. Jak gram w okolicach Gdańska, wybierają się ze mną na koncert, tylko muszę im wtedy udostępnić mikrofon na przynajmniej dwie piosenki z książeczki "Wiersztaki dla dzieci". Same chciały, nie zmuszałem ich do tego. Na początku występowanie było dla nich stresujące, a teraz wychodzą i śpiewają. Siedzą w pierwszym rzędzie, gotowe wejść na scenę i z niecierpliwością pytają: "Tato, już?"

- Muzyczna strona "Ad Acta" to Ty i gitara?

- Ja i gitara. Do nagrania zaprosiłem Mariusza Wilke ze Studia 33, który grywa z grupami Bez Jacka i Słodki Całus od Buby. Dograł partie basu, gitary i gitary rezofonicznej w niektórych piosenkach. Serdecznie dziękuję mu za to, że wniósł w moje piosenki gitarowe brzmienie. Gitarowe granie uskutecznialiśmy kiedyś z zespołem kaVka i część piosenek nie znalazła się na pierwszej płycie z prozaicznego powodu, że klawisze, które tam dogrywały nie pasowały do nich. Na "Ad Acta" jest gitarowe brzmienie, jest podobny anturaż, natomiast brzmi to inaczej niż pierwsza płyta. Stwierdzam po fakcie, że bliżej mi do tego gitarowego grania.

- Koncerty grasz sam z gitarą?

- Tak, na koncertach to się sprawdza. Nawiązuję z ludźmi dialog przez muzykę i piosenki, które wykonuję. Płyta jest czymś, czego słucha się też np. w samochodzie i chciałem ją ubarwić gitarowymi brzmieniami. Jest trochę solóweczek gitarowych i fajnych brzmień, żeby płyta była też przyjemna dla ucha, nie tylko dla głowy. Często można usłyszeć, że rozbudowanie aranżacji zabija słowo. Mimo tego, że jest fajna muzyka, nowoczesne aranżacje, to ginie przekaz pierwotny, który ma mężczyzna z gitarą na scenie. Mam nadzieję, że na mojej płycie jest to podane smacznie i bez przesady.

- Piszesz teksty innym wykonawcom?

Tak, zdarza się to coraz częściej, jednak nie jest to proste. To nie są teksty, które wyciągam z szuflady i daję jak się ktoś mnie poprosi. Za każdym razem piszę tekst o tej osobie, a tutaj potrzeba garstki empatii i wczucia się. Dużo trudniej napisać tekst dla kogoś, to jest wyzwanie i ciekawe doświadczenie. Trzeba wczuć się w kogoś i napisać np. żeński tekst. Z tego co wiem młodzi adepci piosenki artystycznej grywają moje piosenki na swoich recitalach, startują z nimi w konkursach i na festiwalach.
Piotrek Dąbrówka regularnie na swoich recitalach grywa moje piosenki. Część piosenek czeka na swoją oficjalną premierę. Czasami piszę teksty z muzyką, czasami bez muzyki, wtedy kompozytor przesyła swoje muzyczne rozwiązania. Przesłuchuję je i jeśli osoba jest otwarta, to rozmawiam i daję sugestie jak zinterpretować mój tekst. Pewne rozwiązania słowne można ładnie przekuć w muzykę, zaakcentować, wyciszyć, zwolnić, itd. Często ludzie nie czują do końca akcentów w tekście, mimo, że jest pisany dla nich. Tekst ma swoją melodię, powtarzając go w głowie melodia odkrywa się sama. Często pomysły akompaniatorów są rozbieżne z moim pomysłem, czasami sprawdzają się lepiej, ale często podpowiadam też jaka mi w głowie muzyczka leciała.

- Przestawiłeś się już na zawodowstwo? Żyjesz ze swoich piosenek?

Nie, cały czas pracuję zawodowo, teraz w banku. Śpiewanie to wciąż jest odskocznia, coś co mogę robić weekendami i popołudniami. Ci którzy żyją z muzyki zazdroszczą nam, żyjącym z etatu, a my pracujący na etacie, zazdrościmy muzykom, którzy przez cały tydzień poświęcają się muzyce. W naszej niszy, którą jest piosenka literacka, z życiem z muzyki nie jest tak do końca różowo.

- Na razie nie zamierzasz niczego zmieniać, kilka miesięcznie koncertów satysfakcjonuje Cię?

- Tak, zdecydowanie. To jest odskocznia, na tym poziomie, na jakim jest mi teraz potrzebna. Wydaje mi się, że w obecnej sytuacji koncertując częściej byłbym zmęczony. Życie trzeba rozdysponować pomiędzy pracę, muzykę i rodzinę, bo życie rodzinne też wymaga pewnych poświęceń. Wydaje mi się, że znalazłem złoty środek, w którym jestem szczęśliwy.

- Brak ciśnienia zmienia bardzo dużo w stosunku do własnych piosenek, z tym co się z nimi dzieje, w jakim tempie, to wszystko ma chyba też ogromne znaczenie.

- Zdecydowanie, mi się nigdzie nie śpieszy z moją muzyką. Mam wenę, piszę. Nie mam weny, żyję po prostu. Życie nie stoi z toporem nad moją szyją, żebym szybciej wydał płytę, żebym grał więcej koncertów. Robię to na takim poziomie, który jest dla mnie zdrowy.
 
Rozmawiała: Teresa Drozda.
Spisała: Barbara Radziszewska.

Wrzesień 2017
Pn Wt Śr Cz Pt So N
4
5
6
7
14
19
21

Nadchodzące wydarzenia


22
Wrz
2017
19:00
22 wrzesień 2017 19:00
WOAK Spodki - Białystok, ul. św. Rocha 14
Koncert Lubelskiej Federacji Bardów. Marek Andrzejewski - śpiew, kompozycje, teksty, gitara, Jan Kondrak - śpiew, kompozycje, teksty, Piotr Selim - [...]
22
Wrz
2017
19:00
22 wrzesień 2017 19:00
Galeria Sztuki i Miejsce Spotkań Slimak - Wrocław, pl. Konstytucji 3 maja 4
Tomek Olesiński (gitara, śpiew) i Mateusz Ulczok (akordeon) w recitalu promującym płytę "Wszystko [...]
22
Wrz
2017
19:30
22 wrzesień 2017 19:30
Kalinowe Serce - Warszawa, ul. Krasińskiego 25
Łukasz Jemioła w recitalu pt. Warszawa w piosence.
22
Wrz
2017
20:00
22 wrzesień 2017 20:00
Musique Cafe - Opoczno, ul. Biernackiego 4
Łukasz Majewski w koncercie promującym płytę pt. Niebajka.
22
Wrz
2017
20:00
22 wrzesień 2017 20:00
Biłgorajskie Centrum Kultury - Biłgoraj, ul. Kościuszki 16
29. Biłgorajskie Spotkania z Poezją Śpiewaną i Piosenką Autorską 22 września (piątek), godz. 20.00Koncert inauguracyjny - [...]
 

Wspierane przez iCagenda

Facebook

SFbBox by enter-logic-seo.gr

© Wszelkie Prawa Zastrzeżone - 2017
Projekt i wykonanie CFTB.PL