Najlepszą płytę nagram po sześćdziesiątce – mówi Łukasz Jemioła

środa, 02 grudzień 2015

Z Łukaszem Jemiołą (nie tylko) o debiutanckiej płycie rozmawia Teresa Drozda:

- Leży przed nami Twoja debiutancka płyta, bardzo mnie nią zaskoczyłeś. Przede wszystkim wierszami Słowackiego. Od tej strony Cię nie znałam.

- Pomysł, by wykorzystać twórczość Juliusza Słowackiego nie był mój. Dostałem propozycję napisania recitalu do słów Poety, z którą zwrócił się do mnie polski konsulat w Łucku na Ukrainie. Mój recital był częścią obchodów artystycznych urodzin Juliusza Słowackiego w Krzemieńcu, gdzie się urodził. Z całego, przygotowanego na tę okazję programu, na płytę wybrałem piosenki, które moim zdaniem wyszły najlepiej. Bo płyta miała być trochę sitem, przez które przesiałem wszystko, co zrobiłem od momentu zajęcia się piosenką. A jak już przesiewałem, to przesiałem sobie też Słowackiego. Nieskromnie powiem, że piosenka "Jeżeli kiedyś" po prostu się udała. Od momentu, gdy po raz pierwszy usłyszałem ją w zaciszu toalety, wiedziałem, że jeżeli nagram kiedyś płytę, to na pewno będzie zaczynała się od "Jeżeli kiedyś".
W zaciszu toalety... najlepsze pomysły miewam zawsze w toalecie. Oczywiście nie w trakcie, tylko wtedy gdy po prostu sobie tam siedzę, bo w łazience mam najlepszą akustykę.
Na płycie chciałem pokazać różnego siebie. Tego od piosenki przedwojennej, stąd zupełnie akustyczne nagranie piosenki "Syn ulicy" i siebie robiącego przysłowiowe jaja, jak w piosence "O szmerach".

- To też mnie zaskoczyło, że piosenkę "O szmerach" włączyłeś na płytę. Pamiętam jak trochę się od niej odżegnywałeś, trochę się jej wstydziłeś.

- Jak słucham siebie z 2010 roku, to zastanawiam się, co mną kierowało, żeby uporczywie przez kilka lat grać na rozstrojonej gitarze i uważać, że to jest fajne. Z czasem człowiek troszeczkę dorasta i więcej słyszy. Dużo dały mi studia z edukacji muzycznej, na których zobaczyłem, jakie możliwości tkwią w muzyce. W pewnym momencie złapałem się za głowę, zastanawiając się dlaczego nie robię więcej. Do współpracy przy płycie zaprosiłem świetnych muzyków i zagraliśmy w składzie: Tomek Deutryk (perkusja) i Robert Brzozowski (kontrabas, gitara basowa). Teraz na koncertach występuje z nami Ula Czerniak, świetna kontrabasistka. Muzycy, z którymi mam okazję pracować są świetni, pochodzą z różnych muzycznych światów. Tomek gra w Lubelskiej Federacji Bardów, ale ma też doświadczenie z muzyką elektroniczną. Ula na co dzień występuje w Filharmonii Lubelskiej. Łączy ich to, że są nietuzinkowi. To nie są muzycy, którzy przychodzą, grają, ziewają i wychodzą, tylko grają po coś. Nie umiem tego opisać, ale grywałem i gram z różnymi ludźmi czuję, kiedy ktoś przychodzi tylko zagrać i pójść do domu, a ktoś inny tym graniem się bawi. W Tomku znalazłem dodatkowo świetnego kompana do konferansjerki. Zza bębnów potrafi dopowiadać świetne teksty, często sto razy lepsze od moich.
Zatem nagraliśmy płytę w świetnym składzie, na repertuar złożyły się piosenki, które moim zdaniem najlepiej mi wyszły. Płyta ma bardzo nieoryginalny tytuł "Jemioła". Tytuł też intrygujący, bo ludzie często nie wierzą, że ja się tak nazywam. Poza tym, zbiegiem okoliczności, noszę nazwisko bardzo podobne do nazwiska projektanta mody Łukasza Jemioła, więc ludzie czasem pytają jeszcze, kiedy znajduję czas na projektowanie ubrań. Postanowiłem to wykorzystać. Ludzie znają mnie z występów solowych, natomiast nagraniem płyty w trio, chciałem podkreślić, że rozwijam instrumentarium. Zostaję oczywiście przy minimalizmie i dlatego na płycie i koncertach jest minimum, które musi być zachowane: bas, perkusja, gitary i śpiew. Tak jest dobrze i myślę, że tak zostanie.

- Ta płyta jest Twoim debiutem, ale debiutem podsumowującym sześć lat grania. I nagrodę na Studenckim Festiwalu Piosenki w Krakowie zdobyłeś w 2009 roku. Pamiętam, że wtedy niesłychanie zaintrygowałeś mnie swoim podejściem do piosenki i śpiewania. Rozmawialiśmy o tym, że nie będziesz spieszył się z nagrywaniem płyty, że to nie jest Twoim celem, że kompletnie co innego w śpiewaniu i muzyce Cię interesuje.

- Podtrzymuję to, co mówiłem wtedy. Oczywiście, fajnie by było gdyby ta płyta ukazała się w zimie 2010 roku, na fali ówczesnych sukcesów. Pamiętam, że wtedy uczestnicy konkursów, na które przyjeżdżałem, widząc mnie w garderobie śmiali się, że pierwsze miejsce jest obstawione i będą walczyć o drugie. Pół żartem, pół serio, ale rzeczywiście było tak, że wygrałem sporo festiwali. Ludzie dziwili się wtedy, że nie chcę nagrać płyty. Myślę, że dobrze się stało. Teraz nagranie możliwe było dzięki temu, że żyję w świetnym mieście. Lublin wspiera twórców i interesuje się tym, co robimy. Ostatnią wygraną w 2014 roku na Grechuta Festival udowodniłem, że zasługuję na wsparcie. Chciałbym wierzyć w to, że twórcy sami nie mają parcia, żeby zdobywać za wszelką cenę pieniądze na swoje przedsięwzięcia. Dlatego świetnie, że są ludzie, którzy sami wychodzą z taką propozycją i Miasto Lublin po prostu dało mi możliwość zarejestrowania materiału. Myślę, że byłbym głupi, gdybym nie skorzystał. Jednak cały czas uważam, że najlepsza płyta jest jeszcze przede mną. Sam często słucham ludzi, którzy dawno skończyli sześćdziesiąt lat, na przykład ostatnia płyta Johnnego Casha jest najlepsza. Muzyka to bagaż doświadczeń. Wygrywając 45. SFP miałem lat dwadzieścia jeden, i gdybym wówczas wszedł do studia, pokrzyczałbym do mikrofonu, ktoś by za to zapłacił i dziś nie chciałoby mi się teraz tego słuchać. Dziś jest inaczej - największą frajdę z  płyty mam wtedy, kiedy puszczam ją swoim najbliższym, moi synowie się przy niej uspokajają. Ale ważne jest też to, że po wysłuchaniu każdej piosenki setki razy podczas obróbki dźwięku i pracy w studio, chce mi się tej płyty nadal słuchać. Nie mam tak, że jestem znużony, nie zadaję sobie pytań dlaczego zrobiłem ją w ten sposób. Ta płyta ma za zadanie mnie uspokoić i spełnia ten warunek. Na scenie jestem żywiołowy. Moje koncerty są rodzajem muzycznego kabaretu, do którego wciągam publiczność. Płyta jest zupełnie inna, choć to nadal moje piosenki. Pracując nad nią, zadałem sobie pytanie czego ludziom dzisiaj brakuje. I wydaje mi się, że brakuje nam spokoju, że zbyt wiele wokół jest bezsensownej rozrywki, która nic nie znaczy. Głęboko wierzę, że słowo ma możliwość uspokojenia, dlatego zależało mi bardzo, żeby słowa na płycie były dobrze słyszane. Chciałem na przykład pokazać, że Juliusz Słowacki, którego większość z nas kojarzy ze szkoły z nudnym "Beniowskim", pisał teksty, które po dodaniu paru dźwięków, stworzą mądrą, kojącą całość. Dochodzą mnie słuchy, że cel udało się osiągnąć. Poskromienie własnego temperamentu było dla mnie bardzo trudne. Łatwo jest wejść, pokrzyczeć, coś dopowiedzieć, taki jestem i to robię na koncertach. Na płycie wszystko miało się zgadzać i przynosić spokój. W jednym z lubelskich klubów muzycznych, puszczono moją płytę zaraz po jej wydaniu. Pan przy barze dopijając drinka dowiedział się, że jestem jej autorem i zapytał: Ale dla chłopaków też coś piszesz? Wtedy zdałem sobie sprawę, że ta płyta jest kobieca, delikatna i liryczna. I odbieram to jako komplement.

- Śpiewasz bardzo długie nuty i tej ekspresji, o której mówisz, i którą znam z Twoich wykonań koncertowych, trochę rzeczywiście brakuje. Jakby wszystko miało być bardzo serio. Nie ma charakterystycznego dla Ciebie przymrużenia oka.

- Dokładnie tak, ale właśnie tak miało być. Teraz w planach mam kolejną płytę, która będzie nagrana na koncercie, co pozwoli mi pokazać siebie z przymrużeniem oka. Piosenki z płyty "Jemioła" próbujemy grać na koncertach tak jak brzmią na płycie, ale to się nigdy nie udaje, bo robimy sobie żarty, np. "gdy dziewczyna idzie spaść", albo zamieniamy "dwa smutne słowiki" na "dwa puste słoik". I chyba tak być powinno. Bawimy się my, ale też publiczność, która zna oryginały.

- A jak się ma Twój projekt z piosenkami Jaromira Nohavicy dla najmłodszych i jak się ma projekt z piosenkami przedwojennymi, bo liczę, że właśnie taką płytę nagrasz.

- Na szczęście jest partner, który chce mnie wesprzeć w nagraniu DVD. Bardzo ważne jest, żeby zarejestrować reakcje publiczności. To będzie płyta, na której znajdą się mało znane piosenki przedwojenne. Nie zaśpiewam tam "Balu na Gnojnej" ani "Tanga Milonga", tylko piosenki dużo mniej znane i sprawdzone, bo gram je od 10 lat. Te piosenki są już przesiane, znam ich ponad setkę, a wybiorę 14, które moim zdaniem są klasyką piosenki, tylko dziwnym trafem do tej klasyki nie weszły. Dobrym przykładem jest piosenka "Zrób to tak", która pojawia się w filmie "Pieśniarz Warszawy" zaledwie kilka minut przed "Już taki jestem zimny drań". I dziś tę drugą zna każdy, a "Zrób to tak" nie zna nikt. Właśnie za tę piosenkę dostałem w 2012 roku nagrodę specjalną na Festiwalu Ballady Filmowej w Toruniu. Chwilę po mnie kolejny uczestnik konkursu śpiewał "Już taki jestem zimny drań", więc oczywiście powiedziałem, że nasze piosenki znalazły się w jednym filmie, ale mojej nikt nie zna. Także w realnych planach mam teraz nagranie DVD z przedwojennymi piosenkami.
Jeśli chodzi o Nohavicę – projekt jest w zawieszeniu. Zagraliśmy go kilkanaście razy kilka lat temu. W tej chwili dzieci, które wtedy brały w nim udział, chodzą już chyba do gimnazjum i są na takie śpiewanie za duże.

- Pomysł polegał na tym, że dzieci śpiewają razem z Tobą?

- Przy tym projekcie wykorzystano mój potencjał sceniczny. Animowałem dzieci, cała sala śpiewała. Uzdolnione muzycznie dzieci wybrały instruktorki z domu kultury, a ja przygotowywałem je do śpiewania solo. Sam zaśpiewałem tam chyba tylko trzy piosenki z piętnastu. Teraz często podczas swoich recitali śpiewam "Pasterza krów". Podoba się ludziom w całej Polsce. Kiedyś, w jakimś projekcie spotkałem się z Czechem i kiedy powiedziałem mu, że śpiewam tę piosenkę, zrobił takie oczy, jakbym przez cały projekt ukrywał, że jestem Czechem. Czesi poznają te piosenki jako dzieci, dorastają z nimi, więc zdziwił go mocno, Polak z brodą, 30-latek, który śpiewa "Pasterza krów", piosenkę którą on śpiewał jako 5-latek. Dawno temu mówiłaś mi o Jaromirze Nohavicy, że mamy ze sobą coś wspólnego, długo nie mogłem w to uwierzyć. Nohavica kojarzył mi się z liryką. Dopiero  kiedy zobaczyłem go na koncercie w Lublinie, jak wykonuje piosenki z przymrużeniem oka, zrozumiałem co miałaś na myśli. Nohavica ma świetne koncepty na piosenki. Urzekły mnie jego króciutkie piosenki polsko-czeskie. Patrząc na Nohavicę uważam, że jest się czego uczyć, a swój projekt uważam za bardzo udany, zwłaszcza, że bardzo podobał się dzieciom. Było to coś nowego i świeżego, innego niż serwuje się w mainstreamie. To odwołanie do pięknej tradycji mądrych bajek, bez agresji, takich które znamy ze swojego dzieciństwa, jak np. "Krecik". W projekcie było wszystko, w co zaangażować można dzieci, od zabaw na dykcję, bo udajemy krecika, który wierci metro, do nauki śpiewu jak w "Pasterzu krów", bo tam jest konkretna melodia do wyśpiewania. To bardzo bliski mi projekt, ale całości nie graliśmy już chyba od trzech lat.

- Słyszę, że cały czas jesteś w ruchu, że w tej chwili zajmujesz się wyłącznie swoją działalnością artystyczną, czyli że jakoś spełniają się marzenia.

- Tak, jak zawsze w życiu, dzieje się to, czego zupełnie się nie spodziewaliśmy. Nie chciałem zostać śpiewakiem. To nigdy nie było moim marzeniem ani celem. W wieku dwudziestu jeden lat pojechałem na pierwszy festiwal muzyczny, gdzie powiedzieli mi, że jestem dobry, więc zostałem na scenie. Na gitarze nauczyłem się grać mając lat osiemnaście. Rzeczy dzieją się same. Dlatego nie zakładam teraz, co będzie dalej. Gdyby ktoś powiedział mi dziesięć lat temu, że do nagrywania płyty zaprosi mnie zdobywca Nagrody Grammy Włodek Pawlik, w życiu bym nie uwierzył. A nagraliśmy wspólnie już drugą płytę.

- Czyli?

- 15 listopada w studiu Radia Kraków nagraliśmy koncertową płytę "Włodek Pawlik i Adam Zagajewski". Zostałem zaproszony do projektu i zaśpiewałem jako jeden z trójki wokalistów, razem z Natalią Wilk i Markiem Bałatą. Ogromnym wyzwaniem było dla mnie śpiewanie tekstów poety, który siedział trzy metry przede mną. Tym bardziej, że sama postać Adama Zagajewskiego zrobiła na mnie ogromne wrażenie – bardzo skromny, nie rzucający się w oczy człowiek, a taka wyobraźnia. Przyjęcie naszego występu w Krakowie było bardzo pozytywne. Wierzę, że będzie to słychać na płycie.

- A jak trafiłeś do "stajni Włodka Pawlika"? Wasza pierwsza współpraca to produkcja Teatru Starego w Lublinie, wiersze Józefa Czechowicza z muzyką Włodka Pawlika, czyli spektakl pod tytułem "Wieczorem". To było jeszcze przed Grammy?

- W styczniu 2014 roku zagraliśmy koncert bodaj w piątek, a we wtorek, czy w środę Włodek odbierał nagrodę w Los Angeles. Wtedy Włodek mnie nie znał, więc normalnie wziąłem udział w przesłuchaniach. Tak nawiązała się współpraca, która zaowocowała wykonaniem kilkudziesięciu spektakli "Wieczorem". Teraz dostałem zaproszenie imienne. Jestem  zaszczycony. To dla mnie ogromna nobilitacja. Dostałem materiał i nauczyłem się go. W projekcie Włodka nie jestem tym, który sobie coś tworzy na scenie, mówi do ludzi. Moje zadanie jest zupełnie inne i to mnie bardzo rozwija. Kilka lat temu miałem taki moment, że czułem podczas koncertów, że jest fajnie i że "fajniej" już być nie może. Że osiągnąłem pułap maksymalny. A teraz mam poczucie, że się rozwijam. To jest bardzo ważne. Pokazał mi to spektakl „Wieczorem”. Na początku wydawało mi się, że wyjdę i zaśpiewam piosenki, a tu nagle okazało się, że wcale nie. Że oczekiwania są większe. Włodek jest artystą, który z jednej strony wie ogromnie dużo o muzyce, ma bardzo rozwiniętą wrażliwość muzyczną jako pianista, a z drugiej strony zaskoczyło mnie, że oczekiwał też mojej interpretacji, był ciekawy tego, co mogę zaproponować. Dzięki temu nie czułem się jak maszyna do odtworzenia nut. Na próbach rozmawialiśmy o Czechowiczu i o tekście mojej solowej piosenki. Nigdy tak głęboko, jak wtedy nie wchodziłem w teksty. Moja piosenka w spektaklu "Wieczorem" jest wyciszona, zwalnia tętno do siedemdziesięciu i taka ma być. Nie śpiewam na co dzień takich rzeczy, ale zobaczyłem, że mogę, że potrafię. Zawsze siedziałem w bluesie i swingu, a z Włodkiem odkryłem coś nowego – choćby jazz.

- Sporo masz tych zajęć i wyzwań.

- Rozwijam się. Nawet wtedy, gdy uczę młodych ludzi muzyki. Podczas tych zajęć odkrywam estetykę i wrażliwość nastolatków. Doświadczonym muzykom wydawać by się mogło, że młodzież nic nie wie, a to nie prawda. Młodzi mają swoją wrażliwość i fajnie jest mieć możliwość przyjrzenia się jej. Nie wspominając o tym, jaką satysfakcję daje mi nauczenie ich prostych akordów na gitarze. To też jest ważne, bo często zawodowi muzycy nie mają takiej frajdy z zagrania czegoś trudnego, jak nastolatek z trzech akordów, których się właśnie nauczył. Dla mnie jako muzyka to wspaniałe orzeźwienie, że ktoś zachwyca się C-dur.
No i płyta, to że musiałem napisać coś na trzy osoby, a teraz dźwigamy ten recital wspólnie, tym lepiej gra mi się solo. Bo mam płodozmian. Ale nadal stoję na stanowisku, że najlepszą płytę nagram po sześćdziesiątce.

- Piszesz jeszcze?

- Nie piszę, bo nie mam czasu. Nie piszę też dlatego, że zawsze pisałem tylko i wyłącznie na zamówienie - własne lub czyjeś. Pisałem na przykład jadąc na konkurs, gdy potrzebne były dwie nowe piosenki. Nie jestem typem osoby, która wstaje rano i potrzebuje napisać piosenkę. Natomiast jestem w stanie napisać i pisuję muzykę do różnych spektakli teatralnych. Z Przemkiem Buksińskim grywamy koncerty piosenek improwizowanych. Ludzie podają nam tytuły i style muzyczne, a my improwizujemy piosenki na żywo. Pod tym względem piszę cały czas, ale takich piosenek jak są na płycie w tej chwili nie piszę. Jest mi z tym dobrze. Ale oczywiście pióra nie złamałem, o nie!

- A kto towarzyszy nam w wywiadzie?

- Mój syn Michał, ma dwa i pół roku i jest moim najwierniejszym fanem. Zna na pamięć wszystkie piosenki z płyty, chodzi ze mną do piwnicy, gdzie jego ulubionym zajęciem jest pakowanie i wypakowywanie wszystkich moich gitar. Rośnie mi pod bokiem konkurencja. To wspaniałe uczucie.

Rozmawiała: Teresa Drozda.
Spisała: Barbara Radziszewska.

 

Lipiec 2017
Pn Wt Śr Cz Pt So N
2
3
4
5
16
17
18
19
24
25

Nadchodzące wydarzenia


26
Lip
2017
18:00
26 lipiec 2017 18:00
Park Zdrojowy - Kudowa-Zdrój
II CZ-PL festival   26 lipca, środa godz. 18:00 - Wernisaż prac Jana Młodożeńca i Jana Rajlicha w Nachodzie - Młodożeniec i Rajlich należeli do [...]
26
Lip
2017
23:59
26 lipiec 2017 23:59
konkurs.czplfestival@gmail.com
26 lipca 2017 upływa termin zgłoszeń do konkursu w ramach II CZ-PL festival. Wykonawcy chcący wziąć udział w konkursie przesyłają [...]
27
Lip
2017
16:00
27 lipiec 2017 16:00
Park Zdrojowy - Kudowa-Zdrój
II CZ-PL festival   26 lipca, środa godz. 18:00 - Wernisaż prac Jana Młodożeńca i Jana Rajlicha w Nachodzie - Młodożeniec i Rajlich należeli do [...]
27
Lip
2017
18:00
27 lipiec 2017 18:00
Scena plenerowa - Rybina 63 (niedaleko mostu zwodzonego)
Tomasz Olszewski solo w recitalu pod przewrotnie pesymistycznym hasłem "Jest Pięknie".
28
Lip
2017
17:00
28 lipiec 2017 17:00
Park Zdrojowy - Kudowa-Zdrój
II CZ-PL festival   26 lipca, środa godz. 18:00 - Wernisaż prac Jana Młodożeńca i Jana Rajlicha w Nachodzie - Młodożeniec i Rajlich należeli do [...]
 

Wspierane przez iCagenda

Facebook

SFbBox by enter-logic-seo.gr

© Wszelkie Prawa Zastrzeżone - 2017
Projekt i wykonanie CFTB.PL