Nie tworzę dla mas, statystyk i koncernów - mówi Marek Andrzejewski

poniedziałek, 25 styczeń 2016

Marek Andrzejewski opowiada Teresie Droździe o swojej nowej płycie pt. "Akustycznie".

- Zacznijmy może jakoś statystycznie?

- "Akustycznie" jest moją czwartą autorską płytą. Poprzednia "Elektryczny sweter" ukazała się w 2013 roku, zatem minęło stosunkowo niewiele czasu. Poprzednie płyty dzieliły większe odległości czasowe, ale też poprzednie płyty były płytami studyjnymi, które nagrywa się dłużej. Najnowszy projekt jest bardziej kameralny i z tego powodu wydawało mi się, że będzie prostszy, ale nie do końca tak było. "Akustycznie" to płyta nagrana przez trzy osoby grające na akustycznych, żywych instrumentach. Nie podpieraliśmy się żadną elektroniką, na płycie znalazły się instrumenty i głosy ludzkie, żywe i prawdziwe. Zależało nam na uchwyceniu najprostszej, pierwotnej i najbardziej ekologicznej formy piosenki, gdzie najważniejszy jest głos, melodia, czystość przekazu, a nie rozbudowany aranż.
Mało kto się nad tym zastanawia, ale podstawą każdej rejestracji materiału na płytę jest okres przygotowań. Ten okres jest zawsze dosyć długi i tym razem też przygotowywaliśmy się bardzo starannie. Za to samo nagranie – to było "ciach", ponieważ materiał zarejestrowaliśmy podczas koncertu w studiu Radia Gdańsk. Zagraliśmy koncert i już, nie ma możliwości żadnych dalszych ingerencji. To zapis, który jest zapisem chwili. Tak wtedy wyglądaliśmy i tak brzmieliśmy. Każdy  z nas dał z siebie wszystko: Kasia Wasilewska grała na skrzypcach i śpiewała, w kilku miejscach robiąc to jednocześnie – grając dwa głosy na skrzypcach, dośpiewując trzeci, żeby chórek był bogatszy; Jakub Niedoborek grał na różnych instrumentach strunowych i też zaśpiewał. Ja byłem prezesem tego przedsięwzięcia, zagrałem na gitarze klasycznej i zaśpiewałem. Wszystkie kompozycje są moje, prawie wszystkie teksty też. Na płycie są dwa wiersze: "Z winnicy naszej" podarował mi Adam Ziemianin, a o drugi tekst poprosiłem świdnicką poetkę Kalinę Kowalską i tak powstała piosenka "Tautologie".

- Przymierzałeś się od pewnego czasu, by w kameralny sposób zarejestrować niektóre swoje piosenki. Ta płyta jest zapisem koncertu, ale obok nowych, są na niej też piosenki starsze, w kameralnej, nowej aranżacji. To znaczy, że te właśnie piosenki w 2016 roku można usłyszeć na Twoich koncertach?

- Gramy najczęściej właśnie w tym naszym trio. Bo to jest skład najlepiej odpowiadający dzisiejszym czasom. Na płycie "Trolejbusowy batyskaf" zagrało kilkanaście osób. Byliśmy wszyscy studentami i mieliśmy ochotę współpracować ze sobą w taki sposób. Podobnie było na płycie "Dziesięć pięter". Czas biegł i nasze drogi artystyczne się rozchodziły. Każdy powiększał bagaż niesiony przez życie, zakładał rodzinę i trzeba było myśleć coraz bardziej logistycznie, a nie wyłącznie życzeniowo. Trzeba było założyć, co naprawdę można. Nadszedł rok 2015, w którym przekalkulowałem na jakie szaleństwo mogę sobie pozwolić i wyszło mi, że swobodnie poszaleć mogę w trio.

- Mogłeś jednak zrezygnować z piosenek hitowych, nie rejestrować ich lub nie dawać na płytę "Misiów" lub "Trolejbusowego batyskafu", ale zdecydowałeś się na to.

- Podczas koncertu w Radio Gdańsk zagraliśmy też kilka moich nowych piosenek, których jednak nie zdecydowałem się jeszcze umieszczać na płycie. Płyta jest zapisem koncertu, a koncert rządzi się pewnymi prawami. Na koncercie potrzebne są utwory "funkcyjne", jednym z nich jest piosenka "Raz na walcu". To piosenka "pierwszego kontaktu". Podobnie piosenka "Tylko misie", która mówi o mnie samym i przedstawia mnie w żartobliwy sposób, jako misiowatego lenia. Nie chcę jednak tak zostać zapamiętany, dlatego do piosenki "Tylko misie" napisałem do pary drugą "A może jednak by się" i obie umieściłem na płycie. Jedna bez drugiej mogła by wydawać się trochę kulawa. Wiele utworów, które wcześniej nagrałem z nieco większym przytupem, to utwory, które same w sobie są kameralne. Im jestem starszy, tym wyraźniej widzę, że wiele moich piosenek, które układałem przy gitarze, to piosenki kameralne. Gdy powstawały, gitara była moim przewodnikiem po melodii. Tak jest w przypadku "Trolejbusowego batyskafu", tak jest w przypadku piosenki "Raz na walcu" i na jej przykładzie chciałem pokazać, że można ją wykonać w minimalnym instrumentarium. Jest tak skonstruowana, że nie da się jej popsuć. I zawsze zadziała tak, jak zaplanowałem.

- Z jednej strony piszesz piosenki rozrywkowe, z leciutkim kabaretowym dotknięciem, ale moim zdaniem przede wszystkim jesteś lirykiem.

- To nie są piosenki kabaretowe, raczej żartobliwe. Uśmiech w nich, to uśmiech klauna, który jest najsmutniejszym człowiekiem w cyrku. Przez żartobliwą formę utworu chcę pokazać samotność żartownisia, czyli mnie. Samotność jest głębiej, pod tekstem. Tak jest na przykład z piosenką "Chory komp". To opowieść o naszych czasach, w których uczucia zaczynamy przelewać przez internet i elektronikę zamiast bezpośrednio być z drugim człowiekiem. Zwracam się w tym tekście do swojego komputera jak do pieska, kotka, chomika, to rodzaj czułości dla durnej elektronicznej maszyny.

- Bardzo interesująco brzmi utwór "Połatane serca" – jakbyście mieli na scenie kontrabas.

- Jakub Niedoborek używa tam rodzaju lutni, wschodniego instrumentu, który nazywa się oud. Oud to przodek wszystkich gitar i wszystkich lutni, które potem powstawały. To właśnie ten instrument brzmi takim niskim dźwiękiem. A skoro zwróciłaś uwagę na nasze instrumenty, to opowiem jeszcze o niespodziankach, jakie nas spotkały w czasie nagrania. Wszystkie żywe instrumenty nieprawdopodobnie się rozstrajają. Czasem wystarczy na nie spojrzeć – i już. Wiedzieliśmy, że koncert chcemy zarejestrować, że jest duże prawdopodobieństwo, że z tego materiału powstanie płyta, więc nastroiliśmy się przed koncertem jakbyśmy mieli za to dostać medal. Nie wzięliśmy jednak pod uwagę tego, że w studiu Radia Gdańsk jest automatyczna klimatyzacja i że na koncercie będą panowały nieco inne warunki termiczne i wilgotnościowe niż na próbie. I mimo idealnego stroju na próbie – i tak musieliśmy się dostrajać, co wprowadzało pewien dyskomfort i dodatkowy stres. Fakt, że wszystko ostatecznie się udało to wielka zasługa muzyków, z którymi współpracuję. To profesjonaliści, a na dodatek mają wspaniałe charaktery. Kasia koi i tonuje wszystkie nerwowości. Jakub jest doktorem gitary, a mimo to zagrał na instrumentach mniej poważnych: Oud, banjo, bałałajki i ukulele, gitarę odstępując mnie. Jakiś czas temu podpatrzyłem na jakiej gitarze gra Jakub i kupiłem sobie taką samą. Od tego momentu instrument zaczął mnie inspirować, chciało mi się na nim grać i to grać nieustannie. Gitara zainspirowała mnie do napisania linii melodycznych i aranżu poszczególnych piosenek. Od zakupu tego instrumentu zaczęło się myślenie o naszym trio, które doprowadziło do powstania płyty "Akustycznie".

- To Twoja najulubieńsza gitara?

- Napisaliśmy to nawet na płycie, że gramy na gitarach Camps Nac-4-S.

- Wracając do piosenek – wzruszająca "Łopieńska ikona" to inspiracja bieszczadzko-rozsypańcowa?

- Dostałem kiedyś propozycję napisania piosenki festiwalowej na "Rozsypaniec". Zastanawiałem się, co chciałbym powiedzieć w piosence o tym festiwalu, Bieszczadach i ludziach, którzy tam przyjeżdżają. Przypomniała mi się Cerkiew w Łopience, która jest ważnym miejscem związanym z festiwalem. Znajduje się tam kopia ikony Matki Boskiej, na którą mówi się łopieńska ikona. Ikony się czyta, opowiadają historie, dlatego pomyślałam, że na kanwie opowieści łopieńskiej ikony napiszę piosenkę festiwalową.

- Która z tych piosenek jest najnowsza?

- "Tautologie", Napisałem ją tuż przed wyjazdem do studia Radia Gdańsk.

- A która jest Ci najbliższa?

- "Wieżowiec". Chcę o niej opowiedzieć, ponieważ słuchając koncertu w całości, to właśnie ta piosenka może umknąć. Nawet mój młodszy syn zapytał: Tato, ale o co w niej chodzi? Dało mi to do myślenia. Punktem wyjścia jest coś, o czym pisałem już na płycie "Dziesięć pięter", samotność w bloku, w korytarzu, brak wspólnoty, obojętność. W "Wieżowcu" umieściłem termin związany ze zjawiskiem, o którym usłyszałem niedawno. Na oceanach, w miejscach w których przez prądy morskie grupują się plastikowe śmieci, naukowcy odkryli nowy rodzaj biosfery. Te śmieci nie rozłożą się przez tysiące lat i na oceanach powstają z nich wielkie wyspy nazwane plastisferą. Na plastisferach powstaje nowa fauna, złożona z mikroorganizmów, które żywią się plastikiem, co daje nam nadzieję, że może pomogą nam się uporać z plastikowym problemem. W mojej piosence pojawiła się plastisfera korytarza, która być może w przyszłości w drodze ewolucji wytworzy nowy organizm – Golema Śmieciarza, który wymiecie ludzi z korytarza, a wtedy dostanie się nam za zaśmiecanie świata. Jesteśmy odpowiedzialni za plastisferę, zaśmiecanie naszych umysłów i życie jak w wieżowcu.

- Płyta jedzie teraz w świat, żeby o sobie przypominać?

- Chcemy grać te piosenki w tym samym składzie, w jakim je zarejestrowaliśmy. Może się wydawać, że brzmienie z żywymi strunowymi instrumentami jest nieco archaiczne, że to cofnięcie się do epoki bardów z gitarą. Krok w tę stronę, to dla mnie bardzo ważne nawiązanie, które mówi o tym skąd jestem. Nie wzięliśmy się z muzyki samplowanej i bitów, chociaż często tego używamy. Wzięliśmy się z prostej formy piosenkowej, akustycznej, prawdziwej. Dlatego wydaje mi się, że to był dobry krok.

- Jestem absolutnie tego zdania. Czasem martwi mnie i niepokoi, ale to temat na zupełnie inną rozmowę, fakt, że większość artystów z naszego kręgu nagrywa płyty koncertowe z powodów czysto ekonomicznych, bo tak jest szybciej i taniej. I to nie jest złe, tylko trochę mnie martwi, że zaczyna dominować. To Twoja pierwsza solowa, koncertowa płyta, więc należało ją nagrać. Pokazać, że Marek Andrzejewski potrafi śpiewać nie tylko w studio, ale też poza nim.

- Zależało mi na tym, by pokazać siebie takim, jakim jestem naprawdę. By ustawić się w kontekście, w którym nie ma mowy o fałszowaniu rzeczywistości. To co zrobiłem jest w pewnej opozycji do tego, co nas otacza i co słyszymy. Otaczają nas dźwięki wyretuszowane. W radio słyszymy najczęściej coś, co jest wystrojone i zaaranżowane, pracuje nad tym sztab ludzi. Ja stoję zawsze po stronie tego jednego, samotnego autora. Nie tworzę dla mas, statystyk i koncernów. Ważny jest dla mnie ten jeden człowiek, który nas naprawdę usłyszy.

Rozmawiała: Teresa Drozda.
Spisała: Barbara Radziszewska.

 

Lipiec 2017
Pn Wt Śr Cz Pt So N
2
3
4
5
16
17
18
19
24
25

Nadchodzące wydarzenia


26
Lip
2017
18:00
26 lipiec 2017 18:00
Park Zdrojowy - Kudowa-Zdrój
II CZ-PL festival   26 lipca, środa godz. 18:00 - Wernisaż prac Jana Młodożeńca i Jana Rajlicha w Nachodzie - Młodożeniec i Rajlich należeli do [...]
26
Lip
2017
23:59
26 lipiec 2017 23:59
konkurs.czplfestival@gmail.com
26 lipca 2017 upływa termin zgłoszeń do konkursu w ramach II CZ-PL festival. Wykonawcy chcący wziąć udział w konkursie przesyłają [...]
27
Lip
2017
16:00
27 lipiec 2017 16:00
Park Zdrojowy - Kudowa-Zdrój
II CZ-PL festival   26 lipca, środa godz. 18:00 - Wernisaż prac Jana Młodożeńca i Jana Rajlicha w Nachodzie - Młodożeniec i Rajlich należeli do [...]
27
Lip
2017
18:00
27 lipiec 2017 18:00
Scena plenerowa - Rybina 63 (niedaleko mostu zwodzonego)
Tomasz Olszewski solo w recitalu pod przewrotnie pesymistycznym hasłem "Jest Pięknie".
28
Lip
2017
17:00
28 lipiec 2017 17:00
Park Zdrojowy - Kudowa-Zdrój
II CZ-PL festival   26 lipca, środa godz. 18:00 - Wernisaż prac Jana Młodożeńca i Jana Rajlicha w Nachodzie - Młodożeniec i Rajlich należeli do [...]
 

Wspierane przez iCagenda

Facebook

SFbBox by enter-logic-seo.gr

© Wszelkie Prawa Zastrzeżone - 2017
Projekt i wykonanie CFTB.PL