Drozda notuje: Turnau i Pawlik

wtorek, 09 luty 2016

Od dawna myślę, że trzeba zacząć pisać. Częściej. Systematyczniej. Brak mi tylko natchnienia w postaci zlecenia. Najlepiej honorowanego biletami NBP. Z drugiej strony – skąd potencjalny zleceniodawca ma wiedzieć, że ja mogę pisać – skoro nie piszę? Wniosek nasuwa się sam – zacząć. Wreszcie zacząć. Pisać dla siebie. Zaopiekować się własnymi myślami. Złapać je w siateczkę słów. Dać sobie zlecenie. Daję. W tej chwili. Notowanie rozpoczęte.

Lubię słuchać płyt. Aczkolwiek od dawna już – jedynym miejscem, kiedy posłuchać czegokolwiek mogę od początku do końca jest samochód. Na ogół muzyce sprzyjający umiarkowanie – z uwagi na niemożność dosłyszenia niuansów i smaków. Drugim sposobem na posłuchanie konkretnego materiału muzycznego jest koncert. Koncerty też lubię. Ba, uwielbiam. I za każdym razem, kiedy zasiadam na widowni, jestem podekscytowana. Radosna. Odświętna. W tym tygodniu, dzięki uprzejmości fantastycznych artystów – Grzegorza Turnaua i Włodka Pawlika – byłam aż na dwóch koncertach. Podobne były w tym, że proponowały repertuar stosunkowo nowy i niełatwy. U GT był to materiał z płyty-suity "7 widoków w drodze do Krakowa", u WP wiersze Adama Zagajewskiego.

Płyta "7 widoków w drodze do Krakowa" ukazała się w samej końcówce 2014 roku. Są na niej piosenki zainspirowane dziewiętnastowiecznymi malowidłami odnalezionym w jednej z krakowskich kamienic przez Mariusza Pędziałka – muzyka towarzyszącego GT od płyty "Pod światło". To rozbudowany aranżacyjnie, niespecjalnie piosenkowy czy przebojowy materiał, "suita podróżna" – jak mówi GT, nagrany razem ze Śląską Orkiestrą Kameralną. Aby odpowiednio zabrzmiał – wymaga więc kilkudziesięciu muzyków na scenie. 14 miesięcy od premiery, w różnych filharmoniach w całej Polsce udało się go pokazać kilkanaście razy. 5 lutego 2016 roku po raz pierwszy "7 widoków…" zagranych zostało w Warszawie. W Filharmonii Narodowej, z towarzyszeniem osiemnastoosobowej Orkiestry Kameralnej FN. I to nie był dobry koncert. Z powodu miejsca, w którym się odbywał. Nie mam wielkiego doświadczenia, ale to był mój bodaj trzeci piosenkowy koncert w FN i z każdego wychodziłam nieusatysfakcjonowana. Chodzi o to, że po prostu nie docierał tekst. Nie było słychać śpiewanych przez GT słów. Jego głos rozbijał się gdzieś o ściany filharmonii, nie docierając do uszu słuchaczy – a zaznaczam, że siedziałam na samym środku sali, tuż przy akustyku, więc teoretycznie w miejscu idealnym. Moje odczucia potwierdziły zasłyszane w czasie przerwy rozmowy innych uczestników koncertu. Poza tym jednym, acz kluczowym drobiazgiem – było znakomicie. A kiedy zabrzmiało "Wieśniacze życie" okazało się, że to naprawdę muzyka stworzona do filharmonii. Frajdą było obserwowanie GT jak dyskretnie dyrygował orkiestrą i publicznością. Frajdą wielką druga część koncertu, w której pojawiły się hity takie jak "Cichosza", "Bracka" czy "Znów wędrujemy", ale też znakomity "Wolny przekład z Szekspira" Ewy Lipskiej w (jakby zaimprowizowanym) duecie Miśkiewicz-Turnau.

Dorota Miśkiewicz zasługuje zresztą na osobny akapit. Towarzyszy GT na płycie i na wszystkich filharmonicznych koncertach z tym materiałem. Oboje idealnie razem współbrzmią, co było słychać na przykład na „Fabryce klamek”. Po prostu idealnie. Dorota śpiewa też partie solowe, ale mnie przyszło do głowy, że w tym projekcie jej głos jest dodatkowym instrumentem, którego możliwości kompozytor wykorzystał do ostatniego wybrzmienia.

Zresztą skojarzeń i przemyśleń miałam więcej. W ogóle zauważyłam, że na koncertach myśli mi się lepiej. W piątek uderzyło mnie więc bardzo wyraźne podobieństwo między Grzegorzem Turnauem a Arturem Andrusem. I nie chodzi bynajmniej o to, że któryś z panów kopiuje czy naśladuje drugiego. To podobieństwo, o którym myślę jest jak błysk – w mrugnięciu okiem, jakimś drobnym geście czy żarcie. I natychmiast zaczęłam się zastanawiać na jakie wspólne przedsięwzięcie daliby się obaj namówić. Bo to musiałoby być coś specjalnego – coś, co wymyślili i napisaliby razem. W Turnale drzemie demon (ostrej) satyry, w Andrusie ukrywa się liryk. A łączy ich Dorota Miśkiewicz, z którą obaj już śpiewali – ona także częścią tego niezidentyfikowanego (jeszcze) przedsięwzięcia mogłaby być. Ale punkt wyjścia jest. A na to, że czasem takie abstrakcyjne na pierwszy rzut oka pomysły mogą się materializować i odnosić sukces, mam dowód w postaci spektaklu-koncertu „Nie jesteś sama”. Jego prapoczątkiem był sen, w którym usłyszałam śpiewające razem Stanisławę Celińską i Krystynę Tkacz. I wcale mnie nie zraża, że na realizację takiej wizji czeka się zazwyczaj parę lat…

Z koncertu Grzegorza Turnaua w Filharmonii Narodowej wyszłam z niedosytem (a w zasadzie niedosłuchem), ale też z głową pełną różnych myśli. Pełną tak bardzo, że aż zaczęłam pisać niniejszy felietonik.

Na koncert Włodka Pawlika dotarłam lekko spóźniona. Zaczynał się o 18.00, a ja dopiero o tej porze kończyłam program. Przemieścić udało się jednak sprawnie – i już pierwszej recytacji Adama Zagajewskiego, czyli trzeciego punktu w programie koncertu – mogłam wysłuchać siedząc na swoim miejscu w Palladium. A słuchało się znakomicie. Dużo lepiej niż na płycie. Bo artystów widać. Bo nikt i nic (poza fotoreporterami) od słuchania nie odrywa. Bo może się wydarzyć coś nieoczekiwanego. Bo artyści emanują energią, która przenosi się na widza. I tak było. Kacper Smoliński z Weezdob Collective na harmonijce ustnej wyczyniał cuda. Łukasz Jemioła śpiewając stawał się muzyką, Włodek Pawlik niemal tańczył przy fortepianie. A Poecie uśmiech nie schodził z twarzy. Kiedy radość i szczerość płynie ze sceny – słuchacz tymi uczuciami wypełniony wychodzi z koncertu. A od Adama Zagajewskiego usłyszałam potem, że choć niechętnie opuszcza dom, a jeszcze mniej chętnie wychodzi na scenę – tym razem poczuł się częścią zespołu i dało mu to wielką satysfakcję. Uznał ponadto, że to był najlepszy jak dotąd (choć dopiero trzeci) koncert z cyklu "Mów spokojniej".

Utwierdziłam się w przekonaniu, że piosenka "Filozofowie" to przebój. Hit, który spokojnie może zagościć na dowolnej playliście dowolnej stacji radiowej. Niesłychanie zaskoczył mnie utwór utkany z dwóch wierszy Adama Zagajewskiego, czyli "Podziemne pociągi/Dzieciństwo", w którym Łukasz Jemioła pokazuje cały swój kunszt – płynnie przechodząc ze śpiewu rockowego, prawie krzyku w liryczne kołysanie głosem. Niemal na jednym oddechu. I dopiero na koncercie zrobiło to na mnie wrażenie. Marek Bałata głosem tkał koronki nut i nutek, żadnej nie pozwalając umknąć. Natalia Wilk to rozbudzała emocje, to znów lekko wszystko tonowała.

Mam nadzieję (cichą), że Różne Ważne Osoby obecne na tym koncercie kunszt i talent Natalii i Łukasza oraz Weezdob Collective dostrzegły (tak jak zrobił to Włodek Pawlik) i że ci fantastyczni, wciąż młodzi artyści w propozycjach będą przebierać jak w ulęgałkach. Serdecznie im tego życzę.

Na koniec – znów narzekanko. No cóż. Za sceną w Palladium nie przepadam. A bywam często, bo wiele koncertów ostatnio tam się właśnie odbywa. Płaska widownia. Długa i wąska. Tym razem siedziałam bliziutko, prawie pod sceną. Nie wiem, jakie wrażenie zrobiłby na mnie ten koncert, gdybym miała miejsce na przykład w dwudziestym rzędzie. Uśmiechu Zagajewskiego czy szelmowskich mrugnięć Pawlika raczej bym nie dostrzegła. I ta konstatacja doprowadza mnie do wniosku, że trudno w Warszawie o dobrą miejscówkę dla piosenki. Taką, gdzie i miejsc będzie sporo i akustyka jak trzeba. W Filharmonii Narodowej głos gubi się w ścianach, w Palladium kiepsko się ogląda, a i hol jest umiarkowanie sympatyczny, mimo skórzanych foteli i kanap. Pamiętam, że swego czasu finały festiwalu "Pamiętajmy o Osieckiej" odbywały się w Teatrze na Woli. Moje słuchowe wspomnienia stamtąd są jak najlepsze – ale być może czas sprawił, że koncerty w Teatrze na Woli pamiętam lepiej niż było w rzeczywistości. Taki jest przywilej pamięci. Ale z drugiej strony – nie tak dawno byłam tamże na koncercie Magdy Smalary – wrażenia (nadal) jak najlepsze. Wygodnie siedzenia, dobry widok z każdego miejsca, spora scena i doskonała akustyka. Więc jeśli mogę coś zasugerować…

Teresa Drozda

 

Kwiecień 2017
Pn Wt Śr Cz Pt So N
5
11
14
15
16
17
18
30

Nadchodzące wydarzenia


27
Kwi
2017
19:30
Koncert
27 kwiecień 2017 19:30
Kalinowe Serce - Warszawa, ul. Krasińskiego 25
Iwona Loranc w koncercie pt. "Wiosna, ach to Ty". Akompaniują: Miłosz Wośko (instrumenty klawiszowe) i Paweł [...]
28
Kwi
2017
19:00
Koncert
28 kwiecień 2017 19:00
La Boheme - Warszawa, ul. Mysłowicka 1
Przemek Mazurek w recitalu pt. "Trzeba coś robić". Liryczno-kabaretowy recital autorski, choć niepozbawiony [...]
28
Kwi
2017
19:30
28 kwiecień 2017 19:30
Teatr Ateneum - Warszawa, ul. Jaracza 2
"Jacek Kaczmarski - Lekcja historii" to spektakl złożony z pieśni Kaczmarskiego poświęconych kilkunastu sławnym [...]
29
Kwi
2017
19:30
29 kwiecień 2017 19:30
Teatr Ateneum - Warszawa, ul. Jaracza 2
"Jacek Kaczmarski - Lekcja historii" to spektakl złożony z pieśni Kaczmarskiego poświęconych kilkunastu sławnym [...]
29
Kwi
2017
19:30
Koncert
29 kwiecień 2017 19:30
Kawiarnia Lipowa 43 - Nałęczów, ul. Lipowa 43
Przemek Mazurek w recitalu pt. "Trzeba coś robić". Liryczno-kabaretowy recital autorski, choć niepozbawiony [...]
 

Wspierane przez iCagenda

Facebook

SFbBox by enter-logic-seo.gr

© Wszelkie Prawa Zastrzeżone - 2017
Projekt i wykonanie CFTB.PL