Drozda notuje: Xymena, Adamiak i Walentynki

czwartek, 18 luty 2016

W piątek 12 lutego po długiej chorobie zmarła Xymena Zaniewska-Chwedczuk. Dotknął mnie ten fakt bardzo osobiście. Jakiś czas temu (na przełomie 2012 i 2013 roku), dzięki różnym zbiegom okoliczności, zostałam zaproszona do zredagowania wspomnień Xymeny Zaniewskiej, która spisywała je mniej więcej od połowy lat dziewięćdziesiątych. W końcówce roku 2015 książka się wreszcie ukazała (wydawnictwo Bernardinum). I samą mnie zaskoczyła graficznym rozmachem – choć przecież wiedziałam, że będzie interesująco i niebanalnie. Wciąż jednak pozostaję pod ogromnym urokiem tego, co i jak Xymena Zaniewska w tej książce opowiedziała. Bo choć poznałam ją osobiście – znajomość była krótka. Dlatego widzę ją jej własnymi oczami. Jako kobietę zaangażowaną, pracowitą, odważną, eksperymentującą, wrażliwą, rodzinną. W otoczeniu bernikli i bocianów. W koronkach. W kolorach. A że przy okazji jest (była) legendą scenografii telewizyjnej, społeczniczką zaangażowaną w rozwój warszawskiego zoo, projektantką mody… to już detal. I piszę o tym tutaj także dlatego, że to Xymena Zaniewska w dużej mierze odpowiada za to, jak dziś pamiętamy programy realizowane w telewizji przez Jeremiego Przyborę czy Agnieszkę Osiecką. Scenografii Bogdana Butenki do 15 Wieczoru KSP, a zwłaszcza tła piosenki "S.O.S" nie sposób zapomnieć – warto więc wiedzieć, że to Xymena Zaniewska wpadła na pomysł, by wybitni graficy tę scenografię projektowali. By w telewizji ze swoją sztuką poeksperymentowali. Wiele miejsca poświęciła też w tych wspomnieniach Adamowi Hanuszkiewiczowi. Napisała: Adam nie "minął", nie "minął" również w moim życiu, nie tylko artystycznym.  Sparafrazuję jej słowa: Xymena nie minęła. Nie minęła, bo była wielką artystką. Nie minęła również w moim życiu.

Sobotę, 13 lutego, spędziłam w Ślesinie, gdzie od dziewięciu lat odbywa się FOPA – festiwal inaugurujący artystyczny rok w piosence artystycznej i będący tegoż roku barometrem. Przypomnijmy, że FOPA 2015 wygrała Zuzanna Moczek, która potem zgarnęła jeszcze wiele innych prestiżowych nagród. Tegorocznym zwycięzcą okazał się zespół Nic Wielkiego, za którego powodzenie trzymam kciuki. Festiwal kończył się recitalem Elżbiety Adamiak. Siedząc na widowni przypomniałam sobie, jaką przyjemność sprawia mi słuchanie jej piosenek. Ile jest w nich melodii. Ile odpowiednio ułożonych słów. Fantastycznie było usłyszeć na żywo "Blues niepotrzebnych powrotów" czy "Rozmowę przy ściemnionych światłach" – piosenki nagrane na płytach jeszcze w latach osiemdziesiątych. Największą frajdę sprawiło mi jednak wszystko to, co działo się między piosenkami. To, o czym i w jaki sposób Elżbieta Adamiak opowiadała. Przywoływała drobne anegdoty, opowiadała o pochodzeniu niektórych piosenek, słodko-gorzko żartowała z siebie i upływającego czasu, dialogowała z publicznością. Lekko, swobodnie, dowcipnie, nie gubiąc przy tym starannie zaplanowanego rytmu koncertu. I nie mam pojęcia kiedy minęła ta godzina z haczykiem. Po prostu siedziałam słuchałam, podśpiewywałam i uśmiechałam się do własnych myśli i wspomnień.

Ale na tym nie koniec. Upstrzoną serduszkami niedzielę także zakończyłam koncertowo. W legendarnej dla niektórych i wciąż działającej Piwnicy na Wójtowskiej, która jest dziś filią Staromiejskiego Domu Kultury. W maleńkiej salce mieści się ledwie kilkadziesiąt osób. Daje to szansę na uczestnictwo w wydarzeniu elitarnym, pomaga zbudować kameralną atmosferę i nawiązać bardzo bezpośredni kontakt między występującymi a słuchającymi. Jednocześnie – źle się czuję widząc, jak artyści przeciskają się na scenę między widzami, nie mówiąc już o szturchnięciach czy kopnięciach, kiedy któryś z współuczestników próbuje zmienić pozycję siedzenia. Wszystko to zniosłam jednak dzielnie – z ciekawością przysłuchując się propozycjom artystycznym (w kolejności występów) Tomasza Saleja, Joanny Mioduchowskiej i Marka Bartkowicza. Pisałam poprzednio, że na koncercie słucha się pełniej, staranniej, więcej można dostrzec, na więcej rzeczy zwrócić uwagę. Na Wójtowskiej (kolejny raz) uświadomiłam też sobie, że są piosenki, które sprawdzają się tylko na koncercie. Najwyraźniej zobaczyłam to na przykładzie Marka Bartkowicza. Kilka dni wcześniej obdarował mnie swoją autorską płytą "Hotel bez klamek", świetnie nagraną, ale gęstą od tekstów. Bo Marek Bartkowicz pisze znakomite, dowcipne, inteligentne, niebanalne i… mocno rymowane teksty. Słuchając płyty, odniosłam wrażenie, że nawet za mocno. Rymy na płycie (podkreślam: zabawne i inteligentne) przytłoczyły mnie. Zaś na koncercie – porwały. Bo w bezpośrednim kontakcie z publicznością, to i owo można podkreślić gestem, spojrzeniem, mocniej zaakcentować, grubiej narysować jednocześnie się dystansując, spuentować dodatkowym słowem. Mimo że (i może na szczęście) najbardziej rozrymowanej piosenki na płycie Marek nie umieścił. Sądzę, że by się tam nie obroniła. Mam na myśli (wykonywaną podobno tylko w Walentynki) piosenkę "Jeszcze", z której najbardziej przypadły mi do gustu dwa wersy: "płeć bezczeszczę/ w normie jeszcze". Autor twierdzi, że wykorzystał w tym utworze wszystkie, istniejące w języku polskim rymy do "jeszcze" i ja mu wierzę. Słuchając Marka Bartkowicza pomyślałam też, że jego piosenki nawiązują do sposobu, w jaki opisywali świat Marian Hemar czy nieco później Jan Kaczmarek. A kiedy zaśpiewał swoje młodzieńcze tango – na trzy minuty przeniosłam się w dwudziestolecie międzywojenne. Wielką przyjemnością było też patrzenie na towarzyszącego mu pianistę – Piotra Sawickiego – uśmiechniętego, czujnego, współuczestniczącego, który całym sobą dawał do zrozumienia, że lubi to co robi. Podobne wrażenia miałam patrząc na kontrabasistę Joanny Mioduchowskiej – Wojciecha Zalewskiego. Drobnymi gestami, spojrzeniami, uśmiechami wspierał nieco stremowaną, debiutującą na Wójtowskiej, wokalistkę. Joanna – czym bardzo mi zaimponowała – ani razu nie zająknęła się na temat swojej (debiutanckiej, niedawno wydanej) płyty. Prezentacja gości i ich dorobku to w końcu zadanie konferansjera i gospodarza. Zaśpiewała kilka piosenek z płyty, w tym mojego ulubionego "Anioła", ale sięgnęła też po inne. Na przykład po kołysankę "Ach śpij, kochanie", którą wykonała na zakończenie. Może więc to ona zasugerowała mi to dwudziestolecie? W tej epoce ze swoimi piosenkami pewnie odnalazłby się też Tomasz Salej. Jego umiejętność błyskawicznego nawiązania kontaktu z publicznością, wciągnięcia jej do wspólnego śpiewania już w pierwszej piosence, procentowała potem przez cały koncert. Piosenki były raz liryczne, raz satyryczne, klasyczne w formie (zwrotka, refren), czyli dziś dość rzadkie. Muzycznie występy Tomka Saleja i Joanny Mioduchowskiej doprawiał Mirek Kozak – znakomity instrumentalista, który w typowej poezji śpiewanej dostrzec potrafił typowe country, o czym rozbawioną publiczność poinformował Tomek Salej. To był naprawdę dobry koncert.

Kończę pisać ten tekst, pakując walizkę na następny wyjazd. Na kolejne koncerty. Po kolejne radości. Konstatując, że publiczność, aby dobrze się bawić, nie potrzebuje telewizyjnych gwiazd. Wystarczy zaufanie (często budowane przez lata) do miejsca i jego gospodarza. Co udowodnili mi w ten weekend Kamil Wasicki w Ślesinie i Marek Bartkowicz w Warszawie.

 

Wrzesień 2017
Pn Wt Śr Cz Pt So N
4
5
6
7
14
19
21

Nadchodzące wydarzenia


25
Wrz
2017
19:00
25 wrzesień 2017 19:00
Dom Kultury Śródmieście - Warszawa, ul. Smolna 9
Jarek Tomaszewski i Przyjaciele w koncercie piosenki literackiej pt. "Koncert Na Marginesie".
25
Wrz
2017
19:00
25 wrzesień 2017 19:00
Prom Kultury Saska Kępa - Warszawa, ul. Brukselska 23
Teresa Drozda przypomina…Irena Kwiatkowska w 105. rocznicę urodzin Teresa Drozda rozpocznie kolejny sezon gawęd w PROMie Kultury Saska Kępa od rocznicy, [...]
26
Wrz
2017
19:00
26 wrzesień 2017 19:00
Studio Koncertowe Polskiego Radia im.Witolda Lutosławskiego - Warszawa ul. Modzelewskiego 59
Koncert piosenek Wojciecha Młynarskiego pt. Piosenka to forma Magiczna. Kierownictwo muzyczne – Aldona [...]
26
Wrz
2017
19:15
Koncert
26 wrzesień 2017 19:15
Teatr Ateneum - Warszawa, ul. Jaracza 2
Artur Andrus w recitalu kabaretowym. Artyście towarzyszy zespół muzyczny w składzie Wojciech Stec (fortepian) i Łukasz [...]
27
Wrz
2017
18:00
27 wrzesień 2017 18:00
Muzyczne Studio Polskiego Radia im. Agnieszki Osieckiej - Warszawa ul. Myśliwiecka 3/5/7
Nula Stankiewicz w koncercie piosenek Agnieszki Osieckiej pt. Byle nie o miłości. Występują:Nula Stankiewicz - śpiewJanusz Strobel - gitara klasycznaWłodzimierz Nahorny - fortepianMariusz "Fazi" [...]
 

Wspierane przez iCagenda

Facebook

SFbBox by enter-logic-seo.gr

© Wszelkie Prawa Zastrzeżone - 2017
Projekt i wykonanie CFTB.PL