Śpiewana rola była dla mnie zawsze dużym wyzwaniem - mówi Katarzyna Żak

poniedziałek, 22 luty 2016

"Bardzo przyjemnie jest żyć" to bardzo przyjemna płyta i interesująca jest historia jej powstania. Śpiewanie Katarzyny Żak nie jest oczywiste, dlatego Teresa Drozda o wszystko to postanowiła dopytać aktorkę.

- To pierwsza płyta sygnowana wyłącznie Twoim nazwiskiem, choć nie całkiem debiutancka.

- Zadebiutowałam jako jej producentka. Kiedy otrzymałam propozycję nagrania autorskiej płyty, najpierw powiedziałam "nie", a potem zaczęłam się zastanawiać. Z pomysłem zwróciło się do mnie pewne wydawnictwo, ale okazało się, że trochę nam nie po drodze, więc zostałam z tym materiałem sama. Dzisiaj się z tego śmieję, ale zwróciłam się do autorów z prośbą o napisanie dla mnie po jednej wesołej piosence. Każdy z poetów zareagował tak samo: piosenka o życiu kobiety, jej problemach, podejściu do świata, na wesoło? To się nie uda.
Chciałam też by było tanecznie. By było tango, bossa nova, lambada, walc, żeby płyta bujała. To się chyba udało, moje córki, które są młodymi osobami, po przesłuchaniu materiału powiedziały, że wyszła z tego chilloutowa kobieca płyta. Trochę jest bujania, trochę dowcipu, trochę smutku, trochę wzruszenia. Gdy dostałam zamówione teksty i zaczęłam je analizować na różne sposoby zauważyłam, że aż w dziesięciu piosenkach w różnej formie pojawia się  słowo "życie". Płyta nie mogła się zatem nazywać inaczej niż "Bardzo przyjemnie jest żyć".

- Mam wrażenie, że Twoje śpiewanie nie jest oczywiste i dla wielu osób dzisiaj solowa płyta Katarzyny Żak może być gigantycznym zaskoczeniem.

- Wielu ludzi reaguje właśnie w ten sposób, ale to znakomicie, że mogę jeszcze zaskoczyć. Pokazać coś nowego. Gdy byłam małą dziewczynką śpiewałam w domu przed lustrem do mikrofonu z opakowania lakieru do włosów. W repertuarze miałam wszystkie ówczesne festiwalowe przeboje z Sopotu i Opola. Moim oknem na świat było radio. Pamiętam, że o 17.00 była pełna nowości muzycznych audycja, którą nagrywałam na magnetofon kasetowy. Z różnych powodów nie trafiłam jednak do szkoły muzycznej. Natomiast w podstawówce pan od muzyki bardzo szybko usłyszał, że jestem muzykalna i zostałam zapisana do chóru. Sześć lat śpiewałam w trzecim głosie. To była piękna przygoda. Wyjeżdżaliśmy z chórem na różne zgrupowania i konkursy. Śpiewanie w głosach uczy też pewnej dyscypliny, szacunku dla nut i pokory. Nie było mowy, by jakiś solista się wyrwał. Tym bardziej, że śpiewało nas tam około osiemdziesięciu! Dyrygent nauczył nas, że piano to znaczy piano, a forte znaczy forte i nie śpiewamy forte, żeby zaistnieć w chwili gdy wszyscy śpiewają piano. Odstępstwa od tej zasady odkryłam dopiero w teatrze, gdzie nie zawsze okazywało się oczywiste, że śpiewa się tylko to, co zapisane w nutach. Grałam w wielu spektaklach muzycznych i musicalach. Po studiach trafiłam do Teatru Współczesnego we Wrocławiu. Było to w latach, kiedy panowała moda na spektakle muzyczne, więc się naśpiewałam. Dzięki temu spotkałam Agnieszkę Osiecką, która pisała teksty do "Sztukmistrza z Lublina". Pracowałam i wspominam to z wdzięcznością z panem Zygmuntem Koniecznym, Leopoldem Kozłowskim, Wojtkiem Głuchem i wieloma innymi, którzy prowadzili w teatrze zajęcia muzyczne ucząc określonego sposobu śpiewania potrzebnego do konkretnej stylistyki spektaklu. Inaczej przecież śpiewa się pieśni żydowskie, inaczej cygańskie, a inaczej piosenki z lat 50. Z wielką radością i niecierpliwością czekałam na obsady spektakli muzycznych. Śpiewana rola była dla mnie zawsze dużym wyzwaniem. Niektórzy aktorzy nie lubią prób muzycznych, na których ćwiczy się materiał z nutami, rozpracowuje się godzinami głosy. Ja te godziny prób przy fortepianie uwielbiałam. Zostało mi to do dziś. Lubię ten czas, w którym uczę się piosenek, rozczytuję nuty, myślę jak zaśpiewać konkretne piosenki. Z piosenkami jest jak z rolami. Wszyscy widzą pierwsze wykonanie na premierze, a potem rola ewoluuje. Z piosenką jest tak samo. Materiał zarejestrowany na płycie, podczas koncertów ewoluuje i później trochę szkoda, że nagrało się taką nieopierzoną jego wersję.

- Zatrzymałyśmy się na Teatrze Współczesnym we Wrocławiu, ale tam się Twoje śpiewanie nie skończyło?

- Skąd! To był początek. Kiedy pracowałam w Teatrze Współczesnym, eliminacje do konkursu Przeglądu Piosenki Aktorskiej odbywały się właśnie u nas. Starsi koledzy powiedzieli: Słuchaj Żaku, podśpiewujesz sobie, to może wzięłabyś udział w konkursie PPA reprezentując nasz teatr? Trochę się przed tym broniłam, bo najtrudniejszą rzeczą wydawało mi się wymyślenie, co w ogóle chcę zaśpiewać. Zdecydowałam się jednak wystąpić. Przewodniczącym komisji konkursowej był Aleksander Bardini, a jednym z członków Wojciech Młynarski. Dostałam wyróżnienie, którym była opieka artystyczna Wojciecha Młynarskiego i produkcja recitalu, który później śpiewałam przez dwa lata w Teatrze Współczesnym na małej scenie Rekwizytornia. W efekcie nagrałam płytę z piosenkami Młynarskiego "Młynarski Jazz". Pomysłodawcą płyty był wybitny muzyk Piotr Baron, który zrobił wszystkie aranże oraz dobierał z panem Wojciechem teksty do recitalu i na płytę. Ja właściwie tam przyszłam, dostałam materiał i zadanie by się go nauczyć. Nie mówię, że to nie były piosenki, które lubiłam, ale to był dla mnie kosmos. Płyta z tym materiałem ukazała się w 1994 roku.

- Dzisiaj jest oczywiste, że różni wykonawcy sięgają po piosenki Wojciecha Młynarskiego, Jeremiego Przybory czy nawet Jacka Kaczmarskiego i próbują je śpiewać w różnych stylach muzycznych, w tym jazzowo. Ale dwadzieścia lat temu wykonaliście rzecz pionierską.

- Ja byłam wtedy kompletnie nieznana. Ale przez wiele lat grałam koncerty z tym materiałem. To było dla mnie ogromne doświadczenie estradowe. Śpiewanie w małych klubach, dla niewielkiej publiczności to wyczyn i sztuka. Coś zupełnie innego niż wyreżyserowane wyjście na scenę w teatrze. Wiele zależy od publiczności, od tego jak się zachowuje, czego oczekuje. Trzeba to szanować. Bywało tak, że na scenie podejmowałam decyzję o zmianie tej czy innej piosenki, bo widziałam, że jest za dużo lub za mało emocji. Nauczyłam się tego śpiewając właśnie piosenki Młynarskiego. Zresztą później to doświadczenie przydało mi się również w teatrze. Dodatkowo nauczyło mnie pokory, która w tym zawodzie jest niezbędna i konieczna. W teatrze rację ma tylko widz. Bez widza i słuchacza, my aktorzy, nie istniejemy. Jeśli ktoś chce słuchać naszych piosenek, chodzi na nasze spektakle, to mamy go po swojej stronie. Bardzo często gdy "spektakl siada", mówimy za kulisami o widzach: "tracimy ich" i trzeba szybko podkręcać tempo na scenie. Tego nie uczą w szkole teatralnej, takiej wiedzy, takiego doświadczenia nabiera się przez lata pracy. Lubię obserwować bardzo doświadczonych starszych aktorów, którzy doskonale czują publiczność i reagują na jej nastroje. Poza ich wielkimi osobowościami ich warsztat sprawia, że potrafią dyrygować spektaklem.
A ja ze swoim śpiewaniem później przez wiele lat się nie wychylałam. Marzył mi się jakiś projekt z tangami lub bossanovami, ale miałam co robić, a wokół widziałam świetne wokalistki, z którymi nie chciałam się ścigać. Ale kiedy pojawiła się propozycja nagrania tej płyty – postanowiłam nie zwlekać. Wymarzyłam sobie wybitnych autorów tekstu i poprosiłam, by spojrzeli na mnie i napisali o tym, z czym kojarzę się im jako dojrzała kobieta. Okazało się, że kojarzę się z różnymi rzeczami.

- Z tego, co mówisz wynika, że wszystkie piosenki zostały napisane na Twoje zamówienie.

- Wszystkie, z wyjątkiem dwóch. Piosenkę "Śni mi się jakiś inny pan" wyciągnęła dla mnie z szuflady Magda Czapińska. Piosenka została napisana dawno temu. Muzykę skomponował Włodzimierz Korcz. Przepiękny numer, moi muzycy mówią, że musicalowy. Podobno raz zaśpiewała go pani Danuta Rinn, ale nie zostało to nigdzie zarejestrowane. Druga zaanektowana piosenka to "W kostiumie" Piotra Bukartyka. Latem miałam przyjemność zagrać w spektaklu "Kaszana zdalnie sterowana". Reżyser spektaklu Jerzy Satanowski dał mi do przesłuchania kilkadziesiąt piosenek Bukartyka. Mimo, że Piotra znam 15 lat i znam wiele jego piosenek, nie wiedziałam, że jest taką kopalnią prawdy i emocji. Zachwyciłam się piosenką "W kostiumie" i gdy pracowałam nad płytą po prostu zadzwoniłam do Piotrka i zapytałam o możliwość jej zarejestrowania.
Bardzo chciałam zaśpiewać też piosenkę z muzyką Jerzego Satanowskiego. A on chciał tekst. Okazało się jednak, że większość moich autorów, z wyjątkiem Magdy Czapińskiej, wolała pisać do muzyki. Janusz Sent napisał piosenkę z Wojciechem Młynarskim, i czekał na tekst, ale w tym wypadku było jasne, że panowie będą współpracować. I ostatecznie okazało się, że nie mam wolnego tekstu, który mogłabym dać Jerzemu. Tym samym zakładam współpracę z nim przy mojej kolejnej płycie.

- Tytułowa piosenka to piosenka o Tobie?

- Jan Wołek napisał piosenkę o celebrytach zatytułowaną "Bardzo przyjemnie jest żyć". Daleko mi do lansowania się "na ściankach", ale dziś niemal na każdej premierze teatralnej ścianka jest i są fotoreporterzy polujący na znane twarze. Bywam na premierach, bo interesuje mnie, co robią koledzy, chcę im pokibicować – i trafiam na ściankę. A potem na "pudelka" czy innego "plotka" – czasem z mało wybrednymi komentarzami.

- Trudno Ci było zaśpiewać piosenkę, która wprost opowiada o tym, co jest również Twoim udziałem? Zacytuję fragment: Nic do ukrycia/życie to sen/bo – nie naszą to jest sprawą/nie bawi nas/żeby – zderzyć się z jawą.

- Cóż, uznałam, że muszę zaśpiewać to z dystansem, po swojemu. I musiałam przyznać rację Wołkowi, że w świecie show-biznesu jest dokładnie tak jak napisał. Oczywiście nie wszyscy chcą się lansować, ale niektórzy rzeczywiście uważają, że są nietykalni, niepodważalni i nieomylni. Ciekawa jest też historia powstania tej piosenki. Jak mówiłam – autorzy tekstów chcieli pisać do muzyki – Jan Wołek też. Hadrian Tabęcki, który zajmował się produkcją muzyczną i wiele utworów skomponował, wysłał więc dwie muzyki – do wyboru, żeby do tej, która spodoba mu się bardziej, napisał nam wesoły tekst o życiu kobiety. Jan Wołek do melodii, które nam wydawały się taneczne, napisał dwa poważne, a nawet gorzkie teksty. Ale dzięki temu piosenki są zróżnicowane i nie znudzą słuchacza.

- Reasumując. W zasadzie na płycie są wyłącznie nowe piosenki. Podniosłaś poprzeczkę słuchaczom i publiczności, nie dokarmiając drzemiącego w nas wszystkich Mamonia.

- A jednak go dokarmiam! Są dwie piosenki napisane do znanych melodii. Jedną napisał Artur Andrus. I tu też mam anegdotę. Gdy wysyłałam prośby o teksty do autorów, napisałam również do Artura Andrusa, który zareagował entuzjastycznie. Po czterech miesiącach, bo taki był termin, miałam już wszystkie teksty, oprócz andrusowego. Czas naglił. Studio było zarezerwowane, tekstu brakowało, a Artur nie odbierał moich telefonów. Wzięłam się więc na sposób. Poszłam na jego koncert, potem przedarłam się za kulisy i mówię: Arturze tylko ty zostałeś, a on na to: Ty mnie nie strasz. Mimo tych zawirowań piosenka "Quando, quando, quando" się bardzo udała. Do meksykańskiej muzyki, parodii "Besame mucho" polskie słowa napisał też Andrzej Poniedzielski. Układanie tej płyty to była fantastyczna przygoda. Myśleliśmy nad każdą piosenką, rozważaliśmy, kombinowaliśmy, żeby słuchacz się nie nudził. Co prawda, dzięki temu płyta mogłaby mieć tytuł: od sasa do lasa, bo każdy utwór jest z innej parafii, ale z drugiej strony pisali je różni autorzy, więc chyba musi tak być. Sama płyta, krążek CD jest stylizowana na mały, biały winylek, na którym są różowe szpilki. I w środku jednego buta, przez lupę można zobaczyć napis: od sasa do lasa. To takie mrugnięcie okiem.
Będę szczęśliwa, jak ktoś kupi tę płytę, posłucha jej i się uśmiechnie. Zaśpiewałam na niej ważne dla siebie piosenki i chcę się nimi podzielić ze słuchaczami.

Rozmawiała: Teresa Drozda.
Spisała: Barbara Radziszewska.
Płyta "Bardzo przyjemnie jest żyć" dostępna jest w Sklepie Strefy Piosenki: sklep.strefapiosenki.pl

 

Maj 2017
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1
2
3
4
8
9
11
14
17
26
28

Nadchodzące wydarzenia


27
Maj
2017
17:00
27 maj 2017 17:00
Teatr Stary - Lublin, ul. Jezuicka 18
"Wieczorem" to przedsięwzięcie z gatunku koncert – teatr łączące wiersze Józefa [...]
27
Maj
2017
19:00
Koncert
27 maj 2017 19:00
Łódzka Piwnica Artystyczna Przechowalnia - Łódź, ul. 6 sierpnia 5
Zespół "Drabina Jakuba" w premierowym koncercie promującym debiutancką płytę pt. "Drugi [...]
27
Maj
2017
20:00
27 maj 2017 20:00
Teatr Stary - Lublin, ul. Jezuicka 18
"Wieczorem" to przedsięwzięcie z gatunku koncert – teatr łączące wiersze Józefa [...]
29
Maj
2017
19:00
29 maj 2017 19:00
Prom Kultury Saska Kępa - Warszawa, ul. Brukselska 23
Teresa Drozda przypomina: Kazimierz Brusikiewicz. Kazimierz Brusikiewicz (1926-1989) - jeden z najwybitniejszych, a może po prostu [...]
30
Maj
2017
21:00
30 maj 2017 21:00
Piec' Art Acoustic Jazz Club - Kraków, ul. Szewska 12
Mateusz Nagórski w koncercie piosenek Jacka Kaczmarskiego oraz wierszy Poety z autorską muzyką artysty. Mateusz [...]
 

Wspierane przez iCagenda

Facebook

SFbBox by enter-logic-seo.gr

© Wszelkie Prawa Zastrzeżone - 2017
Projekt i wykonanie CFTB.PL