Drozda notuje: Bocek i Bartosiewicz

piątek, 26 luty 2016

Początek roku koncertowo i festiwalowo jest dużo spokojniejszy niż jego koniec. Acz i tak intensywny. Nie minęły jeszcze dwa miesiące, a już naście koncertów za mną. I tyleż nowych płyt. I jak to wszystko opisać? Zebrać? Kiedy nazwać własne wrażenia? Nie, nie narzekam. Konstatuję. Że dzieje się dużo. Że jest kolorowo. Że przez to lub dzięki temu wymagania rosną. W każdym razie – moje wymagania.

18 lutego Beata Bocek w Ostrawie kończyła dwutygodniową trasę promującą jej najnowszą płytę "O Tobje". Beata jest czeską pieśniarką polskiego pochodzenia, śpiewającą autorką urodzoną i wychowaną w Czeskim Cieszynie, gdzie chodziła do polskiej szkoły. Śpiewa więc i pisze swoje piosenki po polsku, czesku i w gwarze śląskiej (po naszymu). Ale jest też świadomą obywatelką Europy – ma więc w repertuarze teksty angielskie i jeden szwedzki – o czym będzie jeszcze mowa. "O Tobje" to jej piąta solowa płyta, płyta przemyślana, a jednocześnie nieco szalona – jak cała znana mi twórczość Beaty. Bo jej piosenki zaskakują niekonwencjonalnością. Opowiadają o najzwyklejszych sprawach. Przedmiotach codziennego użytku – jak szafa, powtarzalnych czynnościach – jak jazda na rowerze do pracy, podlewanie kwiatów czy picie kawy. Albo o zwykłych marzeniach o mężczyźnie (to mój ulubiony cytat) "co kochać mnie będzie/ ze wszystkim co ja w sobie mam/ który będzie jadł me obiadki".  Jestem pod dużym urokiem twórczości Beaty Bocek – chyba głównie dlatego, że ona – tak to czuję – kompletnie nie przejmuje się jakimś (domniemanym) porządkiem, który w piosence powinien być. W wielu jej utworach mieszczą się dwie albo trzy niemal niezależne kompozycje. Od dawna odnoszę wrażenie, że jej piosenki to po prostu strumień świadomości – coś, co mogłaby sobie nucić, improwizując w czasie zabawy, mała dziewczynka. I tak – kiedy słucha się tych piosenek na koncercie – można odnieść wrażenie, że powstają na naszych oczach. Ale to działa. I bardzo mi się podoba. Bo niezależnie od wszystkiego Beata Bocek jest nieprawdopodobnie muzykalna i wszystkie wymyślone przez siebie muzyczne łamańce wykonuje perfekcyjnie. O czym przekonałam się na rzeczonym koncercie, w klubie Parnik, w centrum Ostrawy. Beacie towarzyszył na scenie rodowity Szwed – Christoffer Strandh – muzyk i jej życiowy partner. Duet to fantastyczny. Zgrany. Rozpisany precyzyjnie na dwa głosy, cztery ręce, pięć języków, trzy gitary, bas, akordeon, trąbkę i szereg "przeszkadzajek". Instrumentami artyści żonglują na scenie – acz Beacie przyporządkowany jest akordeon (na którym grała jeszcze jej mama), zaś Christofferowi trąbka. Beata krótko opowiadała historię każdej piosenki, pokazując przy okazji, jak bardzo są osobiste, jak mocno z niej wypływające. Jak wspomniałam – koncert w Ostawie był ukoronowaniem całej trasy, podczas której płyta była chrzczona. To czeski zwyczaj – nowo wydanie książki lub płyty mają chrzciny. W Ostrawie wyglądało to tak, że  mniej więcej w połowie koncertu Beata zaprosiła na scenę gości – rodziców chrzestnych – w tym mnie (choć wcześniej nie było o tym mowy – byłam więc równie zaskoczona co zaszczycona) – każdy z nas wygłosił krótką mowę – Viktor Dořičák z zespołu Café Industrial powiedział m.in., że płyta "O Tobje" to klejnot – a potem każde z nas leciutko pokropiło ją "wodą z kałuży" i pofrunęła w publiczność. A koncert potoczył się dalej. W takim samym, niespiesznym tempie, z tymi samymi osobistymi opowieściami i akcentami. Uwagę zwróciłam na jeszcze jedną rzecz – pół wieczoru towarzyszyła nam – słuchaczom i artystom – kamera czeskiej telewizji. Okazało się, że o niszowej, samodzielnie wydającej sobie płyty, śpiewającej dziewczynie – powstaje film dokumentalny. Budujące. Aż chciałoby się…

Następnego dnia, tym razem w roli prelegenta oprowadzającego po twórczości Jeremiego Przybory, odwiedziłam Miejską Bibliotekę Publiczną w Sosnowcu. Okazała się ona instytucją niezwykle przyjazną i otwartą. Mimo że budynek mocno jeszcze przypomina czasy dawno minione (powstał w 1975 roku), życie w nim kipi. Na spotkanie przybyło kilkadziesiąt osób, które na wejściu poczęstowane zostały herbatą, zasiadły przy stołach i z uwagą słuchały mojej opowieści. I bez ogródek przyznam, że najbardziej rozczuliła mnie ta herbata – domowy akcent, sygnał, że jesteście dla nas ważni, witamy was z otwartymi ramionami. Drobiazg, ale wymagający zaangażowania personelu – bo przecież ktoś musi umyć tych kilkadziesiąt filiżanek, ktoś musiał je wcześniej na stołach poustawiać. Byłam pod wrażeniem i bardzo się ucieszyłam, że są miejsca, w których komuś się jeszcze chce. Wyjść poza schemat. I obowiązek. I poczułam się wyjątkowo. Za co bardzo dziękuję.

Koncertową sobotę spędziłam w Rybniku, gdzie najpierw słuchałam dziesięciorga solistów-finalistów OFPA, wybranych drogą wieloetapowych eliminacji. Słuchałam ich też wcześniej, na mniejszej scenie – i ciekawie było zobaczyć różnice. W niektórych wypadkach niezauważalne, w innych decydujące – o porażce lub sukcesie. Ale wydarzeniem tego dnia miał być dla mnie koncert Edyty Bartosiewicz. W latach dziewięćdziesiątych, kiedy powoli wchodziłam w dorosłość, jej piosenki mi towarzyszyły. "Sen", "Zegar", "Szał", "Jenny", "Skłamałam", "Ostatni" mówiły coś o mnie. Nazywały tamte młodzieńcze emocje. I były ważne. A płyty, wydawane jeszcze przez "Izabelin Studio", nadal mam na półce. Jednocześnie – już wtedy zajmowałam się piosenką poetycką i te śpiewane przez Edytę czy Katarzynę Nosowską były jedynie kolorowym dodatkiem. Odskocznią. Koncert w Rybniku był moim pierwszym spotkaniem z Edytą Bartosiewicz oko w oko. Artystka wystąpiła w trio – z towarzyszeniem Macieja Gładysza (wiele gitar) i Romualda Kunikowskiego (fortepian i akordeon) – sama grała na gitarze. Obaj panowie, a także pojawiający się od czasu do czasu na scenie dwaj technicy, mieli na głowach zabawne meloniki – zmiany gitar do kolejnych numerów wyglądały więc jak mini scenki teatralne. I to chyba wszystko, co mnie podczas tego koncertu ujęło. Muzycznie było dość monotonnie – dwie grające niemal cały czas elektroakustyczne gitary – po trzech, czterech numerach zaczęły mi nieznośnie brzęczeć, a fortepianowi nie udało się tego zniwelować. Edyta zaśpiewała wybrane przez siebie – i jak powiedziała ważne dla niej piosenki, które "nigdy nie były singlami". Czyli nie było ani jednego przeboju. Czegoś, co wspólnie można by zanucić. Moje rozczarowanie pogłębiły jeszcze nieco infantylne zapowiedzi Edyty Bartosiewicz do kolejnych piosenek. Jakby nie zdała sobie sprawy z tego, że ma więcej niż 20 lat i że publiczność też z nią dorosła. Dziwnie mi na tym koncercie było. Po prostu dziwnie.

Minęło kilka dni. Kolejny weekend za pasem, kolejny koncert w planach. A ja wiem, że długo jeszcze, wielu napotkanym osobom z entuzjazmem będę opowiadać o kameralnym, skromnym występie Beaty Bocek w klubie Parnik i polecać im bezpośrednie spotkanie z tą artystką. A jednocześnie dostrzegam względność własnych ocen. Wiem (i podkreślam to), że są subiektywne i że innego dnia, w innym miejscu zachwycić mogłaby mnie Edyta Bartosiewicz a rozczarować Beata Bocek. W każdym razie poprzeczkę ustawiłam jej (we własnej głowie) bardzo wysoko.

 

Lipiec 2017
Pn Wt Śr Cz Pt So N
2
3
4
5
16
17
18
19
24
25

Nadchodzące wydarzenia


23
Lip
2017
16:00
23 lipiec 2017 16:00
Muszla koncertowa w parku zdrojowym - Głuchołazy, ul. Parkowa
XI Międzynarodowy Festiwal Piosenki Turystycznej Kropka - pod patronatem Strefy   20.07.2017 - czwartek (taras przy [...]
23
Lip
2017
19:30
23 lipiec 2017 19:30
Flora Caffe - Warszawa, al. Ujazdowskie 4
Joanna Lewandowska w prapremierowym koncercie promującym płytę pt. "Niebo dla Złodziejek – 3 [...]
26
Lip
2017
18:00
26 lipiec 2017 18:00
Park Zdrojowy - Kudowa-Zdrój
II CZ-PL festival   26 lipca, środa godz. 18:00 - Wernisaż prac Jana Młodożeńca i Jana Rajlicha w Nachodzie - Młodożeniec i Rajlich należeli do [...]
27
Lip
2017
16:00
27 lipiec 2017 16:00
Park Zdrojowy - Kudowa-Zdrój
II CZ-PL festival   26 lipca, środa godz. 18:00 - Wernisaż prac Jana Młodożeńca i Jana Rajlicha w Nachodzie - Młodożeniec i Rajlich należeli do [...]
28
Lip
2017
17:00
28 lipiec 2017 17:00
Park Zdrojowy - Kudowa-Zdrój
II CZ-PL festival   26 lipca, środa godz. 18:00 - Wernisaż prac Jana Młodożeńca i Jana Rajlicha w Nachodzie - Młodożeniec i Rajlich należeli do [...]
 

Wspierane przez iCagenda

Facebook

SFbBox by enter-logic-seo.gr

© Wszelkie Prawa Zastrzeżone - 2017
Projekt i wykonanie CFTB.PL