Musiałyśmy dojrzeć do tego, że jesteśmy podobne - mówią Olga i Magda z Nic Wielkiego

środa, 30 marzec 2016

Olga Szaltis i Magda Woźniak, czyli bliźniaczki z zespołu Nic Wielkiego opowiadają Teresie Droździe o epce "Syjamskie bliźnięta", przerwie w śpiewaniu i planach zespołu.

- Olga Szaltis i Magda Woźniak, czyli zespół Nic Wielkiego, a przed nami wasze nowe wydawnictwo…

M: Świeżuteńka mini płyta "Syjamskie bliźnięta", na której znalazły się cztery nowe utwory. Jesteśmy bliźniaczkami i z tego chcemy zrobić nasz atut – na scenie wyglądać jak bliźniaczki, podobnie brzmieć, współbrzmieć w zasadzie. Dlatego przekornie i z uśmiechem zatytułowałyśmy tę płytę "Syjamskie bliźnięta".
O: Przez lata dojrzewa się do pewnych rzeczy, my też musiałyśmy dojrzeć do tego, że jesteśmy podobne i że to jest coś fajnego. Kiedy chodziłyśmy do przedszkola mama znaczyła nas kieszonką albo guziczkiem innego koloru, żeby było wiadomo, która jest która. Potem przez lata bardzo chciałyśmy się od siebie różnić, żeby nie mówiono o nas ciągle "bliźniaczki". Jesteśmy zupełnie inne, jesteśmy Olgą i Magdą i chciałyśmy to pokazać. Więc Magda była krótkowłosą blondynką, ja długowłosą czarnulą. W końcu doszłyśmy do wniosku, że fajnie mieć siostrę bliźniaczkę. To jest naszym atutem na scenie i poza nią. Dziś tak samo się ubieramy, czeszemy, różnią nas tylko buty i to że Madzia nosi okulary.

- Początków Waszego grania trzeba szukać jeszcze w XX wieku – macie spore doświadczenie.

M: Nic Wielkiego zadebiutowało na festiwalach piosenki autorskiej, studenckiej i turystycznej w 1999 roku. Zespół przechodził wiele zmian osobowych i nie jest też tak, że działaliśmy przez te wszystkie lata. Mieliśmy bardzo wiele przerw spowodowanych różnymi zawodowymi i rodzinnymi perturbacjami.

- W 2003 roku ukazała się Wasza debiutancka, świetnie przyjęta płyta, która moim zdaniem zupełnie się nie zestarzała. Jak słucha się Wam jej dziś, co myślicie o własnych piosenkach sprzed kilkunastu lat?

O: Płyta "Świat dotknięty" brzmi świetnie. Była starannie zrealizowana w studiu Marcina Borsa Fonoplastykom we Wrocławiu. A że tematy piosenek, czyli głównie miłość, to tematy uniwersalne – więc się nie zestarzały. Może niektóre teksty dziś sformułowałabym inaczej, ale materiał muzyczny jest zrobiony i nagrany bardzo fajnie. Nie wstyd słuchać tego po latach.
M: Na koncertach często słuchacze proszą nas, żebyśmy grali piosenki z tamtej płyty. Nowej płyty jeszcze nie ma, więc naturalne jest to, że ta część publiczności, która nas zna i pamięta, chce też usłyszeć znane sobie piosenki. Czasami w nowej wersji.
O: Chciałoby się, żeby kolejna płyta była lepsza, ciekawsza i fajniejsza. Żeby ludzie chcieli słuchać nowych piosenek. Wiemy jednak z doświadczenia, że wielu artystów zmaga się z tym, że na koncertach ludzie proszą o stare, dobre piosenki.

- Ale Wy chyba nie macie jeszcze tego problemu… ta epka zapowiada nareszcie ciąg dalszy, aczkolwiek muszę Wam wytknąć, że w ostatnich latach już kilka takich zapowiedzi było…

M: Było. Ale teraz naprawdę będzie inaczej. Za chwilę wchodzimy do studia rejestrować cały materiał. Wszystko jest gotowe.

- Myślę, że w zasadzie możecie czuć się jak debiutantki. Nowa płyta po trzynastu latach – dla wielu słuchaczy to będzie pierwsze spotkanie z zespołem Nic Wielkiego.

M: Bolejemy nad tym. Wydaje nam się, że minęło raptem kilka tygodni, a tu okazuje się, że od naszej ostatniej aktywności artystycznej minęło 7 lat. Czujemy to dzwoniąc z pytaniem czy znajdzie się miejsce na nasz koncert w programie różnych festiwali, które lata temu wygrywaliśmy. Często nikt nas nie pamięta, bo pracują już nowi ludzie.
O: Na własnej skórze odczuwamy, że wrócić jest trudniej niż zaistnieć na nowo. Mamy bagaż doświadczeń, chcielibyśmy pójść naprzód, a musimy zacząć od początku i zmagać się z młodszymi kolegami i koleżankami w konkursach. Z drugiej strony mamy świadomość, że jak się nie pokażemy na tych festiwalach, to nie otworzymy sobie drogi, by pokazać się prasie i organizatorom. Dlatego cały czas walczymy ze sobą, czy jechać i pokazywać się w konkursach, czy może jednak wybrać jakąś inną drogę. Może ta epka wreszcie otworzy nam jakieś drzwiczki.
M: Wybraliśmy drogę małych kroków. Pokazujemy się znów na festiwalach piosenki autorskiej, by dać o sobie znać. Naprawdę chcemy wrócić na scenę, bo śpiewanie to coś, bez czego trudno jest nam funkcjonować. To nie jest dodatek do życia, ale sedno naszego życia.

- Warto też pomyśleć o przyzwoitym teledysku, bo nie ukrywajmy, że dzisiaj muzyka rozchodzi się przez internet i wielu artystów mówi o tym, że dzisiaj jest trudniej, ale też łatwiej. Muzyki jest mnóstwo, ale każdy może jej posłuchać.

O: Internet i media społecznościowe to nasza pięta achillesowa. Jesteśmy romantyczni i lubimy spotkać się twarzą w twarz. Internet jest mniej romantyczny i to trochę nie nasza bajka. Dlatego tak nas tam mało.
M: Ale staramy się. Zrobiłyśmy fajną sesję zdjęciową, której autorem jest Jerzy Dziedziczak. Zdjęcia potrzebne nam były do epki, a cała sesja trwała kilka minut, ale to świetne propozycje fotograficzne. Ale faktem jest, że słuchacze sygnalizują nam, że wpisując Nic Wielkiego w wyszukiwarkę znajdują informacje sprzed 3 lat. Zmieniamy to.
O: Przez te wszystkie lata byłyśmy bardziej czynne w Składzie Butelek. Tam można było nas spotkać, pogadać i posłuchać. Mogłyśmy tam spontanicznie wyciągać instrumenty i zagrać koncert. Ludzie lubili tego słuchać, a my lubiłyśmy to robić. Teraz nie pozwala nam na to rodzinne życie. Jesteśmy mamami, mamy małe dzieci. Wychodzenie na scenę przestało byś tak spontaniczne jak dotąd. Teraz to cała logistyka. Ale to też nas mobilizuje.

- Skład Butelek to Magda i Olga, wymyśliłyście sobie to miejsce, założyłyście je i to jest Wasz klub, można to tak określić?

M: Tak. W 2005 roku otworzyłyśmy Skład Butelek. Wydawało się nam, że brakuje miejsc do grania dla naszej muzycznej niszy. Znajomi ciągle skarżyli się, że nie mają gdzie grać. Stąd pomysł na Skład Butelek – miejsce, w którym będzie można zaprezentować to, co lubimy robić, co lubimy śpiewać i czego lubimy słuchać. Zapraszałyśmy artystów i klub rozwinął się błyskawicznie. To już nie tylko miejsce, w którym się słucha, pije dobre trunki, ale też tańczy i bawi. To klub, który dociera do różnej publiczności.
O: Znaleźć tam można dużo poezji, jazzu, muzyki bluesowej i folkowej. Tego, czego lubimy słuchać.

- Wydaje mi się, że Skład Butelek porwał taką ilość Waszej energii, że trochę jej zabrakło dla zespołu. Jakby zespół przegrał w pewnym momencie z klubem.

M: Po pół roku działalności dostałyśmy przyznawaną przez Gazetę Stołeczną "Wdechę roku 2005" w kategorii "Miejsce roku". Poszczęściło się nam bardzo. Idealnie wstrzeliłyśmy się w czas mody na Pragę. Rok 2005 to był wielki boom i Praga była bardzo modna. Tłumy przyciągał festiwal "Sąsiedzi dla sąsiadów". Wtedy nagle, na zapyziałym podwóreczku, otworzył się Skład. To anegdota, z której się śmiejemy, że z trzema skrzynkami piwa przywitałyśmy ponad 300 gości. Wtedy wydawało nam się, że trzy skrzynki piwa to tak bardzo dużo.
O: Nie znałyśmy się zbytnio na prowadzeniu tego typu działalności. Wymyśliłyśmy sobie pewną ideę i zaczęłyśmy wcielać ją w życie. Po trwających pół roku formalnościach, udało się. Wszystkiego uczyłyśmy się od początku. Spełnianie marzeń to coś fantastycznego, ale po jakimś czasie – to po prostu była praca. Dziś w Warszawie jest mnóstwo propozycji kulturalnych, a i klubów podobnych do naszego – także sporo. Kiedyś wystarczyło powiesić cztery plakaty. Powiedzieć, że wystąpi Robert Kasprzycki, Mariusz Lubomski czy Jan Kondrak i piwnica pękała w szwach. Dzisiaj trzeba się wypromować, również na Facebooku i wymaga to sporego wysiłku. Nie jest już takie romantyczne, jak jeszcze kilka lat temu.
M: W tego typu działalności są lata tłuste i chude. Tak na to patrzymy. Ludzie przychodzą, ale Ola ma rację, że trzeba się bardzo nastarać, żeby przyszli właśnie do nas. Niektórzy oczywiście wiedzą, że Skład to miejsce, gdzie można posłuchać określonego rodzaju muzyki.
O: A my zawsze jesteśmy krok do tyłu za techniką. Dzisiaj wszystko dzieje się w telefonie, a my dopiero po dwóch latach dowiadujemy się, że tak to działa. To nasza wielka bolączka, ale nie toniemy.

- Olu, czy to, że zostałaś mamą jakoś wpłynęło na to jak i o czym piszesz?

O: Zawsze strasznie zmyślałam to, co piszę. Teraz nie mam czasu, żeby usiąść i otworzyć moje ulubione zeszyty, wziąć długopis. Więc na przykład – siedzę w wannie i wpada mi jakiś pomysł, więc zapisuję go kredką do oczu na kafelkach. Potem trzeba tylko jeszcze przepisać to do komputera, żeby nie zginęło. Ostatnio zaczęłam pisać wierszyki na chrzciny lub urodziny, wierszyki tematyczne, dla Zosi, Jeremisia, Ady. W ten sposób trenuję szare komórki odpowiedzialne za twórczość.
M: Na razie sięgamy po teksty z szuflady Oli, napisane w przedmamości. Sporo ich jeszcze zostało. Przez te wszystkie lata spotykamy się całym zespołem na Żółkiewskiego, w naszym rodzinnym domu. W pokoiku prób barykadujemy drzwi krzesłem lub kijkiem, żeby dzieci nie wbiegały tam co chwilę i nas nie rozpraszały. A babcia z dziadkiem siedzą i bawią tę niemałą gromadkę, żebyśmy mogły spełniać marzenia i wreszcie zrobić jakąś karierę. Wiernie nam kibicują.
O: Naszym wielkim pragnieniem jest, żeby ludzie usłyszeli co zespół Nic Wielkiego ma do zaoferowania. Wtedy sami wybiorą, czy to jest na tyle fajne, że będą chcieli przychodzić na koncerty i zabrać nas do domu na płycie. Na razie nasi słuchacze to bardzo wąskie grono.
Cały czas mam w głowie, że trzeba grać i muzykować. Mamy to w kościach i we krwi, że jesteśmy stworzone do tego, żeby być na scenie. Pomalutku, po swojemu. Nie interesuje nas jeden przebój i rola gwiazdy na chwilę. Jętki-jednodniówki.

- Jak pracujecie, jak powstają Wasze piosenki, czym jest Wasza muzyka, w celach promocyjnych trzeba ją jakoś ponazywać.

O: Magda kiedyś wymyśliła, że gramy poezję alternatywną. Nie do końca wiemy, jak to wytłumaczyć, ale niech tak się to nazywa. Mamy problem jak się określić, żeby być dobrze przyjętymi. U nas poezja jest fundamentem. Chodzi nam o to, żeby słowo dotarło do słuchacza.

- Myślę, że śpiewacie piosenkę, w której jest melodia i refren, w której śpiewanie można się włączyć. To po prostu dobra piosenka.

O: Ostatnio Jan Kondrak śpiewał w Składzie i przefajne było to, że kiedy zaczął "Wstań przyjaciółko moja" nagle cała sala zaśpiewała z nim refreny. Wtedy pomyślałam, że nie chodzi nam o wielką karierę, chodzi nam właśnie o to, żeby za parę lat, kiedy zaczniemy śpiewać "Syjamskie bliźnięta", usłyszeć, że część sali zna słowa i śpiewa z nami.

- Wasze piosenki to efekt pracy zespołu?

M: Spotykamy się na Żółkiewskiego i barykadujemy, jak już zostało powiedziane... Pracujemy na tekście, który Ola pisze wcześniej.
O: Hipolit Woźniak, mąż Madzi, gra na gitarze i ma największy z nas talent muzyczny, tzw. piękne ucho. Dopełnia moje kompozycje. Przynoszę lekki zarys muzyczki, on mówi, że lepiej by było zaśpiewać pełniej, na dwa głosy i tak powoli buduje się piosenka. Dorzucamy jakieś przeszkadzajki, solówki, sprawdzamy, jak będzie najlepiej.
M: Bywa, że ten zalążek piosenki, który Ola przynosi na początku ma niewiele wspólnego z tym, co powstaje finalnie. Inspirujemy się na tych naszych próbach. Rozwijamy twórczo.

- Czy charakterystyczna, znana mi sprzed paru lat, walizeczka, w której znajdują się różne dziwne instrumenty, wciąż jest w użyciu?

M: Oczywiście. Nic Wielkiego bez walizeczki jest nie do pomyślenia! Mamy w niej wiele dziwnych instrumentów, tzw. przeszkadzajek. Kiedyś w ogóle chciałyśmy tworzyć muzykę posługując się tylko takimi egzotycznymi dźwiękami i instrumentami, ale zrezygnowałyśmy z tego. Nie rezygnujemy natomiast z ubarwiania naszych występów tymi dźwiękami. A historia instrumentów jest banalna – to na ogół pamiątki z wakacyjnych wyjazdów. Bardzo różne przedmioty, które w naszych rękach zamieniają się w instrumenty.
O: Pomyślałabyś, że świetnym instrumentem może być foliowa torebka? Wydaje dźwięk jakbyśmy odtwarzały nagranie ze starej płyty. Mamy żabkę, która jeszcze nie zagrała w żadnej piosence, ale szukamy dla niej miejsca. Też jest pamiątką z wakacji.
M: Ta walizeczka to jakby teatr na koncercie. Ktoś kiedyś powiedział, że jesteśmy trochę zespołem muzycznym, trochę kabaretem, trochę teatrem. Trochę się nas słucha, a trochę patrzy na to, co robimy na scenie. To znak rozpoznawczy zespołu Nic Wielkiego.

Rozmawiała: Teresa Drozda.
Spisała: Barbara Radziszewska.

 

Wrzesień 2017
Pn Wt Śr Cz Pt So N
4
5
6
7
14
19
21

Nadchodzące wydarzenia


22
Wrz
2017
19:00
22 wrzesień 2017 19:00
WOAK Spodki - Białystok, ul. św. Rocha 14
Koncert Lubelskiej Federacji Bardów. Marek Andrzejewski - śpiew, kompozycje, teksty, gitara, Jan Kondrak - śpiew, kompozycje, teksty, Piotr Selim - [...]
22
Wrz
2017
19:00
22 wrzesień 2017 19:00
Galeria Sztuki i Miejsce Spotkań Slimak - Wrocław, pl. Konstytucji 3 maja 4
Tomek Olesiński (gitara, śpiew) i Mateusz Ulczok (akordeon) w recitalu promującym płytę "Wszystko [...]
22
Wrz
2017
19:30
22 wrzesień 2017 19:30
Kalinowe Serce - Warszawa, ul. Krasińskiego 25
Łukasz Jemioła w recitalu pt. Warszawa w piosence.
22
Wrz
2017
20:00
22 wrzesień 2017 20:00
Musique Cafe - Opoczno, ul. Biernackiego 4
Łukasz Majewski w koncercie promującym płytę pt. Niebajka.
22
Wrz
2017
20:00
22 wrzesień 2017 20:00
Biłgorajskie Centrum Kultury - Biłgoraj, ul. Kościuszki 16
29. Biłgorajskie Spotkania z Poezją Śpiewaną i Piosenką Autorską 22 września (piątek), godz. 20.00Koncert inauguracyjny - [...]
 

Wspierane przez iCagenda

Facebook

SFbBox by enter-logic-seo.gr

© Wszelkie Prawa Zastrzeżone - 2017
Projekt i wykonanie CFTB.PL