W muzyce łączę wspomnienia z teraźniejszością - mówi Beata Bocek

czwartek, 21 kwiecień 2016

Po świetnym koncercie w ostrawskim Klubie Parnik kończącym trasę promującą płytę "O Tobje" (o czym była już mowa!) Beata Bocek i Teresa Drozda porozmawiały chwilę o muzyce:

- Duże wrażenie zrobiła na mnie trasa koncertowa Twojej najnowszej płyty, czyli fakt, że przez dwa tygodnie, prawie dzień po dniu z Christofferem gracie koncerty. A dodatkowo wozicie ze sobą te wszystkie instrumenty...

- Jeżdżą z nami: trąbka, dwie gitary, bas, ukulele, flet, mały akordeonik i akordeon, którym kiedyś grała moja mama. Wszystkie wykorzystujemy podczas koncertów. Mamy jeszcze dwa wzmacniacze i śpiwory, bo nie zawsze udaje nam się spać w pościeli. W zorganizowaniu tej trasy pomagała mi moja koleżanka Lucie Redlová, która też jest piosenkarką. Zorganizowała mi 8 koncertów, a kolejnych 5 miejsc znalazłam sama. Wszystkie koncerty odbywały się w klubach podobnych do ostrawskiego Parnika. To kluby, w których często odbywają się kameralne koncerty, ludzie o tym wiedzą i przychodzą.

- Interesuje mnie zwłaszcza historia akordeonu…

- Moja mama od dzieciństwa chciała grać na pianinie, ale nie było pieniędzy na jego zakup. Babcia kupiła jej w zamian akordeon. Mamie się to bardzo nie podobało i na początku nie była zainteresowana tym instrumentem. Dopiero z czasem się do niego przekonała. Kiedy byłam dzieckiem, intrygował mnie kufer, który stał u mamy w sypialni. Mama go wtedy otwierała, wyciągała z niego akordeon, grała i śpiewała. Często nawet polskie piosenki. Dlatego zaczęłam się uczyć grać na akordeonie jak tylko byłam w stanie go podnieść, czyli jak miałam 14 lat. Poznałam wtedy pierwsze akordy i napisałam swoją pierwszą piosenkę. Ten właśnie akordeon jeździ ze mną na koncerty. Potem odkryłam gitarę, którą tata przywiózł z Ukrainy. Miała stare, grube struny, na których ciężko było nauczyć się grać. Jednak gitara na długo stała się ważnym dla mnie instrumentem. Może dlatego, że łatwiej z nią podróżować niż z akordeonem zamkniętym w kufrze. Mając 22 lata powróciłam do gry na akordeonie i znów zaczęłam komponować na nim piosenki. Teraz mam więcej piosenek śpiewanych z akordeonem niż z gitarą i bardzo się z tego cieszę.
Moja mama lubi i umie śpiewać, jest bardzo muzykalna, ale to co robię ja jest nieporównywalne z tym, jak ona śpiewa. Jestem wdzięczna rodzicom, że w moim domu była muzyka i były instrumenty.

- Jak podoba się Twoim rodzicom Twoja muzyka? Znają ją?

- Oczywiście!  Myślę, że zawsze trzymali za mnie kciuki, chociaż czasami nie do końca mogli zidentyfikować się z tym co robię. Ale chodzą na koncerty i cieszą się z moich sukcesów.

- Co możesz powiedzieć o piosenkach, które znalazły się na płycie "O Tobje".

- Każda z piosenek ma swoją historię. Każda jest inna. Są w nich opowieści, które zdarzyły mi się w życiu, choćby w czasie podróżowania po Nowej Zelandii. Jedną poświęciłam pamięci swojego dziadka. Łączę w nich wspomnienia z tym, co dzieje się u mnie teraz.

- Piosenka o Twoim dziadku to ta zaśpiewana w śląskiej gwarze? "Co jo tam bedym robić"?

- Tak. W czasie podróży po Nowej Zelandii wiele różnych wspomnień do mnie wracało. Między innymi wspomnienie o dziadku. W czasie wojny był wywieziony na roboty do Niemiec. A kiedy wojna się skończyła, wiedział, że musi wrócić na gospodarstwo i pracować w polu, że prawdopodobnie będzie musiał się ożenić. Opowiadał mi, że nie chciało mu się wracać, bo zdążył już zobaczyć, że świat daje też inne możliwości, nie tylko pracę w polu. Tak sobie tę podróż powrotną przedłużył, że szedł dwa lata. O tym napisałam piosenkę.

- Koncert, ale też płyta zaskakuje ilością języków, w których śpiewasz piosenki: polski, czeski, gwara śląska, angielski, szwedzki. Nie sprawia Ci trudności takie żonglowanie językami?

- Nie. Czeski i polski są dla mnie językami naturalnymi, w nich dorastałam. W domu mówiliśmy też po naszymu, czyli gwarą śląską. Angielskiego uczy się każdy. Po szwedzku jeszcze nie mówię, ale uczę się powoli. W napisaniu piosenki pomógł mi Christoffer Strandh, mój sceniczny i życiowy partner. Podpowiedział jak poukładać słowa, by zabrzmiały dobrze. Lubię szwedzki, jest melodyczny, chociaż nie każdemu się tak wydaje.

- Tworzycie świetny tandem, muzyka ma wyraz i głębię, kiedy jesteście na scenie we dwoje.

- Jeszcze dwa lata temu grałam z całym zespołem. Ale przemyślałam to, postanowiłam pójść drogą maksymalnie profesjonalną, czyli po prostu drogą całkowitego oddania się muzyce i postanowiliśmy z Christofferem grać we dwoje. Miałam też takie życzenie, aby grać i podróżować ze swoim partnerem. Robimy maksimum tego, co da się zrobić na scenie we dwoje. Muzyka, rozmowy o niej towarzyszą nam nieustannie – i w trasie i w domu. Poza tym ja uczę się szwedzkiego, Christoffer czeskiego. W naszych rozmowach pojawia się najczęściej temat muzyki.

- Płyta jest świetnie nagrana. Fantastycznie brzmi, kiedy włoży się ją do odtwarzacza. Jest pięknie wydana. Zrobiłaś to wszystko sama. Jesteś wydawcą tej płyty. To dlatego, by nikt się do tego nie wtrącał?

- Mam dużo pomysłów i chcę je realizować. Okładka była moim pomysłem, ale pracowałam nad nią z graficzką. Natomiast do nagrania płyty zaprosiłam wielu muzyków, z którymi współpracowałam i zaprzyjaźniłam się na przestrzeni lat. To w końcu nie jest moja pierwsza płyta…  Planuję jeden duży koncert promocyjny z udziałem wszystkich, którzy na tej płycie zagrali.

- Na koniec muszę zapytać jeszcze o rzecz, o której przeczytałam niedawno w dzienniku ostrawskim. Podobno razem z Jarkiem Nohavicą będziesz komponowała muzykę od baletu?

- Petr Zuska, choreograf i szef baletu w Pradze, po 15 latach swojego dyrektorowania odchodzi z tej funkcji. Na zakończenie współpracy postanowił napisać sztukę „Solo dla nas dwóch”. Od samego początku wiedział, że chce pracować z Jarkiem Nohavicą. Zastanawiał się też, kto mógłby być drugim muzykiem do tej sztuki. Jeden jego przyjaciel, właściciel klubu, w którym grałam koncert, zarekomendował mu mnie, ponieważ zakochał się w tym, co robię – naprawdę tak mi powiedział. Premiera sztuki będzie w 2017 roku. Nie znam jeszcze scenariusza, ale wiem, że będzie się składał z naszych piosenek. Petr ma zamiar wybrać frazy lub piosenki z naszego repertuaru, które mu się podobają. Na ich podstawie chce z nich poskładać scenariusz. Do tego będzie balet. Cieszę się na tę współpracę. Zobaczymy, co z tego wyjdzie.

Rozmawiała: Teresa Drozda.
Spisała: Barbara Radziszewska.
Płyta "O Tobje" dostępna jest w Sklepie Strefy Piosenki: sklep.strefapiosenki.pl

 

Grudzień 2017
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1
10
11
13
14
19
20
21
23
24
25
26
31

Nadchodzące wydarzenia


15
Gru
2017
18:00
Koncert
15 grudzień 2017 18:00
Sandomierskie Centrum Kultury - Sandomierz, Rynek 25
Grzegorz Turnau, Jacek Królik, Leszek Szczerba w kameralnym koncercie.
15
Gru
2017
19:00
15 grudzień 2017 19:00
Galeria Pięknych Książek - Warszawa, ul. Pańska 96
Sławomir Zygmunt w koncercie "Czas wszystko zmienia", zaprezentuje utwory Leonarda Cohena, Boba Dylana, [...]
15
Gru
2017
19:00
15 grudzień 2017 19:00
Piwnica pod Baranami - Kraków, Rynek Główny 27
Koncert Mirosława Czyżykiewicza.
15
Gru
2017
20:00
Koncert
15 grudzień 2017 20:00
Skład Butelek - Warszawa, ul. 11 listopada 22
Jan Kondrak w recitalu pt. Romanse kolędy. Pięć najbardziej znanych piosenek. Pięć nowych piosenek z serii o [...]
16
Gru
2017
19:00
16 grudzień 2017 19:00
Narodowe Forum Muzyki - Wrocław, pl. Wolności 1
Muzyka - Jan Kanty Pawluśkiewicz to koncert złożony jest wyłącznie z kompozycji Jana Kantego Pawluśkiewicza, jednego z [...]
 

Wspierane przez iCagenda

Facebook

SFbBox by enter-logic-seo.gr

© Wszelkie Prawa Zastrzeżone - 2017
Projekt i wykonanie CFTB.PL