Dymnego nie można zamknąć w paru zdaniach - mówi Monika Wąs

poniedziałek, 25 kwiecień 2016

Monika Wąs, autorka biografii "Dymny. Życie z diabłami i aniołami", opowiada Teresie Droździe o wielkim wyzwaniu jakim był Wiesław Dymny i jego twórczość:


- Jak to się stało, że zajęła się pani Wiesławem Dymnym, czego efektem jest leżąca przed nami jego pierwsza biografia "Dymny. Życie z diabłami i aniołami"?

- Z nazwiskiem Dymnego zetknęłam się już w czasie studiów, a temat jego twórczości wykorzystałam w swoich pracach magisterskich. Wtedy zaczęłam pisać o nim po raz pierwszy. Na szczęście Wiesław Dymny jest postacią obdarzoną wieloma talentami i mogłam napisać o nim dwie różne prace. Jedną na polonistyce, a drugą na teatrologii. Jedną o kabarecie, a drugą o literaturze. Po studiach przez cały czas miałam styczność z jego twórczością i jego nazwiskiem. Uwieńczeniem mojej "dymnologii stosowanej" jest biografia, której napisanie zaproponowało mi Wydawnictwo Znak.

- Może powinnyśmy w ogóle rozpocząć naszą rozmowę od opowiedzenia, kim był Wiesław Dymny. Sporo lat minęło od jego śmierci.

- To prawda, nie jest to postać powszechnie znana. Przyznam ze wstydem, że gdy pod koniec studiów zaczynałam zajmować się jego twórczością, wiedziałam o Wiesławie Dymnym tyle, ile wie o nim przeciętnie wykształcony człowiek. Dymny postrzegany jest dziś głównie jako artysta Piwnicy pod Baranami oraz mąż Anny Dymnej. Trzeba jednak pamiętać, że kiedy Dymny poznał panią Annę i związali się ze sobą, to on był gwiazdą Krakowa. Anna, wówczas Dziadyk, była młodą zjawiskową piękną dziewczyną, która dopiero rozpoczynała przygodę z aktorstwem. Umówili się wtedy, że będą pracować razem na swoje nazwisko i ona pracuje na nie do dnia dzisiejszego. Dlatego dzisiaj to nazwisko jest kojarzone głównie z panią Anną.

- Powiedzmy zatem w paru zdaniach kim był Wiesław Dymny.

- Wiesław Dymny był artystą. Wszechstronnym. Jeden z jego przyjaciół nazwał go "małym Leonardem da Vinci". Był plastykiem, który 10 lat studiował na Akademii Sztuk Pięknych, ale nigdy studiów nie ukończył. Rzeźbił, rysował, grywał w filmach, pisał scenariusze i opowiadania, występował w Piwnicy pod Baranami. Był stolarzem, a także szył ubrania dla swoich ukochanych kobiet. Chętnie się uczył, przede wszystkim tego, na czym się nie znał. Nie potrafił śpiewać, ale wyśpiewał jedną nagrodę na festiwalu w Opolu. Bardzo chciał nauczyć się grać na różnych instrumentach, mimo że w ogóle nie miał do tego talentu. Był człowiekiem zachłannym na życie i jego poznawanie.

- Od jego śmierci w 1978 minęło kilkadziesiąt lat i jak Pani pisze w swojej książce dorobek artystyczny Dymnego jest mało znany. Myślę, że najprościej można dotrzeć do rzeczy, które robił w Piwnicy pod Baranami, i które na szczęście ukazały się na płytach. Chociaż ten materiał też jest pewnie zaledwie wycinkiem wycinka. Mamy jednak zarejestrowany głos Wiesława Dymnego, melodię jego języka, sposób mówienia i jeśli ktoś ma wyobraźnię, to może na tej podstawie potrafi tę postać jakoś zobaczyć.

- Wyobraźni potrzeba dużo, bo sztuka kabaretowa i kabaret istnieją "tu i teraz", w zetknięciu artysty z publicznością. Zapewne zarejestrowane materiały nie oddają istoty zjawiska jakim jest Wiesław Dymny i jakim jest kabaret. Warto przy okazji wspomnieć, że jego tekstów nikt poza nim nie umiał wykonywać. Tylko w jego wykonaniu były tak szaleńczo zabawne. Co więcej, część jego dorobku artystycznego spłonęła w pożarze, dwa lata przed śmiercią. Część przetrwała w drewnianej skrzyni i do dziś jest pieczołowicie przechowywana przez panią Annę. Miałam w rękach wszystkie podpalone i nadwątlone fragmenty jego twórczości, jak również rysunki, które zachowały się u jego przyjaciół. Dymny rysował na serwetkach, które zostawiał na stoliku lub wyrzucał, a które jego przyjaciele zbierali. W taki sposób niektórzy dorobili się całkiem pokaźnego zbioru "dymnaliów".

- To są legendy, ale od legend o Wiesławie Dymnym nie stroni Pani w swojej książce.

- Konfrontując to, co mówi się o Dymnym z opowieściami jego przyjaciół, uświadomiłam sobie, że na tę postać składają się różne wymyślone historie. Niekoniecznie są one spójne z rzeczywistością. Każdy ma swoją wersję Dymnego i każdy zapamiętał go trochę inaczej. On sam również kreował historie na swój temat. Miał talent do inspirowania różnych opowieści o nim jako człowieku i artyście.

- Zaczyna Pani tę książkę od wspomnienia pisania swojej pracy magisterskiej i cytuje zdanie Piotra Skrzyneckiego, który zastanawia się, jakim cudem napisała Pani cokolwiek, skoro oni wszyscy, w Piwnicy, nabrali wody w usta. Dlaczego po śmierci Dymnego, kilkanaście lat temu, ludzie, którzy z nim pracowali, byli z nim blisko, nie chcieli o nim opowiadać?

- To głównie Piotr Skrzynecki nie chciał mówić o Wiesławie Dymnym. Relacja, która ich łączyła była podobno specyficzna. Fascynowali się nawzajem, ale byli zupełnie odmiennymi osobowościami. Piotr Skrzynecki nie lubił fizycznej siły i agresji, którymi charakteryzował się Dymny, ale wykorzystywał jego prowokacyjne zachowania. Skrzynecki nie chciał mi o Dymnym opowiadać. Przeprowadziłam wtedy, czyli na początku lat dziewięćdziesiątych, kilkanaście rozmów na temat Dymnego i faktycznie nie wszyscy z jego otoczenia chcieli o nim opowiadać. Myślę, że były dwa powody. Być może wtedy, trzynaście lat po śmierci, było jeszcze zbyt wcześnie. Mogło być również tak, jak powiedział jeden z moich rozmówców, że Dymny jest człowiekiem, którego trudno objąć słowami. Anna Dymna także wiele razy podkreśla w różnych wywiadach, że trudno jej mówić o swoim mężu, bo ciężko jest zamknąć tak wielostronnego i wieloaspektowego człowieka w kilku krótkich zdaniach. Jednak większość rozmówców, z którymi spotkałam się w czasach studiów i w ostatnich latach, opowiadało o Dymnym chętnie. Co więcej, większość z nich zapamiętała go jako człowieka bardzo łagodnego i wrażliwego, człowieka wielkich talentów. Wszyscy mówili o nim z szacunkiem i miłością. Bardzo przyjaźnie.

- Anna Dymna wspierała Panią? Chciała by ta książka powstała?

- Miałam pełne wsparcie. Pani Anna nie ingerowała w to co piszę. Zawsze podkreślała, że ona może mówić jedynie o ostatnich 8 latach jego życia, które spędzili razem. Bez jej pomocy byłoby mi o wiele trudniej. Udostępniła mi wszystkie swoje materiały i szczerze opowiadała o tej relacji. Udostępniła mi również kontakty i sugerowała niektórych rozmówców. Mówiła też wiele razy, że sama od lat przymierza się do napisania wspomnienia o Dymnym. Będzie to oczywiście zupełnie inna opowieść niż moja biografia. Ja byłam kronikarzem.

- To bardzo detaliczna książka. Budzi mój szacunek także z powodów czysto użytkowych. Jest indeks, kalendarium, odnośniki, informacje o tym, gdzie jeszcze można znaleźć fakty z jego życia. Rzetelna robota biograficzna. Co sprawiło Pani największą trudność?

- Wypełnienie luk. Najpierw napisałam sobie konspekt, który podzieliłam na cztery części. Wtedy uświadomiłam sobie, że nie wiem skąd wziąć historię dzieciństwa Dymnego, do czasu aż przyjechał na studia do Krakowa. Ostatecznie tę część książki zbudowałam na opowieści brata Wiesława Dymnego. Historia ich dzieciństwa to opowieść na osobną książkę, a na potrzeby tej biografii została opowiedziana po raz pierwszy. Moi rozmówcy, którzy przyjaźnili się z Dymnym, byli zadziwieni. Ich dzieciństwo i młodość często przypadało na lata wojenne. Podkreślali, że kiedy spotkali się po 1956 roku nie chcieli sobie opowiadać o traumatycznych doświadczeniach. Anna Dymna, która spędziła z Dymnym 8 lat, wiedziała tylko tyle, ile sam jej opowiedział. W miarę jak pracowałam nad tą książką, otwierały się nowe szkatułki historii, pojawiały nowe źródła.
Trudne było dla mnie też zmierzenie się i wypośrodkowanie pomiędzy tym, co jest prawdą, a co legendą. W wielu wypadkach nie udało się tego ustalić. Trudno było dotrzeć do faktów, ponieważ mało jest materiałów pisanych na temat Wiesława Dymnego. Brak zapisów świadomości Dymnego w powszechnym, kulturalnym odbiorze. Ale odgrzebując go z przeszłości – zobaczyłam też jak pracował, jak pięknie był precyzyjny. Wszystko, co napisał było ociosane do idealnego tekstu. Badając archiwa widziałam po kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt wersji tego samego tekstu, nad którym pracował, żeby osiągnął doskonałość. Sprawdzał też reakcje publiczności i w zależności od nich modyfikował monologi czy scenki do kabaretu. Podobno na początku nie zawsze szło mu fantastycznie i obrażał się na publiczność, jeśli nie rozumiała jego kawału. Rzucał wtedy: „czemu się nie śmiejecie, przecież to śmieszne” i schodził ze sceny. Później pracował nad tekstem. Artyści mówili mi, że tekst oddawano wcześniej do cenzury, ale ostateczna cenzura następowała podczas premiery na scenie, ponieważ często publiczność wyczuwała niuanse w momentach, które nie były oczywiste w słowie pisanym.

- Pisze też Pani o tym, że w kabaretach krakowskich w latach 60. i 70. ludzi współpracujących ze Służbą Bezpieczeństwa były całe tabuny. Sięgnęła Pani do teczek i tego, co w nich o Dymnym zostało.

- Sięgnęłam do zasobów IPN, ale nie było to dla mnie źródło w 100% wiarygodne. Jest tam wiele przekłamań, i w nazwiskach, i w opisach sytuacji. Cytując te zapiski, chciałam pokazać kontekst, jak i z czym musieli się mierzyć twórcy tamtych czasów. Dymny był obserwowany przez komunistyczne służby, pomimo że on nie interesował się polityką. Uważał, że są ważniejsze rzeczy. Po prostu pokazywał absurd tego, co się wówczas działo. Ośmieszał ówczesny ustrój i to było dla władz nie do wytrzymania. Najbardziej nie mogli mu wybaczyć monologu "Majewski", parodii przemówień Gomułki. Dymny miał pozwolenie cenzury na mówienie tego tekstu wyłącznie w Krakowie. Jeden z jego przyjaciół opowiedział mi, że kiedy Piwnica pojechała do Warszawy i nie mógł tego tekstu wygłosić, wszedł na scenę z tą swoją trybunką i odstawił pantomimę, a publiczność wyskandowała tekst, który znała na pamięć. Siła rażenia była jeszcze większa.

- Wiesław Dymny miał jakieś związki inne z Warszawą, poza gościnnymi występami z kabaretem?

- Związany był z warszawskim Studenckim Teatrem Satyryków.

- Rzeczywiście, przecież słynny spektakl "Oskarżeni" powstał na podstawie tekstu Dymnego! Wspominając ten spektakl najczęściej mówi się piosenkach Agnieszki Osieckiej, które zaczęły żyć własnym życiem – Pani w książce oddaje sprawiedliwość Dymnemu.

- Dymny związany był z Warszawą i Łodzią przez swoją pracę filmową. Do filmu trafił dzięki "Opowiadaniom zwykłym". Henryk Kluba wspomina, że gdy ukazały się "Opowiadania zwykłe" w 1963 roku zachwyciły go gotowym filmowym dialogiem. Dymny przyjechał na jego zaproszenie do studia i podobno przesiedział kilka godzin pod gabinetem. Sekretarka myślała, że to statysta, a on był nieśmiały i nie chciał się narzucać, więc czekał w poczekalni. Tak zaczęła się współpraca Dymnego z Klubą, i miłość do filmu, niestety nieodwzajemniona. Mimo że filmy oparte na jego scenariuszach zdobywały nagrody, trafiały na półki, aż do ostatniego filmu, na planie którego Dymny poznał Anię Dziadyk.
Tak jak "Oskarżeni" z STS, wiele innych tekstów, które są powszechnie znane, nie jest kojarzonych z Dymnym, a raczej z ich wykonawcami czy kompozytorami, na przykład "Konie apokalipsy" czy "Czarne anioły" śpiewane przez Ewę Demarczyk. Albo scenariusze odcinków serialu "Doktor Ewa". Często pisał dla filmu po koleżeńsku, bez honorarium. Przyjeżdżał ratować źle skonstruowane scenariusze i znikał. Zagrał bardzo dużo epizodycznych ról i też nie zawsze jest wymieniany w napisach końcowych.

- Zapytałam o najtrudniejsze tematy w pracy nad tą książką. I chyba nadszedł czas, by przejść do śmierci Wiesława Dymnego, do dzisiaj niewyjaśnionej.

- Ta śmierć obrosła już wieloma teoriami. Przede wszystkim była ogromnym szokiem dla środowiska. Widać to, gdy czyta się nekrologi z tego okresu. W materiałach IPN znalazłam informacje, że nawet oficerowie i tajni współpracownicy byli zadziwieni. W aktach są też przekazy o smutku, przygnębieniu i przerażeniu, które zapanowały wtedy wśród przyjaciół Dymnego. Został znaleziony martwy w remontowanym przez siebie mieszkaniu. Ostatnie dwa lata życia Dymnego to była seria nieszczęśliwych wypadków. Spalenie się mieszkania, internowanie w Hrubieszowie i śmierć. Oficjalny powód jaki został wpisany w protokole z sekcji zwłok, to problem z sercem. Niektórzy przypuszczali, że mogły być tam podteksty polityczne, inni dopatrywali się działań autodestrukcyjnych. Niektórzy mówili, że doprowadził do tego tryb życia. Badałam archiwa policyjne i prokuratury, w których niestety nie zachowało się nic z tamtych czasów. Wiadomo, że było prowadzone dochodzenie, ale w archiwach nie ma żadnego śladu. To temat, który pozostał dla mnie nierozwiązany.

- Myśli Pani, że to jeszcze kiedyś da się rozwikłać?

- Wszystko jest możliwe, ale im więcej czasu mija, tym jest trudniej. W archiwach dostępnych w IPN nie ma nic. Na moją prośbę przebadano wszystkie możliwe dostępne archiwa i dostałam oficjalne pismo z różnymi nazwami działów i przy każdym jest napisane "Nie figuruje".

- Wszystko co niewyjaśnione, co pachnie tajemnicą, rozbudza emocje. A co chciałaby Pani by wydarzyło się z pamięcią o Wiesławie Dymnym?

- Na pewno ciekawe byłoby dopełnienie mojej biografii wspomnieniami Anny Dymnej. Ciekawe byłoby też wznowienie twórczości Dymnego. Myślę, że ona broni się sama, a publikacji było dotąd niewiele. Wielu artystów w różnych czasach i momentach sięgało do tekstów Dymnego, bo są aktualne. Na przykład Grzegorz Turnau, Big Cyc, Chłopcy z Placu Broni. Teatr Polski w Szczecinie organizował cykliczne "Dymnalia". Mam nadzieję, że trochę odgrzebałam Dymnego z przeszłości i chciałabym, żeby dzięki mojej książce wrócił do powszechnej świadomości, bo mu się to miejsce po prostu należy.

- Na koniec, choć może od tego trzeba było zacząć, powiedzmy, że książka jest ilustrowana przez Wiesława Dymnego.

- Od początku było wiadomo, że część wizualna musi być bogata. Nie sposób mówić i pisać o tym artyście, nie widząc tego, co rysował i pisał. Zachowało się wiele zeszycików, w których notował i rysował. Przeglądanie ich jest fascynujące, bo nie ma w nich pustej przestrzeni. Wszystko zapełnione jest rysunkiem, słowem, komentarzem i wyliczeniami. W tych zeszytach widać lęk przed próżnią. Przy okazji kolejnych rocznic śmierci Dymnego, dzięki zaangażowaniu Anny Dymnej organizowane były wystawy jego grafik i rysunków. Na pewno warto znów taką wystawę przygotować. To co jest wartościowe broni się samo. Wszystkie postaci związane z Piwnicą pod Baranami były wyjątkowe. Wszystkie zaistniały w kulturze i istnieją do dnia dzisiejszego. Przyjaciele Dymnego podkreślali, że był jednym z najzdolniejszych spośród nich i jako jedyny zapadł w otchłań niepamięci. Niesłusznie.

Rozmawiała: Teresa Drozda.
Spisała: Barbara Radziszewska.

 

Grudzień 2017
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1
10
11
13
14
19
20
21
23
24
25
26
31

Nadchodzące wydarzenia


17
Gru
2017
18:00
17 grudzień 2017 18:00
Prom Kultury Saska Kępa - Warszawa, ul. Brukselska 23
Marcin Januszkiewicz w koncercie promującym płytę pt. Osiecka po męsku. Zespół muzyczny:Jacek Kita - instrumenty klawiszoweŁukasz Czekała - skrzypce elektrycznaBartek Alber - gitara[...]
17
Gru
2017
18:00
17 grudzień 2017 18:00
Piwnica pod Baranami - Kraków, Rynek Główny 27
Tomek Wachnowski w świątecznym koncercie.
17
Gru
2017
19:00
17 grudzień 2017 19:00
Willa Kmicic - Zakopane, ul. Staszica 11a
Basia Stępniak-Wilk z zespołem - Jasiek Kusek (fortepian) i Paweł Solecki (fagot, melodica) - w [...]
18
Gru
2017
19:00
18 grudzień 2017 19:00
Prom Kultury Saska Kępa - Warszawa, ul. Brukselska 23
Teresa Drozda przypomina... Święta oczami satyryków. Już kolejny raz w przedświątecznym okresie Teresa Drozda przypomni jak pisało i [...]
22
Gru
2017
18:00
22 grudzień 2017 18:00
Centrum Edukacji i Inicjatyw Kulturalnych - Olsztyn, ul. Parkowa 1
Koncert pt. Kolędy z Czerwonym Tulipanem. Magiczny wieczór w nastroju znanych i lubianych kolęd, [...]
 

Wspierane przez iCagenda

Facebook

SFbBox by enter-logic-seo.gr

© Wszelkie Prawa Zastrzeżone - 2017
Projekt i wykonanie CFTB.PL