Drozda notuje: Młynarski razy dwa

sobota, 30 kwiecień 2016

Systematyczność, której od siebie oczekiwałam, nie wytrzymała próby czasu, za co P.T. Czytelników przepraszam. A sobie nakazuję większą dyscyplinę. I na tym na razie zakończę, acz usprawiedliwienie mam mocne – przez ostatnie tygodnie intensywnie pracowałam nad II tomem "Dzieł (niemal) wszystkich" Jeremiego Przybory, który za kilka tygodni powinien pojawić się w księgarniach. Znajdzie się w nim kilka tekstów, z wyszperania których jestem szczególnie dumna. Na przykład z takiej fraszki:

"Gdy o tajniki ją zamęścia /spytałem, rzekła od niechcenia:/"Nie posiadamy się ze szczęścia,/ale... – z przyzwyczajenia".

Drobiazg. Drobiażdżek nawet. A dumę czuję. Kiedy już pojawi się oficjalna data premiery książki, napiszę o niej trochę więcej – na razie zaostrzam Państwu literacki apetyt na te perełki. I mam wielką nadzieję, że znajdzie się odważne wydawnictwo, które w równie kompleksowy sposób jak Znak twórczość Przybory, potraktuje twórczość Wojciecha Młynarskiego. Bo to także jest twórca zapoznany.

Ukazało się raptem siedem czy osiem tomików z jego tekstami, ostatni w 2007 roku (zresztą w Znaku), pierwszy, co skonstatowałam ze zdziwieniem, dopiero w latach osiemdziesiątych, czyli jakieś 20 lat po tym, jak pierwsze piosenki Wojciecha Młynarskiego trafiły do naszych uszu. I niby to oczywiste, że Wojciech Młynarski to intelektualna elita i niekwestionowany autorytet w dziedzinie piosenki, genialny autor tychże – a jednak "w praniu" okazuje się, że (tak jak w wypadku Przybory) tych piosenek znamy ledwie kilka, w porywach – kilkanaście. Nieco zmienić ten stan rzeczy próbują dwa stołeczne teatry – 6. Piętro i Ateneum. Najpierw pomyślałam, że są dla siebie konkurencją, ale po obejrzeniu obu spektakli – zupełnie zmieniałam zdanie.

"Młynarski obowiązkowo! Śpiewany autoportret na aktorów i orkiestrę" w Teatrze 6. Piętro to udramatyzowany koncert, którego scenariusz napisał sam zainteresowany. Piosenki, z kilkoma wyjątkami, należące do żelaznego kanonu Młynarskiego – z "Niedzielą na Głównym" czy "W Polskę idziemy" na czele. Bez inscenizacji. Po prostu zaśpiewane. Czasem solo, czasem zbiorowo. A że zaśpiewane dobrze (nawet jeśli jedna czy druga aranżacja nie przypadła mi do gustu) – świadczyć może lista wykonawców: Barbara Melzer (na zmianę z Magdą Kumorek), Anna Sroka-Hryń, Klementyna Umer, Jacek Bończyk, Arkadiusz Brykalski i Wiktor Zborowski. W każdym spektaklu występuje też gość-niespodzianka – ja trafiłam na Piotra Machalicę.

Wielkim atutem tego spektaklu są specjalnie napisane kuplety – śpiewane zapowiedzi do niemal każdej piosenki, układające się – zgodnie z podtytułem – w piosenkowy autoportret. Alter ego Młynarskiego jest na scenie Wiktor Zborowski – on te kupleciki wykonuje. Ma w sobie pewne dostojeństwo, płynące z dojrzałości, acz przyprawione szczyptą dość pikantnej ironii, co sprawia, że nie można od niego oderwać ni oka ni ucha. I choć go wyróżniam – ten spektakl to tak naprawdę kreacja zbiorowa. Z akcentami kabaretowymi, lirycznymi, jazzowymi. Scenografia jest prosta i bardzo nowoczesna – w centrum sceny wielkie, okrągłe okno, przez które patrzy na nas i aktorów oko Mistrza, po obu bokach jego inicjały, niby drzewa, na których rozgrywa się spektakl świetlny. Gdybym bardzo, bardzo miała się czepiać – uprościłabym wszystko jeszcze bardziej – na przykład nie kazałabym aktorkom zmieniać sukienek do każdej niemal piosenki. Ale to już naprawdę czepialstwo. Całość jest smaczna, literze tekstów wierna, wykonawczo bez zarzutu. O takich spektaklach myślę, że powinny być pokazywane na licznych festiwalach piosenki artystycznej jako wzorce, do których warto dążyć, a na pewno warto znać. Do takich przedsięwzięć zaliczam kameralny recital Magdy Smalary "Kobieta do zjedzenia" oraz w jej reżyserii i według autorskiego scenariusza spektakl "Wszędzie jest wyspa tu" z Teatru Polskiego w Warszawie (oba można czasem obejrzeć), a także znakomite "Siodło Pegaza" z piosenkami Jerzego Wasowskiego w reżyserii Ewy Konstancji Bułhak, które z afisza Teatru Narodowego niestety już zeszło. "Młynarskiego obowiązkowo!" do tej grupy dodaję bez wątpliwości, tym bardziej, że to rzeczywiście bardziej koncert niż spektakl, więc (w domniemaniu) rzecz łatwiejsza do przewiezienia w nowe miejsce. A Jackowi Bończykowi, któremu udało się go zrealizować – należą się wielkie gratulacje.

"Róbmy swoje" w Teatrze Ateneum to spektakl, w pełnym rozumieniu tego słowa.  Z rozbudowaną, acz nie dominującą scenografią i rekwizytami. Znajdujemy się na tajemniczej stacji metra "Sytuacja", na którą z czasem pociągi przestają przyjeżdżać. Z tych pociągów wypadają na peron podróżni, przynosząc ze sobą do sytuacji/”Sytuacji” adekwatne piosenki. Bo piosenki właśnie – wybór, którego dokonał debiutujący w roli reżysera znakomity kompozytor, pianista i aranżer Wojciech Borkowski – są największym atutem tego spektaklu. Piosenki nieoczywiste, niespecjalnie znane, przypominane rzadko, o wyraźnym podtekście politycznym. I najbardziej szokujące jest to, że kupleciki, czy też jak chce je nazywać Wojciech Młynarski "śpiewane felietony na tematy aktualne" pisane w bardzo konkretnych sytuacjach w latach osiemdziesiątych czy dziewięćdziesiątych – aktualne okazują się (niestety) i dziś. "Nie od dzisiaj znam Z RELACJI pańskie racje", "kogo udajesz przyjacielu, kogo?", "chwalebny w czas odnowy wykazując zapał,/uważaj, kto wodował – a kto się załapał", "Nieśmiałku, tyś był w tajnych służbach", "zmieniamy gry reguły,/bo nie wytrzymują one życia prób,/od tej pory nie ma skuchy – na twój ruch – trzy moje ruchy/i za każdy zbity pionek bierzesz w dziób"…. i mogłabym tak jeszcze długo… Siedziałam na widowni i ciarki chodziły mi po plecach. Wiele spośród wybranych do spektaklu piosenek powstało tuż po wprowadzeniu stanu wojennego, inne mają swój rodowód jeszcze w kabarecie "Dudek". Starannie można to prześledzić w programie, w którym odnotowano wszystkie daty powstania. Fakt, że jedna po drugiej opisują to, co obserwujemy od kilkunastu miesięcy w życiu społecznym i politycznym, optymizmem nie napawa. Chyba najboleśniejsza była konstatacja, że piosenką "Gruz do wywózki" z 1990 roku Wojciech Młynarski opisał sytuację w Polsce A.D. 2016. Nie pamiętam kłótni politycznych lat dziewięćdziesiątych – ale skoro diagnoza sprzed ponad 25 lat dziś wciąż jest dotkliwa – to znaczy, że jakaś lekcja – choćby dana tylko przez poetę – nie została odrobiona: "Bo liczni, dotąd tak wspaniali,/nim w zmierzch się zmienił dzionek blady,/gruz po systemie usypali/w walczące z sobą barykady!".

"Śpiewane felietony" Młynarskiego są utworkami zabawnymi, kabaretowymi – tak też są wykonywane, jakby czasem aktorzy chcieli ciut złagodzić ich wydźwięk. Ale są momenty, że dzieje się wręcz przeciwnie – i nie zdradzę, o które momenty chodzi – niemniej dostrzegłam, nie przegapiłam, zrozumiałam i doceniam. Aktorsko nie wyróżnię nikogo – bo i w tym wypadku mamy do czynienia z kreacją zbiorową – wspólnym zadbaniem, aby każde słowo do widzów dotarło w formie jak najczystszej, co na ogół się udaje. W spektaklu "Róbmy swoje" w Ateneum piosenki Wojciecha Młynarskiego podają nam: Julia Konarska, Olga Sarzyńska (na zmianę z Joanną Kulig), Katarzyna Ucherska, Sebastian Jasnoch, Krzysztof Gosztyła i Tomasz Schuchardt. Na minutę lub dwie, pod koniec spektaklu pojawia się też Piotr Fronczewski, by zawołać "nie wycofuj się inteligencjo". Jednak może się zdarzyć (i ja miałam to szczęście), że w jego zastępstwie na scenę wychodzi Andrzej Poniedzielski, który, jak to ma w zwyczaju, dodaje coś od siebie. Na przykład to, że choć nie jest to pierwsze czytanie owego listu do inteligencji, to jednak poezja miłosna ma wielką siłę… bo to jest list miłosny. Koniecznie muszę też zwrócić uwagę na finał spektaklu. Nie jest nim – jak można by się spodziewać – piosenka tytułowa, którą znamy i wychodząc z teatru pewnie zanucimy. "Róbmy swoje" to już bis. Optymistyczne i roztańczone post scriptum. Przedstawienie kończy się kameralną "Szarą kolędą" napisaną do kompozycji Krzysztofa Komedy – piosenką cichej nadziei, w której kropla beznadziei także brzmi. Bardzo mądry i mocny koniec, podkreślający wszystko to, co powiedziane (wiem – zaśpiewane, ale dla mnie jednak powiedziane) zostało wcześniej.

"Młynarski obowiązkowo!" miał premierę w marcu 2015 roku, "Róbmy swoje" w kwietniu 2016. W obu usłyszeć można po dwadzieścia kilka piosenek Wojciecha Młynarskiego, z czego powtarzają się może trzy… Nie są dla siebie te spektakle konkurencją – myślę wręcz, że idealnie się dopełniają – wskazując na zupełnie odmienne tropy w twórczości Mistrza – twórczości, której porządne przypomnienie porządnie by się nam przydało. W obu – czego jeszcze nie podkreśliłam, a co jest ich atutem – muzyka wykonywana jest na żywo (co wcale nie jest regułą w spektaklach muzycznych). Na koniec oba teatralne wątki splatający cytat – z wiadomo kogo:

Chcemy rzecz jeszcze słowo
współczesnym i potomnym –
"Młynarski obowiązkowo"
to nie jest tytuł skromny.

Niech będzie zdań osnową,
z których autor wiersz lepi –
myślenie obowiązkowo –
to już brzmi znacznie lepiej.

Lecz odnosząc się z głową
do tych skromnych słów garstki
- w myśleniu – obowiązkowo –
może pomóc Młynarski.

I jest wniosek od ręki,
jak iskra w smudze cienia –
czasem mogą piosenki
nakłonić do myślenia.

 

Październik 2017
Pn Wt Śr Cz Pt So N
15
17
18
20
31

Nadchodzące wydarzenia


16
Gru
2017
19:00
16 grudzień 2017 19:00
Narodowe Forum Muzyki - Wrocław, pl. Wolności 1
Muzyka - Jan Kanty Pawluśkiewicz to koncert złożony jest wyłącznie z kompozycji Jana Kantego Pawluśkiewicza, jednego z [...]
16
Gru
2017
19:30
Koncert
16 grudzień 2017 19:30
Kalinowe Serce - Warszawa, ul. Krasińskiego 25
Marian Opania w recitalu przebojów gigantów piosenki – Leonarda Cohena i Jaromira [...]
16
Gru
2017
20:00
16 grudzień 2017 20:00
Piwnica pod Baranami - Kraków, Rynek Główny 27
Basia Stępniak-Wilk z zespołem w recitalu autorskich piosenek z akcentami świątecznymi.
16
Gru
2017
20:00
16 grudzień 2017 20:00
Łódzka Piwnica Artystyczna Przechowalnia - Łódź, ul. 6 sierpnia 5
Koncert wigilijny , podczas którego w świąteczny nastrój wprowadzą piosenki, pastorałki [...]
17
Gru
2017
18:00
17 grudzień 2017 18:00
Prom Kultury Saska Kępa - Warszawa, ul. Brukselska 23
Marcin Januszkiewicz w koncercie promującym płytę pt. Osiecka po męsku. Zespół muzyczny:Jacek Kita - instrumenty klawiszoweŁukasz Czekała - skrzypce elektrycznaBartek Alber - gitara[...]
 

Wspierane przez iCagenda

Facebook

SFbBox by enter-logic-seo.gr

© Wszelkie Prawa Zastrzeżone - 2017
Projekt i wykonanie CFTB.PL