W przeszłość patrzę bez złudzeń - mówi Tadeusz Woźniak

poniedziałek, 06 czerwiec 2016

Tadeusz Woźniak zadebiutował na scenie pół wieku temu. W rozmowie z Teresą Drozdą opowiada o najważniejszych (ze swojego punktu widzenia) etapach kariery:

- 7 lutego 2016 zainaugurowałeś w Studio im. Agnieszki Osieckiej rok świętowania swojego 50-lecia pracy artystycznej.

- Wszelkie jubileusze nie mają dla mnie większego znaczenia, ale przydają się w promocji. Przyznam, że ten zabieg był trochę cyniczny, ponieważ łatwiej zwrócić na siebie uwagę, okraszając koncert jakąś okrągłą liczbą.

- Cofnijmy się do początku Twojej kariery. Rejestrując pierwsze nagranie przypuszczałeś, że 50 lat później nadal będziesz wychodził na scenę?

- Nawet o tym nie myślałem. Zwłaszcza, że chyba każdy, kto zaczyna cokolwiek robić mając 19 lat, nie za bardzo wyobraża sobie siebie za lat 50. To pół wieku, o którym w ogóle się jeszcze wtedy nie myśli, którego nie sposób sobie wyobrazić.

- Pod koniec 2015 roku wydałeś płytę zatytułowaną "Ziemia". Rozpoczyna ją piosenka ze słowami Ernesta Brylla "A ty się ziemio nie bój".

- To bardzo ważny dla mnie utwór. Z dwóch powodów. Pierwszym z nich jest autor – Ernest Bryll, który w polskiej piosence jest zdecydowanie niedoceniony. Jednym tchem wymienia się autorów piosenek takich jak Osiecka, Kofta, Przybora czy Młynarski. Nie dodaje się Brylla. Jednak, gdy prześledzimy jak wiele jego słów z różnych stron wnikało do języka potocznego, to zobaczymy, że jego rola jest większa niż się wydaje. Wywarł ogromny wpływ na różne poczynania estetyczne w piosence. Oczywiście nie to zadecydowało o wyborze tego tekstu. Dlatego drugim powodem jest jego przesłanie, z pozoru ironiczne, niby budujące, ale odbieram je jako krzyk rozpaczy. Nasza cywilizacja nie wyobraża sobie jak wyjść z klinczu, w którym znalazł się dzisiejszy człowiek. Nasza sytuacja wygląda coraz gorzej i ten tekst o tym opowiada, chociaż z pozoru jest o czymś innym. To najważniejsza dla mnie piosenka na tej płycie. Inne pozostają w jej cieniu.

- Ten utwór jest też Twoim debiutem reżyserskim.

- Gdy nagrywaliśmy ten utwór, myślałem o tym, co zrobić, żeby opakować jego sens. Ludzie słuchając piosenki zapamiętują najczęściej refren. Rzadko wchodzą głębiej, w semantykę tekstu. To naturalne, ale chciałem, żeby przesłanie "A ty się ziemio nie bój" było jasne. I uznałem, że muszę to pokazać. Rozpocząłem więc rozmowy z osobami zajmującymi się filmem. Wszystkie scenariusze podążały w stronę odbudowania i uratowania świata. Przedstawiały zatem to, czego chciałem uniknąć. Nie miałem innego wyjścia, niż zająć się tym videoklipem samodzielnie. Scenariusz i scenografia zostały wymyślone przeze mnie. W ostatecznej wersji znalazło się kilka ujęć zrobionych przeze mnie, ale większość kręcili, zgodnie z moimi sugestiami, zawodowi operatorzy. Myślę, że niektórych zdjęć nie udałoby mi się zrobić tak jak im. Teledysk został zrobiony u mnie w domu, tzn. zamiast garażu mam w tej chwili studio greenbox, które umożliwiło nagranie wielu efektów. Musiałem kupić odpowiednie tła i światła. A samochód stoi przed domem. Operatorzy, który uczestniczyli w tej produkcji także kręcili u mnie w domu. Jest dosłownie kilka ujęć, które powstały poza moim studiem. Nie da się zrobić porządnego obrazu filmowego jeśli nie ma się poważnej praktyki w montażu. Jednak i na montaż miałem wpływ: gotowe ujęcia ustawiałem tak jak je sobie wyobraziłem w całości, a realizował je profesjonalny montażysta.

- Najprawdziwsza reżyseria. Do której jeszcze piosenki nakręcisz teledysk?

- Przygotowuję się do większego projektu… Chcę stworzyć podwójną opowieść. Zapisowi koncertu ze studia Osieckiej towarzyszyć będą filmowe refleksje na temat śpiewanych przeze mnie tekstów. Chcę opowiedzieć te teksty, a nie tylko pokazać jak wygląda gitarzysta i jak mocno gra bębniarz. Będą to byty równoległe. Każda z piosenek zostanie skomentowana obrazem, a w kilku przypadkach będą to niezależne videoclipy. Przygotowuję scenariusze do trzech utworów: "Co jutro będzie", "Jaka piękna Palma" oraz "Filip i Leopold". W czasie kilkudziesięciu lat pracy z obrazem w filmie i teatrze, robiłem setki różnych rzeczy związanych z różnymi cywilizacyjnymi i muzycznymi trendami i stylistykami.

- O tej gałęzi Twojej działalności nie mówi się zbyt często.

- Niestety, to co wydarza się w teatrze, rzadko wychodzi poza scenę. Powód jest prosty: muzyka teatralna rzadko bywa autonomiczna. To jest muzyka, którą robi się do konkretnej sytuacji i inscenizacji, w konkretnym teatrze, na konkretnym tekście. Niektóre fragmenty muzyczne stają się uniwersalne, ale zdarza się to dość rzadko. W teatrze nauczyłem się dziesiątków różnych rzeczy, m.in. tego, co może być zaletą lub wadą w przypadku nagrywania płyty piosenkowej, że w wielu stylistykach czuję się tak samo pewnie i dobrze. Niektórzy mówią, że moje płyty są eklektyczne, ja wolę powiedzenie, że są synkretyczne. Ale, jak kto woli. Śpiewam różne utwory, w różny sposób instrumentowane i artykułowane.

- Dla Twojego muzycznego sposobu myślenia charakterystyczne jest wyprzedzanie czasów. Zdarzyło Ci się to parę razy. Nigdy nie zapomnę wrażenia, jakie zrobiła na mnie Twoja płyta "Odcień ciszy", a szczególnie  nieprawdopodobny utwór "Pewnego dnia o świcie spadły samochody z nieba". To jest niezwykły wiersz, do którego powstała niezwykła muzyka. Cała ta płyta taka była.

- Biorę sobie za zasługę, że potrafiłem znaleźć Chorążuka. Nie stworzyłem go, ale go znalazłem. Bogdan Chorążuk próbował rozmawiać z dziesiątkami innych artystów na temat swoich tekstów. Bez powodzenia. Ja na jego tekstach zbudowałem znaczną część swojego życia. Wspomniałaś jeden z bardziej porywających tekstów Chorążuka, a takich tekstów napisał o wiele więcej.

- To płyta z 1974 roku. Pamiętam jak rozmawialiśmy kiedyś, że nie trafiła zupełnie w swój czas.

- Kompletnie nie została zauważona. Po trzech miesiącach od premiery można było kupić ją przecenioną na symboliczne 5 złotych. Był to dla mnie trudny moment. Wtedy przeniosłem się ze swoją działalnością do teatru i przez 20 lat marginalnie traktowałem śpiewanie piosenek.

- Czy to jeden z momentów kluczowych w Twojej karierze?

- Bardzo kluczowy, bo skierował mnie do teatru, gdzie przeżyłem największe przygody swojego życia. Komponowałem muzykę do "Mistrza i Małgorzaty", kilka razy do "Wesela", ale też do Szekspira, Kafki czy Goethego. Za każdym razem inną. Dostawałem nagrody za muzyki teatralne. Najważniejszą jednak przygodą była praca z różnymi ludźmi, w różnych teatrach. Stykałem się z różnymi filozofiami i stylistykami.
Drugim ważnym momentem były pierwsze wolne wybory, które odbyły się w Polsce w 1989 roku. Wtedy stwierdziłem, że mógłbym znów pośpiewać piosenki. W 1992 roku premierę miał album "Zegarmistrz światła". Większość kawałków musiałem nagrać jeszcze raz ponieważ Polskie Nagrania nie były zainteresowane reedycją albumu. To była pierwsza płyta po tych wszystkich latach.

- W teatrze też pisywałeś piosenki?

- Naturalnie. Z Andrzejem Poniedzielskim zrobiliśmy kilka spektakli z piosenkami, np. z naszego wspólnego spektaklu o trzech muszkieterach pochodzi piosenka "Żyłam tylko snem", którą śpiewają Andrzej z Elą Adamiak. To duet Konstancji i D'Artagnana. Także ważne dla mnie "Lato muminków", którego premiera odbyła się w 1978 roku w Wałbrzychu. Podkłady, które nagrałem dla teatru w Wałbrzychu zostały wykorzystane do nagrania słuchowiska na płytach winylowych.

- Całe pokolenie moich rówieśników pamięta tę bajkę. To duże osiągnięcie, które z dumą możesz wpisywać w swoje CV.

- Wpisuję. Były też piosenki dla dorosłych, które "przeciekały" ze spektakli teatralnych i trafiały w różny sposób na płyty. Trochę dzięki Muminkom powstała moja pierwsza koncertowa płyta. W listopadzie 2011 roku Muzeum Piosenki Polskiej w Opolu zaproponowało mi koncert w Radio Opole. Ponieważ za konsoletą siedzi tam człowiek, który lata temu uczestniczył w realizacji dźwięku Muminków, pomyślałem, że nagra koncert na wieloślad, który zmiksuję i będzie płyta. Tak się stało. To była sprzyjająca okoliczność. Inaczej bym o tym nie pomyślał.

- Nie masz długoterminowego planu swojej kariery?

- Mam inne usposobienie, inną filozofię życia. Pisanie planu powoduje, że człowiek się później okropnie męczy realizując taki plan. To jest mordęga. Ciągle trzeba oscylować między niewyrabianiem się i wyrzutami sumienia, że jest się leniwym i nie wykonuje planu. To katorga. Po prostu jak stwarza się sytuacja, w której można coś robić, robię to, a jak nie, robię coś innego.

- Teraz masz plan doprowadzenia do wydania DVD, to jednak konkret.

- Jasne. Nie chodzi o to, żeby niczego nie planować. Chodzi o to, by życia sobie za bardzo nie utrudniać. To, o czym powiedziałaś, jest związane z płytą, którą już nagrałem i chętnie dalej to pociągnę. Będę miał w tym wsparcie, więc chcę dokończyć to, co sprawiło mi wielką przyjemność. Videoklipy są dla mnie nową sprawą, również bardzo przyjemną.

- Kiedy przychodzi taki moment, gdy wiesz, że trzeba nagrać kolejną płytę?

- Nową płytę zaczynam nagrywać, gdy działa na mnie jakiś konkretny bodziec. W przypadku "Ziemi" było to zdarzenie towarzyskie. Piotr Remiszewski podczas miłej rozmowy zaproponował, że pomoże mi w produkcji płyty. Ponieważ ostatnie swoje płyty produkowałem sam, wiem jak wiele pracy trzeba w to włożyć. Chodzi nie tylko o trud przygotowywania i nagrywania, ale głównie o administrację i organizację. Dlatego natychmiast skorzystałem z takiej okazji. Dzięki temu "Ziemia" to płyta, która kosztowała mnie najmniej pracy. Jej nagrywanie to była sama przyjemność i bardzo luksusowa sytuacja, ponieważ mogłem skupić się wyłącznie na artystycznym wydźwięku.

- Płyta trwa tylko 37 minut. Jest na niej 10 piosenek. Czym się kierowałeś wybierając te piosenki?

- To kwestia wspólnego spektrum. Chodziło o znalezienie takich utworów, które pasują mnie i Piotrowi Remiszewskiemu. Tematów można znaleźć setki i uprzeć się, że koniecznie trzeba je poruszyć. U mnie nie ma "koniecznie". Wątków życia, które można komentować jest nieskończona ilość. Jeśli jest ich nieskończoność to upieranie się przy dwóch konkretnych nie ma żadnego sensu, bo one i tak nie zmienią obrazu życia. Szukałem piosenek, które nas godziły, a nie tych które nas dzieliły.

- Jest choćby piosenka Jacka Kaczmarskiego "Bob Dylan". Pewnie wiele osób mówiło Ci już, że masz w sobie coś z Boba Dylana. Stąd ten utwór?

- Kiedy pierwszy raz usłyszałem Dylana – usiadłem z wrażenia. Nie znaczy to, że natychmiast chciałem go naśladować, w żadnym razie, ale do dzisiaj jestem pod wrażeniem. W tym sensie jest mi bliski. Jackowi Kaczmarskiemu jak widać także musiał być bliski. Jego refleksja na temat egzystencji artysty opisana w tekście "Bob Dylan" jest fantastyczna. Lepiej bym tego nie napisał.

- Płytę kończy utwór "Co jutro będzie".

- Kilka lat temu dostałem po koncercie w Krakowie list od Leszka Aleksandra Moczulskiego. List serdeczny i piękny, w którym był tekst. List włożyłem do specjalnej teczki, a tekst czekał na okazję, by go zaśpiewać. Na najnowszej płycie zabrakło mi piosenki finałowej, która właściwie podsumowałaby całość. Ten tekst wydał mi się do tego idealny.

- W Twoim repertuarze jest też piosenka Jaromira Nohavicy "Mam ledwie bliznę". Myślę, że to utwór, który bardzo się z Tobą zrósł i niesłychanie do Ciebie pasuje. Kiedy się go słucha w Twoim wykonaniu, brzmi tak, jakbyś sam go napisał.

- Kiedy Tolek Muracki, przygotowując płytę "Świat wg Nohavicy" zapytał mnie, czy zaśpiewałbym tę piosenkę, pochyliłem się nad nią. W jakimś momencie zadzwoniłem do Tolka z pytaniem o to, jak daleko mogę się posunąć w przemodelowywaniu tej piosenki. Tolek odparł, żebym próbował, a Jaromir może się nie obrazi. Z Jarkiem spotkaliśmy się na koncercie. Podszedł do mnie, uściskał i powiedział, że to co prawda już nie jest jego piosenka, ale gratuluje mi jej. W moim odczuciu, w śpiewaniu piosenek innych autorów chodzi o to, by piosenka stała się moja. Nie chodzi o to, czy ją skomponowałem, czy nie. Cały pomysł muzyczny jest Jarka. Zmieniłem formę, by pasowała do mnie i by brzmiała jak moja osobista refleksja.

- To się perfekcyjnie udało. Śpiewasz tę piosenkę na koncertach?

- Nie wymieniam repertuaru co kilka miesięcy. Gdy jakiś utwór jest mi potrzebny, zwykle zostaje na dłużej. Nie biegam dokoła i nie niecierpliwię się, że mam za mało piosenek. Mam wystarczającą ilość piosenek, niczego na siłę nie muszę dołączać do koncertu. Na przykład na koncercie jubileuszowym zagrałem prawie wszystko z nowej płyty i utwory najważniejsze dla przedstawienia skrótu mojej działalności. Piosenkę Nohavicy też. Na kameralnym koncercie, tylko z gitarą, repertuar bywa inny – niektórych piosenek nie mogę zagrać bez zespołu – ale i tak nie zabraknie powodów, dla których warto się spotkać z publicznością. Repertuar koncertu ustawiam zgodnie z okolicznościami i zgodnie z tym, co właśnie jest możliwe i potrzebne.

- Zaczęły się też ukazywać płyty z Twoimi archiwalnymi nagraniami. Rozumiem, że to także łączy się z Twoim jubileuszem. Co będzie na tych płytach?

- Jakieś dwa lata temu skontaktował się ze mną Paweł Nawara (Kameleon Records) i zaproponował mi wydanie moich pierwszych radiowych nagrań. Skromny początkowo projekt rozrósł się do 5 CD i LP. To będzie komplet moich nagrań dla Polskiego Radia z lat 1966 - 1981 (do stanu wojennego). Także fragmenty pierwszych moich realizacji teatralnych z końca lat siedemdziesiątych.
 Uzgodniliśmy z Pawłem, że będę komentował wszystkie utwory, co, jak myślę, uporządkuje i chronologię i kontekst ich powstawania. Kierujemy te wydawnictwa  raczej do pasjonatów zainteresowanych tamtą epoką, nie do szerokiego odbioru. Znam takich zapaleńców, którzy – jeśli na przykład jakiś utwór nagrywany był kilka razy – chcą mieć wszystkie wersje. Więc dołączamy je.
To dla mnie ważny moment – będę mógł spojrzeć w przeszłość bez złudzeń, że coś można jeszcze załatać lub polukrować – będę mógł ją tylko zamknąć.

Rozmawiała: Teresa Drozda.
Spisała: Barbara Radziszewska.

 

Marzec 2017
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1
13
14
15
20
26
28

Nadchodzące wydarzenia


30
Mar
2017
19:15
30 marzec 2017 19:15
Teatr Ateneum - Warszawa, ul. Jaracza 2
"Jacek Kaczmarski - Lekcja historii" to spektakl złożony z pieśni Kaczmarskiego poświęconych kilkunastu sławnym [...]
31
Mar
2017
19:15
31 marzec 2017 19:15
Teatr Ateneum - Warszawa, ul. Jaracza 2
"Jacek Kaczmarski - Lekcja historii" to spektakl złożony z pieśni Kaczmarskiego poświęconych kilkunastu sławnym [...]
31
Mar
2017
23:59
31 marzec 2017 23:59
Powiatowe Centrum Kultury i Sztuki - Ciechanów, ul. Strażacka 5
31 marca 2017 upływa termin nadsyłania zgłoszeń do konkursu w ramach II Ogólnopolskiego Festiwalu Piosenki im. [...]
01
Kwi
2017
19:00
1 kwiecień 2017 19:00
La Boheme - Warszawa, ul. Mysłowicka 1
Agata Grześkiewicz (wokal) i Michał K. Zawadzki (piano) w recitalu pt. "Pejzaże moje". Niezwykły recital [...]
01
Kwi
2017
19:00
Koncert
1 kwiecień 2017 19:00
Gminny Ośrodek Kultury - Pawłowice, ul. Zjednoczenia 67
Grzegorz Turnau & Jacek Królik w koncercie pt. "Wieczór sowich piosenek".
 

Wspierane przez iCagenda

Facebook

SFbBox by enter-logic-seo.gr

© Wszelkie Prawa Zastrzeżone - 2017
Projekt i wykonanie CFTB.PL