3. "Dźwięki Słów" - Moc niespodzianek w Lublinie

niedziela, 10 lipiec 2016

Lubelski Salon Artystyczny poznałyśmy w ubiegłym roku. Na drugich Prezentacjach Form Muzyczno-Teatralnych "Dźwięki Słów" nie mogłyśmy być, ale pojechałyśmy do Lublina w listopadzie 2015, z gawędą poświęconą twórczości Jeremiego Przybory. I wpadłyśmy jak przysłowiowe "śliwki w kompot". Zachwyciła nas atmosfera miejsca, odnowione i przystosowane do potrzeb Centrum Kultury poklasztorne mury oraz otwarte głowy animatorek-organizatorek (w osobach pań Ireny Beaty Michałkiewicz i Agaty Tomasik), które nie boją się w nie zapraszać gości z przedsięwzięciami, do których inni podchodzą z pewnym dystansem. Podczas listopadowej gawędy publiczność dopisała i miło było nam bardzo, gdy w zasadzie od razu zaproszone zostałyśmy na tegoroczną, trzecią już edycję "Dźwięków Słów".

Prezentacje Form Muzyczno-Teatralnych "Dźwięki Słów" to festiwal, ale bez konkursu piosenki. To miła odmiana, gdy debiutujący artyści otrzymują od organizatorów czas i miejsce na własny recital, zamiast dwupiosenkowych zmagań konkursowych. Bo debiutanci, obok artystów znanych i uznanych, pojawili się na scenie festiwalowej we własnych recitalach, ale od początku...

Niekwestionowaną gwiazdą, na której koncert lubelska publiczność stawiła się najliczniej, była Magda Umer. W czwartek, 23 czerwca, jej recital rozpoczął Prezentacje. Magda Umer to ikona piosenki poetyckiej. Na ostatniej płycie artystka zaśpiewała w duetach, dlatego recital w Lublinie nie był promocją płyty, raczej przypomnieniem piosenek autorstwa Agnieszki Osieckiej, Jeremiego Przybory, Wojciecha Młynarskiego, Leonarda Cohena i innych. Piosenek, które znamy i nucimy od lat, stwierdzając czasami z zaskoczeniem, że świat pędzi do przodu, a one są tak samo ważne. Artystkę zaskoczyła i zachwyciła sala widowiskowa CK i głośno swoje uznanie wyraziła. Wspaniale zachowywała się też publiczność – kiedy w pewnym momencie koncertu Magda Umer powiedziała, że teraz nie będzie kolejnych piosenek zapowiadać, bo tego wymaga dramaturgia i nastrój – oklaski zamilkły także, by w odpowiednim momencie uderzyć jak huragan. Ostatnią piosenkę koncertu "Jeszcze w zielone gramy" Magda Umer zadedykowała Andrzejowi Kondratiukowi.

Drugą propozycją pierwszego dnia Festiwalu była premiera recitalu Ewy Konstancji Bułhak "Niestety, to nie ty". Recitalu, który zaskoczył chyba wszystkich. Ewę (aktorkę Teatru Narodowego w Warszawie) cenimy za wiele świetnych ról i znakomity spektakl muzyczny z piosenkami Jerzego Wasowskiego "Siodło Pegaza", który wymyśliła i wyreżyserowała. Jego dalekie i bliskie echa można było dostrzec i w tym recitalu – dalekie za sprawą doboru piosenek, o czym za chwilę, bliskie dzięki muzykom, którzy towarzyszyli artystce. Byli to Jakub Lubowicz – fortepian i kierownictwo muzyczne oraz Dawid Lubowicz (skrzypce), Franciszek Młynarski (perkusja) i Marcin Murawski (kontrabas). Piosenki wyjęła Bułhak z dawno zapomnianych szuflad, zamkniętych od kilkudziesięciu lat. Repertuar stanowiły w większości (nieośpiewane i mało znane piosenki) z lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych, śpiewane niegdyś przez Ludmiłę Jakubczak, Violettę Villas czy Wandę Warską. Porywające, zabawne, liryczne i do wspólnego śpiewania. Miałyśmy do czynienia z uciekającą panną młodą, która niepewna jeszcze, pierwsze piosenki śpiewa w niedorobionej sukni ślubnej, by w drugiej części koncertu przemienić się w pewną siebie kokietkę, która jednak nie traci głowy. Znakomita kreacja aktorska i muzyczna. Brawurowa, zabawna, energetyczna i inteligentna. Oby Ewa Konstancja Bułhak i jej muzycy mieli jeszcze szansę pokazać gdzieś ten koncerto-spektakl. I oby (wcześniej niż później) nagrali go na płytę.

Pierwszy festiwalowy dzień zakończyć miał pierwszy z koncertów "Sceny otwartej" w wirydarzu. A że upał przez cały dzień dał się nam mocno we znaki, propozycja wieczornego koncertu na świeżym powietrzu spotkała się z dużym entuzjazmem. Taki sam entuzjazm wykazali ludzie, którzy przyszli w to urokliwe miejsce wyłącznie by spotkać się ze znajomymi, przy drinku. I jeden jedyny szczegół dopisać trzeba po stronie "festiwalowych minusów" – bar w wirydarzu działał w trakcie koncertów. Odgłosy drinków robionych przez barmanów za ladą, niezliczone wycieczki do baru i wreszcie głośne rozmowy niezainteresowanej koncertami części widowni, psuły kulturalny nastrój. Aczkolwiek w wielu takich sytuacjach, kiedy koncert wstęp na koncert jest wolny, na świeżym powietrzu, ludziom puszczają hamulce i z widowni słychać głośną wymianę zdań, dzwoniące telefony. To obserwujemy niestety zbyt często. Lubelskim "przewinieniem" był tylko ten nieszczęsny czynny bar... może potrzebne jest rozwiązanie pośrednie – bar otwarty przed koncertami i w czasie przerw?

Bardzo na plus zadziałało idealne nagłośnienie niewielkiego skrawka dziedzińca. Wieczory w wirydarzu zainaugurował zespół Isle of Love. Podczas ich koncertu Tomasz "Ragaboy" Osiecki i Marcin Żabiełowicz na swoich gitarach brzmieli fantastycznie. To ważne, ponieważ w twórczości zespołu muzyka wybija się na pierwszy plan, powtarzane frazy tworzące piosenki są dodatkiem do warstwy muzycznej, uzupełnieniem, a głos Adama Słomińskiego, jednym z instrumentów.

Przez kolejne dni upał nie malał. Najbardziej dawał się we znaki w Sali Czarnej, w której odbywały się gawędy Teresy Drozdy. Pierwsza poświęcona audycji Podwieczorek przy mikrofonie i kolejnego dnia, którego tematem przewodnim była twórczość Agnieszki Osieckiej. Słuchacze tych niecodziennych spotkań dopisali, pomimo popołudniowych godzin, upału i uwaga: meczu Polska : Szwajcaria, 1/8 finału Euro 2016. Ale ujęła nas postawa (obecnej na WSZYSTKICH festiwalowych imprezach) dyrektor festiwalu Ireny Beaty Michałkiewicz, która natychmiast po wkroczeniu do sauny w Sali Czarnej zarządziła hojne wodne wsparcie, żeby publiczność nie padła. Nie padła, a oba spotkania zaliczamy do wielce udanych.

Atrakcji na "Dźwiękach Słów" było chyba zbyt wiele, by szczegółowo pisać o wszystkich (zwłaszcza że nie we wszystkich mogłyśmy wziąć udział). Wyróżnić chcemy jeszcze recital młodego artysty, którego obserwujemy od kilku lat, ale po raz pierwszy zobaczyłyśmy w dłuższej formie. Paweł Ruszkowski zaśpiewał w opisanym wyżej wirydarzu (i w wyżej opisanych warunkach). Niedawno nagrał płytę z własnymi kompozycjami do wierszy Zagajewskiego, Stachury, Leśmiana. I takim kluczem mógł ułożyć swój recital, by promować wydawnictwo "Ars poetica". Jednak w ciągu godziny pokazał dużo więcej z tego co zajmuje go na co dzień. A że bierze udział w różnych projektach, sięgnął po utwory jazzowe, śpiewany po kaszubsku czeski przebój "Malowany dzbanku". Zaprezentował też fantastyczne wykonanie "Podchodzą mnie wolne numery" Wojciecha Młynarskiego czy hit z bajki Disneya "Toy Story" – "Ty druha we mnie masz". Bardzo świadomie podszedł do zastanych na widowni warunków. Nie starał się zagłuszyć panującego na wirydarzu hałasu, ale tak zmodyfikował repertuar koncertu, wplatając weń znane piosenki, ściszył głos, by zostać wysłuchanym. Hałas na wirydarzu trochę przycichł, a Paweł pokazał się jako artysta bardzo różnorodny, który sam, z gitarą, potrafi przyciągnąć uwagę słuchacza i ją utrzymać, zainteresować tym, co ma do przekazania. Takich niespodzianek podczas czterech festiwalowych dni było więcej.

Kiedy po powrocie do Warszawy ponownie staranie przyjrzałyśmy się programowi festiwalu, wyraźnie zauważyłyśmy, że organizatorzy podczas układania programu na pewno nie próbowali "podlizać się" publiczności, zapraszać gwiazd wg popularnego dziś klucza: to się sprzeda. To oczywiście wymaga odwagi, ale i pewnego wysiłku, stałego rozglądania się po kulturalnej scenie, ale przynosi efekty. Program Prezentacji jest różnorodny, jest muzyka, jest teatr, są spotkania. Wszyscy zaproszeni goście na powitanie dostają okolicznościowe torby z logotypem "Dźwięków Słów", a w nich mapkę Lublina, festiwalowy kubek, materiały promocyjne i identyfikatory, na rewersie których są wszystkie ważne festiwalowo numery telefonów. Korzystać z nich nie trzeba, bo przez wszystkie dni Festiwalu organizatorzy są obecni, widoczni, i podczas prób, i podczas wydarzeń. To bardzo miłe i wcale nie takie oczywiste, bo w organizacyjnym ferworze łatwo zapomnieć o czerpaniu przyjemności z efektów swojej pracy. W Lublinie tę pasję i radość tworzenia widać. Widać też, że organizatorzy są prawdziwymi gospodarzami, którzy na kilka dni zapraszają artystów i słuchaczy do swojego artystycznego świata. A publiczność... dopisała i nie ma wątpliwości, że przez najbliższe edycje będzie się gromadziła coraz liczniej dookoła tego niezwykłego wydarzenia, które i my wpisujemy na naszą festiwalową mapę.

Teresa Drozda
Barbara Radziszewska

PS.
3. Prezentacje Form Muzyczno-Teatralnych "Dźwięki Słów"
odbyły się między 23 a 26 czerwca 2016 w Lublinie.

 

Październik 2017
Pn Wt Śr Cz Pt So N
15
17
18
20
31

Nadchodzące wydarzenia


22
Paź
2017
19:00
Koncert
22 październik 2017 19:00
Kawiarnia Prowincjonalna - Nowy Sącz, ul. Piastowska 3
Jacek Mazanec (na fortepianie towarzyszy Grzegorz Żyłka) zaśpiewa swoje piosenki w nowym programie pod [...]
23
Paź
2017
19:30
Koncert
23 październik 2017 19:30
Centralny Klub Studentów PW Stodoła - Warszawa, ul. Batorego 10
Jerzy Filar w koncercie promującym płytę pt. Dwie dusze. Koncert Jerzego Filara i Jacka Cygana z zespołem w [...]
24
Paź
2017
19:30
24 październik 2017 19:30
Teatr Ateneum - Warszawa, ul. Jaracza 2
"Jacek Kaczmarski - Lekcja historii" to spektakl złożony z pieśni Kaczmarskiego poświęconych kilkunastu sławnym [...]
24
Paź
2017
19:30
Koncert
24 październik 2017 19:30
Kalinowe Serce - Warszawa, ul. Krasińskiego 25
Magda Umer w Koncercie jesiennym. Wojciech Borkowski - fortepian
25
Paź
2017
19:30
25 październik 2017 19:30
Teatr Ateneum - Warszawa, ul. Jaracza 2
"Jacek Kaczmarski - Lekcja historii" to spektakl złożony z pieśni Kaczmarskiego poświęconych kilkunastu sławnym [...]
 

Wspierane przez iCagenda

Facebook

SFbBox by enter-logic-seo.gr

© Wszelkie Prawa Zastrzeżone - 2017
Projekt i wykonanie CFTB.PL