Danielka 2016 i co dalej? - Wypracowanie z festiwalologii stosowanej

sobota, 10 wrzesień 2016

W ostatni weekend sierpnia 2016 w Ujsołach k. Żywca odbył się X Studencki Festiwal Piosenki Turystycznej "Danielka". Strefa była patronem medialnym tego wydarzenia, a obszerną relację opisującą festiwalowe wrażenia przygotował Stefan Bolcman:

Tytułem wstępu
Chcę napisać na wstępie, by nie umknęło to w potoku kolejnych tematów, że już Gombrowicz napisał, że Danielka wielkim festiwalem jest. A Jerzy Broszkiewicz napisał nawet o tym książkę – Wielka, większa i największa. Chcę by było to jasne, a przekaz był klarowny i jednoznaczny. Turystyczny Festiwal Piosenki Studenckiej Danielka urósł do wielkiego wydarzenia i ma rangę najlepszego sortu oraz najwyższej jakości artystycznej. Powody tego oświadczenia wyjaśnią się same w dalszej części wypracowania (o ile nie dopadnie mnie skleroza).

Wstęp
Wybierając się na tego typu festiwale warto pamiętać o paru rzeczach – wygodnych butach, ciepłych ciuchach (jednak to góry i koniec sierpnia), sprzęcie turystycznym oraz własnym (w miarę wygodnym) siedzisku. Bogatszy o poprzednie doświadczenia zaopatrzyłem się w takowe w jednym z sieciowych (acz nie niemieckich) supermarketów. I to był strzał w dziesiątkę. Znaczy w dziewiątkę, bo nie miałem otworu na płyny. Sąsiedzi mieli. Ja miałem zazdrość. Brakło mi także kocyka, bo głęboką nocą po nogach trochę „ciągło”. Funkcję tę spełniła w sobotę wierna (zjeździłem z nią całą Polskę) marynarka.
Warto mieć także ze sobą coś do jedzenia i picia (by nie uronić), choć akurat ten element był (jak zawsze) na Danielce dobrze rozwiązany. Strefa bufetu serwowała omal przez całą dobę, było ognisko i atmosfera. Przeniknąwszy (nielegalnie) przez szlaban zaparkowałem w kącie autko i już byłem na festiwalu. Jeszcze tylko identyfikator, bloczki na jedzenie, śpiwór na pryczę i hura, Danielko witaj.

Tytułem rozwinięcia
W tym roku postanowiłem skupić się na konkursie. Po nieprzespanej piątkowej nocy (koncerty do późna, później Zespół Zaburzeń Afektywnych, a na koniec śpiewanie w Chałupie Chemików) nie było to najłatwiejsze, ale „trzeba być twardym a nie miętkim”, prawda? Wykonawców (podmiotów wykonawczych) było osiemnastu, sito eliminacji było, acz nie za gęste. Ojciec Dyrektor serce ma jednak „miętkie”. Adam Drąg, przewodniczący jury na przedmeczowej odprawie ustalił, żeby szukać pozytywów. Usadowiłem się więc tuż przy jury i też szukałem pozytywów. Daleko szukać nie musiałem.

Rozwinięcie
Konkurs poprowadził Johnny, czyli Jacek Folęga, gitarzysta zespołu  Było nas trzech. Konkursowiczów (ależ brzydkie słowo) różniło dużo. Byli soliści, duety, tercety, kwartety, kwintety, jeden prawie sekstet. Były gitary klasyczne, gitary elektryczne,  gitary basowe, perkusje, harmonijki (także i ustne) tajemniczy cajon, renesans przeżyła cyja, czyli wstyd, czyli po prostu akordeon (co mnie, jako byłego akordeonistę bardzo cieszy), nie brakło skrzypiec, klawiszy, klarnetu, fletu, saksofonu, trąbki czy podniecającego do białości Johnnego Flügelhornu Poławiaczy Pereł. Teksty były w przeważającej ilości własne, nie brakło także wierszy  Jana Kondraka, Jaromira Nohavicy, Wiesławy Kwinto-Koczan czy Bolesława Leśmiana  Innym słowy – pełen zestaw i to na bogato.
Nie zazdrościłem jury, boć wybór był trudny, ale postanowiłem stawiać własne ptaszki na liście wykonawców. Wykonawców ubywało, ptaszków przybywało. Zacząłem się cieszyć, że nie jestem w jury. Wszyscy wykonawcy zaprezentowali się w pełni profesjonalnie, mimo pojawiających się niekiedy problemów z akustyką. Nie wiem czy to wina wilgoci, czy nowego oprogramowania (w tym roku użyto m.in. tabletu, który to do akustyki pierwszy wprowadził Jerzy Drozda, akustyk grupy MoCarta), czy też czegoś innego, ale problemy były. Konkurs dobiegł końca, wszyscy wygrać nie mogli, ale atmosfera była doskonała, o czym może świadczyć fakt, że pożyczano sobie bateryjki, instrumenty a nawet muzyków. W Opolu nie do pomyślenia.
Jeszcze w sobotę ogłoszono kto będzie występował w koncercie laureatów, usłyszawszy listę ucieszyłem się, bowiem była na niej większość zaptaszkowanych przeze mnie wykonawców. Urzekli mnie i Przemek Wróblewski, i Sprzedawcy Dymu, Projekt Fraktala, Pod Chmurką, Justyna Lefek, Zespół Trzy Piąte, Jednoosobowa Formacja Artystyczna - Grześ, Zespół Piosenki Poetyckiej Jak oraz bezapelacyjnie Zuzanna Moczek.
W niedzielę, w samo popołudnie Adam Drąg ogłosił werdykt. Wygrała ku uciesze, aplauzowi i radości wszelakiej Zuzanna Moczek – młoda kobieta z gitarą i akordeonem. Otrzymała Kryształ Danielki, czyli po raz pierwszy przyznane w ten sposób Grand Prix. Pełny werdykt i uzasadnienie jest na stronie Strefy, nie będę go więc cytował. Po ogłoszeniu i odebraniu nagród laureaci i wyróżnieni zaprezentowali publiczności swoje utwory, nawet te, które nie brały udziału w konkursie. To dobra tradycja.
Po ogłoszeniu werdyktu rozmawiałem z Adamem i Rosołem – zgodnie podkreślili, że w tym roku nie było boksowania. Były pewne swary, ale decyzja o przyznaniu Grand Prix została podjęta bez zastrzeżeń, a ja w pełni się z tą decyzją zgadzam. Zgodziła się z nią także i publiczność, przyznając Zuzannie nagrodę publiczności. Mnie przypominała Renatę Przemyk z jej łagodnego okresu.
Obowiązywała zasada MWB, opracowana ongiś przez Wojciecha Młynarskiego, czyli Masowość, Wdzięk i Bezpretensjonalność. Piosenka musi coś sobą prezentować, coś czego nie da się zastąpić bogatym instrumentarium czy wymyślną aranżacją. Danielkowej publiczności nie da się oszukać.
Rozmawiałem też krótko z Zuzanną, która była zaskoczona, ale sprawiała wrażenie szczęśliwej. I tak zapewne było. Bo nie było powodu, by było inaczej. Rozmowę tę zamieścimy wkrótce.

Tytułem zakończenia
Nie sposób (a nawet trzeba) nie wspomnieć o koncercie gwiazd. Przez te lata przewinęło się przez Danielkową estradę spektrum wykonawców najwyższego sortu. Z niektórymi się zgadzałem, za niektórych dałbym się pokroić, niektóre wybory mnie dziwiły, acz zyskiwały po bliskim spotkaniu, z niektórymi (jako ortodoks) się nie zgadzałem. Łączyło je jedno – były to tuzy. Chałupa Chemików coś w sobie ma, że im się chce, mimo turystycznych warunków.
W tym roku zestaw był arcyciekawy. SETA z przyjaciółmi (Mikroklimat ze ślimakiem, Jurek Filar z dużym ptakiem) z ich prawie trzygodzinnym koncertem – czy ja muszę w ogóle wspominać o cudowności tego zdarzenia? Bardzo cieszyłem się na  występ Trzeciego Oddechu Kaczuchy – i moje  oczekiwanie zostało nagrodzone wspaniałym koncertem. Andrzej wyglądał jak… sołtys, a Maja? Była taka, jaką zapamiętałem przed laty – zjawiskowa, uśmiechnięta i… śliczna. Przepraszam za te osobiste wtręty, ale radość ze spotkania z Trzecim Oddechem odebrała mi dystans.
Tak jak Marek Andrzejewski, który w trybie nagłym zastąpił Krzysztofa Daukszewicza. Wyszedł, uśmiechnął się, przetoczył walcem, uśmiechnął się stwierdzając, że nic mu się nie chce i bawił publiczność, zarażając ją uśmiechem.
Bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie Kuźnia – do tej pory widziałem ich tylko za pomocą mediów, na żywo chłopcy (choć bez Oli) radzili sobie dobrze. Gorzej wypadli podczas prowadzenia koncertu gwiazd (kto podskoczy Rosołowi?), ale mają czas by się wyrobić.
Sklep z Ptasimi Piórami, który przybył sobotnią nocą, zagrał, Ryszard Leoszewski z powodu niedoczasu mocno się musiał ograniczyć ze swoimi zapowiedziami, a szkoda. (Wiedział jednak co wie, a czego nie wie). Nie sposób nie wspomnieć o Słodkim Całusie od Buby, tak jak przejść obojętnie obok ich koncertu.
Równie doskonale zabrzmieli Krzysztof Napiórkowski (mimo heroicznej walki z maszyną do dymu), Plateau (z Niemenem i uśmiechniętym perkusistą), Martyna Jakubowicz (z piosenką deweloperską), ubiegłoroczni laureaci Bractwo Wszelkiego Natchnienia (bardzo się rozwinęli przez ten rok) czy EKT Gdynia – których to chłopaków przedstawiać także chyba nie trzeba. Jeziora ni morza nie było, ale był strumień, bardziej wartki niż przed rokiem. Jak w zeszłym roku Banany zaczęły festiwal, tak w tym roku EKT festiwal ten skończyło, zatrzaskując okno organizatorów. Może w przyszłym roku usłyszymy Andrzeja i Dominikę?

Zakończenie
X Studencki Festiwal Piosenki Turystycznej Danielka 2016 osiągnął sukces. Poza drobnymi (acz słyszalnymi) problemami z dźwiękiem i innymi drobiazgami  wszystko zagrało jak należy. Nie było problemu z alkoholem, nie odnotowano żadnych incydentów, a jedynym zmartwieniem dyżurnego medyka było to, że ktoś buchnął mu dwa piwa z lodówki. No, może miał jedną interwencję podczas meczu, który w końcu wygrali organizatorzy, dzięki fantastycznej grze bramkarza, który w na polu zajmował się nomen-omen bramką wjazdową.
Chodząc i rozmawiając z widzami, uczestnikami, ormowcami, organizatorami  dało się wyczuć to coś, co sprawia, że zwykłe wydarzenie urasta do rangi kosmicznej. Tak, Danielka to już kosmos.  Wszyscy zgodnie to podkreślali. Ale…
Jest właśnie ale. Nawet nie jedno. Danielka sięgnęła sufitu (lub ściany, jak ktoś leży na boku). To, na co ciężko pracowali przez te lata, stało się faktem. Jest to wspaniała rzecz, ale niesie za sobą pewne niebezpieczeństwa. Porównując zdjęcia (choćby pola namiotowego) z poprzednich lat z obecnymi widać, że Danielka po prostu dużo więcej ludzi już nie może pomieścić. Jest to technicznie, organizacyjnie i logistycznie niemożliwe. Impreza taka nie może uzyskać statusu imprezy masowej, bo to oznacza jej natychmiastową śmierć w męczarniach.
Drugą sprawą jest konkurs, rozgrywany wczesnym popołudniem. Kilka osób zwracało uwagę, że to nie jest dobra pora, większość widowni nie ma okazji na zobaczenie wszystkich wykonawców. Mający pecha w losowaniu (czyli zaczynający) są wg nich pokrzywdzeni. Także głosowanie na tylko jednego ulubionego wykonawcę jest błędem, powinny być co najmniej trzy wybory. To mówili ludzie, a ja się z nimi zgadzam. Ciekawe, co wykaże ankieta. No i dobór artystów – ale tu nikomu nie dogodzisz. Jednym podoba się jedno, innym drugie. Niektórych dziwił Plateau, niektórych Napiórkowski, innych Martyna Jakubowicz. Łączyło je jedno - wszystkie koncerty były  doskonałe.
Tak naprawdę już na koniec
Wracając sobie już w niedzielę do domu, pełen wrażeń, pędząc autostradą lewym pasem (tak się porobiło) myślałem (z troską) o festiwalu. I tam mi przyszło do głowy – a może przenieść konkurs na piątkowy wieczór, zmniejszyć ilość  uczestników, dać im więcej czasu, zrezygnować (lub ograniczyć) z występu gwiazd w piątek i przenieść je na sobotę, bardziej ortodoksyjnie dobierając zaproszonych gości? To są tylko moje przemyślenia, całkiem osobiste. Jedno jest pewne – trzeba próbować coś zmienić, by Danielka 2017 (do której dojdzie, bo musi dojść) nie okazała się ostatnią. A może jestem w „mylnym błędzie” i nie trafiam w „sedno tarczy”? Oby. Oby moje czarnowidztwo było tylko skutkiem przypalonego kisielu.

O czym donosił oczarowany, zachwycony, zachrypnięty, acz niespodziewanie trzeźwy:
Stefan Bolcman
(Koniec)

 

Grudzień 2017
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1
10
11
13
14
19
20
21
23
24
25
26
31

Nadchodzące wydarzenia


16
Gru
2017
19:00
16 grudzień 2017 19:00
Narodowe Forum Muzyki - Wrocław, pl. Wolności 1
Muzyka - Jan Kanty Pawluśkiewicz to koncert złożony jest wyłącznie z kompozycji Jana Kantego Pawluśkiewicza, jednego z [...]
16
Gru
2017
19:30
Koncert
16 grudzień 2017 19:30
Kalinowe Serce - Warszawa, ul. Krasińskiego 25
Marian Opania w recitalu przebojów gigantów piosenki – Leonarda Cohena i Jaromira [...]
16
Gru
2017
20:00
16 grudzień 2017 20:00
Piwnica pod Baranami - Kraków, Rynek Główny 27
Basia Stępniak-Wilk z zespołem w recitalu autorskich piosenek z akcentami świątecznymi.
16
Gru
2017
20:00
16 grudzień 2017 20:00
Łódzka Piwnica Artystyczna Przechowalnia - Łódź, ul. 6 sierpnia 5
Koncert wigilijny , podczas którego w świąteczny nastrój wprowadzą piosenki, pastorałki [...]
17
Gru
2017
18:00
17 grudzień 2017 18:00
Prom Kultury Saska Kępa - Warszawa, ul. Brukselska 23
Marcin Januszkiewicz w koncercie promującym płytę pt. Osiecka po męsku. Zespół muzyczny:Jacek Kita - instrumenty klawiszoweŁukasz Czekała - skrzypce elektrycznaBartek Alber - gitara[...]
 

Wspierane przez iCagenda

Facebook

SFbBox by enter-logic-seo.gr

© Wszelkie Prawa Zastrzeżone - 2017
Projekt i wykonanie CFTB.PL