Dylan we mnie musiał dojrzeć - mówi Filip Łobodziński

czwartek, 13 październik 2016

13 października 2016r. Bob Dylan został laureatem literackiej Nagrody Nobla. Zaledwie kilka dni wcześniej Filip Łobodziński i Jacek Wąsowski odesłali nam autoryzację wywiadu, który Teresa Drozda przeprowadziła na temat ich najnowszego projektu zatytułowanego dylan.pl

- Zacznijmy od początku, czyli od tego, czym jest dylan.pl. Premiera tego projektu odbyła się w listopadzie 2015 roku, na Festiwalu Słowa w Piosence „Frazy” w Poznaniu.

FŁ: To była prapremiera, a dzieło było w fazie tworzenia. Byliśmy wtedy po paru miesiącach prób i piosenki dopiero się nam krystalizowały. Krzysztof Gajda, szef artystyczny „Fraz”, zaprosił nas na festiwal, który też debiutował. Bardzo chciał, byśmy wystąpili, a my bardzo chcieliśmy sprawdzić, jak na ten materiał zareaguje publiczność. Było nie najgorzej. Przeżyliśmy. Publiczność nas nie wytupała. Głównym oprawcą muzycznym jest Jacek, więc zna się na tym lepiej i może powiedzieć jak było.

JW: Czytałem recenzję z tego koncertu i była bardzo dobra.

FŁ: Była dobra i wnikliwa, i mimo że była wnikliwa, była dobra.
Premiera płyty planowana jest na koniec zimy 2017. Takie nagrania to proces, a my w sumie donikąd się nie śpieszymy. Zwłaszcza że płyty będą dwie, a do nagrań zaprosiliśmy wielu gości. W historii muzyki bywało już tak, że na przykład jugosłowiański zespół Idoli zaczął swoją karierę od tego, że zrobił sesję fotograficzną i napisał na murach swoją nazwę. Nie nagrali ani jednej nuty, a już byli popularni. My przynajmniej zaczęliśmy nagrywać. Nad popularnością też już pracujemy.

- Dlaczego Dylan?

FŁ: W liceum miałem kolegę, Maćka Rysiewicza, który był kompletnie zakręcony na punkcie Boba Dylana. Ja raptem lubiłem jego niektóre piosenki. Maciek zaraził mnie swoją pasją do tego stopnia, że nie było już żadnej szczepionki. W twórczości Dylana siedzę więc od 1975 roku i nie mam zamiaru z niej wychodzić. Oczywiście rozglądam się też w różne inne strony, ale z Bobem Dylanem silnie się identyfikuję. To facet, który bardzo głęboko siedzi w tradycji, a jednocześnie tworzy coś, czego nie tworzy nikt inny. W pewnym sensie on sprowokował kulturę popularną do tego, by pojawiło się w niej coś takiego jak piosenka, która o czymś mówi. Piosenka będąca literaturą. To sprawia, że z wielkim szacunkiem, choć nie pozbawionym krytycyzmu, zanurzam się w tym ogromie. Na pierwszym roku iberystyki Carlos Marrodán namówił nas, byśmy zaczęli tłumaczyć poezję. Równolegle zacząłem próbować z tłumaczeniem piosenek, tak by dało się je śpiewać, i pierwszą piosenką, którą przetłumaczyłem w życiu, była piosenka Dylana.
Zajmowały mnie i wciąż zajmują inne rzeczy, m.in. Zespół Reprezentacyjny, który ma okresy bardzo intensywnej działalności, potem na chwilę przygasa, a potem znów następuje erupcja. Widocznie Dylan we mnie musiał dojrzeć. Nie byłem też do końca przekonany i nie bardzo wierzyłem w to, że polska publiczność czeka na tłumaczenia Dylana. Dłuższy czas zastanawiałem się, czy w ogóle jest sens wychodzić z tym na zewnątrz.

- A jak jest z tłumaczeniami Dylana? Istnieją? Wysockiego, Okudżawy, Brassensa, Cohena, Nohavicy tłumaczy się i śpiewa po polsku bardzo dużo, a Dylana chyba mniej.

FŁ: Pojedyncze tłumaczenia istnieją. Wszyscy bardowie, których wymieniłaś, mają wrażliwość poetycką, która rymuje się z wrażliwością polską. Mają w sobie słowiańszczyznę. Cohen ma korzenie we wschodnioeuropejskiej kulturze żydowskiej, więc też jest blisko. Ciekawsze jest to, że pojawiają się tłumaczenia artystów, którzy są z zupełnie innej bajki, jak Nick Cave czy Tom Waits. Nie wiem, czy sam nie zacznę tłumaczyć Björk albo PJ Harvey. Ich twórczość to również jest przestrzeń, która czeka na swoją polską wykonawczynię i dobre teksty. Natomiast Dylan zanurzony jest w kompletnie innej tradycji: wysokiej poezji anglosaskiej, biblii, kulturze amerykańskiego szlaku i miejskiego folkloru. Źródłami jego twórczości są staroangielskie ballady i stare ballady z lat 20. i 30., piosenki estradowe z lat 30. i 40., blues, poezja pokolenia bitu i Biblia. To kosmos, a on z tego kosmosu czerpie i przetwarza przez swoją wrażliwość. Próbuję to jakoś zmieścić w polszczyźnie i napisać tak, by polski słuchacz miał podobne odczucia i drżenia, które ma słuchacz anglosaski. To moje marzenie.
W Polsce brak korpusu podstawowego, tzn. nie ma sytuacji, że każdy z nas potrafi zanucić coś Dylana. Niektórzy wiedzą, jak brzmi „Blowin’ in the Wind”, ci, który kochają The Rolling Stones, wiedzą, jak leci „Like a Rolling Stone”, ale zapewne nie wiedzą, że to piosenka Dylana. Na naszej płycie piosenkę „Blowin’ in the Wind” zaśpiewał ze mną Tadeusz Woźniak.

- Który ma nieprawdopodobnie dużo z Dylana.

FŁ: Przyznał się nam w studio, że piosenkę „Blowin’ in the Wind” usłyszał w 1965 roku i ona ustawiła mu życie. To, że nagrał z nami tę piosenkę po polsku, pięknie zamknęło to koło.
Pierwsza w Polsce, pod koniec lat 60., Dylana zaśpiewała Maryla Rodowicz. To nie były przekłady, ale wariacje na temat napisane przez Jacka Korczakowskiego i Andrzeja Bianusza. Kilka piosenek przetłumaczył Tomek Lipiński, ale śpiewał głównie po angielsku. Swoje płyty z piosenkami Dylana nagrali też Piotr Pastor i Martyna Jakubowicz. W internecie można znaleźć jeszcze kilku innych wykonawców, którzy śpiewają jakieś pojedyncze piosenki. Nie ma tego wiele.

- Piosenki powstają, płyta się nagrywa. Przekładasz najbardziej znane hity Dylana, czy jako człowiek zanurzony po uszy w tej twórczości, wybierasz piosenki nieoczywiste?

FŁ: Najbardziej znane hity Dylana to oksymoron. Nie wiem, czy coś takiego istnieje. Przełożyłem na przykład „Knockin’ on Heaven’s Door”, ale jej nie wykonujemy. Chciałem, by na naszej płycie znalazło się trochę znanych piosenek, bo od czegoś trzeba zacząć. Wewnętrzny Inżynier Mamoń musi być usatysfakcjonowany. Wśród dwudziestu dziewięciu piosenek, które wybrałem, jest kilka piosenek znanych i kilka kompletnie przemilczanych. Nagrywamy dwie piosenki z ostatniej, autorskiej płyty Dylana „Tempest”, tytułową „Burzę” i piosenkę „Północ minęła”. Ta ostatnia jest przepiękna, tajemnicza i niesamowita. Wymyśliliśmy sobie, że zagramy ją w stylu powolnego Django Reinhardta i tutaj szczęśliwie okazało się, że Jacek jest dysponentem gitary cygańskiej. Jesteśmy ludźmi, którzy operują muzycznie w różnych rejonach i żeby nasze granie miało sens, uznaliśmy, że jesteśmy kumplami z podwórka i gramy podwórkową wersję cygańskiego jazzu, reggae, bluesa itd. To nie może być rasowe, bo wszędzie nie wyjdzie nam rasowo, ale jeśli jeden kolega jest z Bródna, drugi z Bemowa, to jakoś się to zlepi.
Na płycie śpiewają gościnnie, poza Tadziem Woźniakiem, Tomek Organek, Marysia Sadowska, Martyna Jakubowicz, Muniek Staszczyk i Pablopavo. Gra Tomek Hernik z Zespołu Reprezentacyjnego na puzonach i akordeonach oraz Paweł Szymiczek z duetu Ceili na flecie. Naszą wizytóweczką jest „Adam dał imiona zwierzętom”, w oryginale „Man Gave Names to All the Animals”. Udostępniliśmy to nagranie w sieci.

- Jacku, pora na Twoją opowieść o Dylanie.

JW: Miałem 14 lat, kiedy Dylan pojawił się w moim życiu. Pojechałem z mamą na wczasy do ośrodka wypoczynkowego w Starych Jabłonkach. Była tam świetlica z magnetofonem i kaseta ze składanką piosenek. Kiedy pierwszy raz usłyszałem piosenkę „Hurricane”, oszalałem. Słuchałem jej cały czas. Gdy pojawiałem się w świetlicy, ludzie, którzy grali tam w ping ponga i bilarda, patrzyli na mnie niechętnie. Wiedziałem, jak długo trzeba przytrzymać przycisk, żeby cofnąć taśmę i precyzyjnie trafiałem na początek piosenki. Później przeżyłem fascynację muzyką rockową, żeby znów zainteresować się folkową muzyką amerykańską. Wtedy wróciłem do Dylana, byli też Donovan i Neil Young, czyli scena folku akustycznego. Przez 15 lat słuchałem muzyki, w której nie było w ogóle perkusji. Wsłuchiwałem się w brzmienie gitary akustycznej, sam mnóstwo grałem, trochę eksperymentując, trochę próbując wydobyć te same dźwięki, co na nagraniach. Jedną z pierwszych piosenek, jakich nauczyłem się grać na gitarze stylem fingerpicking była „Don't Think Twice, It’s All Right”. To jedna z moich ulubionych piosenek Dylana. Jednak nie będzie jej na naszej płycie.

FŁ: To jest również pierwsza piosenka, którą przetłumaczyłem. Musimy ją zrobić i grać na koncertach.

JW: Znam wszystkie płyty Dylana. Może nie wnikałem tak do końca w sferę literacką, ale śledziłem jego muzyczną karierę: od samotnego barda z gitarą po lidera zespołu z dużym składem. Ostatnio Dylan zaśpiewał piosenki Franka Sinatry i to również było ciekawe. Porwać się na coś takiego to naprawdę wielki wyczyn, a on zrobił to znakomicie. To artysta, który nie sili się na wielką wokalistykę, ale jest coś magicznego w tym, co robi.

- W dylan.pl decydujesz, jaki ostateczny kształt mają przyjąć piosenki? Jesteś producentem muzycznym?

JW: Nie wiem, jak to określić. Od wielu miesięcy dochodzimy wspólnie do pewnych rozwiązań i brzmienia piosenek. Chyba na pierwszym spotkaniu ustaliliśmy, że nie będziemy długo pracować nad aranżacjami, ale bardziej skupić musimy się na tym, by muzyka zabrzmiała jak muzyka amerykańska. To inny idiom muzyczny niż europejska piosenka z tekstem, gdzie są zawieszenia i przyspieszenia. Muzyka amerykańska opiera się na rytmie i groovie, musieliśmy do tego dochodzić jakiś czas. Trochę czasu zajęło też skonstruowanie sekcji muzycznej tak, żebyśmy poczuli, że wszystko brzmi jak trzeba.

FŁ: Pomysły muzyczne na te piosenki mamy wszyscy. Czasami przystajemy na idée fixe jednego z nas, innym razem robimy burzę mózgów.

- Na ile te piosenki w Waszym wykonaniu, według Waszego pomysłu będą podobne do tego, jak Dylan to wykonywał? Czy jeśli Amerykanin usłyszałby te piosenki, rozpoznałby że to piosenki jego idola?

FŁ: Każdy, kto był na koncertach Dylana, wie, że dopiero po trzech pierwszych zdaniach można rozpoznać, którą właśnie śpiewa, ponieważ on sam zmienia aranżacje i teksty. Nie znam „amerykańskich Mamoniów”. My mamy uszy nastawione na amerykańską muzykę z podwórka, z werandy, z pewnością tam patrzymy. Staramy się, by to, co robimy, nie było za bardzo europejskie, ale oczywiście to my gramy. Jesteśmy stąd i nikogo nie oszukujemy.

JW: Nie chcemy kopiować aranżacji Dylana. Staramy się odczytać klimat piosenki i zrobić ją po swojemu. Czasami trudno jest odejść od tego, co zostało przez Dylana nagrane, ale robimy to swoim brzmieniem. Nie mieliśmy założenia, żeby brzmieć jak Dylan, tyle że po polsku albo żeby koniecznie coś udziwniać i zmieniać. Każda piosenka ma własny, muzyczny odcień.

FŁ: Jedną piosenkę radykalnie zmieniliśmy w stosunku do oryginału. Jest to hit, który nie jest hitem, ale uważamy, że piosenka ma bardzo duży potencjał. Nosi tytuł „Czasy nadchodzą nowe” i śpiewam ją razem z Muńkiem Staszczykiem. W oryginale Dylan zawsze gra ją w metrum 6/8, my zrobiliśmy ją w tempie na 4/4. Ma przez to zupełnie inny wyraz, bardziej łobuzerski. Ten obraz dopełnia Muniek i kapitalna mandolina Jacka, więc to jest naprawdę zupełnie inna piosenka.

- Płyta będzie nosiła tytuł dylan.pl? Czy jeszcze nie wiadomo?

FŁ: Wiem, jaki chciałbym by nosiła tytuł, ale nie wiem, czy wytwórnia zgodzi się na to, by był aż tak długi. Chcę, żeby tytułem był wers jednej z nagranych przez nas piosenek: „Niepotrzebna pogodynka, żeby znać kierunek wiatru”. Wydaje mi się, że to bardzo fajne hasło. I znów odwołam się do historii – znamy płyty, które miały długie tytuły i zrobiły karierę, na przykład „The Rise and Fall of Ziggy Stardust and the Spiders from Mars” Davida Bowie’go. Ja bym się tego nie bał. Na okładce może być napisane dylan.pl. Jak ludzie pójdą do sklepów, będą prosić o „tego Dylana po polsku”. Wystarczy.

- Dla mnie ta płyta będzie płytą z zupełnie nowymi nieznanymi mi piosenkami, w których być może usłyszę jakieś echa czegoś, co gdzieś obiło mi się o uszy. Bardzo się cieszę z tego, że tak będzie i że nie znam na wyrywki twórczości Dylana, bo prawdopodobnie nie mogłabym tej płyty słuchać. Takie doświadczenia mam z innymi autorami śpiewającymi, których twórczość znam dosyć dobrze i potem znam też wersje ich piosenek po polsku. Nie jestem w stanie wejść w te utwory, gdy brzmią po polsku. Nie dlatego, że są źle zrobione, nagrane, przetłumaczone, czy źle śpiewane. Mój wewnętrzny Mamoń lubi oryginały. Cieszę się, że nie znam Boba Dylana tak dobrze, bo będzie to dla mnie płyta od Dylana oderwana.

FŁ: To będzie nasza płyta, a złożą się na nią piosenki, które napisał Bob Dylan. Zaśpiewamy je po polsku. To będą piosenki Dylana słowami Filipa Łobodzińskiego, zagrane przez: Wąsowskiego, Wojtczaka, Polińskiego, Łobodzińskiego, Hernika i zaśpiewane głównie moim głosem. To będzie nasza płyta. Skonfrontuje się na rynku polskim jako kolejna płyta polska. Bardzo jesteśmy tym podekscytowani.

- Mówię o tym w kontekście kogoś, kto będzie jej słuchał przez pryzmat Dylana i być może będzie porównywał piosenki z oryginałami.

FŁ: Mam już swoje lata. Nie od dziś zajmuję się śpiewaniem przekładów piosenek, nierzadko znanych. Przetłumaczyłem swego czasu biografię Milesa Davisa, mimo że ludzie znali już przekład Tomasza Tłuczkiewicza, który wcześniej był obecny na rynku. Też musiałem się z tym skonfrontować. To była po prostu inna książka.

- Wróćmy jeszcze na tę płytę. 29 piosenek to bardzo dużo. Z tego, co słyszę przełożonych jest więcej. Kto dokonuje tego wyboru, jak go dokonujecie?

FŁ: Wybór jest zamknięty z bardzo prozaicznych względów prawnych. Jakiś czas temu musieliśmy zwrócić się do właścicieli praw autorskich, czyli do agencji reprezentującej Boba Dylana. Przedstawiliśmy listę piosenek, które chcemy nagrać, przedstawiliśmy moje przekłady oraz przekłady przekładów na język angielski. Oni to przeczytali (albo nie) i przysłali kwit, że jest zgoda na te konkretne piosenki. Wybór piosenek na płytę to była moja decyzja. Chciałem, by ułożyła się z nich opowieść. Pierwsza z dwóch płyt to Dylan publiczny, druga – Dylan intymny i prywatny. Na pierwszej płycie będą piosenki, które mówią o społeczeństwie, polityce i grzechu w wymiarze ogólnoludzkim. Na drugiej piosenki miłosne, modlitewne i refleksje nad psującym się światem z perspektywy człowieka pojedynczego. Dylan pisze teksty pojedyncze i osobiste, dlatego tak dużym wyzwaniem było zaangażowanie innych wokalistów, by takie wykonanie nie kłóciło się z personalną wymową piosenek. Jakoś sobie poradziliśmy. Mam wrażenie, że tam, gdzie śpiewają z nami goście, nie zakłamujemy autorskiej nuty.

- Bardzo jestem ciekawa tej płyty, chciałabym wejść w ten świat. Być może ta płyta będzie dla mnie inspiracją, by po tego oryginalnego Dylana sięgnąć. Być może ta płyta będzie potrzebna właśnie po to.

FŁ: Naszym zamierzeniem jest nie tylko przybliżenie Dylana. Chcemy też od strony czysto muzycznej zaproponować sposób aranżowania i grania, który został w Polsce zapomniany. Taki trochę unplugged, ale z chuligańską werwą.

JW: Nasze granie ma rytm i pulsację. Nie gramy „na setkę”, ale też nie cyzelujemy. Ma być chropawo i nieprzeprodukowanie, naturalnie. Pablopavo przyszedł, posłuchał podkładu i powiedział: na setkę graliście? To nie było nagrane na setkę, ale jeśli on tak usłyszał, to jest w tym to, o co nam chodziło.

FŁ: W tym miejscu muszę jeszcze powiedzieć, że Jacka zesłała mi opatrzność w osobie Wojtka Czerna, właściciela Obuh Records. Miałem nagrywać tego Dylana solo. Wojtek podał mi telefony dwóch gitarzystów, zaznaczając że Jacek wychował się na tej muzyce i gra na wielu rodzajach gitar. Tak się poznaliśmy i nie żałuję tego. Czasami, podczas nagrywania, strzela nam do głowy głupi pomysł, że na przykład fajnie by zabrzmiało banjo. Wtedy Jacek idzie w kąt i wyciąga banjo, mandolinę, gitarę cygańską albo gitarę rezofoniczną. Zastanawiam się czasami, co jeszcze mógłbym wymyślić, bo chciałbym zobaczyć, co jeszcze ma w swoich kanciapach.

- Czy istnieje szansa, że Dylan posłucha Waszego projektu? Zabiegacie o to?

FŁ: Jest tyle tłumaczeń i wykonań Dylana, które w oczywisty sposób trafiają do biura jego agenta, że myślę, że nikt by tego nie przerobił. Nie wiem nawet, czy Dylan ma ochotę, by tego słuchać. Nadzieję można mieć, ale rozum podpowiada, że do tego nigdy nie dojdzie. Powiem jednak nieskromnie, że mam wrażenie, że gdyby znał moje przekłady, to by się ucieszył, bo naprawdę rzetelnie pracuję nad tymi tekstami. Staram się w nich zachować wszystkie poziomy, które są w oryginale. Oczywiście przekład to zawsze handel wymienny, coś się straci, coś się dodaje. Wydaje mi się jednak, że to są niezłe przekłady. Przede wszystkim dobrze się je śpiewa. Docierają też do mnie głosy od osób, które już tego słuchają, że o czymś im te teksty mówią, coś poruszają. A ponieważ ubrane jest to w bardzo fajny garnitur muzyczny, jestem przekonany, że wstydu nie przynosi. Tuszę, że gdyby Dylan włączył sobie nasze płyty, nie cisnąłby nimi do kominka.

Rozmawiała: Teresa Drozda.
Spisała: Barbara Radziszewska.

Artykuł powstał dzięki pasji i zaangażowaniu autorek serwisu strefapiosenki.pl Nikt nie dostał honorarium za spisanie i zredagowanie rozmowy. Jeśli tekst przypadł Ci do gustu - odwiedź też nasz sklepik: sklep.strefapiosenki.pl

Może zechcesz wesprzeć artystów, o których piszemy i nasz serwis wybierając coś z jego oferty. Dzięki Twojemu zamówieniu będą mogły powstawać kolejne teksty.

 

Marzec 2017
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1
13
14
15
20
26
28

Nadchodzące wydarzenia


30
Mar
2017
19:15
30 marzec 2017 19:15
Teatr Ateneum - Warszawa, ul. Jaracza 2
"Jacek Kaczmarski - Lekcja historii" to spektakl złożony z pieśni Kaczmarskiego poświęconych kilkunastu sławnym [...]
31
Mar
2017
19:15
31 marzec 2017 19:15
Teatr Ateneum - Warszawa, ul. Jaracza 2
"Jacek Kaczmarski - Lekcja historii" to spektakl złożony z pieśni Kaczmarskiego poświęconych kilkunastu sławnym [...]
31
Mar
2017
23:59
31 marzec 2017 23:59
Powiatowe Centrum Kultury i Sztuki - Ciechanów, ul. Strażacka 5
31 marca 2017 upływa termin nadsyłania zgłoszeń do konkursu w ramach II Ogólnopolskiego Festiwalu Piosenki im. [...]
01
Kwi
2017
19:00
1 kwiecień 2017 19:00
La Boheme - Warszawa, ul. Mysłowicka 1
Agata Grześkiewicz (wokal) i Michał K. Zawadzki (piano) w recitalu pt. "Pejzaże moje". Niezwykły recital [...]
01
Kwi
2017
19:00
Koncert
1 kwiecień 2017 19:00
Gminny Ośrodek Kultury - Pawłowice, ul. Zjednoczenia 67
Grzegorz Turnau & Jacek Królik w koncercie pt. "Wieczór sowich piosenek".
 

Wspierane przez iCagenda

Facebook

SFbBox by enter-logic-seo.gr

© Wszelkie Prawa Zastrzeżone - 2017
Projekt i wykonanie CFTB.PL