Tych pieśni nie będzie na zdjęciach - Koncerty Nohavicy (2016)

sobota, 03 grudzień 2016

Rozpoczął się grudzień. Mam świadomość wyścigu z czasem. Jeśli dzisiaj nie zacznę pisać "zaległych" relacji, to na przełomie 2016/2017 roku wytworzy się ta magiczna granica, a z nowym rokiem zaczną się nowe sprawy. W grudniu jest też trochę spokojniej. Jeszcze kilka tygodni temu, w ogólnym festiwalowym pędzie odbyło się kilka wydarzeń, które warto na Strefie odnotować. Nawet jeśli nie będą to "emocje na gorąco", a próba zdystansowanego i wyważonego opisu koncertów, z których pozostały dobre wspomnienia i garść niezbyt czytelnych notatek na luźnych karteczkach w szufladzie biurka.

Wstyd się przyznać, ale pierwsze koncertowe notatki, których do tej pory nie wykorzystałam, zrobiłam w lipcu, w amfiteatrze w Sopocie, podczas koncertu Jaromira Nohavicy. Tylko ciężko było stworzyć wtedy z tego relację, bo zabrakło mi w tym koncercie kilku rzeczy, a przede wszystkim "światła". Czuję się dziwnie z tym wyznaniem. Mowa tu o początku lipca, kilka dni wcześniej mieliśmy najdłuższy dzień w roku. Pisałam już kiedyś o tym, że koncerty Jaromira Nohavicy są świetnie nagłośnione i mają przepięknie wyreżyserowane światło. To zasługa czeskiej ekipy Nohavicy i wożonego przez nich w ciężarówce z "kometą" sprzętu. Zadaszone amfiteatry z zasady ciężko się nagłaśnia, tak, by w każdym miejscu było dobrze słychać, a oświetlenie koncertu gdy jest widno, jest prawie niemożliwe. Chociaż oczywiście warto podkreślić próby gry światłem na dymie w tle sceny. Dwa atuty, których spodziewałam się po tym koncercie odpadły. W ich miejsce pojawili się dwaj ochroniarze stojący po bokach sceny. Ciężko przestawić swoje oczekiwania. Oczywiście nie był to koncert stracony. Pojawił się na nim zjawiskowy Pavel Plánka akompaniujący Nohavicy na perkusji/perkusjonaliach i ogromnym bębnie. Standardowo w roli akompaniatora wystąpił Robert Kuśmierski wirtuoz akordeonu i fortepianu.

Ale to nie koniec historii, bo minęły cztery miesiące i kolejny koncert Jaromira Nohavicy obejrzeć mogłam w Poznaniu, w ramach Festiwalu Słowa w Piosence. Frazy. Ogromna Sala Ziemi Międzynarodowych Targów Poznańskich wypełniona publicznością. Przycupnęłam z tyłu, na podwyższeniu, tak że widziałam scenę z dość daleka, a przed nią las głów publiczności siedzącej w pierwszych rzędach.

Na scenie trzy osoby: Jaromir Nohavica, Robert Kuśmierski i Pavel Plánka. Mocny skład. Wspaniały jest moment, w którym Nohavica oddaje scenę swoim muzykom i pozwala im pokazać się w muzyce, a nie w piosence. Dlatego na koncercie miesza się muzyka instrumentalna z piosenką. Mieszają się języki czeski i polski. Mieszają się tematy. Miłość i pewna nieuchronność śmierci. Tę ostatnią czułam podczas tego koncertu mocno zaakcentowaną. Zwłaszcza w "Mikymauz" zaśpiewanym w upiornym półmroku, w którym słychać tykanie metronomu. I "Darmodeju". Jako zrównoważenie pojawiają się kupleciki i piosenki, przy których można się uśmiechnąć. Nastrój tworzy światło, a muzyka przechodzi płynnie pomiędzy balladą, podwórkową kapelą a rockowym koncertem. Na ostatnich koncertach pojawiło się też więcej piosenek z płyty dla dzieci: "Metro dla kretów", "Pastuch" i przepiękne "W morzu jest miejsca dość" (w Poznaniu zaśpiewane po polsku!). A zanim dostępna będzie nowa płyta, najfajniejsze w koncertach jest, że obok znanych piosenek, nohavicowych hitów jak "Cieszyńska", "Petersburg", "Ostrawa" czy "Sarajewo", pojawiać się będą piosenki nieznane. I może nawet będzie ich coraz więcej, będą wymagały trochę więcej skupienia od słuchacza. To dobrze.

Koncert. Setki, tysiące ludzi. A kiedy światła-szperacze ze sceny ruszyły w kilku piosenkach rozświetlając publiczność, dostałam jak obuchem w głowę. Poczułam, że Nohavica chce powiedzieć coś każdemu z nas, z osobna. Od nas zależy z czym z tego koncertu wyjdziemy. Że artystę zapełniającego od lat wielotysięczne widownie, spotkać można coraz częściej na kameralnych koncertach w ostrawskiej Heligonce. Że tłum na widowni może zmęczyć, i jego i nas samych, bo w tej masie stajemy się bydłem. Może to zbyt mocne słowo, a może wcale nie. Obserwowałam z daleka rozbłyskujące smartfonami twarze. Trzeba pstryknąć zdjęcie, na którym zbyt wiele nie widać i wrzucić je natychmiast na swój profil na społecznościówce. W tym czasie trudno słuchać samemu i ważne nie jest, że rozprasza się innych. To staje się standardem wszędzie tam, gdzie czujemy się anonimowi. Przeglądanie facebooka na koncercie? Phi, widziałam (a raczej słyszałam) już nawet odbieranie telefonów na widowni... Poczułam, że Nohavica nas z tego tłumu wyłuskuje, uczłowiecza, odtumania. Z poziomu wyznawców sprowadza do poziomu odbiorców, a nawet rozmówców. Bo chyba ślizgamy się po Nohavicy, nie słuchamy tego co mówi. Chociaż przecież mówi do nas po polsku. Śpiewa po czesku. Każdy kto zetknął się z jego twórczością wie, że tłumaczeń na polski jest mnóstwo i wciąż powstają nowe (tutaj ratuje je chyba już nawet nie słownik czesko-polski, a słownik synonimów). Nohavica śpiewa "Gwiazdę" podkreślając, że jest to tłumaczenie Renaty Putzlacher. Nie sądzę, by był to przypadek. Dzisiaj wszyscy zachwycają się tym, że Nohavica zaśpiewał wiersz Bolesława Leśmiana. Teresa Drozda podkreśla, że Nohavica ten wiersz zaczął śpiewać na koncertach w 2014 roku. Ale dzisiaj o Leśmianie jest głośno i jakoś się bardziej rzuca w uszy. Ślizgamy się po Nohavicy. Szukamy magii lub ładnych ujęć, którymi będzie się można pochwalić przed znajomymi, a tracimy najgłębsze sensy. Ze zdumieniem przeczytałam kilkuzdaniową relację z koncertu na lokalnym portalu, a w niej stwierdzenie: "Dość nerwowo zareagował na fotografów, którzy pod sceną próbowali zrobić mu jeszcze jedno zdjęcie: - Ja nie jestem tutaj po to, by mi zdjęcia robić, ale dla ludzi, którzy chcę mnie słuchać - obsztorcował fotografów." Pamiętam, że chwilę wcześniej, zanim Nohavica zwrócił uwagę fotografowi, ja też miałam już dość jego chodzenia pod sceną. Przypominał dzikie zwierzę za kratkami w zoo. Prośbę artysty odebrałam z ulgą, wyczułam w niej pewien rodzaj zrezygnowania i szczególnie zapamiętałam inną część zdania: "tych pieśni nie będzie na zdjęciach". Słuchajmy więc pieśni Nohavicy i tego, co mówi. Dajmy mu się znaleźć i wyłuskać z tłumu.

Barbara Radziszewska


Koncerty:
3 lipca 2016 – Opera Leśna w Sopocie
5 listopada 2016 – Sala Ziemi Międzynarodowych Targów Poznańskich. Festiwal Słowa w Piosence. Frazy

 

Czerwiec 2017
Pn Wt Śr Cz Pt So N
5
20
21
24
25
27

Nadchodzące wydarzenia


26
Cze
2017
19:00
26 czerwiec 2017 19:00
Prom Kultury Saska Kępa - Warszawa, ul. Brukselska 23
Teresa Drozda przypomina: Wojciech Młynarski. Młynarskim można mówić. Młynarskim można myśleć. Młynarskim można opisać świat. [...]
26
Cze
2017
20:00
Koncert
26 czerwiec 2017 20:00
Jazz Cafe - Łomianki, ul. Warszawska 69
Koncert "Bardzo przyjemnie jest żyć" Katarzyny Żak z tekstami Wojtka Młynarskiego, Andrzeja [...]
28
Cze
2017
21:00
28 czerwiec 2017 21:00
Dziedziniec Zamku - Olsztyn, ul. Zamkowa 3
XLIV Ogólnopolskie Spotkania Zamkowe "Śpiewajmy Poezję" Olsztyn 2017 28 czerwca (środa), godz. 21.00Joanna [...]
29
Cze
2017
19:30
Koncert
29 czerwiec 2017 19:30
Kalinowe Serce - Warszawa, ul. Krasińskiego 25
"Piaf, Orłow i inni..." to subiektywny wybór utworów, których cechą wspólną [...]
29
Cze
2017
21:00
29 czerwiec 2017 21:00
Dziedziniec Zamku - Olsztyn, ul. Zamkowa 3
XLIV Ogólnopolskie Spotkania Zamkowe "Śpiewajmy Poezję" Olsztyn 2017 28 czerwca (środa), godz. 21.00Joanna [...]
 

Wspierane przez iCagenda

Facebook

SFbBox by enter-logic-seo.gr

© Wszelkie Prawa Zastrzeżone - 2017
Projekt i wykonanie CFTB.PL