Miasto nas inspiruje - mówią członkowie czeskiego duetu Kieslowski

sobota, 14 styczeń 2017

Teresa Drozda podczas ostatniego pobytu w Pradze jak zwykle spotykała się z czeskimi artystami. Jedną z rozmów, które przeprowadziła była rozmowa z Marie i Davidem, którzy tworzą duet Kieslowski. Inspiracją dla ich muzyki jest miasto i filmy znanego reżysera Krzysztofa Kieślowskiego. 

- Jak powstał wasz zespół, jak się spotkaliście?

Marie: Jestem z Litvínova, to miasto na północy Czech, a David jest z Mostu. Te miasta są bardzo blisko siebie. Z jednego do drugiego można pojechać tramwajem. David miał swoją kapelę, ja także, ale kiedy postanowiliśmy przenieść się do Pragi, nasze zespoły się rozpadły. Wtedy powstał pomysł, by połączyć siły. David czuł się osierocony, opuszczony i wydawało mu się, że nie ma wystarczająco dużo sił, by zostać solowym śpiewającym gitarzystą jak np. Nohavica. Stąd pomysł, by grać wspólnie.

David: Nie lubię grać sam. Robiłem to, wiele razy występowałem sam, ale nie przepadam za tym. Moim zdaniem najlepsza praca to współpraca.

- Co było dalej?

M: Zaczęliśmy się zastanawiać nad tym, co właściwie będziemy grać, jaka to będzie muzyka. Nasza pierwsza płyta „Tiché lásky” (Ciche miłości) to były w zasadzie starsze piosenki kapeli, w której grał wcześniej David. Zrobiliśmy do nich nowe aranżacje, na gitarę, pianino i dwa głosy. To były początki.

D: Zaczęliśmy od starszych rzeczy w nowych wersjach. Zaczęliśmy grać razem jesienią 2010 roku. Nie mieliśmy wtedy jeszcze nazwy, po prostu postanowiliśmy, że będziemy razem grać. Po mniej więcej trzech koncertach powiedziałem, że nie ma na co czekać, musimy zacząć tworzyć nowe rzeczy. Pierwsze nowe piosenki zaczęliśmy nagrywać już w styczniu następnego roku.

- A nazwa, kiedy się pojawiła i czy ona ma jakikolwiek związek z tym, z czym kojarzy się w Polsce, czyli z Krzysztofem Kieślowskim i jego filmami.

D: Tak oczywiście. Ta nazwa jak najbardziej jest związana z Kieślowskim. To świetny reżyser. Bardzo go cenię i uznałem, nazwa będzie pasowała do kapeli. Zwłaszcza, że dobrze też wygląda zapisana. To po prostu dobra nazwa.

M: Kiedy David przyszedł do mnie z pomysłem, byśmy nazwali kapelę „Kieslowski” – byłam sceptyczna, „Ok, to dobry reżyser. Też go lubię, ale czemu się nazywać tak jak on?” Zgodziłam się jednak i z czasem okazało się, że to był bardzo dobry pomysł. Nikt się nigdy nie dziwił tej nazwie. Nikt jej w żaden sposób nie krytykował. Ponadto to dobry sposób, by czeskim słuchaczom przypomnieć Krzysztofa Kieślowskiego, trochę go odświeżyć. Ludzie przychodzą na nasz koncert, widzą naszą nazwę i mówią: „Acha, to jest ten polski reżyser.” Podoba mi się, gdy ludzie mówią o nim i o nas razem. A poza tym zyskałam znakomity pseudonim sceniczny.

- Nazwa nie przeszkadza wam w funkcjonowaniu? Kiedy wpisze się w wyszukiwarkę internetową samo „Kieslowski”, trzeba dopisać „duet”, „zespół”, „muzyka”, by odszukać Was w internecie.

M: Nie przeszkadza nam to jakoś specjalnie. Niedługo będziemy mieć nową stronę internetową. Zmieniamy domenę na Kieslowski – the band. Może dzięki temu będzie można łatwiej na nas trafić. Ale jeszcze raz podkreślę, że w Czechach nasza nazwa nikogo nie dziwi, nie wzbudza żadnych pytań czy wątpliwości. W Polsce z kolei usłyszeliśmy jedno zasadnicze pytanie: „A wiecie, że był taki polski reżyser?” Odpowiedzieliśmy: „No nie, naprawdę? Niesamowite, co za zbieg okoliczności!”. To nas w Polsce zaskoczyło, że Polacy nawet nie zakładali, że mogliśmy słyszeć o takim reżyserze i że to jest celowe nawiązanie. W Czechach nikt tematu nie drąży. Pewnie dzięki temu bardzo mocno przyjął się mój pseudonim „Marie Kieslowski”. Zapewne część ludzi myśli po prostu, że tak się nazywam i nie są zaskoczeni tym, że kapela też nosi taką nazwę.

- Na Waszej drugiej płycie „Na noże” są dwie piosenki nawiązujące wprost do filmów Kieślowskiego, do Krótkiego filmu o miłości i Krótkiego filmu o zabijaniu. Myślę, że tym możecie podbić serca Polaków. Nie wiem, jak z sercami innych narodów europejskich.

D: Graliśmy poza granicami Czech, np. w Belgii czy Holandii, tam ludzie nie zadają wielu pytań. Wszyscy w kulturalnych kręgach wiedzą kim był Kieślowski i jakie filmy kręcił. Myślę, że dzięki temu, że sporo pracował we Francji, Kieślowski jest w krajach francuskojęzycznych znany bardziej niż w Czechach. Dzięki temu również tam nasze nawiązanie do jego twórczości jest jasne. A jeśli chodzi o te dwie piosenki – przyznam się, że najstraszniejszą rzeczą, jaką mogę sobie wyobrazić jest wymyślanie tytułów piosenek. To straszna praca. Nawiązanie do tytułów filmów wydało mi się świetnym pomysłem. Dzięki temu mogłem uniknąć wymyślania tytułów, bo one już istnieją, wymyślił je Krzysztof Kieślowski. Ja mam to z głowy.

- Co to jest urban folk?

D: Folk w Czechach rozumiany jest bardzo wąsko. Dla Czechów muzyka folkowa to las, włóczęga, śpiewanie amerykańskich piosenek country w czeskich tłumaczeniach z gitarą przy ognisku, siedzenie w lesie i kontakt z naturą. Na świecie folk to po prostu songwriting. Autorska twórczość, która nie musi się wiązać z ogniskiem, lasem i niczym innym. Pojęcie urban folk wymyśliliśmy sobie sami, ponieważ ciągle ktoś zadawał nam pytanie: „Co właściwie gracie? Jaki to gatunek muzyczny?” To było strasznie męczące tłumaczyć ludziom, że to co robimy to jest folk, ale niezgodny z czeskim, bardzo tradycyjnym rozumieniem tego terminu, bo przecież za wprowadzenie elektroniki niektórzy gotowi byli pourywać nam głowy – wyszliśmy z założenia, że naszym lasem, naszą naturą jest miasto. Miasto nas inspiruje. Do folku dotarliśmy inną drogą, niż jest to w Czechach przyjęte.

M: Myślę jednak, że to iż wsadzono nas do szufladki z napisem folk, czasami było przydatne. Dzięki temu udało nam się trafić do świadomości ludzi, którzy żyją tym rodzajem muzyki w Czechach, a to jest dosyć spora grupa. Dzięki temu wystąpiliśmy na Porcie, czyli największym i najstarszym festiwalu tego gatunku i zostaliśmy naprawdę dobrze przyjęci, chociaż na widowni byli też ci ortodoksyjni słuchacze, którzy przy pasku noszą lisie ogony.

- Powiedzmy parę zdań o waszej najnowszej płycie „Mezi lopatky” i o jej producencie muzycznym, czyli Janie P. Muchowie. Między innymi za sprawą jego nazwiska zwróciłam na Was uwagę. Nie jest to nazwisko bardzo znane w Polsce, ale skomponował muzykę do głośnego także u nas filmu „Samotni”. A że ta muzyka została mi w głowie, od tamtej pory miałam oko na to, co robi i czym się zajmuje. Opowiedzcie o waszym spotkaniu.

D: Z Muchowem znaliśmy się bardzo długo, ale nie współpracowaliśmy nigdy zawodowo. Przy naszej drugiej płycie poprosiliśmy go o to, by zrobił remix „Krótkiej piosenki o zabijaniu”, który był zamieszczony tylko na winylu. Przy okazji współpracy przy tej piosence zapytaliśmy, czy chciałby zrobić z nami całą płytę. Zwłaszcza, że jest on znany z tego, że pracuje tylko przy projektach, które naprawdę mu się podobają. Niczego nie robi na siłę. Była jesień 2013 roku. On się zastanowił i powiedział: W porządku. W styczniu i lutym 2014 miałbym czas. To był pewien problem, bo nie mieliśmy nowych piosenek, raptem kilka szkiców, jakieś rozgrzebane pomysły, ale uznaliśmy, że skoro Mucha nas chce, to nawet w tak absurdalnie krótkim czasie się podporządkujemy, bo to jest niesamowita postać. Jest bardzo skromny, pomimo tego, że jest producentem światowego formatu. Przez swoją pracę i specyficzne podejście do świata, ludzi i rzeczy, nabrał już takiego doświadczenia i ma taką pozycję, że naprawdę może pracować tylko przy tych projektach, które go interesują i tak właśnie robi. Nie produkuje płyt tylko dlatego, że nagrywają je znajomi. Odmawia współpracy jeżeli ma poczucie, że to jest materiał, który mu się nie podoba, albo nie będzie mógł mieć na niego wpływu. Powiedział, że to, co podoba mu się w naszej muzyce, to intymność, ale jednocześnie, że w naszej twórczości jest bardzo dużo brudu i on bardzo chętnie wesprze to swoją pracą.

Muchow postawił nam już na samym początku kilka dodatkowych warunków. Powiedział, że nie chce nagrywać tej płyty w Pradze, że chciałby wyjechać, najlepiej do jakiegoś miejsca z widokiem na morze. Staraliśmy się spełnić jego wymagania i znaleźliśmy kamienny opuszczony dom na wybrzeżu Normandii i tam pojechaliśmy na 14 dni. To było niesamowite przeżycie. Znaliśmy się dość długo, ale nigdy nie mieliśmy czasu tak po prostu porozmawiać, wyjść poza towarzyskie rozmowy na imprezach. Spędziliśmy razem dwa tygodnie, wiele nam o sobie opowiedział. Nasz wspólny projekt był dużym ryzykiem dla obu stron. Czym innym jest znać kogoś, a czym innym jest zamieszkać z nim na 14 dni i być zamkniętym w jednej małej przestrzeni przez cały ten czas. Nagrywaliśmy płytę w styczniu. W Normandii było wtedy dosyć paskudnie, cały czas padało. Mieliśmy może 2 – 3 słoneczne dni, wtedy staraliśmy się wyrwać ze studia, pojechać na wycieczkę, coś zobaczyć. Poza tym spędzaliśmy cały czas razem. Muchow ma specyficzne metody pracy. Jest mało inwazyjnym producentem, w Czechach to rzadkość. Przez pierwsze dwa dni grałem mu na gitarze swoje piosenki w surowej, pierwotnej formie. On uczył się tych piosenek, a następnego dnia zamienialiśmy się rolami, to on grał, a ja słuchałem. Nie musiał nawet nic mówić ani komentować. Właśnie w takich warunkach, kiedy nie miałem w rękach gitary, zyskiwałem minimalny dystans do własnych piosenek. Po prostu słyszałem co w nich nie gra, a co trzeba poprawić. Nigdy wcześniej nie pracowałem w ten sposób. To było fantastyczne. Udzielał nam niewielu porad, ale bardzo konkretnych. Mówił, np. że wydaje mu się, że w piosence zdradzamy puentę trochę za wcześnie, jeśli będzie ona w pierwszym refrenie, to nic już później słuchacza nie zaskoczy. Fantastyczne było też poczucie swobody, zajmowaliśmy się tam tylko i wyłącznie muzyką. Nie musieliśmy się troszczyć o żadne dodatkowe rzeczy. Nie musieliśmy myśleć w ogóle o technicznych sprawach i dźwięku, tym zajmował się producent. My mieliśmy wolność twórczą i graliśmy.

- Płyta „Mezi lopatky” ma już dwa lata, myślicie już o kolejnej?

D: Z nami jest tak, że żeby coś stworzyć, potrzebujemy mieć konkretny termin. Na razie nie mamy piosenek i dopiero jak ustalimy sobie jakiś deadline, coś powstanie. Teraz czeka nas też mała przerwa, bo w marcu Marie rodzi dziecko, więc nie planujemy niczego nowego. Myślę, że realna data to rok 2018, może wtedy powstanie jakiś nowy projekt. Zastanawiamy się z kim chcielibyśmy współpracować przy kolejnej płycie. Rozważamy kontynuowanie świetnej współpracy z Muchowem, ale myślimy też o zaproszeniu kogoś zupełnie nowego. Mamy znajomego belgijskiego pianistę, który jest świetny, zaprzyjaźniliśmy się z nim bardzo. Występował z nami ostatnio. To też może być ciekawe wyzwanie, które zaprowadzi naszą muzykę w zupełnie nowym kierunku.

M: David mówi, że nie mamy jeszcze piosenek i mnie to w ogóle nie stresuje. Znam nasz system pracy. Wiem, że piosenki powstaną we właściwym czasie. Tak samo było z poprzednią płytą. David nie chciał mi zagrać żadnej nowej kompozycji. Dopiero w Normandii usłyszałam wszystko po raz pierwszy. Taka była koncepcja, że cała płyta powstanie tam i w zasadzie Dawid był jedyną osobą, która jadąc tam miała jakąś wizję nowego materiału.

D: Jest jeszcze jeden mały projekt. Po naszym spotkaniu idziemy prosto do studia i będziemy tam nagrywać nowe wersje piosenek z naszej pierwszej płyty. Obchodziliśmy niedawno 5 lat pracy artystycznej i w bonusie na koncercie rocznicowym zagraliśmy kilka piosenek z tej płyty w elektronicznej wersji. Spodobało się nam, wyszło świetnie i chcielibyśmy całą płytę przerobić w ten sposób. Ten projekt pojawi się pewnie jeszcze w 2017 roku, przed następną płytą. Jest też bardzo prawdopodobne, że przy tej pracy w studio pojawi się nowa piosenka.

Rozmawiała: Teresa Drozda.
Tłumaczenie: Anna Radwan-Żbikowska.

Spisała: Barbara Radziszewska.

Płytę "Mezi lopatky" kupić można w Sklepie Strefy Piosenki: sklep.strefapiosenki.pl

 

Maj 2017
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1
2
3
4
8
9
11
14
17
26
28

Nadchodzące wydarzenia


29
Maj
2017
19:00
29 maj 2017 19:00
Prom Kultury Saska Kępa - Warszawa, ul. Brukselska 23
Teresa Drozda przypomina: Kazimierz Brusikiewicz. Kazimierz Brusikiewicz (1926-1989) - jeden z najwybitniejszych, a może po prostu [...]
30
Maj
2017
21:00
30 maj 2017 21:00
Piec' Art Acoustic Jazz Club - Kraków, ul. Szewska 12
Mateusz Nagórski w koncercie piosenek Jacka Kaczmarskiego oraz wierszy Poety z autorską muzyką artysty. Mateusz [...]
31
Maj
2017
18:00
Koncert
31 maj 2017 18:00
Kalinowe Serce - Warszawa, ul. Krasińskiego 25
Magda Umer i Bogdan Hołownia w koncercie promującym najnowszą płytę duetu pt. "Bezsenna noc". Koncert na głos i fortepian. Moderato cantabile i jazz piano. Prostota, wrażliwość i talent. [...]
31
Maj
2017
20:00
Koncert
31 maj 2017 20:00
Kalinowe Serce - Warszawa, ul. Krasińskiego 25
Magda Umer i Bogdan Hołownia w koncercie promującym najnowszą płytę duetu pt. "Bezsenna noc". Koncert na głos i fortepian. Moderato cantabile i jazz piano. Prostota, wrażliwość i talent. [...]
31
Maj
2017
23:59
31 maj 2017 23:59
Centrum Edukacji i Inicjatyw Kulturalnych - Olsztyn, ul. Parkowa 1
31 maja 2017 upływa termin nadsyłania zgłoszeń do konkursu w ramach XLIV Ogólnopolskich Spotkaniach Zamkowych [...]
 

Wspierane przez iCagenda

Facebook

SFbBox by enter-logic-seo.gr

© Wszelkie Prawa Zastrzeżone - 2017
Projekt i wykonanie CFTB.PL