Piosenka jest priorytetem - mówi Jan Řepka

piątek, 20 styczeń 2017

Jan Řepka, czeski singingsongwriter już za kilka dni (22 stycznia 2017) rozpoczyna kolejną trasę koncertową po Polsce. Jej szczegóły znaleźć można w naszym kalendarium koncertów, a niezdecydowanym polecamy lekturę wywiadu, który przeprowadziła z młodym artystą Teresa Drozda:

- Skąd jesteś?

- Nazywam się Jan Řepka, pochodzę z Pragi, mama jest Słowaczką, tato urodził się w Pradze, ale jego rodzice, a moi dziadkowie są z Moraw. Ja jestem prażakiem. Gitarę wziąłem do ręki mając sześć lat – mniej więcej wtedy, gdy w Czechosłowacji rozpoczęła się „aksamitna rewolucja”. Skończyłem podstawową szkołę muzyczną w klasie gitary klasycznej.

- Od jak dawna piszesz piosenki?

- Pierwszą próbowałem napisać mając 12 – 13 lat. Grać publicznie zacząłem w szkole średniej. Zaczęło się oczywiście od śpiewania piosenek zasłyszanych i ulubionych. To chyba naturalne, że zaczyna się od cudzych kawałków, potem zaczyna pisać coś własnego, później miesza się jedno z drugim. Dziś na solowych koncertach przeważają moje teksty, moje piosenki, które czasami przeplatam zapożyczonymi, często tłumaczeniami innych autorów.

- Czyje piosenki śpiewałeś gdy byłeś młodym chłopakiem, innymi słowy – kto cię inspiruje?

- Jestem z pokolenia, które nie miało jeszcze komputerów i internetu, więc grać uczyłem się z płyt LP, które mieli rodzice. Było to żmudne, a nawet nudne. Starałem się skopiować na swojej gitarze dźwięki z płyt, których słuchali rodzice. To był przede wszystkim nurt piosenki włóczęgowskiej, turystycznej, którą gra się przy ognisku. Słuchałem dużo Dobeša, Plíhala, trochę później Nohavicy i Spirituál kvintet Mało znałem Kryla. Myślę, że jego twórczość jest zbyt trudna, by rozumieć ją w tak młodym wieku. Mam natomiast bardzo duże braki jeśli chodzi o edukację muzyczną z innych gatunków. Rodzice nie słuchali prawie wcale np. rocka. Mieliśmy w domu jedną płytę Paula Simona, więc trochę go kojarzę, ale np. Dylana już wcale.

- Łatasz już te dziury? Próbujesz słuchać folkowej piosenki amerykańskiej? Czy jesteś już tak zajęty swoją twórczością, że nie jest ci to do niczego potrzebne?

- Oczywiście. Teraz tak naprawdę słucham wszystkiego. Wydaje mi się, że więcej słucham muzyki, niż tworzę własnej. Przede wszystkim dzięki temu, że jest internet. Mamy teraz dostęp do ogromnej ilości informacji, nie tylko jeśli chodzi o muzykę. Niesamowicie ekscytujące jest, gdy nagle w tym morzu informacji odkryje się coś fajnego i wartościowego. Z drugiej strony jest to morze, w którym bardzo łatwo utonąć. Teraz słucham wszystkiego, np. gwiazd amerykańskiego popu, Johna Mayera, Lady Gagi, Tiny Turner. Odkrywam rzeczy, których nie znałem wcześniej, np. Michaela Jacksona. Słucham wszystkiego.

Anglosaski nurt przeważa, bo ta muzyka jest wszędzie. Natomiast jeśli spytasz mnie o polską muzykę i polskich wykonawców, nie powiem ci nic, bo po prostu nie słyszy się u nas w radio polskich piosenek. Jeżeli ktoś nie interesuje się wyłącznie polską kulturą, to o polskiej muzyce w Czechach nic się nie wie. Podobnie jest też z muzyką innych sąsiadów, np. Niemców, Austriaków. Też nic nie wiem o współczesnej niemieckiej muzyce, chociaż niemieckiego przynajmniej uczyłem się w szkole, a polskiego już nie.

- Spędziłeś rok w Szwajcarii, pracując tam nad tekstami nieznanego ani w Polsce ani w Czechach autora piosenek, opowiedz o tym.

- Do Szwajcarii jeżdżę regularnie przeszło 10 lat. Mam tam przyjaciół. I to działa tak, że przyjeżdżam gdzieś, mam gitarę, jestem śpiewakiem i mówię: dzień dobry, pokażcie mi tutaj swojego Nohavicę albo Grechutę. W Szwajcarii wszyscy mówią od razu Mani Matter. Najważniejsze nazwisko w gatunku, który tutaj nazywa się poezją śpiewaną, u nich operuje się raczej nazwą chanson. Znajdują się raczej we francuskim kręgu nazewnictwa. Mani Matter śpiewa nawet nie czystym językiem niemieckim, ale szwajcarskim dialektem, więc jest bardzo mało znany poza Szwajcarią. Granice jego popularności wyznaczają granice języka. Jest nieznany nigdzie poza Szwajcarią. Przełożyłem sporo jego piosenek na czeski.

- To artysta, który nie żyje od 45 lat. Dlaczego tłumaczysz te piosenki? Co znalazłeś w tych tekstach, że uważasz, że należy go przedstawić Czechom?

- To jednocześnie bardzo trudne i bardzo łatwe pytanie. Jest po prostu tak, że jak spotykasz, znajdujesz taki fenomen, takie zjawisko, to chcesz je pokazać ludziom. Jego piosenki są bardzo złożone. Mają mnóstwo warstw, ale równocześnie są bardzo zrozumiałe dla dzieci i dorosłych, dla każdego. Nie są długie. Muzycznie są to rzeczy proste, ale bywają niezwykle złożone w warstwie tekstowej. Jest w nich specyficzny rodzaj humoru. Szwajcarzy często mówią mi, że to jest specyficzne i pytają jak mogę tłumaczyć to na inny język. Odpowiadam, że wprawdzie w tych piosenkach pojawiają się realia z tego regionu geograficznego, ale dużo ważniejsza od nich jest filozofia Mattera, ostrość jego myśli. To są naprawdę świetne teksty.

Matter żył w latach 1936 – 1972. Jego twórczość stanowi zamkniętą całość. Zmarł, jak miał zaledwie 36 lat, więc nie napisał bardzo dużo, nieco mniej niż sto piosenek. Mniej więcej połowę (około czterdziestu) przetłumaczyłem na język czeski. Jest to, z tego co wiem, największy zbiór jego piosenek w obcym języku. W 2016 roku Matter skończyłby 80 lat. To rok, którym zamknąłem, trwającą kilka lat, pracę nad tym projektem. Jest płyta i teraz (styczeń 2017) przywożę ją też do Polski. Będę śpiewał po czesku. Teksty Mattera są bardzo gęste, ale mam nadzieję, że łatwiej będzie je słuchaczom w Polsce zrozumieć w czeskim przekładzie niż szwajcarskim dialekcie. A przy okazji zaśpiewam też trochę moich piosenek, które już przywoziłem do Polski. Rowerem.

- Rozumiem, że obok gitary rower to Twoja druga pasja?

- Pasja to bardzo mocne słowo. Dla mnie rower to przede wszystkim środek transportu, bardziej niż cokolwiek innego. Teraz z racji pogody i długości trasy, jaką mam do przejechania, nie przyjechałem rowerem, ale chciałbym kiedyś przyjechać tu – do Warszawy i jeszcze dalej, aż nad morze, właśnie tym środkiem lokomocji. Faktycznie staram się układać swoje trasy koncertowe tak, by wszystkie miejsca koncertów oddalone były od siebie o optymalną odległość, którą jestem w stanie pokonać na rowerze. Jest to dla mnie środek transportu, ale jednocześnie rodzaj sportu. Kiedy jeździsz, koncertujesz i wszystko, co robisz to tylko podróż i granie, to jest to bardzo wyczerpujące. Jeśli jedziesz rowerem – siły wracają.

- Ile takich rowerowych tras odbyłeś?

- Do tej pory miałem takich tras siedem. Dwie albo trzy były w Szwajcarii, najdłuższa w 2011 roku trwała miesiąc i prowadziła z Pragi do Krakowa, przez Słowację i z powrotem. To było dwadzieścia kilka koncertów, 2000 przejechanych kilometrów. To była moja najdłuższa trasa. Ostatnia miała miejsce w lecie 2015, na przełomie lipca i sierpnia, w Polsce. Jechałem z Cieszyna Beskidem Niskim aż po Bieszczady,. Starałem się ułożyć tę trasę tak, żeby nie było tam żadnych miast, żeby to były małe miejsca, ładne trasy, żeby to były też miejsca, w których w sezonie letnim bywa trochę ludzi. To były raczej kameralne koncerty, w schroniskach górskich. To była naprawdę piękna trasa. Następnej nie mam jeszcze dokładnie zaplanowanej.

- Masz sporo odwagi, by wsiąść na rower, przyjechać do Polski i proponować Polakom, którzy nic o Tobie nie wiedzą, swoje koncerty. Skąd wzięła ci się myśl, by grać koncerty w Polsce?

- To było bardzo naturalne. Mój pierwszy koncert w Polsce miał miejsce w 2011 roku, podczas tej długiej trasy. Mam w Krakowie przyjaciół, oni zaprosili mnie do Polski i bardzo naturalnie zagrałem parę koncertów w różnych zaprzyjaźnionych miejscach, do których mnie zawieźli: we Wrocławiu, Chorzowie, Krakowie, Wadowicach. To był piękny i udany eksperyment. Nie mam managera. Ani w Polsce ani w Czechach. Nie jestem też w Czechach szczególnie znany. Nigdy nie mam pewności, że mój koncert przyciągnie tych 25 – 30 osób. Zawsze staram się być dobrze przygotowany do koncertu i grać piosenki, które poruszą ludzi. Jeśli przyjdzie na koncert 25 – 30 osób i koncert jakoś ich poruszy, jest szansa, że następnym razem przyjdą znowu i tak się to kręci.

- Kilka Twoich piosenek przełożył na polski Marek Bojda z zespołu Mentel&Bojda&Mentel. Jak się poznaliście?

- Przez wspólnych znajomych. To jest wielka siła. Marek sam jest autorem, pisze piosenki, śpiewa, występuje. Ma niesamowity tembr głosu. Chciałbym mieć taki głos. Zaczęło się od tego, że Marek przetłumaczył kilka moich piosenek na język polski. Teraz jest ich zdaje się sześć. Do tego przetłumaczył jedno z moich tłumaczeń Mattera. Osobiście znamy się od lata 2015. Zagraliśmy razem kilka razy – raz w Pradze i parę razy w Polsce. Mamy przygotowanych kilka kawałków dwujęzycznie, tzn. śpiewamy trochę po polsku, trochę po czesku, trochę Marek, trochę ja. Ja też próbuję śpiewać trochę po polsku. Mam przygotowaną jedną swoją, dosyć długą piosenkę. Do tego mam kilka tłumaczeń moich piosenek wydrukowanych w formie ulotki, dla widzów, którzy przychodzą na koncerty. Wydaje mi się, że to sensowny kompromis i chyba najlepsze wyjście, bo Polaków interesuje czeszczyzna, mój własny język. Dobrym rozwiązaniem jest, gdy Polacy słyszą jak śpiewam po czesku, a jednocześnie mogą śledzić na kartce, o czym jest dana piosenka. Nie znam polskiego, nie chciałbym udawać kogoś, kto mówi po polsku. Myślę, że to najlepsze z możliwych rozwiązań.

Działa to też w drugą stronę, przetłumaczyłem jedną piosenkę Marka na język czeski, więc podczas naszego koncertu w Pradze, Marek śpiewał po polsku, a czescy słuchacze mogli śledzić z kartki o czym właściwie śpiewa. Wydaje mi się, że to system, który powinien być oczywisty i powinien działać wszędzie.

- O czym są Twoje piosenki? Co Cię inspiruje? O czym chcesz opowiadać? Dlaczego sądzisz, że Twoje piosenki mogą nas dotknąć i poruszyć?

- Inspiruje mnie droga, inspirują mnie kobiety, inspiruje mnie niepewność i inspirują mnie inni autorzy. Ciężko jest mówić o piosenkach. Jak śpiewam w Polsce, to przynajmniej trochę rozumiecie moje teksty, ale występuję też w Szwajcarii i tam ludzie nie rozumieją ani słowa, ale rozumieją piosenki jakoś inaczej, wewnętrznie.

- Opowiedz o swojej autorskiej płycie „Čistý byl svět”. To Twój debiut?

- Pierwsze płyty nagrywałem we współpracy z kolegą. Teksty i kompozycje były autorstwa nas obu, choć z przewagą moich. Za pierwszą moją własną płytę uważam album „Čistý byl svět”. Należę do tych artystów, którzy uważają, że album powinien być całością. Pojawiają się pytania, czy w dzisiejszych czasach tworzenie takich całościowych albumów ma sens, bo ludzie rzadko już słuchają płyt w całości. Pojedyncze kawałki ściąga się z internetu, słucha się ich przez internet. Mało kto słucha płyt w całości. Ja uważam, że płyta powinna być całością. To nie jest przypadek, w jaki sposób utwory są poukładane, bo tworzą razem odpowiedni nastrój, mają odpowiednią barwę i odpowiedni klimat. Na tej płycie śpiewa ze mną zaprzyjaźniona wokalistka Josefina Žampová, która nadaje temu albumowi specyficzną barwę. Mógłbym powiedzieć, że to zbiór piosenek miłosnych, ale nie do końca jest to prawda, one nie są tylko o tym.

- Kiedy te piosenki powstawały? Miałeś je napisane wcześniej? Czy pisałeś je specjalnie na tę płytę?

- Dla mnie dużo ważniejsze od płyty są koncerty. One są dla mnie priorytetem. Tak naprawdę priorytetem jest piosenka, ale dla mnie ważniejsze są koncerty. Żywy kontakt z publicznością ważniejszy jest niż płyta. Masz płytę, słuchasz jej. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, to słuchasz jej nawet kilka razy. Może ci się podobać, masz względem jej jakiś stosunek, emocje, ona towarzyszy ci w życiu, ale te piosenki są na niej cały czas takie same. To jedno nagranie tej piosenki, takie jakie wyszło mi 5 lat temu. Ono w kółko jest takie samo. Piosenka na koncercie to zupełnie coś innego. Jak już zebrało się tych piosenek trochę – nagrałem je na płytę. Oczywiście włożyłem dużo pracy w to, by była kompletną całością, ale nie jest to dla mnie tak bardzo ważne. Ważne są koncerty, również z tego względu, że w przypadku takiego artysty jak ja, 95% płyt, które sprzedaję, sprzedaje się podczas koncertów. Płyta tak naprawdę jest tutaj tylko dodatkiem. Dodatkiem do mnie. Przedłużeniem kontaktu ze słuchaczem. Najważniejsze są koncerty i żywy kontakt z ludźmi.

- Ile masz napisanych piosenek?

- Możliwe, że sto, ale to nie znaczy, że mam je w codziennym repertuarze. Cały czas myślę i wydaje mi się, że żyjemy w takich czasach, że do wydania płyty i jej promocji, nie jest potrzebna duża wytwórnia, ktoś kto wyda płytę za nas. Dzisiaj wszystko można zrobić samodzielnie. Samodzielnie trzeba też zając się promocją. Bo cóż z tego, że płyta będzie w sklepie, jeśli nikt jej nie kupi, bo nie będzie mnie znał. Są stałe punkty, którymi musisz się zajmować, poświęcać im dużo czasu, jeśli chcesz, by ludzie chodzili na koncerty. To są media, radio, telewizja, prasa. Bardzo dużo wykonawców korzysta z internetu, mediów społecznościowych. Ja nie jestem w tym zbyt dobry. Staram się z internetem jakoś współpracować, ale nie brak mi do tego serca. Mam jeden projekt, organizuję w Pradze spotkania muzyczno-poetyckie, na których nie śpiewam sam, to spotkania dla innych artystów, było już około setrki, bo organizuję je od 9 lat, ale gdybyś szukała nagrań z tych spotkań na YouTube, to prawie niczego nie znajdziesz. To jest celowe, robię to specjalnie. Nagrania z tych koncertów są, ale nie wrzucamy ich do internetu specjalnie. Zależy mi na tym, żeby ludzie nie siedzieli przed komputerem i słuchali na YouTube, ale żeby wstali, poszli na koncert i mieli kontakt z muzyką na żywo, by mieli możliwość przeżycia czegoś, co przed komputerem nie jest możliwe. Tym goręcej zapraszam na moje kameralne koncerty w Polsce.

Rozmawiała: Teresa Drozda.
Tłumaczenie: Anna Radwan-Żbikowska.

Spisała: Barbara Radziszewska.

Płytę "Čistý byl svět" kupić można w Sklepie Strefy Piosenki: sklep.strefapiosenki.pl

 

Lipiec 2017
Pn Wt Śr Cz Pt So N
2
3
4
5
16
17
18
19
24
25

Nadchodzące wydarzenia


23
Lip
2017
16:00
23 lipiec 2017 16:00
Muszla koncertowa w parku zdrojowym - Głuchołazy, ul. Parkowa
XI Międzynarodowy Festiwal Piosenki Turystycznej Kropka - pod patronatem Strefy   20.07.2017 - czwartek (taras przy [...]
23
Lip
2017
19:30
23 lipiec 2017 19:30
Flora Caffe - Warszawa, al. Ujazdowskie 4
Joanna Lewandowska w prapremierowym koncercie promującym płytę pt. "Niebo dla Złodziejek – 3 [...]
26
Lip
2017
18:00
26 lipiec 2017 18:00
Park Zdrojowy - Kudowa-Zdrój
II CZ-PL festival   26 lipca, środa godz. 18:00 - Wernisaż prac Jana Młodożeńca i Jana Rajlicha w Nachodzie - Młodożeniec i Rajlich należeli do [...]
27
Lip
2017
16:00
27 lipiec 2017 16:00
Park Zdrojowy - Kudowa-Zdrój
II CZ-PL festival   26 lipca, środa godz. 18:00 - Wernisaż prac Jana Młodożeńca i Jana Rajlicha w Nachodzie - Młodożeniec i Rajlich należeli do [...]
28
Lip
2017
17:00
28 lipiec 2017 17:00
Park Zdrojowy - Kudowa-Zdrój
II CZ-PL festival   26 lipca, środa godz. 18:00 - Wernisaż prac Jana Młodożeńca i Jana Rajlicha w Nachodzie - Młodożeniec i Rajlich należeli do [...]
 

Wspierane przez iCagenda

Facebook

SFbBox by enter-logic-seo.gr

© Wszelkie Prawa Zastrzeżone - 2017
Projekt i wykonanie CFTB.PL