Zbędne kłapanie dziobem nie służy piosence - mówi Jan Wołek

wtorek, 31 styczeń 2017

Premiera książki pt. „267 z większej całości” odbyła się w Poznaniu podczas Festiwalu Słowa w Piosence „Frazy”. Kilka tygodni później (już w Warszawie) Jan Wołek opowiedział Teresie Droździe o okolicznościach powstania wydawnictwa, na które złożyły się jego teksty.

- 267 z większej całości to pierwsza próba zebrania Twoich tekstów piosenek i wierszy od wielu lat. Pamiętam, że przy okazji Przeglądu Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu ukazał się skromny tomik i więcej prób wydania Twoich wierszy chyba nie było.

- Przed wydawnictwa w ramach PPA mój tomik wydała nieistniejąca już dziś Oficyna Wydawnicza Kalambur. Rzeczywiście „267 z większej całości” to mój pierwszy większy zbiór w „twardej okładce”. To co zostało tutaj zebrane nie jest oczywiście całością. Tyle znalazłem. Reszta poginęła, gdzieś się zawieruszyła.

- Chcesz powiedzieć, że nie wiesz ile tekstów napisałeś?

- Mniej więcej wiem. Myślę, że pomiędzy 2,5 a 3 tys.

- Tyle tekstów u Ciebie zamówiono, czy tyle potrzebowałeś napisać?

- Nie piszę dlatego, że ktoś u mnie zamówił tekst, że jest takie zapotrzebowanie. Oczywiście zdarza mi się pisać na zamówienie. Zawodowstwo polega również na tym, że spełnia się czyjeś oczekiwania najlepiej, jak można. Gdyby nikt mnie o teksty nie prosił, oczywiście też bym pisał. Kto wie, czy nie więcej, i nie z większą radością, euforią i entuzjazmem. Poezja to moja odpowiedź na świat i próba okiełznania go. Ostatnio, na Festiwalu Słowa w Piosence „Frazy” w Poznaniu, gdzie odbyła się premiera książki „267 z większej całości”, minęliśmy się z Jaromirem Nohavicą. Przeglądałem wywiad, w którym mówił, że w pisaniu najbardziej interesuje go kartka. Pomyślałem, że przez tę staromodność jesteśmy sobie bliscy. Piszę na kartce piórem wiecznym, które musi mieć odpowiedni kolor atramentu, czyli albo czerń albo sepia. Nohavica użył sformułowania, że kartka papieru, jest dla wiersza klatką. Zgadzam się z tym, ale mogę dopowiedzieć, że w tej klatce siedzi barwny ptak, który może wylecieć, ale ilekroć chcemy, zawsze do niej wróci. Jest do naszej dyspozycji. Mam właśnie taką potrzebę zapisania. Coś, co jest zapisane na kartce jest okiełznane, zapanowałem nad tym, zaczynam to rozumieć, przyglądam się temu i łapię dystans. Przez wzgląd na wiek nie masz prawa znać takiej osobliwości, gdy w tym kraju było jeszcze sporo analfabetów i wtedy, jak ktoś rozrabiał, milicjant albo urzędnik państwowy wyjmował karteczkę, ołówek kopiowy, ślinił końcówkę i mówił: Oj, bo was zapiszę. Człowiek zapisany na kartce staje się odrębnym bytem, jest załatwiony.

- Bardzo cieszę się, że przywołałeś Jaromira Nohavicę. Kilka lat temu wydano jego teksty piosenek w książce, jako tom wierszy, pozbawiony nut i informacji, że to są piosenki. Jaromir był z tej książki szalenie zadowolony i bardzo dumny. Miałam wrażenie, że cieszył się z tego, że potraktowano go jako poetę, a teksty jego piosenek, jako takie które mogą funkcjonować bez muzyki. Jaką Ty masz radość z wydania tej książki?

- Mam satysfakcję, która będzie jeszcze większa, gdy usłyszę głosy, że rzeczywiście moje nieśmiałe oczekiwanie się sprawdzi. Na książkę złożyły się same teksty piosenek. Mam je w uszach. Jednocześnie słyszałem wielokrotnie, że absolutnie wytrzymują one próby czytane. Jeżeli tekst wytrzymuje tę próbę – łamie pewien kanon, który przypisany jest piosence. Piosenka jest kategorią estetyczną, której życie trwa 3 minuty i ani chwili dłużej. W tym czasie trzeba się w niej odnaleźć, nastawić na częstotliwość odbioru. Osiągnąć taki rodzaj wrażliwości i inteligencji, by nie dość, że wszystko wyłapać, ale jeszcze przetrawić i pozostać z jakimś wrażeniem. Tekst oderwany od interpretacji, wykonania i muzyki to leniwa niedziela. Można do niego wracać 10 razy, czytać, porównywać, myśleć. Mam nadzieję, że dzięki tej cegle, moje teksty trafią do czytelnika. Może wtedy ludzie poczują, że pisanie piosenki to bardzo zawiła robota. Jeśli chce się piosenkę napisać dobrze, zmieścić w niej wartości takie jak możliwość przeczytania, adekwatność i zgodność pewnych napięć w porównaniu z muzyką i wykonawcą, to już nie jest jedna klatka białej kartki, ale wiele klatek, w których trzeba się zmieścić, a jednocześnie zachować wolność.

- Myślę, że musimy powiedzieć o Krzysztofie Gajdzie, który wymyślił tę książkę i jak znam życie, to on Cię na nią namawiał, a nie odwrotnie. Dr Krzysztof Gajda jest dyrektorem artystycznym Festiwalu Słowa w Piosence „Frazy”, na którym książka miała swoją premierę. To wydawnictwo festiwalowe, które przekracza czas trwania festiwalu, co samo w sobie jest warte podkreślenia, bo to zdarza się rzadko. Na ile miałeś wpływ na to, co znalazło się w książce? Jak Twoja kooperacja z Krzysztofem przebiegała?

- Myślę, że nasza współpraca wyglądała śmiesznie. Jestem kompletnym luzakiem jeśli chodzi o swoje teksty. Krzysztof powiedział mi, że chciałby wydać tom moich tekstów, więc zapytałem ile utworów potrzebuje. Odpowiedział, że jak najwięcej. W pierwszej chwili pomyślałem, że mam ich duże ilości, ale jak zacząłem szukać okazało się, że wszystko gdzieś poulatywało. Mógłbym zacząć szukać ich w eterze, rozglądać się, uruchomić tłumy ludzi. Mieliśmy jednak niewiele czasu i zadałem sobie proste pytanie: Mam 62 lata, czy nie szkoda mi czasu, żeby szukać tekstów, które gdzieś poginęły, kiedy w tym czasie mogę napisać nowe i lepsze? Po krótkim zastanowieniu się doszedłem do wniosku, że bardziej interesuje mnie pisanie nowych wierszy.

Krzysztof wykonał przedziwną i naprawdę mrówczą robotę. Chwała mu za to, bo to robota mnicha. Podsyłałem mu teksty, a on próbował z nich klecić jakieś całości. Niecierpliwię się dosyć szybko działaniami, które nie polegają na prostej twórczości. Przerzucanie kartek, przepisywanie, szukanie, sprawdzanie, stawianie przecinków jest gorsze niż nawlekanie pościeli i rozwiązywanie supełków sznurowadeł.

Krzysiek schrzanił mi trzy plenery malarskie. Na jednym zamiast malować przeglądałem teksty i wysyłałem mu mailami. Na drugi plener przyjechał... Siedziałem akurat na kompletnym odludziu w Borach Tucholskich. Piękne miejsce, piękna pogoda, a tu przyjeżdża dr Gajda. Samochód malarza napakowany jest po dach sztalugami, podobraziami, narzędziami i farbami malarskimi, a jego samochodzik po dach wypełniały komputery, drukarki, ekrany. Dałem mu pokój, w którym rozłożył  to wszystko, zjadł posiłek, zasunął firanki, że nic nie było wiadomo, pił kawę i przerzucał strony. Wychodził co jakiś czas, kiedy akurat bawiłem się w najlepsze zapominając o tym, że on pracuje w pokoju obok. Zamiast malować, rozmawiać z kolegami i iść z nimi na grzyby, musiałem iść z Krzysztofem, żeby decydować co odrzucamy, a co bierzemy do druku. Tak mnie katował. Trzeci plener odbywał się nad piękną rzeką Krutynią, która perliła się 5 metrów pod moim oknem. Krzysiek przysłał mi teksty i kazał w nich poprawiać przecinki. Jakieś szczegóły ustaliliśmy, poprawiania przecinków odmówiłem. Na koniec przesłał mi plik tekstów, które musiałem przeczytać i poprawiać w nich błędy. Siedziałem zmordowany i czytałem. Za oknem płynęła piękna Krutynia, po niej koledzy pływali po rzece i malowani urzekające obrazy. Ja siedziałem i czytałem własne teksty.

- Efektem tego jest ta książka i myślę, że przez następnych parę lat nie będziesz się musiał przejmować.

- Nie jestem do końca pewny. Złapałem się na tym, że zaczęło mi się to podobać. Jestem facetem, który lubi się do czegoś przyczepić. Dostałem gotową książkę i nie za bardzo mam się w niej do czego przyczepić. Mogę przyczepić się do zawartości, może niektóre rzeczy mógłbym napisać inaczej. Natomiast jeśli chodzi o samo wydawnictwo i jego edycję, wydaje mi się, że jest w porządku. Oczami wyobraźni widzę już kolejne tomy.

- Łatwo jest Cię teraz namówić na pisanie nowych piosenek?

- Najbardziej w procesie tworzenia, cieszenia się i wzruszania interesuje mnie zabawa. Lubię uczestniczyć w przedsięwzięciach, których efekt mnie cieszy i satysfakcjonuje. Czasami mnie wkurza, ale wkurza mnie z prostej chamskiej megalomanii, tzn. wiem, że z kolegami zrobiliśmy kawał świetnej roboty, a widzę, że nikt tego nie zauważa. Jednocześnie czasami martwią mnie proporcje, często słyszy się rzeczy, które święcą triumfy, a są takie, że przykro ich słuchać.

- Musi być cień efektu, z którego wyniknie coś.

- Domniemanego efektu, bo nie zawsze coś wyniknie. Myślę, że zawodowstwo polega na tym, że nie schodzi się poniżej pewnego poziomu. Wstydu nigdy nie ma. Gdybym miał się wstydzić, nie podejmowałbym się działania.

- Piszesz tekst komuś, kto Cię o to poprosi, a  interesujesz się co dalej stanie się z tym tekstem?

- Nie. To kwestia zaufania przyjaciołom. Wykonuję taką robotę, na którą oni nie mają czasu. Piszę, a dalej nie muszę się przejmować. Wiem, że myślimy podobnie. Po latach znajomości jesteśmy ze sobą zżyci i wiemy co nas boli i rozśmiesza, o czym chcielibyśmy opowiedzieć, co uważamy w życiu za istotne. W zasadzie nie pamiętam, żebyśmy mieli starcia ze sobą. Wiem, gdzie są granice przyzwolenia.

Swoim piosenkom pozwalam żyć własnym życiem. Informacja o nich czasami do mnie wraca. Bardzo lubię pisać do muzyki. Powód jest prosty: jak się pisze do muzyki, to po mnie jest już mniej chętnych do schrzanienia roboty. Mnie muzyki bardzo inspirują. Jeśli muzyka jest muzyką, która nadaje się do windy w galerii handlowej, to mnie nie inspiruje i staram się grzecznie odmówić. Są też kompozytorzy, z którymi pracuje się w ciemno, np. Jurek Satanowski czy Janusz Grzywacz. I działa to też w drugą stronę. Czasami pojawia się różnica pomiędzy wczesnym stadium muzyki, które dostaję, a wersją ostateczną. Przez fakt oszczędności instrumentarium często wersja pierwotna jest piękna i wzruszająca. Piszę wtedy do pięknej i wzruszającej muzyki i wiem, że niczego więcej nie potrzeba. Czasami powstaje z tego utwór, który jest pompatyczny. Niby ta sama muzyka, a w niej chóry, smyki, nadinterpretacja, obłęd. Cała skromność bierze w łeb. Nie mogę jednak wchodzić w cudze kompetencje. Po tylu latach pracy koledzy pozwalają mi powiedzieć głośniej co sądzę o aranżacji. Może dlatego, że pamiętają jak kiedyś sam się tym zajmowałem.

- Jesteś chyba jednym z niewielu autorów, którzy potrafią w piosence zbudować postać i opowiedzieć historię tej postaci. Nie mówię, że tak jest w każdym Twoim utworze. Ale możliwe, że to jest coś co Cię charakteryzuje i wyróżnia.

- Dla mnie to bardzo istotne. Piosenka jest jak rodzynka, która kiedyś była winogronem. Odparowaliśmy z niej to, co niepotrzebne. Zachował się kościec, czyli dramaturgia, opowieść, bohater. Teraz trzeba, by jak w szachach, jeden ruch spowodował całą gamę różnych kombinacji. W przypadku piosenki trzeba sprawić, żeby w jednym słowie zawarła się historia. By jeden ruch posunął nas do przodu w kilku kierunkach. By w piosence zawarła się opowieść o miejscu, nastroju zdarzenia, itd. Są takie słowa, że skonfigurowane ze sobą po dwa, dadzą trzy albo cztery znaczenia. Zbędne klapanie dziobem nie służy piosence.

- Przychodzi mi na myśl moja ukochana Twoja piosenka „Kazik Archanioł”, czy z drugiej strony „Zegarek po starym”. To piosenki, w których znalazł się cały wszechświat. Dotykają i nie nudzą się po wielu przesłuchaniach i za każdym razem tak samo łapią za gardło.

- Tak jest. Nie trzeba zbroić oka w teleskopy, by wniknąć w kosmos. Wystarczy umieć zapatrzeć się w ziarno pszenicy. Odnajdzie się w nim ten sam kosmos.

- Masz teksty, z których jesteś szczególnie dumny, że udały się i być może otarłeś się w nich o metafizykę.

- Miewam takie momenty. Siedzę w nocy. Nie mam żadnego odbiorcy i żadnej szansy zweryfikowania tego, co właśnie kiełkuje na kartce. Jest cisza. Noc. Moi śpią. Jestem sam. Wiem, że coś się dzieje ponieważ ten słuchacz, który jest we mnie, krzyczy mi do ucha: Trafiony, zatopiony! Widzę to po sobie sam. Prześpiewuję i słyszę tę piosenkę. Patrzę jak kłaki na rękach stają mi dęba. Wzruszam się. Może to zabrzmieć śmiesznie, ale zdarza mi się uronić łzę. Wiem wtedy, że ten samurajski miecz, który udało mi się właśnie wykuć, jest wyjątkowy. Natomiast gdybyś mnie zapytała, które to piosenki, to Ci nie powiem. To wszystko są moje dzieci i wszystkie lubię, ale też do wszystkich mam jakieś pretensje. Nigdy też nie wiadomo, jak będzie do końca. Kształt piosenki zależy od moich kolegów, którzy komponują muzykę, aranżują piosenkę i ją wykonują. Wzruszenie, które udzieliło mi się przy pisaniu tekstu, jak zaraza przechodzi na nich i  powoduje, że piszą muzykę, która jest porażająca. Dalej zaraza przechodzi na wykonawcę, którego miałem przed oczami, gdy pisałem tekst, którego znam i wiem, że zdarzenie, o którym piszę jest zdarzeniem, które aktualnie go dotyczy. Bywało tak. Wiem, że często to cios poniżej pasa. Widzę, że kolega czy koleżanka nie może tego zaśpiewać, że to co napisałem jest za mocne. Widzę jak moja opowieść szarpie im nerwy. Z drugiej strony wiem, że wiarygodność tego wykonania będzie tak porażająca, że zaraza rozpełznie się na słuchaczy. Na tym polega moja robota.

- Chwilę też chcę porozmawiać o Twoim pisaniu ręcznym. Okładkę tomiku „267 z większej całości” zdobi Twój rękopis. Wiem to od pewnego czasu, bo kilka autografów od Ciebie dostałam i kilka Twoich rękopisów widziałam, piszesz w sposób nieprawdopodobnie artystyczny, ale też wiele ruchów ręką wykonujesz. Twoje rękopisy są barokowe.

- Im więcej zawijasów, tym więcej czasu na myślenie. Nie widzę powodu do pisania, jeśli człowiek nie wie o czym ma pisać. Z tą okładką to dziwna sprawa. Teraz jest taka moda, że na okładce zazwyczaj jest twarz bohatera lub bohaterki. Ktoś nawet podsunął pomysł, by na okładce tej książki umieścić moją twarz. Powiedziałem, że w żadnym wypadku. Zadzwoniłem do mojego przyjaciela Tomka Sikory, którego znam od wielu lat i zawsze mogę na niego liczyć. Powiedział, że zrobi mi parę zdjęć przy najbliższej okazji. Miałem świadomość, że prawdopodobnie tych zdjęć nie użyjemy. Poprosiłem, by sfotografował oprócz mnie, także kilka rękopisów, które ze sobą przyniosłem. Sfotografował mi ten rękopis w sposób szczególny. Czuje się w nim przestrzeń. Pierwsze rzędy liter są ostre, potem są coraz mniejsze i coraz mniej wyraźne. Widać, że to jest kartka, że to rękopis. Nie jest to jednak sfotografowane po to, żeby było co czytać, ale by uczynić z tego pejzaż pomiędzy literami. Tomek jak zwykle zrobił to znakomicie. Z graficzną dogadałem się bardzo szybko przez telefon. Okazała się tak pojętna, że bardzo szybko zrozumiała o co mi chodzi. I tak powstała ta okładka.

- Co masz w planach na najbliższy czas?

- Plany piosenkowe są zawsze. W tej chwili piszę dużo ze Zbyszkiem Wodeckim. Powolutku piszemy z Janem A.P. Kaczmarkiem większą formę. Sam jestem ciekaw co z tego wyjdzie. Przez telefon rzucamy sobie różne tematy i wątki, które warto podjąć. Piszę nieustannie.

Rozmawiała: Teresa Drozda.
Spisała: Barbara Radziszewska.

 

Książkę "267 z większej całości" kupić można w Sklepie Strefy Piosenki: sklep.strefapiosenki.pl

Jeśli spodobał Ci się ten wywiad zajrzyj do "strefowego" sklepiku. Każdy zakup, którego tam dokonasz, wspiera funkcjonowanie i rozwój naszego portalu, w tym pozwala na opracowanie kolejnych wywiadów i artykułów. Dziękujemy!

 

Grudzień 2017
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1
10
11
13
14
19
20
21
23
24
25
26
31

Nadchodzące wydarzenia


16
Gru
2017
19:00
16 grudzień 2017 19:00
Narodowe Forum Muzyki - Wrocław, pl. Wolności 1
Muzyka - Jan Kanty Pawluśkiewicz to koncert złożony jest wyłącznie z kompozycji Jana Kantego Pawluśkiewicza, jednego z [...]
16
Gru
2017
19:30
Koncert
16 grudzień 2017 19:30
Kalinowe Serce - Warszawa, ul. Krasińskiego 25
Marian Opania w recitalu przebojów gigantów piosenki – Leonarda Cohena i Jaromira [...]
16
Gru
2017
20:00
16 grudzień 2017 20:00
Piwnica pod Baranami - Kraków, Rynek Główny 27
Basia Stępniak-Wilk z zespołem w recitalu autorskich piosenek z akcentami świątecznymi.
16
Gru
2017
20:00
16 grudzień 2017 20:00
Łódzka Piwnica Artystyczna Przechowalnia - Łódź, ul. 6 sierpnia 5
Koncert wigilijny , podczas którego w świąteczny nastrój wprowadzą piosenki, pastorałki [...]
17
Gru
2017
18:00
17 grudzień 2017 18:00
Prom Kultury Saska Kępa - Warszawa, ul. Brukselska 23
Marcin Januszkiewicz w koncercie promującym płytę pt. Osiecka po męsku. Zespół muzyczny:Jacek Kita - instrumenty klawiszoweŁukasz Czekała - skrzypce elektrycznaBartek Alber - gitara[...]
 

Wspierane przez iCagenda

Facebook

SFbBox by enter-logic-seo.gr

© Wszelkie Prawa Zastrzeżone - 2017
Projekt i wykonanie CFTB.PL