Porozmawiajmy o słowie w piosence

środa, 30 sierpień 2006
("Piosenka" nr 1, sierpień 2006)

 
Przywykliśmy do czytania. Trudno nam sobie wyobrazić, że skupienie nad zadrukowaną kartką papieru, że zanurzenie we własne skojarzenia, w ciszy i bez świadków - niekoniecznie musi być najlepszym sposobem obcowania z dziełem literackim. A już na pewno nie musi to być sposób jedyny.

A przecież żyjemy w świecie pełnym cudów techniki. W świecie, który coraz chętniej wykorzystuje produkty cywilizacji do ułatwienia życia swych właścicieli, ludzi. Ułatwienie zwykłych czynności dotyczy więc także sfery kultury. Kultura masowa właśnie za jeden z fundamentów swego istnienia ma nowoczesne technologie masowego komunikowania. Dzięki nim przecież świat pod pewnymi względami mógł się stać globalną wioską...
Gdy w starożytnych epokach pieśniarz melorecytował swe strofy, czy aktorzy wypowiadali rozpisaną na głosy historię Edypa - chodziło w jakiejś mierze także i zwiększenie zasięgu, rozpowszechnienie dzieła. W rękopisie (jeśli nawet był) mógł się z nim przecie zapoznać co najwyżej pojedynczy (i to wykształcony) odbiorca. Dziś, po paru tysiącach lat - obserwujemy jakby zamkniecie się swoistej pętli czasu. Oto zwykły wiersz dzięki kompaktowej płycie i internetowi dociera do miliona konsumentów. Poeci wpisują więc w swoje utwory miejsce na muzykę. Oto powieść, która jeszcze niedawno byłaby zapisana na papierze i wydana w książce - powstaje od razu w formie scenariusza filmowego lub telewizyjnego. Prozaicy "piszą" obrazami.

Niekiedy tylko, gdy masowy odbiór i zainteresowanie jest już sprawdzonym faktem, wydaje się drukiem (niejako archiwalnie) zapisy owych scenariuszy. Dość przykładów mamy i na polskim rynku autorskim: najpopularniejsze filmy rozrywkowe (od "Va banque") i artystyczne (cały "Dekalog" czy "Dzień świra") dotarły do masowej wyobraźni w taki właśnie sposób, w takiej kolejności. Moja półka ugina się natomiast pod zbiorami tekstów piosenek, wydanymi niejako archiwalnie...

Piosenka jest dziś jedną z najważniejszych i najbardziej charakterystycznych dyscyplin sztuki popularnej. Generalnie wiadomo, że jest to dzieło synkretyczne, w którym niezbędne są przynajmniej trzy elementy: muzyka, tekst i interpretacja. W zależności od tego, co wysuwa się na plan pierwszy - wkładamy piosenkę do odpowiednio etykietowanej szufladki. Bywa więc piosenka rozrywkowa, oparta na prostym pomyśle muzycznym, na melodyjce uporządkowanej w nieskomplikowanej frazie, w przebiegu prostych akordów. Bywa "aktorska", eksponująca indywidualny sposób interpretacji, uwypuklająca osobliwości niepowtarzalnego odczytania, w którym interpretator właściwie staje się współautorem sensu.

I bywa piosenka "literacka". Ona interesuje nas tym razem najbardziej. "Piosenką literacką" nazywamy - w największym skrócie - ten rodzaj dziełka, w którym najważniejszy jest artystyczny tekst. Zdarza się oczywiście i "przebój" z pięknym literackim wyrazem, niemniej uważa się zwykle, iż "piosenka literacka" to po prostu poezja, której muzyka co najwyżej dodała skrzydła. Piosenkarz, pieśniarz jest w przypadku tej właśnie formy artystycznej jest przede wszystkim nośnikiem a nie źródłem wartości.

W Polsce przed laty ukształtowała się szczególna hybryda, przynależna do świata piosenki: tak zwana "poezja śpiewana". Jest to zjawisko polegające na próbie znalezienia ekwiwalentu muzycznego do istniejących już wierszy. Mniejsi lub więksi kompozytorzy adaptują na piosenkę utwory mistrzów i adeptów pióra, czasem nawet nie zdając sobie sprawy, że nie wszystkie wiersze zniosą owo "umuzycznienie". W niektórych faktura jest zbyt gęsta, skomplikowana, niektóre nie dadzą się rozłożyć w czasie (piosenka polega przecież także na zorganizowaniu czasu, na jednorazowym przebiegu). Ale mimo to "poezja śpiewana" owocuje w naszym kraju wybitnymi osiągnięciami artystycznymi. Dość wspomnieć nazwisko krakowskiego kompozytora Zygmunta Koniecznego. Jego piosenki są świadectwem, iż kongenialna muzyka może pomóc poetyckiej frazie, może wydobyć z niej najtajniejsze (nawet nieuświadamiane) autorskie zamysły. Przy okazji rozmyślania o twórczości Koniecznego warto też zastanowić się, jak "umuzycznienie" przezeń niektórych wierszy wpłynęło na ich przyswajalność, na zasięg społeczny poezji...

"Poezja śpiewana" jest w Polsce szczególnym zjawiskiem. Ma własnych mistrzów, ma własne instytucje. Bo chyba instytucją nazwać można oryginalny festiwal, od niemal trzydziestu lat organizowany w Olsztynie: Zamkowe Spotkania z Poezją "Śpiewajmy poezję". Wielka popularność tej imprezy (jakby nieproporcjonalna do skromnej reklamy) - skłania do refleksji.

Jest też wiele mniejszych festiwali, na sztandar wpisujących "poezję śpiewaną". I one cieszą się nadspodziewanym wzięciem u publiczności. Na przykład imprezy w Radomiu, Sieradzu, Biłgoraju... Jest też w Polsce - oczywiście w Krakowie - miejsce szczególnie dla "poezji śpiewanej" znaczące, rodzaj artystycznego laboratorium. To "Piwnica pod Baranami", która niezależnie od swego znaczenia w historii polskiego kabaretu, niezależnie od swe niesłychanej roli mitotwórczej - stanowiła poligon doświadczalny wielkich kompozytorów (obok Koniecznego - Stanisław Radwan, Andrzej Zarycki, Jan Kanty Pawluśkiewicz, Zbigniew Raj, Zbigniew Preisner) i trampolinę wynoszącą ku wielkości kompozytorską młodzież (Grzegorz Turnau czy ostatnio Adrian Konarski).

Jest wszakże w Polsce jeszcze jedno zjawisko - bardziej uniwersalne, bo mające odpowiedniki na całym świecie - które można policzyć również do sfery estradowego istnienia literatury. Myślę tu o tak zwanych  "bardach". O śpiewających poetach. Ma podobną tradycję kultura rosyjska (jej charakter i poziom wyznaczają nazwiska największych: Aleksandra Galicza, Bułata Okudżawy, Włodzimierza Wysockiego czy Aleksandra Rozenbauma). Słynie z tego typu twórczości kultura francuskojęzyczna (Georges Brassens, Jacques Brel, Leo Ferre i liczni inni).

Na marginesie globalnego, anglojęzycznego show-businessu istnieje podobne zjawisko, którego najwybitniejsi przedstawiciele stają się nawet megagwiazdami (Bob Dylan, zwłaszcza Leonard Cohen). Poeci sceny rockowej też  - bywa - osiągają literackie wyżyny, pozwalające umiejscowić ich w szufladzie z napisem "poeta" (że wymienimy tylko nazwisko znanego w Polsce Nicka Cave'a). Na ten temat powstała spora literatura, także w języku polskim. Ale nas interesują najbardziej sprawy polskie.

"Śpiewający poeci" są oryginalnym i nieporównywalnym zjawiskiem polskiej kultury współczesnej. Zarówno ich pojawienie się, charakter ich sztuki, jak i społeczna baza (odbiorcy) wyraźnie odbiegają od stereotypu piosenki jako rozrywki (cokolwiek by nie powiedzieć - rozrywka traktowana jest jako działalność artystyczna  minorum gentium). Pisząc przed laty książkę "Zaśpiewać na barykadzie młodości" usiłowałem pokazać źródło społeczne i kulturowe (być może nie jedyne, ale najważniejsze) z którego wyemancypowali się Andrzej Sikorowski, Wojciech Bellon, Jacek Kleyff, Jan Wołek, Jacek Kaczmarski i inni. Chciałem pokazać odmienność tych twórców, polegającą miedzy innymi na tym, że wyrażali oni (przynajmniej w okresie młodzieńczym) nastroje swego pokolenia. Że korzystając z artystycznej formy piosenki - przetworzyli czas sobie współczesny, opowiedzieli o nim, o ludziach i ich niepokojach. Że stworzyli osobliwy gatunek współczesnej polskiej literatury.

Lata następujące po okresie debiutu wspomnianych mistrzów pokazały, że język piosenki jeszcze mocniej pociąga i inspiruje poetów. Pojawiły się nazwiska Grzegorza Tomczaka, Piotra Bukartyka, Andrzeja Ciborskiego, Jana Kondraka, Tomasza Olszewskiego, Tomasza Wachnowskiego, Erwina Regosza, Tadeusza Kroka, Macieja Danka, Krzysztofa Krzaka, Konrada Materny, Romana Kołakowskiego, Bogusława Nowickiego, Pawła Orkisza i wielu, wielu innych. Im bliżej nas - tym więcej. Współcześnie twórcy tacy jak Adam Nowak czy Robert Kasprzycki należą przecie do największych artystów polskiej sztuki estradowej. A to przecież śpiewający poeci, jak najbardziej.

Szczególnym miejscem dla nich wszystkich jest, jak się zdaje, Kraków. Nie tylko dlatego, że odbywa się w nim Studencki Festiwal Piosenki (o którym przy innej okazji). Również dlatego, że w Krakowie można odwołać się do tradycji, także w tej dziedzinie. I że bije tu szczególnie mocno źródło talentów, wykorzystujących piosenkę jako środek przekazywania artystycznych, poetyckich konstatacji i niepokojów. W Krakowie przecież działa bodaj najstarszy z aktywnych dziś "śpiewających poetów" - Leszek Długosz. Artysta przedziwnie przesiąknięty atmosferą jakiejś "artystycznej dekadencji", spowity (na scenie) w woale osobliwej, nieregularnej muzyki. Artysta opowiadający publicznie - ale w salonie - swe marzenia. I jaki przez to popularny!

Równie popularny jest inny krakowski artysta, stanowiący jakby całkowite przeciwieństwo salonowo-piwnicznego Długosza: Maciej Maleńczuk. Ten swą poezję (śpiewaną, wyłącznie śpiewaną) ukształtował w doświadczeniu ulicy, doświadczeniu zwykłej, niekoniecznie lukrowanej prozy życia. Dziś się bawi wspomnieniami własnych doświadczeń. I inny jeszcze - symboliczny dla osobliwego traktowania przez krakowian poezji - przykład: Marcin Świetlicki. To poeta chętnie zaliczany do młodych (choć w sile wieku), któremu jak się zdaje nie wystarczyło samo zapisywanie wierszy. Świetlicki chce je wykrzyczeć, nadać im własną energię, której zapisać nie sposób. Dlatego chętnie melorecytuje, dlatego wspiera się hałaśliwym akompaniamentem. Wszystko po to, by skorzystać z tej przestrzeni, jaką ongiś miał do dyspozycji Homer...

W salonowym zadufaniu autorzy piszący "do druku" (często do szuflady, po prostu) zwykli lekceważyć piosenkę jako zjawisko artystyczne. Nie lekceważyłbym jej jednak. Zasięg społeczny, zdolność docierania do każdego środowiska (nawet analfabetów, co w świetle raportów o stanie czytelnictwa w Polsce nie jest bez znaczenia), siła oddziaływania poetyckiej strofy podanej w piosence - jest ogromna. Zresztą i artystycznie  przecież zadanie napisania wiersza, który "sprawdzi się" w jednorazowym odtworzeniu, utkwi w pamięci lub poruszy wrażliwość przypadkowego słuchacza - jest także pociągające. Nic dziwnego, że poeci tej miary co śp. Tadeusz Śliwiak, Leszek Aleksander Moczulski czy Ewa Lipska poświęcili wiele czasu tworzenie poezji do śpiewania...

Bo na dobra sprawę - chodzi przecież o dotarcie do odbiorcy. Chodzi o złączenie artysty z jego słuchaczem. A czyż klasycy estetyki nie mówili już dawno, że sztuka polega na przekazywaniu wzruszenia nadawcy i wywoływaniu wzruszenia odbiorcy właśnie?
 
Jan POPRAWA


Artykuł ukazał się w kwartalniku "Piosenka" (numer 1, sierpień 2006)

Od redakcji:
Jan Poprawa jest redaktorem naczelnym kwartalnika "Piosenka", a także jurorem wielu festiwali piosenki i znawcą tematu.
Wrzesień 2017
Pn Wt Śr Cz Pt So N
4
5
6
7
14
19
21

Nadchodzące wydarzenia


25
Wrz
2017
19:00
25 wrzesień 2017 19:00
Dom Kultury Śródmieście - Warszawa, ul. Smolna 9
Jarek Tomaszewski i Przyjaciele w koncercie piosenki literackiej pt. "Koncert Na Marginesie".
25
Wrz
2017
19:00
25 wrzesień 2017 19:00
Prom Kultury Saska Kępa - Warszawa, ul. Brukselska 23
Teresa Drozda przypomina…Irena Kwiatkowska w 105. rocznicę urodzin Teresa Drozda rozpocznie kolejny sezon gawęd w PROMie Kultury Saska Kępa od rocznicy, [...]
26
Wrz
2017
19:00
26 wrzesień 2017 19:00
Studio Koncertowe Polskiego Radia im.Witolda Lutosławskiego - Warszawa ul. Modzelewskiego 59
Koncert piosenek Wojciecha Młynarskiego pt. Piosenka to forma Magiczna. Kierownictwo muzyczne – Aldona [...]
26
Wrz
2017
19:15
Koncert
26 wrzesień 2017 19:15
Teatr Ateneum - Warszawa, ul. Jaracza 2
Artur Andrus w recitalu kabaretowym. Artyście towarzyszy zespół muzyczny w składzie Wojciech Stec (fortepian) i Łukasz [...]
27
Wrz
2017
18:00
27 wrzesień 2017 18:00
Muzyczne Studio Polskiego Radia im. Agnieszki Osieckiej - Warszawa ul. Myśliwiecka 3/5/7
Nula Stankiewicz w koncercie piosenek Agnieszki Osieckiej pt. Byle nie o miłości. Występują:Nula Stankiewicz - śpiewJanusz Strobel - gitara klasycznaWłodzimierz Nahorny - fortepianMariusz "Fazi" [...]
 

Wspierane przez iCagenda

Facebook

SFbBox by enter-logic-seo.gr

© Wszelkie Prawa Zastrzeżone - 2017
Projekt i wykonanie CFTB.PL