Dlaczego człek jest niewyspany i dlaczego boli tyłek – YAPA 2017

czwartek, 16 marzec 2017

42. Ogólnopolski Studencki Przegląd Piosenki Turystycznej YAPA odbył się w Łodzi między 10 a 12 marca 2017. Strefa po raz kolejny była patronem medialnym Festiwalu, a relację z tegorocznej edycji przywiózł dla nas Stefan Bolcman:

Tytułem wstępu
Muszę powiedzieć, że żaden z ostatnich werdyktów jury nie ucieszył mnie tak bardzo jak tegoroczne przyznanie zespołowi Oreada (dawniej Oreada i Paduchy) pierwszej nagrody. Zainteresowałem się ostatnimi czasy folkiem, spowodowane to było audycjami Wojciecha Ossowskiego no i folk po prostu polubiłem. Gdyby mi ktoś dwa-trzy lata temu wspomniał, że będę słuchał folku, ba będę lubił folk odesłałbym go do czubków.
Dlaczego o tym piszę? Ponieważ Oreada to zespół folkowy. Nie folklorystyczny, a folkowy. A znaczenie tej nagrody trudno przecenić, ponieważ obrazuje zmianę jaka dokonuje się w nurcie piosenki studenckiej, turystycznej, poetyckiej, z krainy łagodności, z nurtu gitary i pióra. Oczywiście i wcześniej tego typu zespoły miały powodzenie na Yapie (że wspomnę tylko Orkiestrę Świętego Mikołaja, Nic Wielkiego czy nawet Chwilę Nieuwagi), ale fakt wygrania Yapy przez Oreadę świadczy, że folk ma się dobrze, asymiluje, przenika, jest to tendencja stała, a nawet rosnąca. Gatunki te wyrosły wszak z jednego pnia, a nawet korzenia. To dobry trend. Więcej - to bardzo dobry trend.

Wstęp
Yapa o sobie mówi, że jest pierwsza… Nie jest to jednak przejaw jakiejś megalomanii, tylko stwierdzenie faktu, że Yapa otwiera sezon festiwalowy. Marzec, Łódź, i od przeszło 40 lat Yapa. Idąc tym tropem można stwierdzić, że festiwal Przy kominku jest ostatni. Może i ostatni, ale taki ostatni to już nie. Z Yapą łączy go jednak sporo. Tak samo odbywa się w hali wystawienniczej no i droga z Mielca do Łodzi prowadzi przez Kielce. Durne to być może połączenie, ale nie odbiegające poziomem od żartów prowadzącego koncert piątkowy Egona Altera.
Padła tu nazwa Expo. To ważna nazwa. To tam od paru lat odbywa się Yapa, przeniesiona z sali gimnastycznej Politechniki, gdzie ostatnio trwała. No ale splot pewnych wypadków (i to niekoniecznie w Łodzi), oraz jej rozrost spowodował, że Yapa musiała zostać przeniesiona. Dobrze, że przenosiny nie były odległe i że znalazł się ktoś kto Yapę przygarnął. „Tym” kimś była właśnie stara hala Expo Łódź.
Tym, którzy kiedykolwiek na Yapie byli tłumaczyć nie muszę, ale są jeszcze tacy, którzy na Yapie nie byli i tym należy się wyjaśnienie. Otóż Yapa odbywała się w sali gimnastycznej, z wszelkiego tego konsekwencjami czyli m.in. gimnastycznymi ławeczkami jako siedziskami. Kto przesiedział na takiej ławeczce choć jeden koncert wie, że szału nie ma. Szczególnie w pewnym wieku. Ale to jest właśnie klimat Yapy. I ten klimat udało się przenieść do hali Expo. Dzięki olbrzymiemu zaangażowaniu i pracy setek wolontariuszy (o czym jeszcze zapewne będzie, bo nie sposób tego pominąć).
Chodzą słuchy, że jak w Łodzi będzie olimpiada, to polibuda dostanie nową halę, jeszcze bliżej Cottona. Centrum olimpijskie przygarnie Yapę. Na razie jest w budowie. Budowa postępuje. Wolno, bo pracują zawodowcy, a nie yapowi wolontariusze.

Konkurs
Sama Yapa twierdzi, że najważniejszą jej częścią jest konkurs. Przyłączam się do tego zdania i w całości je potwierdzam. Całość werdyktu można przeczytać na stronie strefy, nie będę się więc powtarzał. Podzielę się garścią refleksji, nierzadko osobistych (suchar). A co do innych informacji odsyłam na stronę yapa.art.pl. Tam ciekawostek, materiałów audio i wideo jest moc. Yapa ma też swój kanał, który warto subskrybować.
Jakość wykonawców (jak i tworzywa) piosenki turystycznej, studenckiej czy poetyckiej (jak ją zwał, tak ją zwał) w ostatnich czasach niesłychanie wzrosła. Nie ma tu już miejsca na brodatego człowieka w swetrze i z roztrojoną gitarą. Żeby nie było – nie mam nic do bród czy swetrów.
Obecne „podmioty wykonawcze” to w pełni profesjonalne przedsięwzięcia, używające przeróżnych instrumentów, z profesjonalną aranżacją, nagłośnieniem, wokalem itp. Nie ma tu miejsca na przypadek ani amatorstwo. Amatorstwo w sensie amatorszczyzny oczywiście. Generalnie łatwiej zaistnieć jest zespołom, które potrafią zarzucić widownię (i jurorów) większą ilością nutek, aczkolwiek soliści z charyzmą (przykład Suzi) także doskonale dadzą sobie radę. Z estrady musi płynąć jednak to „coś”. Coś, co przykuje uwagę, co jest autentyczne, nie jest farbowane czy podrabiane. Tacy wykonawcy na Yapie szans żadnych nie mają. Tak, wiem, że to są truizmy, no ale przy okazji Yapy można o tym przypomnieć, ponieważ jej publiczność bezlitośnie takie fałszerstwa potrafi wykryć i bez skrupułów wyszydzić. W tym roku takiej potrzeby nie było.
O nagrodzie dla Oready już pisałem – był to mój cichy faworyt i radość z nagrody wielka. Bardzo podobała mi się także Panda 4- przypomina mi trochę Zespół Reprezentacyjny. Zagrali na luzie i nawet nie zakładali koncertu w niedzielę nie spodziewali się że będą nagrodzeni (wedle niektórych najważniejszą nagrodą) – nagrodą publiczności i… puścili pianistkę do domu. Tym luzem ujęli publiczność. Na koncercie laureatów mieli zapasowego, który (a w zasadzie która) dowiedziała się o występie na godzinę przed i nie grała jednak zbyt „gęsto” i brzmieli inaczej. Dobrze, że podstawowa pianistka była w piątkowy wieczór. Bo bez niej mogliby nie dostać tej nagrody.
Drabina Jakubowa Trio (bardzo żywiołowa), Zespół JAK (przypominający mi wczesny SDM), Anna Dziedzic (z zespołem) czy charyzmatyczna Suzia, mająca to coś – ci wykonawcy zapadli w pamięć (być może z powodu podwójnego występowania?). To tylko ich część. Generalnie wszyscy wykonawcy prezentowali bardzo wysoki poziom, no ale ktoś do finału musiał dotrzeć. Zachęcam do słuchania i oglądania i zapewniam, że usłyszmy jeszcze o nich nie raz. Yapowa legitymizacja cenna jest.

Koncert gwiazd i Cotton
O samym koncercie gwiazd nie będę się za bardzo rozpisywał, bo i po co? Ale w sumie jak nie wspomnieć o „yapowo korzennych”: Jurku Bożyku (i jego zębach w…), Grzmiącej (i to jak!) Półlitrówie, Zbyszku Stefańskim, Lubelskiej Federacji Bardów (z kotami walcującymi wszystko na równo), czy młodszych a już dobrze umocowanych Shantażystów (który dalej nie nauczyli się na niczym grać), itd., itd., itd…W tym roku koncert poświęcony był Bobowi Dylanowi. Dla jednych było to oczywiste, dla innych tajemnicze, dla nielicznych niezrozumiałe. Zespoły wystąpiły, zespoły zagrały tak jak zagrać powinny, (czyli doskonale) a potem zameldowały się w Cottonie by kontynuować imprezę w mniej już formalnej atmosferze. Co to Cotton to nawet nie będę próbował wyjaśniać, bo (po pierwsze) piszę to przed 23, i (po drugie i ostatnie) – jeżeli ktoś chce to wiedzieć, to musi tam być. Żadne słowa i opisy tego nie wyrażą. Koniec i kropka.

Tytułem zakończenia
Yapa to najbardziej multimedialny festiwal tego typu. Bezpośrednie transmisje audio (Radio Żak) oraz wideo (najpopularniejszy kanał na świecie) spowodowały, że Yapa była widziana i słyszana na całym świecie (czego dowody pojawiały się co rusz). Sam w latach poprzednich namiętnie korzystałem z tych kanałów, by choć w taki sposób być obecnym na Yapie. Gwoli prawdy historycznej, pierwsza tego typu transmisja w intrenecie miała miejsce w 2001 roku.
Bardzo sprawną i bardzo profesjonalną obsługę zapewniła Telewizja Toya (partner strategiczny Yapy od wielu już lat) oraz Studenckie Radio Żak. Nawet najbardziej jednak doskonała transmisja nie jest w stanie oddać atmosfery panującej w łódzkiej hali Expo. Na Yapie (choć raz w życiu) trzeba po prostu być. Są to co prawda trzy doby wyjęte z życiorysu, ale warto. Zdecydowanie.
Nasuwa się pytanie, czy przeniesienie z ulicy Politechniki na ulicę Stefańskiego (czyli z sali Politechniki do hali Expo) zrobiło Yapie dobrze. Moim zdaniem tak. Udało się zachować klimat, a komfort (objętościowy, nie siedzeniowy) oglądania jest zdecydowanie większy. Jest więcej miejsca, a i fosa dla fotografów spełnia wreszcie ich oczekiwania. Moim zdaniem było trochę mniej trąbek, gwizdków, samolocików, fikołków (które to tworzą niezapomniana atmosferę Yapy) no ale były. No i nie brakowało „sucharów”. I była atmosfera, która rozgrzewała Łódź w te nie tak ciepłe dni.

Zakończenie
Na koniec parę słów prywaty. Nie jestem może jakimś zwierzęciem festiwalowym, ale paręnaście takich wydarzeń już odbyłem. Muszę jednak przyznać, że na żadnym nie otoczony byłem taką opieką jak na Yapie. Zasługa to Gosi Pawlikowskiej, która wszystko mi pokazała, załatwiła co potrzeba i pomagała kiedy takiej pomocy potrzebowałem. Gosia to jedna z ponad setki wolontariuszy, (członków m.in. SKT „Płazik”, Studenckiego Radia Żak Politechniki Łódzkiej i Studenckiego Koła Przewodników Beskidzkich w Łodzi), którzy przez wiele godzin pracowali by festiwal mógł się odbyć. Pracowali przed, pracowali w trakcie i pracowali jeszcze długo po (ktoś tę salę musiał wszak doprowadzić do stanu pierwotnego). Na jej ręce chciałem złożyć im serdeczne podziękowania i należny szacunek. Jesteście wielcy.

O czym zapewniał zmęczony ale bardzo szczęśliwy z pobytu na Yapie:
Stefan Bolcman

PS
Kiedy opadły już emocje, (a łydki doszły do siebie), siedząc w swoim biurze przed komputerem (robiąc tajne i bardzo tajne rzeczy) dopadła mnie znienacka refleksja (one już tak mają). Yapa była, Yapa się skończyła, ale nikt o tym nie wie (nikt prócz osób z kręgu zainteresowanych, jak durnie by to nie brzmiało). I najpierw się zasmuciłem (czy jest nas tak mało?), lecz potem smutek przeszedł (jest nas wystarczająco). Tłumy widzów i duża ilość wykonawców na omal każdym konkursie festiwalu czy przeglądzie dowodzi, że piosenka z tekstem ma się dobrze.
Nikt nikogo pod strzechy na siłę nie ciągnie. I całe szczęście. Obserwując poziom „kultury” i „rozrywki” w tzw. „wiodących mediach” (wiodących gdzie???) doszedłem do wniosku, że cały ruch piosenki z Krainy Łagodności, wszystkie te wspierające się festiwale, ludzie którzy poświęcają własny czas, środki, a nierzadko zdrowie to najcenniejsza rzecz, która mogła się przytrafić Polskiej Kulturze. I całe szczęście, że system im za bardzo nie pomaga. Bo byłoby po nich. Byłoby po nas.

 

Grudzień 2017
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1
10
11
13
14
19
20
21
23
24
25
26
31

Nadchodzące wydarzenia


15
Gru
2017
18:00
Koncert
15 grudzień 2017 18:00
Sandomierskie Centrum Kultury - Sandomierz, Rynek 25
Grzegorz Turnau, Jacek Królik, Leszek Szczerba w kameralnym koncercie.
15
Gru
2017
19:00
15 grudzień 2017 19:00
Galeria Pięknych Książek - Warszawa, ul. Pańska 96
Sławomir Zygmunt w koncercie "Czas wszystko zmienia", zaprezentuje utwory Leonarda Cohena, Boba Dylana, [...]
15
Gru
2017
19:00
15 grudzień 2017 19:00
Piwnica pod Baranami - Kraków, Rynek Główny 27
Koncert Mirosława Czyżykiewicza.
15
Gru
2017
20:00
Koncert
15 grudzień 2017 20:00
Skład Butelek - Warszawa, ul. 11 listopada 22
Jan Kondrak w recitalu pt. Romanse kolędy. Pięć najbardziej znanych piosenek. Pięć nowych piosenek z serii o [...]
16
Gru
2017
19:00
16 grudzień 2017 19:00
Narodowe Forum Muzyki - Wrocław, pl. Wolności 1
Muzyka - Jan Kanty Pawluśkiewicz to koncert złożony jest wyłącznie z kompozycji Jana Kantego Pawluśkiewicza, jednego z [...]
 

Wspierane przez iCagenda

Facebook

SFbBox by enter-logic-seo.gr

© Wszelkie Prawa Zastrzeżone - 2017
Projekt i wykonanie CFTB.PL