Chodzi o to, żebyśmy się wzajemnie odnajdywali - mówi Krzysztof Gajda

poniedziałek, 03 kwiecień 2017
fot. T. Proć/Bilioteka Raczyńskich w Poznaniu fot. T. Proć/Bilioteka Raczyńskich w Poznaniu

Z Krzysztofem Gajdą - dyrektorem artystycznym „Festiwalu Słowa w Piosence. Frazy” oraz redaktorem zbioru „267 z większej całości” z tekstami Jana Wołka - rozmawia Teresa Drozda:

- Zacznijmy od Fraz – Festiwalu Słowa w Piosence, który wymyśliłeś. Odbyły się już dwie edycje. Myślę, że to dobry moment, by zrobić małe podsumowanie i opowiedzieć o idei, która przyświecała powołaniu go do życia.

- Pomysł na Frazy zaczął się od chęci propagowania twórczości Jacka Kaczmarskiego. Nie chcieliśmy iść tropem podobnych imprez i co roku prezentować piosenek barda w przeróżnych wykonaniach. Nie da się zaśpiewać Kaczmarskiego lepiej niż robił to on sam. Pomyśleliśmy, by zrobić coś więcej. Oczywiście, słuchamy piosenek Kaczmarskiego, ale naszą główną ideą jest szukanie wartościowych piosenek w najrozmaitszych stylistykach. Nie ma drugiego Kaczmarskiego. On sam był przywiązany do swojej koncepcji piosenki, był erudytą i wielbicielem muzyki klasycznej. Ale czasy są inne. Dzisiaj też są przecież piosenki wartościowe. Mnie jako polonistę interesuje przede wszystkim warstwa słowna, czyli to, co artyści mają do powiedzenia swoimi tekstami. Na Frazach szukamy wartościowych zjawisk z przeszłości i z teraźniejszości, z nadzieją na przyszłość. Dlatego mamy koncerty większych i mniejszych gwiazd, koncerty artystów, którzy są w tej chwili „na topie”, chociaż nie jest to „top” w znaczeniu komercyjnym. Mamy konkurs piosenki autorskiej dla tych, którzy dopiero rozpoczynają swoją drogę artystyczną. Mamy ważne dla mnie przedsięwzięcie, czyli ambicję publikowania słów, które zostaną na papierze i staną się książkami związanymi z piosenką. W roku 2015 wydaliśmy we współpracy z Przemkiem Lembiczem tom z odnalezionymi piosenkami Stanisława Staszewskiego pod tytułem „Samotni ludzie, wiersze i piosenki”. W 2016 roku zrealizowany został pomysł sprzed wielu lat, czyli wydanie twórczości Jana Wołka. To artysta, który łączy dwa światy. Nie znam nikogo, kto tak silnie zaistniałby w nurcie piosenki autorskiej, a jednocześnie potrafiłby tak doskonale odnaleźć się jako autor tekstów dla innych wykonawców.

- Oprócz efektów wydawniczych, które niezależnie od dalszych losów festiwalu zostaną na lata i pokazywania piosenki z różnej perspektywy, w ramach festiwalu odbywają się spotkania z twórcami i niemal naukowe panele dyskusyjne. To są rzeczy, których nie ma nigdzie indziej.

- Pomysł na ten Festiwal obejmował również chęć zintegrowania różnych środowisk. Chcieliśmy zaproponować tym, którzy słuchają, żeby mogli zbliżyć się do tych, którzy śpiewają i piszą, a dodatkowo, żeby wciągnąć tych, którzy o tym piszą i którzy to badają. Sam już od kilkunastu lat zajmuję się na uniwersytecie tematami, którymi jeszcze niedawno trudno było się zajmować, a nawet było to źle widziane. Dzisiaj w gronie literaturoznawców, muzykologów, czy kulturoznawców i socjologów, tworzy się grono ludzi zainteresowanych piosenką i tym, co piosenka ma nam do powiedzenia. Konferencję towarzyszącą Frazom nazywamy popularno-naukową. Dla mnie ważne jest, by pojawiali się na niej artyści, którzy poprzedniego dnia zagrali koncert, a rano, zanim wyjadą, wpadną i porozmawiają z nami, którzy badamy piosenkę i z nami, którzy jej słuchamy. Badacze są też słuchaczami, są uczestnikami tej kultury. Nie ma całkowitego rozerwania na wysoki poziom badawczy oraz pospolity poziom słuchaczy. To egalitarna dziedzina, w piosence odnajdujemy się na różnych poziomach. Wielu z nas śpiewało, śpiewa, gra, pisze. Chodzi o to, żebyśmy się wzajemnie odnajdywali. Na razie o publiczność tych „gadanych” spotkań jeszcze zabiegamy. Publiczność poznańską i tę, która na Frazy przyjeżdża z Polski, trzeba przyzwyczaić, oswoić z tą nietypową, jak na festiwal, formą. Inna sprawa, że problemem współczesnej kultury jest bogata oferta. Na pewnym poziomie przesytu człowiek nie wie co wybrać, więc nie wybiera niczego. Trudno jest też się przebić z informacją do odbiorców. Jak dotąd nie ma więc tłumów, które szturmują sale w czasie konferencji, ale wierzymy, że z każdym rokiem słuchaczy będzie coraz więcej. Wierzę, że pomoże w tym utrzymanie stałego terminu festiwalu. Za rok, dwa, trzy będzie już wiadomo, że na początku listopada w Poznaniu odbywają się Frazy i warto na nie przyjechać.

- Jesteś zadowolony po dwóch latach z tego co wydarzyło się na Frazach?

- Jestem zadowolony z tego, co się wydarzyło, ale oczywiście chciałbym, by było tak, jak sobie wymarzyłem w stanie idealnym. Większość rzeczy nigdy podczas realizacji nie jest tak idealna, jak w marzeniach. Ciągle myślę o zmianie formuły konkursu. Nie jestem zadowolony z tego, że przyjeżdża kilkunastu wykonawców, każdy ma do zagrania dwa utwory, schodzi ze sceny i idzie na zaplecze albo gdzieś dalej. Jestem bardzo zadowolony z poziomu, jaki prezentują wykonawcy, ale moim zdaniem na przesłuchania konkursowe przychodzi za mało widzów i co ze smutkiem i niepokojem konstatuję, nawet wykonawcy między sobą nie zawsze się słuchają. Jedni przygotowują się za kulisami, inni rozprężają się w kafejce, a przecież chodzi o to, by tworzyć wspólnotowość. Mam nadzieję, że w tym roku uda się zrobić to inaczej.

- Jak się pracowało z Janem Wołkiem nad pierwszym tak dużym zbiorem tekstów jego piosenek?

- Pracowanie z takim artystą to zawsze duża radość i przyjemność. Jednym z najsłabszych elementów tej pracy była odległość. Dystans między Poznaniem a Warszawą jest jeszcze do pokonania. Natomiast Janek jest artystą bardzo zajętym, a w tym czasie, w którym przypadła najważniejsza część naszej pracy, i ja byłem bardzo zajęty, i Janek był bardzo zajęty. Goniłem go po Polsce, bo lato to dla malarza czas plenerów. To była pewna niedogodność, ale też urokliwa. W jakich innych okolicznościach miałbym możliwość jechania za Wołkiem gdzieś do Borów Tucholskich, by spędzać z nim czas na plenerze? To przygoda i komfort, jeśli patrzy się z takiej perspektywy. W momencie, kiedy trzeba uzgadniać terminy, ścigać telefonicznie autora, a czas nagli, powstają kłopoty. Czas wiecznie nas goni i trzeba z tym żyć, nawet mając świadomość, że nie wszystko wyjdzie tak idealnie jakby się chciało.

- Chcesz powiedzieć, że nie jesteś zadowolony z tej książki?

Zawsze jestem nie do końca zadowolony z tego, co zrobię. To oczywiste, że dzisiaj jak na nią patrzę, to jeden tekst umieściłbym w innym miejscu, albo przestawiłbym coś innego. Nie będę wskazywał, że gdzieś przesunięte jest wcięcie, a nie powinno. Ale jeśli położę na szali to, że ta książka się ukazała oraz pewien mój dyskomfort z tego, że nie jest idealnie, to zgadzam się z tym, że niedoskonałość jest elementem świata i można, a nawet trzeba z tym żyć. Bez wątpienia chcę taką książkę, nawet jeśli ja uważam ją za niedoskonałą. To nie znaczy, że czytelnik odnajdzie te niedoskonałości. To zawsze obciążenie autora, czy redaktora.

- Skąd się wzięło 267?

- Wzięło się z tekstów, które przychodziły do mnie partiami, a które urosły do pewnej grupy. I część musiała odpaść. Argumentowałem autorowi, dlaczego te, a nie inne. Zadecydowaliśmy. Dawno temu ktoś mądry powiedział mi, żebym nie myślał o tym, ile wyrzucam, ale o tym, co zostawiam. Dlatego w ogóle nie policzyłem, ile tekstów odrzuciłem. Odpadła zdecydowana mniejszość z tego, co zostało zaproponowane przez autora. Ostatecznie wyszła liczba 267. To nie jest żadna magiczna liczba. Uznaliśmy, że taki tytuł nadamy książce. Marketingowo myśleliśmy o jednej z najlepszych fraz, ale autor nie był specjalnie skłonny, by wyróżniać któryś ze swoich tekstów. Również z ułożeniem zawartości mieliśmy mały problem. Nie było możliwości ani chęci układania tekstów chronologicznie. Ułożenie tekstów alfabetycznie byłoby działaniem nieeleganckim, świadczyłoby o tym, że nie bardzo przykładamy się do swojej pracy. Zasugerowałem jakiś porządek, z mojego punktu widzenia trochę otwarty, możliwy do przewartościowania przez czytelnika. Pojawiła się ze strony autora propozycja, by teksty po prostu ponumerować i podać ich liczbę, która stanie się od tego momentu liczbą magiczną i ona została przyjęta. Można z tym dyskutować, ale tom Jana Wołka nosi dziś taki, a nie inny tytuł.

- A jaki poeta-autor będzie bohaterem Fraz 2017?

- Nie wiem, czy będzie jakiś szczególny bohater. Wiele zależy od okoliczności i rozwoju sytuacji.

Rozmawiała: Teresa Drozda.
Spisała: Barbara Radziszewska.

Artykuł powstał dzięki pasji i zaangażowaniu autorek serwisu strefapiosenki.pl Nikt nie dostał honorarium za spisanie i zredagowanie rozmowy. Jeśli tekst przypadł Ci do gustu - odwiedź też nasz sklepik: sklep.strefapiosenki.pl

Może zechcesz wesprzeć artystów, o których piszemy i nasz serwis wybierając coś z jego oferty. Dzięki Twojemu zamówieniu będą mogły powstawać kolejne teksty.

 

Sierpień 2017
Pn Wt Śr Cz Pt So N
8
27
28
29

Nadchodzące wydarzenia


23
Sie
2017
18:00
23 sierpień 2017 18:00
Teatr Atelier - Sopot, al. Mamuszki 2
Byle nie o miłości – Nula Stankiewicz śpiewa piosenki Agnieszki Osieckiej Janusz Strobel – gitara, [...]
23
Sie
2017
20:00
23 sierpień 2017 20:00
Teatr Atelier - Sopot, al. Mamuszki 2
Byle nie o miłości – Nula Stankiewicz śpiewa piosenki Agnieszki Osieckiej Janusz Strobel – gitara, [...]
24
Sie
2017
19:00
24 sierpień 2017 19:00
Amfiteatr - Warszawa, ul. Raginisa (Park Górczewska)
Joanna Ewa Zawłocka w recitalu pt. "Osiecka do tańca" w ramach cyklu letnich koncertów "Osiecka [...]
24
Sie
2017
19:30
24 sierpień 2017 19:30
Kalinowe Serce - Warszawa, ul. Krasińskiego 25
Grażyna Łobaszewska w koncercie promującym płytę pt. "Sklejam się". Grażyna Łobaszewska, jedna z [...]
24
Sie
2017
19:30
Koncert
24 sierpień 2017 19:30
Teatr Atelier - Sopot, al. Mamuszki 2
Iwona Loranc w koncercie promującym płytę pt. Brzegi. Zespół muzyczny:Miłosz Wośko – instrumenty [...]
 

Wspierane przez iCagenda

Facebook

SFbBox by enter-logic-seo.gr

© Wszelkie Prawa Zastrzeżone - 2017
Projekt i wykonanie CFTB.PL