Pan Ciuchcia - o twórczości Przybory i Wasowskiego inaczej

wtorek, 09 maj 2017

W kwietniu 2017 roku, w Ostromecku, odbyły się zorganizowane przez Polskie Radio Pomorza i Kujaw Międzynarodowe Warsztaty Sztuki Radiowej połączone z 9. Konkursem Artystycznych Form Radiowych Grand PiK 2017. Teresa Drozda i Janusz Deblessem przedstawili tam reportaż radiowy zatytułowany „Pan Ciuchcia”. Audycja otrzymała Nagrodę im. Michała Jagodzińskiego, a Jury przyznało ją „za kształt artystyczny oraz dźwiękową urodę opowieści o uniwersalizmie sztuki i procesu twórczego”. A że temat łączy się z twórczością Jeremiego Przybory, przedstawiamy zapis tej audycji, która jednocześnie jest wywiadem z reżyserem filmu „Pan Ciuchcia”:

Jakiś czas temu zostałam zaproszona do Sopotu, aby wziąć udział w II Weekendzie z Twórczością Jeremiego Przybory i Jerzego Wasowskiego, czyli cyklu spotkań i spektakli teatralnych. Trochę się tam pomądrzyłam, poopowiadałam co wiem o twórczości obu panów. Po spotkaniu podszedł do mnie mocno starszy, bardzo dystyngowany pan, który był w Sopocie na krótkim wypoczynku i zaprosił mnie następnego dnia do swojego lokum, mówiąc: Muszę pani coś pokazać.
Tym panem był Robert Stando. Reżyser, dokumentalista, autor kilkudziesięciu różnych filmowych dokumentów, wśród których znalazł się również krótki, zrealizowany w 1968 roku film o zamknięciu kolejki wąskotorowej, która przez lata łączyła Warszawę z Piasecznem. Film nosił tytuł „Pan Ciuchcia”. Znałam go, ponieważ specjalną piosenkę napisali do niego Jeremi Przybora i Jerzy Wasowski. A Jerzy Wasowski jeszcze tę piosenkę zaśpiewał. Ale takiego spotkania, a później takiej opowieści o genezie filmu i oczywiście o genezie tej piosenki absolutnie się nie spodziewałam. I zupełnie nie zwróciłam uwagi na fakt, że parowóz występujący w filmie, rocznik 1915, jest rówieśnikiem Jeremiego Przybory.

Nim siebie wam przedstawię,
wraz z twarzą i sylwetką,
pozwólcie mi łaskawie
dwa słowa wstępu wetknąć.
Przez wieki ludzkość całą
poczciwy woził koń,
gdy jej się jechać chciało
chwytała lejce w dłoń,
a rumak, chociaż nieźle gnał,
to umiar, umiar, w tym gnaniu miał.
To umiar, umiar, w tym gnaniu miał.

- Miałem, już jako dziecko, inklinacje do tego, żeby się przypatrywać maszynom, a szczególnie parowozom. W 1946 roku, kiedy jako dziecko przyjechałem z rodzicami do Kłodzka, osiedliliśmy się w mieszkaniu, które opuścili Niemcy. Po dawnych gospodarzach odziedziczyłem malutki parowóz. Zmieściłby się w pudełku po butach.
- To była zabawka?
- Raczej model. Miał ruchome cylindry, które wprawiały go w ruch. Był zbiornik na wodę i spirytusowe palenisko. Parowóz można było wprawić w ruch, aczkolwiek brakowało szyn. Więc zabawka działała, ale bez szyn nie było nad nią żadnej kontroli. W dodatku parzyła i kaleczyła palce, kiedy się nieuważnie dotknęło kół. Normalnie dzieci, które się kaleczą zabawką, przestają się nią bawić, a mnie fakt, że sam ożywiam urządzenie, grzejąc wodę i że jest to tak podobne do tego, co jeździ po szynach, był szalenie pociągający. Wtedy parowóz po raz pierwszy niesłychanie mocno zaistniał w mojej świadomości.

Aż sprawił to mój dziadek -
Parowóz Stephensona,
że przestał trzymać światek
końskiego się ogona.
I ludzkość po raz pierwszy
ku osłupieniu krów,
zaczęła nam się spieszyć
w stukocie kół i głów.
Od konia dziadek szybciej gnał,
lecz umiar, umiar w tym gnaniu miał.
Lecz umiar, umiar w tym gnaniu miał.

- Drugi etap: zdaję do szkoły filmowej i jednym z filmów, które oglądamy na zajęciach jest „Bitwa o szyny”. René Clément, ten słynny francuski reżyser, stworzył jakby dalszy ciąg tej mojej dziecięcej iluzji, dziecięcego wyobrażenia o tym, że parowóz jest żywą istotą. U niego ten parowóz gwizdał, dyszał, syczał, raz szybciej, raz wolniej, ale przede wszystkim zawsze oddychał. W tym był zupełnie niezależny od człowieka. Kiedyś, już w latach dziewięćdziesiątych, w parowozowni w Wolsztynie widziałem starego maszynistę rozmawiającego ze stygnącym parowozem. Obraz był wzruszający, ale poczucie, że parowóz żyje, znów do mnie wróciło. Wydawał przeróżne dźwięki. Buczał, czasem westchnął, a jego pompa – to jakby zwalniające serce. To było blisko trzydzieści lat po zrobieniu „Pana Ciuchci”.
Inspiracją do „Pana Ciuchci” był wspominany René Clément i jego „Bitwa o szyny” oraz jeszcze jeden francuski film „Czerwona oberża”, który zaczynał się balladą wstępną. Napisał ją Claude Autant-Lara, a śpiewał na początku i na końcu filmu, z towarzyszeniem  katarynki Yves Montand.
Zasugerowałem Jerzemu Wasowskiemu, żeby ballada do „Pana Ciuchci” była w rytmie katarynki.

Dwudziesty wiek orężem
porządek stary burzył,
gdym dziecię pary prężnej
na świat ten się wynurzył.
Któż dzisiaj o mnie powie,
ma pięć krzyżyków on.
Gdy zdrowie jest, panowie,
i kocioł jest jak dzwon,
bo chociaż pędzę, chociaż gnam,
to umiar, umiar po dziadku mam.
To umiar, umiar po dziadku mam.

- Jak wyglądała praca? Czy Jeremi Przybora widział nakręcone przez Pana obrazy? Pisał do nich?
- Ależ oczywiście! Zdjęcia były gotowe. Scenariusz też. Poprosił tylko, żeby zmienić kolejność dwóch lub trzech ujęć, żeby lepiej wszystko pasowało do tekstu. Czuję, że nie robił tej ballady dla pieniędzy. Odnoszę wrażenie, że zrobił to z wielką przyjemnością i sentymentem. Ja byłem wtedy reżyserem z raptem dziesięcioletnim stażem. Cóż to jest za staż dla reżysera, żaden. Ale jakoś potrafiłem sobie pozyskać bardzo szybko jego zgodę, no i byłem przecież w domu u Wasowskiego, widziałem jego pianino, i tak dalej, i tak dalej. Byłem przez nich bardzo dobrze przyjęty.
- A sam film powstał na zamówienie Kroniki Filmowej?
- Nie, proszę pani. Film dokumentalny był wtedy robiony dla potrzeb kin i był to tak zwany dodatek. Były to filmy gdzieś w granicach dziesięciu – piętnastu minut, które się wyświetlało po kronice filmowej, jako dodatek przed seansem. O pewnych rzeczach nie należało mówić, ale o tym, żeby to było pełne zniewolenie... przecież to było o tyle ciekawe, że z czasem myśmy z cenzurą grali do jednej bramki, to znaczy oni wiedzieli, że muszą coś od nas wymagać, ale wiedzą, że ich oszukujemy i nawet dawali nam niekiedy przepis na to, jak ich oszukiwać. Było wśród tego towarzystwa kilku wybitnych idiotów, ale byli też ludzie, którzy naprawdę byli dla nas partnerami i można było dzięki ich współpracy różne rzeczy przeprowadzać. Do „Pana Ciuchci” żadnych uwag cenzura nie miała.
- Trudno, żeby miała. To jest nieco poetycki film.
- To nawet mocno poetycki film. A tekst Przybory jest bardzo mądry, ponadczasowy i szalenie aktualny. Dziś oglądając ten film i słuchając ballady, moglibyśmy dostrzec wiele treści społecznych, o których dziś się dyskutuje. Przed wyborami. Po wyborach.

Reflektor łzę uroni,
wzruszenia się nie stłumi,
gdy rejs się pierwszy wspomni,
z Lubelskiej placu Unii.
To na mnie oni patrzą
nim ja ich zacznę wieść.
Niejeden pewnie na czczo,
by szybkość lepiej znieść.
A ja rozpędzam się i gnam,
lecz umiar, umiar w tym gnaniu mam.
Lecz umiar, umiar w tym gnaniu mam.

- Uczłowieczenie to mój pomysł, co do tego nie mam żadnych wątpliwości, przekazałem przecież Przyborze gotowy materiał, z gotową koncepcją, także muzyczną. Chodziło o to, by napisać odpowiedni tekst, który literacko podbuduje sens tego całego przedsięwzięcia. W „Panu Ciuchci” jest nim ten cudowny refren mówiący o umiarze. I ten umiar wydaje mi się, że dzisiaj ma swoje absolutnie polityczne znaczenie. Daję słowo, że ten film, który miał być impresją poetycką staje się nagle, wie pani, jakimś apelem do opamiętania się. Żeby nie działać tylko na zasadzie impulsu, chciejstwa, krzyku, że czasami można o pewnych rzeczach mówić ściszonym głosem i nawet nie dopowiadać wszystkiego, ufając, że niektórych pobudzi się do myślenia. I o to chodziło. Przecież dlatego właśnie Przybora był taki niepowtarzalny.

Ambicja mnie nie łechce,
fałszywa jak zły szeląg.
Choć mógłbym szybciej - nie chcę,
a niech się ze mnie śmieją.
W mym wieku tak kominem
któż dymić będzie z was?
Piętnaście na godzinę
to właśnie jest w sam raz.
Kto chce, niech pędzi, niechaj gna,
lecz umiar, umiar niech w gnaniu ma.
Lecz umiar, umiar niech w gnaniu ma.

- Parowóz przestaje być potrzebny. Zostaje odstawiony na boczny tor. To metafora starości. Tu starość jest pokazana we wszystkich swoich, że tak powiem, niedomogach. Kiedy mówię o tym dziś, mając 86 lat to brzmi troszeczkę autoironicznie, ale ten film o parowozie, jest też filmem o starych ludziach.
- Ale kiedy robił pan ten film, nie był pan stary.
- No, nie byłem. Nie. W tej chwili zresztą też nie czuję się stary. Starym człowiek się czuje wtedy, kiedy mówi o swojej starości, kiedy jej ulega. Ja jestem aktywny. I jeszcze pani powiem, że dla współczesnych mediów ten film jest archaiczny, język, jakim się posłużyłem, jest niezrozumiały. Natomiast, kiedy pokazuję go dzieciom – wszystko jest dla nich jasne. Tak zwane kryteria współczesności nie zawsze są miarodajne, jak się okazuje.

I to wam jeszcze dodam -
bezwzględni są panowie,
co chcą mnie zlikwidować,
bez względu na me zdrowie.
No, trudno, wtedy zmówcie
paciorek, proszę was,
za tego Pana Ciuchcię,
co w kwiecie wieku zgasł.
Co sobie pędził, kiedy chciał,
lecz umiar, umiar on zawsze miał.
Lecz umiar, umiar on zawsze miał.

- Wasowski i Przybora to jest właśnie jakieś zespolenie całości, spójność, która powinna być wzorcem. Dla pokoleń. Na lata. I broń Boże iść na skróty, broń Boże coś tam ułatwiać i broń Boże robić to, co się robi dziś masowo, to znaczy śpiewać siebie. Ta delikatność harmoniczna, ten pomysł muzyczny, czystość i prostota. A przecież Wasowski nie miał studiów muzycznych, to był wielki samorodny talent, który gdzieindziej zrobiłby światową karierę i miał o wiele więcej pieniędzy niż dziś na przykład Penderecki. Bo tak się ceni ten wysiłek. U nas oczywiście zostało to zmarnowane. Oni razem, obaj stanowią integralną całość. Pani sobie nie może wyobrazić, że w radiu, w czasie pracy odkładało się wszystko, żeby być blisko Przybory i być blisko Wasowskiego.

A dzisiaj lokomocji
jak psów się namnożyło,
bez dymu, bez emocji,
ech, czasów się dożyło!
I po co to tak pędzić,
do czego tak się pchać?
Jakieś swędzenie lędźwi,
zdrowego sensu brak.
Kto chce, niech pędzi, niechaj gna,
lecz umiar, umiar niech w gnaniu ma.
Lecz umiar, umiar niech w gnaniu ma.

 

Niniejszy tekst jest uproszczonym, literackim zapisem reportażu radiowego pod tytułem „Pan Ciuchcia”, którego autorami są Teresa Drozda i Janusz Deblessem. Audycja otrzymała Nagrodę im. Michała Jagodzińskiego na 9. Konkursie Artystycznych Form Radiowych Grand PiK 2017, a Jury przyznało ją „za kształt artystyczny oraz dźwiękową urodę opowieści o uniwersalizmie sztuki i procesu twórczego”.

Artykuł powstał dzięki pasji i zaangażowaniu autorek serwisu strefapiosenki.pl Nikt nie dostał honorarium za spisanie i zredagowanie rozmowy. Jeśli tekst przypadł Ci do gustu - odwiedź też nasz sklepik: sklep.strefapiosenki.pl

Może zechcesz wesprzeć artystów, o których piszemy i nasz serwis wybierając coś z jego oferty. Dzięki Twojemu zamówieniu będą mogły powstawać kolejne teksty.

 

Czerwiec 2017
Pn Wt Śr Cz Pt So N
5
20
21
24
25
27

Nadchodzące wydarzenia


26
Cze
2017
19:00
26 czerwiec 2017 19:00
Prom Kultury Saska Kępa - Warszawa, ul. Brukselska 23
Teresa Drozda przypomina: Wojciech Młynarski. Młynarskim można mówić. Młynarskim można myśleć. Młynarskim można opisać świat. [...]
26
Cze
2017
20:00
Koncert
26 czerwiec 2017 20:00
Jazz Cafe - Łomianki, ul. Warszawska 69
Koncert "Bardzo przyjemnie jest żyć" Katarzyny Żak z tekstami Wojtka Młynarskiego, Andrzeja [...]
28
Cze
2017
21:00
28 czerwiec 2017 21:00
Dziedziniec Zamku - Olsztyn, ul. Zamkowa 3
XLIV Ogólnopolskie Spotkania Zamkowe "Śpiewajmy Poezję" Olsztyn 2017 28 czerwca (środa), godz. 21.00Joanna [...]
29
Cze
2017
19:30
Koncert
29 czerwiec 2017 19:30
Kalinowe Serce - Warszawa, ul. Krasińskiego 25
"Piaf, Orłow i inni..." to subiektywny wybór utworów, których cechą wspólną [...]
29
Cze
2017
21:00
29 czerwiec 2017 21:00
Dziedziniec Zamku - Olsztyn, ul. Zamkowa 3
XLIV Ogólnopolskie Spotkania Zamkowe "Śpiewajmy Poezję" Olsztyn 2017 28 czerwca (środa), godz. 21.00Joanna [...]
 

Wspierane przez iCagenda

Facebook

SFbBox by enter-logic-seo.gr

© Wszelkie Prawa Zastrzeżone - 2017
Projekt i wykonanie CFTB.PL