Drozda notuje: Tara Fuki, Nohavica, Bocek i BO, czyli #czeskikousek w natarciu

poniedziałek, 10 lipiec 2017

Nie wiem, czy to rzecz zwykła, ale od czasu do czasu przed koncertem czy pójściem do teatru, czyli obcowaniem z artystą twarzą w twarz, czuję lęk. Lęk przed własną reakcją. Czy spodoba mi się tak samo, jak poprzednio? Czy spodoba się tym, którym koncert czy spektakl poleciłam? Czy zachwycę się tak, jak ten, który ów spektakl czy koncert polecił mnie? Nie wiem, czy to rzecz zwykła, ale dopada mnie czasem taki głupi lęk.

11 czerwca 2017 roku, pełna lęku, wybrałam się na koncert czeskiego duetu Tara Fuki, który odbył się w ramach 4. Prezentacji Form Muzyczno-Teatralnych „Dźwięki Słów” w Lublinie. „Wybrałam się” to w zasadzie eufemizm. Czekałam na ten koncert wiele tygodni, starałam się o nim pisać i mówić, gdzie tylko mogłam, a oznaczonego dnia spędzałam czas w Centrum Kultury, żeby nie przeoczyć nawet próby. Jakoś czułam się za to wydarzenie odpowiedzialna. Z Dorotą i Andreą, czyli duetem Tara Fuki, spotkałam się w styczniu 2015 roku w Pradze, zrobiłam wywiad, który możecie przeczytać w serwisie i byłam na koncercie. Który mnie uwiódł. Porwał, zachwycił, wzruszył. Otworzył na ich sposób grania i śpiewania. Coś podobnego chciałam przeżyć w Lublinie. Ale chciałam też, by było to nie tylko moje przeżycie. I chciałam, żeby dziewczynom się dobrze grało. Warunki były diametralnie inne – w Pradze teatr, odpowiednia gra świateł, życzliwa i znająca zespół publiczność. W Lublinie – plener, jasny zmierzch i publiczność, która nie miała pojęcia, czego się spodziewać. Cała masa lęków, w tym ten najważniejszy – czy drugie wrażenie będzie równie silne, co pierwsze? Wszystkie okazały się nieuzasadnione. Koncert był znakomity, publiczność skupiona i oczarowana, a dziewczyny swobodne, jakby na lubelskim Wirydarzu grały co tydzień. Okazało się zresztą, że Dorota Barová jako dziecko odwiedzała w Lublinie swoich dziadków i dla niej była to podróż sentymentalna. Koncert trwał sześćdziesiąt minut. Dokładnie tyle, żeby zaczarować i zostawić niedosyt. Zabrzmiały utwory z najnowszej płyty zespołu „Winna” i pojedyncze piosenki z albumów wcześniejszych. Była próba wspólnego zanucenia i była też premiera – przejmująca, smutna i piękna piosenka o samotności i odchodzeniu, która ma się znaleźć na przygotowywanej właśnie płycie Tara Fuków. Dorota Barová po polsku zapowiadała kolejne utwory, no i przypomnę, że większość piosenek Tara Fuków ma polski tekst. Tym samym wszystko udało się nadzwyczaj. A szefowej Lubelskiego Salonu Artystycznego i „Dźwięków Słów” gratulować należy odwagi – zaproszenie na festiwal zespołu, o którym słyszała ledwie garstka, jest rzadkim aktem artystycznej odwagi i otwartości. Ale tylko dzięki takim, jak Irena Beata Michałkiewicz, kreatorom naszego życia kulturalnego, mamy szansę zobaczyć coś więcej, wyjść z kokonu, zakochać się w czymś nowym, dostać artystycznego bzika. To stan bezcenny.

Kiedy tylko pozbyłam się jednego lęku – zaraz dopadł mnie następny. Tym razem, by posmakować czeskiej kultury pojechałam do Pragi i nie miałam pojęcia, czego się spodziewać. O spektaklu, w którym mają być wykorzystane piosenki Beaty Bocek i Jaromíra Nohavicy, przeczytałam pierwszy raz mniej więcej rok przed premierą. Pilnowałam daty i kiedy tylko na stronach Narodowego Teatru w Pradze pojawiła się możliwość kupienia biletów – klik, klik – i już wiedziałam, że 20 czerwca 2017 zasiądę na widowni, by obejrzeć balet „Sólo pro nás dva”. Dramaturgiem, choreografem i reżyserem przedstawienia jest Petr Zuska – tancerz, choreograf i dyrektor artystyczny sceny baletowej Narodowego Teatru w Pradze, który tą premierą kończył swoją piętnastoletnią kadencję. Zaintrygował mnie pomysł. Nie jestem biegła w historii ani czeskiego ani polskiego baletu, ale nie słyszałam, by w Teatrze Wielkim kiedykolwiek powstał balet do piosenek, na przykład Andrzeja Sikorowskiego i Joanny Kondrat, żeby zostać przy dwupokoleniowym, współczesnym duecie. Okazało się, że Petr Zuska w 2007 roku przygotował inny, bazujący na piosenkach spektakl baletowy „Sólo pro tři/Brel – Vysockij – Kryl”, który był wielkim czeskim i międzynarodowym sukcesem. Mnie, siedząc na widowni, brakowało tamtego kontekstu, ale przypuszczam, że wielu współwidzów pamiętało owo legendarne przedstawienie, o którym napisano wiele (także naukowych) rozpraw.

„Sólo pro nás dva” to spektakl o dwoistości. Drugiej skórze, drugim człowieku, duecie serca i umysłu, kobiecie i mężczyźnie, jasnej i ciemnej stronie naszego wnętrza, dzieciństwie i dorosłości, życiu i śmierci, czyli o wszystkim tym, o czym traktują piosenki Beaty Bocek i Jaromíra Nohavicy. A do tego – mamy tu też duet słowiańskich języków, bo większość piosenek Beaty napisana jest po polsku, a na potrzeby tego spektaklu kilka swoich Nohavica także nagrał po polsku. Byłam poruszona faktem, że w czeskiej stolicy, w Narodowym Teatrze słychać tyle polskiego języka. Spektakl składa się z dwóch części – pierwsza wydała mi się może nazbyt ilustracyjna. Tancerze tańczą tam słowa, otoczeni sprzętami codziennego, domowego użytku, a więc szafą, łóżkiem, stołem, krzesłami, ubikacją… Tańczą codzienność. Zwykłość. Zwyczajność. I ograniczenie. W drugiej części scena jest niemal pusta. Tu poruszyło mnie kilka naprawdę pięknych występów solowych, na przykład do piosenki Nohavicy „Zbloudilý korab” czy „Końca” Beaty Bocek. Piosenek Nohavicy jest w spektaklu więcej, to jego filozofia nadaje ton tej opowieści. Jadąc do Pragi w ogóle wydawało mi się, że światy Beaty i Jarka są nie do pogodzenia, że ich sposób grania, opowiadania świata, a przede wszystkim brzmienia, samego instrumentarium różni się tak bardzo, że połączenie jest niemożliwe. Okazało się, że nie miałam racji. Piosenki idealnie wypływały jedna z drugiej. Dopełniały się. Dogadywały ze sobą. Niesamowite wrażenie. Dodatkowo, siedząc na widowni Nowej Sceny ND usłyszałam też wyraźnie, jak dużo muzyki jest w piosenkach Beaty Bocek. Czuć to było zwłaszcza w pierwszej części spektaklu, gdzie przy piosenkach Beaty tancerze łapali oddech, mogli zatańczyć, a nie tylko kluczyć, jak w gęstych tekstach Nohavicy. Jakoś tak to poczułam, bo chociaż staram się to przedstawienie słowami pokazać, to przecież mówię tylko o swoich emocjach i odczuciach. I nie wiem, czy „Sólo pro nás dva” jest spektaklem wybitnym, czy wytrzymuje porównanie z „Sólo pro tři”. Wiem, że jest spektaklem pięknym, lekkim, plastycznym, emocjonalnym i bardzo łechtającym moje polskie ego (powtórzę – tyle polskich słów w czeskim teatrze narodowym, ach!). Na spektakle w październiku zostało kilka pojedynczych miejsc, na pokaz listopadowy jeszcze dość spokojnie można kupić bilety. Macie w sobie tyle szaleństwa?

Tak szczęśliwie się złożyło, że kolejny (21 czerwca 2017) praski wieczór mogłam spędzić w legendarnym (a jakże) Lucerna Music Bar, gdzie na kilka dni osiadł ostrawski „Kabaret BO”. Niewtajemniczonych wtajemniczam: „Kabaret BO” to męskie trio z Nohavicą na czele, w skład którego wchodzą także Robert Kuśmierski i Jiří Krhut, czyli młody ostrawianin wielu talentów. Kabaret powstał na potrzeby Heligonki – klubu muzycznego czy też teatrzyku, jak chętnie o nim mówi Nohavica – i jest jednym z heligonkowych stałych punktów programu, do których zaliczają się jeszcze różnorodne tematycznie recitale Jaromíra Nohavicy. Inne spektakle czy koncerty, odbywające się w Heligonce, są wydarzeniami jednorazowymi. I dotąd na takie właśnie (recital Radůzy, spektakl Grupy MoCarta czy poetycki koncert piosenek Michala Horáčka) wydarzenia udawało mi się do Heligonki dotrzeć. Żeby zobaczyć BO, musiałam pojechać aż do Pragi. Na praską premierę kabaretu Nohavica wybrał Lucerna Bar z racji jego historii i ze względu na scenę, która bardzo przypomina tę z Heligonki. Jest półokrągła, a publiczność dookoła siedzi przy stolikach. Nastrój przedwojennego kabaretu. Do tego nieco wpadające w ucho początkowe i końcowe kuplety, nieco sprośności, aktualności, improwizacji (fantastyczny moment, w którym Jaromír Nohavica na oczach publiczności pisze piosenkę z podrzucanych mu słów) czy numer z zaproszoną z publiczności na scenę kobietą. Jiří Krhut w BO śpiewa, gra na kilku instrumentach, ale przede wszystkim wciela się w kilkanaście najróżniejszych postaci, by odegrać szereg obyczajowych scenek. Nohavica z Kuśmierskim – przede wszystkim śpiewają. Czasem jednak role się mieszają. Jak to w kabarecie. I myślę, że bardzo podobnie program przebiega także w Ostrawie. Ale… Nohavica nie byłby sobą, gdyby nie chciał powiedzieć czegoś więcej. Na bis, premierowo zaśpiewał piosenkę na cześć pieśniarza, kompozytora, aktora, autora piosenek i skeczy Karla Hašlera, w którą wplótł motywy z jego piosenek. W latach dwudziestych dwudziestego wieku, w Lucernie Karel Hašler prowadził kabaret, w którym już po traktacie monachijskim śpiewał antyniemieckie piosenki. Był niesłychanie popularnym artystą, jego nazwiskiem nazwano (produkowane do dziś) cukierki na chrypkę i kaszel „Hašlerky”. Zmarł w 1941 roku w obozie koncentracyjnym w Mauthausen. Czy muszę dodawać, że to piękna piosenka?

Nie wiem, czy to rzecz zwykła, ale od czasu do czasu przed koncertem czy pójściem do teatru, czyli obcowaniem z artystą twarzą w twarz, czuję lęk. Ale przełamuję go, bo ciągle mam apetyt na nowe i nienowe artystyczne doznania. Bo nawet te drugie bywają zaskakujące. Bo te pierwsze wpuszczają mi do głowy słońce. A słońca w głowie nigdy za mało. Dlatego trzeba się ruszyć. Choćby tylko do Pragi. Choćby tylko do Lublina.

 

Artykuł powstał dzięki pasji i zaangażowaniu autorek serwisu strefapiosenki.pl Nikt nie dostał za niego honorarium. Jeśli tekst przypadł Ci do gustu - odwiedź też nasz sklepik: sklep.strefapiosenki.pl

Może zechcesz wesprzeć artystów, o których piszemy i nasz serwis wybierając coś z jego oferty. Dzięki Twojemu zamówieniu będą mogły powstawać kolejne teksty.

 

Lipiec 2017
Pn Wt Śr Cz Pt So N
2
3
4
5
16
17
18
19
24
25

Nadchodzące wydarzenia


26
Lip
2017
18:00
26 lipiec 2017 18:00
Park Zdrojowy - Kudowa-Zdrój
II CZ-PL festival   26 lipca, środa godz. 18:00 - Wernisaż prac Jana Młodożeńca i Jana Rajlicha w Nachodzie - Młodożeniec i Rajlich należeli do [...]
26
Lip
2017
23:59
26 lipiec 2017 23:59
konkurs.czplfestival@gmail.com
26 lipca 2017 upływa termin zgłoszeń do konkursu w ramach II CZ-PL festival. Wykonawcy chcący wziąć udział w konkursie przesyłają [...]
27
Lip
2017
16:00
27 lipiec 2017 16:00
Park Zdrojowy - Kudowa-Zdrój
II CZ-PL festival   26 lipca, środa godz. 18:00 - Wernisaż prac Jana Młodożeńca i Jana Rajlicha w Nachodzie - Młodożeniec i Rajlich należeli do [...]
27
Lip
2017
18:00
27 lipiec 2017 18:00
Scena plenerowa - Rybina 63 (niedaleko mostu zwodzonego)
Tomasz Olszewski solo w recitalu pod przewrotnie pesymistycznym hasłem "Jest Pięknie".
28
Lip
2017
17:00
28 lipiec 2017 17:00
Park Zdrojowy - Kudowa-Zdrój
II CZ-PL festival   26 lipca, środa godz. 18:00 - Wernisaż prac Jana Młodożeńca i Jana Rajlicha w Nachodzie - Młodożeniec i Rajlich należeli do [...]
 

Wspierane przez iCagenda

Facebook

SFbBox by enter-logic-seo.gr

© Wszelkie Prawa Zastrzeżone - 2017
Projekt i wykonanie CFTB.PL