Nowe przekłamy Cohena - pisze Paweł Oleszczuk

wtorek, 21 listopad 2017

Paweł Oleszczuk – fotograf i śpiewający poeta, w kręgu piosenki literackiej znany też jako Apolinary POlek, pisze o pewnym aspekcie nowej płyty Marcina Stycznia „Lubię gadać z Leonardem”. Zamieszczone w nawiasach, filologiczne tłumaczenia fragmentów utworów Cohena są także jego autorstwa.

 

"Będziemy zatem rozszarpywać schedę
słów przemyślanych, myśli przebolałych,
każdy dla siebie, każdy podług siebie"
(Jacek Kaczmarski)

W rocznicę śmierci Leonarda Cohena ukazała się płyta Marcina Stycznia z piosenkami zmarłego pieśniarza w autorskim – nazwijmy to na razie – przekładzie. Byłby to powód do radości, szczególnie że płyta zawiera utwory z ostatnich trzech albumów Cohena, które po polsku funkcjonowały do tej pory wyłącznie w pisanej, niezbyt melicznej formie tłumaczeń Daniela Wyszogrodzkiego. Aranżacje są znakomite i dopracowane, zaś techniczny poziom tłumaczeń nie odbiega od tego, do którego przez lata przyzwyczajał nas Maciej Zembaty. Niestety, po zapoznaniu się z treścią albumu „Lubię rozmawiać z Leonardem” można się dopatrywać nie tyle chęci kontynuowania translatorskiego i popularyzatorskiego dzieła Zembatego, ile wykorzystania sławy kanadyjskiego barda po to, by podpierając się jego twórczością, przekazać własne poglądy religijne.

Na płytę Marcina Stycznia składają się jego wersje najbardziej chyba afirmacyjnych pieśni Leonarda Cohena, tych skierowanych do stwórcy i wyrażających uwielbienie, pełnych pokory, pogodzenia się z życiem takim, jakim jest. Do wyjątków należą „You Want It Darker” i „Seemed the Better Way”. I byłoby to znakomitym kontrapunktem dla pozostałych pieśni, gdyby nie to, że niektóre słowa poety zostały przez tłumacza wycięte i zamienione w coś zupełnie innego, coś, co zmienia wymowę oryginału. I nie chodzi tu o zwykłe przedłożenie formy nad treść. Sens słów Cohena został odwrócony o 180 stopni.

Tłumacz czy cenzor?

Tytułowy utwór ostatniej płyty Leonarda Cohena „You Want It Darker” to oryginalny zestaw przeciwstawnych na pozór emocji i postaw: buntu i zgody, gniewu i pokory. W słowach „I'm out of the game” („wypadłem z gry”) czy „I'm broken and lame” („jestem rozbity i słaby”) brzmi poczucie porażki, w wersach „A million candles burning / for the help that never came” („Milion świeczek płonie w intencji pomocy, która nigdy nie przyszła”) – oskarżenie. Całość podkreśla rytm utworu oraz sposób śpiewania – zdecydowany, raczej gniewny i polemiczny niż modlitewny i uległy. Tytułowe: „Chcesz, żeby było ciemniej? Gasimy płomień” lub „Ty chcesz, by było ciemniej, my gasimy płomień” brzmi jak ostatnie słowa kłótni. Jednocześnie w zestawieniach z pierwszej zwrotki mamy pokorę, świadomość wielkości adresata i być może niewyrażoną wprost prośbę o pomoc: „If you are the healer, I'm broken and lame” („Jeśli jesteś uzdrowicielem, jestem rozbity i słaby”). I poddanie: „Hineni, hineni, I'm ready my Lord” („Oto jestem, jestem gotów, Panie”). Podobny ton przewija się przez całą płytę „You Want It Darker”, którą Cohen stworzył, wiedząc, że jest śmiertelnie chory.

Tymczasem już sam tytuł „You Want It Darker” w wersji Marcina Stycznia brzmi jak coś całkiem innego: „Tylko w moim mroku”. Zagłębiając się w tekst i porównując go z oryginałem znajdujemy:
You want it darker („Chcesz, żeby było ciemniej”)
We kill the flame („Gasimy płomień”)

przerobione na:
Tylko w moim mroku
Możesz światłem być

oraz najbardziej chyba gorzki i krytyczny fragment utworu, ten o świeczkach:
A million candles burning („Milion świeczek płonie”)
for the help that never came („w intencji pomocy, która nigdy nie przyszła”)

zastąpiony przez słowa o przeciwnym znaczeniu:
Twoje światło płonie
Dobrze o tym wiesz

Dalej podobnie:
They're lining up the prisoners („Ustawiają więźniów w rząd”)
And the guards are taking aim („A strażnicy celują”)
I struggled with some demons („Walczyłem z kilkoma demonami”)
They were middle class and tame („Średniej klasy i łagodnymi”)
I didn't know I had permission („Nie wiedziałem, że mam pozwolenie”)
To murder and to maim („By mordować i kaleczyć”)
You want it darker („Chcesz, żeby było ciemniej”)

Ustawiłem dziś po ścianą
Swe demony trzy
Egzekucję chciałem zacząć
Aby wolnym być
Krzywdy zrobić im nie dałeś
Bo Twe światło lśni
Tylko w moim mroku

Przeinaczenia Marcina Stycznia zmieniają piękny przykład judaistycznej w swoim charakterze kłótni z Bogiem – monologu, w którym w niezwykły sposób miesza się cześć z oskarżeniem, oddanie z niezgodą, w zwykłą, pozbawioną większej głębi pieśń pochwalną dla stwórcy.

Cohen chrześcijanin?

Jeśli czytelnik nie jest jeszcze przekonany o tym, że na płycie „Lubię gadać z Leonardem” „gada” nie Leonard w polskim przekładzie, a sam Marcin Styczeń wykorzystujący jedyną w swoim rodzaju poezję mistrza do własnych celów, oto przykład być może najbardziej jaskrawy. Utwór „Seemed a Better Way” wypełniony jest rozczarowaniem. Podmiot liryczny przywołuje nauki Jezusa, które brzmiały według niego jak prawda, jak lepszy sposób na życie, ale w dzisiejszym świecie nie jest już tak:
Seemed the better way („Wydawało się to lepszym sposobem,”)
When first I heard him speak („gdy po raz pierwszy usłyszałem, jak przemawia”.)
Now it’s much too late („Teraz jest już o wiele za późno,”)
To turn the other cheek („by nadstawić drugi policzek”.)

Sounded like the truth („To brzmiało jak prawda,”)
Seemed the better way („wydawało się lepszym sposobem”.)
Sounded like the truth („To brzmiało jak prawda,”)
But it’s not the truth today („ale dziś już nią nie jest”.)

Czy jest to rozczarowanie ludzkością, że tak daleko odeszła od wartości proponowanych przez Chrystusa? A może faktem, że jego nauki nie wytrzymały próby czasu? Czy podmiot liryczny wciela się tu w kogoś innego niż autor, by sportretować cudzą postawę i wątpliwości? Podmiot liryczny nie daje odpowiedzi, zamiast tego pochyla głowę z pokorą i czcią: „I better hold my tongue (…) Try to say the grace” („Lepiej powstrzymam język (…) i spróbuję zmówić modlitwę”).

Cohen, Żyd z pochodzenia, spędził wiele lat w klasztorze zen, i w jego utworach możemy odnaleźć obrazowanie pochodzące przede wszystkim z judaizmu i buddyzmu. Sam jednak, jak mówił w ostatnim wywiadzie podczas konferencji prasowej związanej z płytą „You Want It Darker”, nie wyznaje żadnego systemu, „struktur duchowych”, które miałyby systematyzować próby komunikacji człowieka z siłami najwyższymi czy poczucie obecności wyższego bytu (https://youtu.be/RciOCn_Nmh0?t=7m36s). Gdyby wierzyć Marcinowi Styczniowi, byłoby inaczej, ponieważ powyższy fragment brzmi w jego wersji utworu („Lepszą drogą pójść”) następująco:
Lepszą drogą pójść
Mogłem tak jak on
Lecz dziś za późno już
By przyjąć drugi cios

Czy prawdę mówił mi
By lepszą drogą pójść
Czy prawdę mówił mi
Bo prawdy nie ma tu

Próżno szukać tu pytań i wieloznaczności. Tekst piosenki „Lepszą drogą pójść” to żal grzesznika, który nie posłuchał Jezusa. Słuchacz nie znający oryginału ma prawo pomyśleć, że oto ma do czynienia ze spolszczoną twórczością spod znaku piosenki chrześcijańskiej, z którą Leonard Cohen miał tyle wspólnego, że lubił gospel i czasem na bis śpiewał z zespołem standard „Whither Thou Goest” (odwołujący się zresztą do Starego Testamentu).

O etyce przekładu

I to właśnie mam do zarzucenia Marcinowi Styczniowi jako autorowi przekładów: nie chodzi brak dosłowności, bo ten byłby dopuszczalny i naturalny, a w przekładzie poetyckim wręcz konieczny. W końcu przekład nie jest po to, by zastąpić oryginał i zawsze sporo w nim tłumacza, nie tylko autora. Ale polski wykonawca przekracza i te granice, przeinaczając cudzą twórczość pod własne widzimisię, cenzurując nieodpowiadające mu fragmenty i zastępując je czymś o całkiem odmiennej i jednoznacznej wymowie. Takich przeinaczeń jak te, które pod patronatem Trójki i w świetle fleszów wyszły w rocznicę śmierci Leonarda Cohena, dotychczas jeszcze nie było.

W sztuce przekładu panuje wolność twórcza, mógłby ktoś rzec. Owszem. Ale jak każda wolność, ta też ma swoje granice tam, gdzie zaczyna się wolność twórcza kogoś innego. Mój sprzeciw wobec akceptacji tłumaczeń Stycznia przez wszelkie instytucje, przez wydawnictwo, przez środowisko twórców i wreszcie przez publiczność chcącą posłuchać Cohena po polsku nie dotyczy kwestii estetycznych, tylko etycznych właśnie. Nie życzę Marcinowi Styczniowi, by jego autorskie pieśni religijne ktoś śpiewał np. po hindusku jako hymny na cześć Kriszny, przerabiając niepasujące fragmenty na popularne hinduistyczne zwroty. Nawet jeśli rytm i wersyfikacja oryginału wymagają ingerencji w sens. Sztuka przekładu polega właśnie na pogodzeniu formy z treścią, a nie na podporządkowywaniu jednej z tych kwestii drugiej.

Jest wielu radosnych autorów, których można tłumaczyć. Jako ktoś, dla kogo Cohen jest twórcą wybitnym i oryginalnym, również w swoich opisach spraw wiecznie aktualnych, wolałbym, żeby Marcin Styczeń nagrał kolejną autorską płytę lub przetłumaczył inne, bardziej pasujące do jego przesłania teksty, np. piękne utwory religijne śpiewane przez Johnny’ego Casha czy Boba Dylana z jego neofickiego okresu, zamiast przerabiać ostatnie słowa człowieka, który przez całe życie z niezwykłą pieczołowitością usiłował jak najlepiej wyrazić swój delikatny, transreligijny, pełen mistycyzmu kontakt z absolutem.

Nie usprawiedliwia też autora polskich wersji fakt, że teksty zostały zaakceptowane przez spadkobierców Cohena. Uzyskanie oficjalnej akceptacji nie zmienia faktu, że „Twoje światło płonie, dobrze o tym wiesz” nie jest nawet wolnym tłumaczeniem  „A million candles burning / for the help that never came”, tylko kompletnym przeinaczeniem. Zarówno ja, jak i wielu innych tłumaczy piosenek, wysyłaliśmy wielokrotnie teksty do akceptacji przez właścicieli praw autorskich (jest to wymóg prawny). I bardzo różne rzeczy bywały akceptowane lub nie pod rozmaitymi warunkami, czasem ku sporemu zdziwieniu czy nawet rozbawieniu osób znających konkretne sprawy.
Piosenki z „Lubię gadać z Leonardem” mogą się podobać, bo są dobrze napisane i świetnie wykonane (choć styl śpiewu bardzo przypomina mi Michała Łanuszkę, który niedawno nagrał album z pięknymi i wiernymi, przynajmniej w większości, przekładami Cohena autorstwa Michała Kuźmińskiego), ale bardzo proszę czytelnika o niełączenie z nimi poezji i przesłania Leonarda Cohena, bo zbyt wiele w nich przeinaczenia. A zarówno mnie, jak i wielu innym miłośnikom twórczości kanadyjskiego barda, którzy ze smutkiem i niedowierzaniem przyjęli tę płytę w tak ważną dla nas rocznicę śmierci poety, zależy na tym, by w świadomości ludzi Cohen pozostał sobą, a nie autorem chrześcijańskich piosenek religijnych.

Paweł Oleszczuk

 

Grudzień 2017
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1
10
11
13
14
19
20
21
23
24
25
26
31

Nadchodzące wydarzenia


17
Gru
2017
18:00
17 grudzień 2017 18:00
Prom Kultury Saska Kępa - Warszawa, ul. Brukselska 23
Marcin Januszkiewicz w koncercie promującym płytę pt. Osiecka po męsku. Zespół muzyczny:Jacek Kita - instrumenty klawiszoweŁukasz Czekała - skrzypce elektrycznaBartek Alber - gitara[...]
17
Gru
2017
18:00
17 grudzień 2017 18:00
Piwnica pod Baranami - Kraków, Rynek Główny 27
Tomek Wachnowski w świątecznym koncercie.
17
Gru
2017
19:00
17 grudzień 2017 19:00
Willa Kmicic - Zakopane, ul. Staszica 11a
Basia Stępniak-Wilk z zespołem - Jasiek Kusek (fortepian) i Paweł Solecki (fagot, melodica) - w [...]
18
Gru
2017
19:00
18 grudzień 2017 19:00
Prom Kultury Saska Kępa - Warszawa, ul. Brukselska 23
Teresa Drozda przypomina... Święta oczami satyryków. Już kolejny raz w przedświątecznym okresie Teresa Drozda przypomni jak pisało i [...]
22
Gru
2017
18:00
22 grudzień 2017 18:00
Centrum Edukacji i Inicjatyw Kulturalnych - Olsztyn, ul. Parkowa 1
Koncert pt. Kolędy z Czerwonym Tulipanem. Magiczny wieczór w nastroju znanych i lubianych kolęd, [...]
 

Wspierane przez iCagenda

Facebook

SFbBox by enter-logic-seo.gr

© Wszelkie Prawa Zastrzeżone - 2017
Projekt i wykonanie CFTB.PL