Poeta czy tekściarz - i kto o tym decyduje? - Michał Traczyk

wtorek, 15 maj 2007
Tekst został wygłoszony podczas konferencji "Jacek Kaczmarski w świecie pieśni" i wejdzie w skład przygotowywanego tomu pokonferencyjnego.

Michał Traczyk - Pracownia Literatury i Sztuk Popularnych IFP UAM w Poznaniu

Podczas gdy poezja wydaje się dziedziną sztuki niedostępną szerokim kręgom odbiorczym – jako zbyt wyrafinowana, trudna i wymagająca, określenie "poeta" robi wśród nich zawrotną karierę. Paradoksalnie – zjawisko to, niekoniecznie zaskakujące, związane jest z coraz bardziej rozpowszechnioną praktyką tekściarską. Ogromny rynek muzyczny potrzebuje wciąż nowych "słów do muzyki", czerpiąc w tym celu z wielu źródeł, wykorzystując jednak głównie talenty literackie samych piosenkarzy. Jednak co zastanawia, w coraz większym gronie osób piszących piosenki, zdeklarowanych i nominowanych tekściarzy właściwie nie ma. A fakt ten potwierdza obserwacja zarówno społecznego odbioru, jak i poświęconej temu problemowi refleksji krytycznej.
Podczas gdy bycie, nawet tylko bywanie, poetą wiąże się z prestiżem, społeczną nobilitacją – i to niezależnie od potocznych skojarzeń niesionych przez to słowo (określenie "poeta" najczęściej funkcjonuje jako synonim romantycznego "wieszcza" – natchnionego profety, geniusza, wybrańca, wyrastającego ponad ogół, dostrzegającego prawdy innym niedostępne), a pisać wiersze znaczy tworzyć coś wartościowego, godnego miana literatury oraz miejsca w pamięci odbiorców (można zażartować, parafrazując formułę Maksyma Gorkiego: poeta to brzmi dumnie), formuła "tekściarz", nie wiedzieć (lub raczej wiedzieć) czemu, wzbudza uśmieszek politowania, służy za broń w refleksji krytycznej, a przez to jest powszechnie (zwłaszcza przez zainteresowanych znalezieniem najlepszego określenia dla twórców piosenkowych tekstów) nielubiane.
Jeśli już w czyimś wywodzie (niezależnie od charakteru wypowiedzi) pojawia się słowo "tekściarz", to z charakterystycznym ironicznym odcieniem. Często jednak sformułowanie to w rozważaniach poświęcanych piosence nie pojawia się wcale, mimo – zdawałoby się – oczywistości wykładni słownikowej, według której tekściarz to "osoba pisząca zawodowo teksty piosenek lub teksty utworów kabaretowych" (1) - choć użycie przez Wolańskiego przysłówka "zawodowo" nie jest w tym przypadku zabiegiem najszczęśliwszym, zawód "tekściarz", podobnie jak zawód "literat", jest reliktem minionej epoki.
I tak Edward Balcerzan, zdając sobie sprawę z pejoratywnego wydźwięku określenia, tłumaczy jego zastosowanie: "Muszę, niestety, posługiwać się tą źle brzmiącą, niepotrzebnie ironiczną nazwą «tekściarz» z – braku lepszej, obiektywizującej sens omawianego procederu" (2).
Badacz usprawiedliwia się przy tym "kłopotami z samookreśleniem się" samych twórców, na potwierdzenie przywołując żartobliwe słowa z jednej z najbardziej znanych piosenek Jeremiego Przybory Piosenka jest dobra na wszystko: "wiążą słowo z dźwiękiem kompozytor i ten drugi".
Jerzy Kwiatkowski, na marginesie rozważań nad poezją Tadeusza Urgacza, wspomina o jego piosenkach, które "zaczął pisać po pierwszym, mniej szczęśliwym okresie poezjowania" (3), sugerując tym samym, że po pierwsze – piosenki pisać łatwiej, po drugie – tekściarz to poeta, któremu nie wyszło.
Jeśli doda się do tego jednoznaczne w swym wydźwięku prace naukowe poświęcone piosence (mam na myśli teksty Balcerzana oraz Anny i Stanisława Barańczaków), trudno się dziwić artystom, którzy z jednej strony – nie widzą powodów, dla jakich ich piosenkom powinna towarzyszyć refleksja naukowa, z drugiej zaś – nie utożsamiają się (poza nielicznymi wyjątkami, jak np. Wojciech Młynarski) z wyraźnie negatywnie odbieranym określeniem "tekściarz".
Stanowisko dziennikarzy i publicystów w ocenie wspomnianego słowa nie różni się właściwie od przed chwilą zaprezentowanego, o czym świadczy hasło z Alfabetu polskiej rozrywki Witolda Fillera, Ryszarda Marka Grońskiego i Jerzego Wittlina:
"Pojęcie "tekściarz" kryje w sobie ocenę. Mamy poetów pisujących piosenki (Bryll, Grochowiak, Kubiak, Ficowski, Urgacz). Mamy autorów, którym zawdzięczamy piosenki współczesne oparte na dobrych pomysłach i świetnym wyczuciu języka (Bianusz, Kleyny, Kofta, Kreczmar, Osiecka, Młynarski). Ale mamy również tekściarzy – spadkobierców tradycji Andrzeja Własta. Tekściarze obsługują notorycznie giełdy i festiwale. Tekściarze są ruchliwi i wszędobylscy. Tworzą zgrane sitwy i klany. Błyskawicznie łapią wiatr, potrafią swą entuzjastyczną produkcją obrzydzić wszystko – przeszłość i teraźniejszość, Wisłę a także i Zamek, młodzieżowe prywatki, misie w matecznikach i hipopotamy. Tekściarzy cechuje nonszalancja wobec takich drobiazgów jak dobry smak, sens, rytm, wiadomości z dziedziny geografii, historii czy gramatyki. Ideologia ich polega na tym, by do chwytliwej melodii (polskiej lub obcej) dorobić jakikolwiek tekst. Wiedzą bowiem, iż o powodzeniu piosenki (a więc o nagraniach i wysokości tantiem) decyduje wpadająca w ucho i dająca się nucić fraza. A tekst? Mój Boże, "ludzie to kupią". Wyobraźnia tekściarzy jest najczęściej zdegenerowana. Wypisują nie dające się w żaden sposób wytłumaczyć idiotyzmy, podlane sosem "poetyczności", bądź poczciwe banały. "Oczy jak gwiazdy", ile razy to już było. Ile razy jeszcze będzie... Ale groźniejsi są tekściarze-maniacy. Szantażyści uczuć. Mistyfikatorzy głębi o poziomie kałuży. Pięknym przykładem natchnionego tekściarstwa jest chociażby pieśń o "Zegarmistrzu światła", który ma zjawić się w celu zabełtania błękitu w głowie. Albo tajemniczy zwrot w nagrodzonej w Opolu kantyczce pt. "Dom" – o niezmienności wśród malw." (4)
Czytając ów fragment, trzeba mieć na uwadze satyryczne powinowactwa autorów Alfabetu, niemniej można ich uznać za przedstawicieli krytyków, tezy ich zaś za reprezentatywne dla – jeśli nie społecznych, to przynajmniej środowiskowych – odczuć. Mamy zatem, zdaniem cytowanej trójki, poetów piszących piosenki (ta kategoria nie podlega ocenie), autorów dobrych tekstów piosenek (brakuje określenia) i tekściarzy – wszędobylskich, niedouczonych grafomanów. Pomijając fakt niekonsekwencji w klasyfikowaniu poszczególnych twórców, albo zbytnie uproszczenie zastosowanego podziału (Bohdan Chorążuk, autor Zegarmistrza światła, był wówczas, w latach 70., przede wszystkim poetą), określenie "tekściarz", w tak wyraziście negatywny sposób zdefiniowane, zdaje się przysparzać Fillerowi i spółce niejakich kłopotów. Kim bowiem są ci nieokreśleni autorzy piosenek?

Z wymienionych w haśle Tekściarze (istotne jest i to, że zostali oni tak przyporządkowani) przedstawicieli tej kategorii: Bianusz, Kleyny i Kreczmar nie doczekali się w Alfabecie osobnych notek, pozostali owszem.
W przypadku Młynarskiego odnotowano jedynie "na szczęście" zatrzymaną "ewolucję wsteczną" (czytaj: niebezpieczne zbliżenie się do tekściarstwa), polegającą na tym, że "Z czasem satyryka coraz częściej zastępował sprawny dostawca solówek dla gwiazd piosenki i estrady" (5).
Hasła Osieckiej i Kofty przynoszą już jakieś rozwiązanie. O ile piosenki tej pierwszej "są niezwykle udanym mariażem lirycznego żartu i satyrycznej obserwacji. Potocznego języka, i tej nieuchwytnej piosenkowej poezji [podkr. – M.T.], która sprawiła, że najbanalniejsze tematy, najzwyczajniejsi przechodnie uliczni zostają nagle uwzniośleni" (6), o tyle "Kofta jest poetą [podkr. – M.T.], najbliższym poezji tam, gdzie dotąd nie przeczuwano jej obecności" (7), czyli – jak sądzę – w piosence.

Podobnie zresztą myślą inni, jednocześnie stopniowo rozszerzając zakres działalności poetyckiej w piosence. Po prześledzeniu twórczości krytycznej Jana Poprawy da się zauważyć, że do grona tekstów "o samoistnych walorach poetyckich" zalicza on jeśli nie wszystkie, to sporą część utworów prezentowanych na festiwalach w Świnoujściu (FAMA) czy Krakowie (Studencki Festiwal Piosenki), tym samym ich autorów uznając poetami. "Myślę tu o tak zwanych «bardach» – mówi Poprawa. – O śpiewających poetach" (8).

To samo dotyczy tekstów piosenek wykonywanych podczas szeregu innych imprez, gdzie poezja sensu stricto występuje w śladowych ilościach (co nie oznacza, iż teksty prezentowanych tam utworów nie są wartościowe literacko), a w nazwach których dostrzec można na wszystkie możliwe sposoby odmienione słowa "poezja", "poetycki", "literacki", "artystyczny" – te zaś formują potoczne (powszechne) rozumienie terminów. Według Poprawy, dobrze jest, kiedy wykonawca potrafi wydobyć "z tekstu i melodii jakąś melancholijną tajemnicę, tę irracjonalną istotę poezji – uczucie" (9). Jeśli tak nie jest – mamy do czynienia ze złym wykonaniem (o "warunkach scenicznych" wykonawcy nie wspominając), złą muzyką, lub złą... poezją.

Również sami artyści, twórcy piosenek (zwłaszcza mający ambicje literackie) wygłaszają często efektowne, aforystyczne myśli w rodzaju tej (autorstwa Andrzeja Poniedzielskiego): "Piosenka, jest to wiersz o przedłużonym działaniu" (10), stawiają się w jednym rzędzie z artystami zaliczanymi do kręgu kultury wysokiej, co ma im zapewnić stałe miejsce w ludzkiej pamięci, a ich sztuce wartość ponadczasową.
Marek Grechuta np. stwierdza: "Cieszę się, że kolejne pokolenia młodzieży «odkrywają» mnie i moje piosenki. Ponadczasową poezję wielkich polskich poetów i moją [podkr. – M.T.], oprawioną w muzykę Jana Kantego Pawluśkiewicza." (11)
Proces upoetycznienia piosenki, a zwłaszcza jej niektórych odmian, wydaje się zatem, ba – jest, nieodwracalny. Dotyczy to także twórczości autora Obławy. Jacek Kaczmarski – "poeta, pieśniarz, jeden z najważniejszych przedstawicieli nurtu piosenki autorskiej" (12); "Mało komu w Polsce jest obce nazwisko i – co ważniejsze – twórczość autora i kompozytora śpiewanych wierszy" (13); "Teksty tego autora oparte często na persyflażu, kulturowej anegdocie, ale i też na motywach realistycznych, noszą piętno znakomitej poezji i taką też pozostają." (13)
Ten niewielki wybór cytatów z prasy (przykładów znalazłoby się dużo więcej) mówi sam za siebie. Kaczmarski, nawet jeśli jest krytykowany (nie ze względów politycznych), to nie dlatego, że pisze niedobre piosenki, ale dlatego, że jest złym poetą.
"Kaczmarski mówi poetą jestem i tworzy w szale rym: "gość – kość", wieszczyć zaczyna i słowa "wszystko – widowisko" splatają się w strasznym uścisku, morały prawi zepsutemu światu i rym aż gubi, gdy mocnym słowem czerni papier sięgając po "kał ludzkiej natury". Wierny poetyckiemu powołaniu nie zważa na nic, nawet na to, że sens, którym chciał widzów porazić, rozpłynął się w pustosłowiu." (15) – grzmiał na łamach "Tygodnika Powszechnego" Piotr Gruszczyński po obejrzeniu widowiska Kuglarze i wisielcy (do którego muzykę skomponował co prawda Jerzy Satanowski, ale ze względu na równie krytyczną ocenę jego dokonań, nie jest to żadnym usprawiedliwieniem dla Kaczmarskiego).

W sukurs krytykom idą badacze. Krzysztof Gajda jeden ze swoich artykułów poświęconych autorowi Autoportretu z kanalią tytułuje "Jacek Kaczmarski – poeta tradycji" (16). W książce poświęconej pieśniarzowi analizuje język poetycki jego piosenek, uznając stosowane w nich zabiegi (tytuły w formie autokomentarza, bogatą instrumentację, różnorodne rymy, przeróżne stylizacje, wyszukane powtórzenia, w tym refreny budowane nie na jednakowych, ale paralelnie zbudowanych jednostkach tekstu, wreszcie – tegoż tekstu graficzne ukształtowanie) za świadectwo "dążenia ku wysokim rejestrom kultury" (17). W innym miejscu z kolei badacz pisze:
"Jacek Kaczmarski wybrał sobie jako poeta drogę trudną, ale jestem pewien, że jedyną możliwą dla niego samego. Łącząc wiersze z muzyką w piosenki, śpiewając je, obniżył w odbiorze społecznym rangę swoich dokonań. Wszak piosenka to nie wiersz. Piosenka nakłada na autora ograniczenia, z którymi nie musi się zmagać poeta publikujący swe poezje w postaci wydrukowanych wierszy. Stąd w znacznym stopniu wynikają problemy z zaklasyfikowaniem jego twórczości". (18)

Mimo odnotowanych problemów, sprawa przynależności genologicznej tekstów Kaczmarskiego została właściwie rozwiązana. Właściwie, gdyż część odbiorców, nie kwestionując przynależności pieśniarza do grona poetów, ma jednocześnie pewne wątpliwości, które powstały przede wszystkim na marginesie lektury ostatniej książki Kaczmarskiego – Tunelu. "To miał być jego pierwszy zbiór wierszy, a nie piosenek" – pisze recenzent "Newsweeka" (19). Inny dziennikarz, na łamach "Gazety Wyborczej", mówi o emocjach doznawanych "Nie dzięki samym jego [Kaczmarskiego] tekstom, lecz dzięki tekstom śpiewanym właśnie przez niego" (20). Kolejny natomiast, już w Internecie stwierdza wprost:
"Nie da się czytać ostatnich wierszy Jacka Kaczmarskiego w zupełnym oderwaniu od jego dotychczasowej twórczości. Poeta bardzo starał się, żeby ten tomik był wyłącznie tomem poezji, a nie piosenek, lecz nie do końca mu się to udało. Charakterystyczna fraza, powtarzający się refren, rym i rytm sprawiają, że w wielu przypadkach czytelnik mimowolnie szuka w pamięci melodii, i czyta te wiersze jak piosenki bez muzyki, co sprawia, że czegoś mu jednak brakuje. Nawet z okładki Kaczmarski spogląda na nas zza strun swojej gitary." (21)

Głosy te oznaczają, iż sytuacja komunikacyjna typowa dla odbioru poezji (czyli lektura) jest w przypadku tej twórczości poznawczo wtórna (Kaczmarski przyzwyczaił odbiorców do tego, że wpierw śpiewał swoje teksty, później udostępniał je w postaci druku). Odbiorcy zatem szukają melodii, głosu Kaczmarskiego, nie potrafią (lub nie chcą) czytać jego tekstów bez muzyki.
Co jednocześnie jest zgodne z intencjami pieśniarza, o czym świadczy wybór takiej, a nie innej, formy przekazu artystycznego. Być może rzeczywiście miał być Tunel zbiorem poezji Kaczmarskiego, lecz jeśli tak, to raczej ze względu na okoliczności: bard ze względu na chorobę nie mógł śpiewać. Nie oznacza to jednak rezygnacji z piosenki. Mirosław Czyżykiewicz w jednym z wywiadów radiowych wyznał, że tytułowy tekst wspomnianej książki, który znalazł się na jego płycie Allez!, otrzymał od Kaczmarskiego z prośbą o dopisanie doń muzyki i zaśpiewanie. A to oznacza w pełni świadome dokonywanie artystycznych wyborów.
Należałoby więc, moim zdaniem, ten fakt uszanować i spróbować nazywać rzeczy po imieniu. Jacek Kaczmarski był tekściarzem. Był świetnym tekściarzem. Jego utwory cechuje to, czego nie da się powiedzieć o wielu innych piosenkach: kunszt. Jednak budowa tekstów jest w tym przypadku wyraźnie zdeterminowana przez muzykę, z którą – w intencjach autora – teksty te miały współistnieć. To właśnie wpływ warstwy muzycznej (nawet tej nieistniejącej jeszcze, potencjalnej) na słowną oraz pierwotnie założona sytuacja komunikacyjna decydują o przynależności gatunkowej tych utworów.
One właśnie, a nie wartość artystyczna, o jakiej zaświadczają analizy Gajdy, tylko w niektórych miejscach uwzględniające "piosenkowość" propozycji Kaczmarskiego. Wartość, która jest jedynie cechą dobrze świadczącą o ich autorze, zresztą w myśl tezy dawno temu postawionej przez Mariana Hemara:
"Dbałość o piękną i oryginalną formę tekstu i muzyki świadczy dobrze o prywatnym poziomie autora, ale dla sukcesu piosenki jest to rzecz obojętna. [...] W dobrej piosence nie jest bowiem najważniejszą rzeczą ani tekst ani muzyka. O wartości – i tu dochodzimy do sedna sprawy – decyduje z g o d n o ś ć między muzyką a tekstem." (22)
A ta w przypadku piosenek Kaczmarskiego chyba nie podlega dyskusji.

Chcę być dobrze zrozumiany. Nie kwestionuję wartości literackich tekstów Kaczmarskiego. One są wartościowe literacko. Jako piosenki. Wybór tej formy wyrazu nie jest obniżeniem rangi swojej twórczości w odbiorze społecznym (bo z refleksji krytycznej wynika coś zgoła odmiennego, jeśli mamy do czynienia z kwestionowaniem wartości piosenek, to – przyznajmy szczerze – jedynie przez środowiska akademickie), jest natomiast uznaniem piosenki za pełnowartościowy środek wyrazu artystycznego. Słusznie zauważa Gajda, że poeci nie muszą zmagać się z problemami dopasowywania tekstu do muzyki, ale dzieje się tak dlatego, ponieważ nie wchodzi to w zakres poetyckich kompetencji, natomiast, jak najbardziej, należy do zadań tekściarza.

Tak samo, jeśli chodzi o stronę literacką (nie tylko) tych piosenek, powinniśmy mówić nie o ich języku poetyckim, ale o ukształtowaniu ich języka na wzór poetycki czy, jak chcą Zbigniew Kloch i Adam Rysiewicz, o dążeniu "do powielania wzorów poetyki charakterystycznych dla twórczości lirycznej, funkcjonującej w wysokim obiegu kultury" (23). Nie od dziś przecież funkcjonuje termin "piosenka poetycka", który często, jak twierdzą wspomniani badacze, łączony jest z twórcami tzw. piosenki autorskiej, w tym z Kaczmarskim. W dodatku zdaje się terminem adekwatnym dla twórczości tekściarzy określanych mianem "poetów piosenki", wśród których, przede wszystkim, należałoby wymienić Agnieszkę Osiecką, Jeremiego Przyborę, Jonasza Koftę, Wojciecha Młynarskiego i ponownie... Jacka Kaczmarskiego.

Bogactwo jego tekstów, pełnych nawiązań kulturowych, czy to w postaci stylizacji, odsyłania do innych dzieł czy ich interpretacji, sprawia odbiorcy oczywiste trudności. Tekściarz stawia przed słuchaczem wysokie wymagania, oczekuje od niego kulturowych kompetencji, utrudniając jeszcze akt percepcyjny sposobem przekazywania treści. Chcąc wejść w rolę odbiorcy zaprojektowanego w piosenkach autora Murów, dociec wszystkich sensów ukrytych w tych utworach, trzeba do nich powracać, sięgając też po same teksty. To nie ulega wątpliwości. Tak samo zresztą, jak fakt, iż nie można wymagać od odbiorców, aby tak właśnie robili.

Kaczmarski dostawał liczne dowody niezrozumienia jego myśli. "Zdarzało się – mówił w jednym z wywiadów – że przychodzili do mnie ludzie z ogniem w oku i z własną interpretacją jakiegoś tekstu, który był absolutnie pozbawiony nawet intencji politycznych, a oni tam odczytywali Bóg wie co" (24). Jednak, co ważniejsze, obok doraźnych odczytań, uzależnionych od aktualnej sytuacji społeczno-politycznej w Polsce, miały (i wciąż mają) miejsce odczytania o podłożu emocjonalnym, czyli typowe dla piosenki.

Dzieje się tak, gdyż piosenki towarzyszą nam nieustannie, przez co – niemalże siłą rzeczy – stanowią ważny i niezbywalny element naszego życia. Ich percepcja (interpretacja i ocena) jest zawsze jednostkowa (co nie neguje przeżycia wspólnotowego, które stanowi sumę indywidualnych, podobnych do siebie), jest bardzo osobista. Piosenki są nie tylko nośnikami emocji, ale i strażnikami pamięci. Pojawiając się na chwilę, przynoszą ze sobą przypomnienie ważnych chwil, zdarzeń, często już zapomnianych, ale utrwalonych w nas i każdorazowo dzięki tej jednej, konkretnej piosence znowu, choć przez moment, żywych.
Nie dziwią zatem słowa Przemysława Szubartowicza, który wyznając na łamach "Trybuny": „Jestem wstrząśnięty” – obok fragmentu:
"Poezja Kaczmarskiego kształtowała [...] mój gust i mój bunt od najwcześniejszej młodości; wychowałem się na Jego piosenkach, śledziłem uważnie Jego twórczość, gdyż oprócz emocji politycznych (wcale nie tak jednoznacznych, jak usiłuje się to wmawiać), szukałem w niej treści ponadczasowych, filozoficznych i egzystencjalnych", umieszcza również taki, o zupełnie innym wydźwięku: "Pierwszą gówniarską wódkę piłem zasłuchany w «Pijanego poetę»” (25).
Wypowiedź Szubartowicza jest więc zarówno wyrazem poczucia niesprawiedliwości z powodu wczesnej śmierci barda, ale i – przede wszystkim – własnej straty, albo inaczej – utraty cząstki siebie.

To tylko jeden z wielu możliwych przykładów, które zapewne każdy z nas jest w stanie mnożyć, dodając swoje, osobiste. Bo też każdy ma takie doświadczenia (nie chodzi mi oczywiście dokładnie o młodzieńcze spożywanie alkoholu, którego świadectwo przed chwilą przedstawiłem) związane z piosenkami (czy przez nie utrwalone) niekoniecznie Kaczmarskiego.

Naturalną czynnością w takiej sytuacji jest poszukiwanie odpowiedniej nazwy, oddającej w odczuciu odbiorcy zarówno wartość dzieła, jak i jego – odbiorcy – do tegoż dzieła stosunek. A nie ma na to, jak się okazuje, lepszego – i bardziej zrozumiałego powszechnie – słowa niż: poezja. Zrozumienie tego faktu prowadzi, najoględniej mówiąc, do zaniku w świadomości odbiorców różnic między dwoma odmianami twórczości literackiej: poezją i tekstami piosenek. Dzieje się tak zresztą nie tylko w przypadku twórczości Kaczmarskiego, ale w dziedzinie całej piosenki, dając w rezultacie wrażenie, iż wszystko, co jest śpiewane, jest poezją.

U podłoża takiego stanowiska leży, moim zdaniem, nieuświadamiany sobie przez jego zwolenników paradoks. Im mocniej zaznacza się, że jakiś tekściarz jest poetą, tym bardziej jednocześnie kwestionuje się wartość wybranej przez niego formy wypowiedzi (niezależnie od uczuć okazywanych piosenkom). Nie pamięta się o tym, iż podkreślając artystyczną i w wielu przypadkach oczywistą, nie podlegającą dyskusji, wartość tekstów piosenkowych, nie należy zapominać o pozostałych elementach piosenki, z którymi dopiero wspólnie teksty te tworzą spójny przekaz. Słowem, dowartościowując sam tekst, nie należy czynić tego kosztem piosenki jako całości.

Dziś poetą jest ten, kogo wybiorą odbiorcy. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby został nim także którykolwiek (czy raczej każdy) tekściarz. Skronie kolejnych artystów ozdabiają wieńcem laurowym kolejni słuchacze. Kolejni, bo nie chodzi o żadną, choćby największą, grupę (chociaż w grupie raźniej), ale o każdego z nas z osobna. Chodzi przecież o nasze, jednostkowe uczucia, o nasze, niepowtarzalne życie.
Kim zatem, w świetle tych rozważań, był Jacek Kaczmarski? Odpowiedź jest prosta. Był tekściarzem – na to wskazują zarówno ukształtowanie jego tekstów, jak i wybór formy piosenkowej jako środka komunikowania się z odbiorcą. Był poetą piosenki – tak podpowiadają i poetyka tej twórczości, i zdrowy rozsądek. Był poetą – gdyż tak chcą odbiorcy. Z tych trzech możliwości prawdopodobnie pozostanie (choć raczej należałoby powiedzieć – pozostała) ta ostatnia.

Michał Traczyk - Pracownia Literatury i Sztuk Popularnych IFP UAM w Poznaniu

Od redakcji: Tekst został wygłoszony podczas konferencji "Jacek Kaczmarski w świecie pieśni" i wejdzie w skład przygotowywanego tomu pokonferencyjnego.

Przypisy:
  1. A. Wolański, Słownik terminów muzyki rozrywkowej, Warszawa 2000, s. 237.
  2. E. Balcerzan, Poeci i piosenkarze (I), "Nurt" 1968, nr 6, s. 39.
  3. J. Kwiatkowski, Baśnie jadalne, w: tegoż, Remont pegazów. Szkice i felietony, Warszawa 1969, s. 182.
  4. W. Filler, R.M. Groński, J. Wittlin, Tekściarze, w: tychże, Alfabet polskiej rozrywki, Warszawa 1974, s. 84-85.
  5. W. Filler, R. M. Groński, J. Wittlin, Młynarski Wojciech, w: tamże, s. 48.
  6. W. Filler, R.M. Groński, J. Wittlin, Osiecka Agnieszka, w: tamże, s. 56.
  7. W. Filler, R.M. Groński, J. Wittlin, Kofta Jonasz, w: tamże, s. 34.
  8. J. Poprawa, Trzynastu poetów, Kraków 2003, s. 9.
  9. J. Poprawa, Sezon 2001, Kraków 2002, s. 18.
  10. Piosennik, reż. A. Opatowicz i A. Poniedzielski, Teatr Polski w Szczecinie 14 lutego 2004.
  11. Marek Grechuta, rozmawiała L. Śnieg-Czaplewska, "Viva!" 2003, nr 15, s. 20.
  12. Ja to Żyd, mason i Unia Wolności, z J. Kaczmarskim rozmawia P. Szubartowicz, "Trybuna" dod. "Aneks Trybuny" nr 125, s. C.
  13. A. Hausbrandt, Trudna sztuka pisania, "Zdanie" 1990, nr 1, s. 46.
  14. Kaczmarski, rozmawiał S. Stabro, „Student” 1978, nr 24, s. 16.
  15. P. Gruszczyński, Trzeszczy gdy wieszczy, "Tygodnik Powszechny" 1995, nr 3, s. 14.
  16. K. Gajda, Jacek Kaczmarski – poeta tradycji, "Polonistyka" 2005, nr 3.
  17. K. Gajda, Kaczmarski w świecie tekstów, Poznań 2003, s. 218.
  18. K. Gajda, Słyszę czasami głosy osób rozżalonych..., cyt. za <http://www.kaczmarski.art.pl/media/prace/gajda1.php> z 01.02.2007.
  19. A. Pawlak, Wszystko co zaśpiewał, "Newsweek" 2004.
  20. J. Mikołajewski, Umarł Konrad, niech żyje Jacek, "Gazeta Wyborcza" dod. "Duży Format" z 10 maja 2004.
  21. M. Wojtasik, Niepiosenki barda, <http://tin.pl/article.php/1398> z 01.06.2004.
  22. M. Hemar, W oranżerii piosenek, "Wiadomości Literackie" 1934, nr 52-53, s. 21.
  23. Z. Kloch, A. Rysiewicz, Piosenka, w: Słownik literatury polskiej XX wieku, pod red. A. Brodzkiej, M. Puchalskiej, M. Semczuk, A. Sobolewskiej, E. Szary-Matywieckiej, Wrocław 1992, s. 787-788.
  24. Za dużo czerwonego, z J. Kaczmarskim rozmawia J. Piątek, "Odra" 2002, nr 1, s. 57.
  25. P. Szubartowicz, Świadek nieskończonych potyczek z niemocą, "Trybuna" z 13 kwietnia 2004.
Kwiecień 2017
Pn Wt Śr Cz Pt So N
5
11
14
15
16
17
18
30

Nadchodzące wydarzenia


26
Kwi
2017
19:00
Koncert
26 kwiecień 2017 19:00
Centrum Kultury Śląskiej - Świętochłowice, ul. Krauzego 1
Grzegorz Turnau & Jacek Królik w koncercie pt. "Wieczór sowich piosenek".
27
Kwi
2017
19:30
Koncert
27 kwiecień 2017 19:30
Kalinowe Serce - Warszawa, ul. Krasińskiego 25
Iwona Loranc w koncercie pt. "Wiosna, ach to Ty". Akompaniują: Miłosz Wośko (instrumenty klawiszowe) i Paweł [...]
28
Kwi
2017
19:00
Koncert
28 kwiecień 2017 19:00
La Boheme - Warszawa, ul. Mysłowicka 1
Przemek Mazurek w recitalu pt. "Trzeba coś robić". Liryczno-kabaretowy recital autorski, choć niepozbawiony [...]
28
Kwi
2017
19:30
28 kwiecień 2017 19:30
Teatr Ateneum - Warszawa, ul. Jaracza 2
"Jacek Kaczmarski - Lekcja historii" to spektakl złożony z pieśni Kaczmarskiego poświęconych kilkunastu sławnym [...]
29
Kwi
2017
19:30
29 kwiecień 2017 19:30
Teatr Ateneum - Warszawa, ul. Jaracza 2
"Jacek Kaczmarski - Lekcja historii" to spektakl złożony z pieśni Kaczmarskiego poświęconych kilkunastu sławnym [...]
 

Wspierane przez iCagenda

Facebook

SFbBox by enter-logic-seo.gr

© Wszelkie Prawa Zastrzeżone - 2017
Projekt i wykonanie CFTB.PL