Agata Budzyńska - Anioł, który się do nas uśmiecha

sobota, 05 styczeń 2008
Specjalnie dla "Strefy Piosenki" pisze Agnieszka Busz.

Kiedy dwa lata temu siadałam przy komputerze nie przypuszczałam, że dzień ten jest dniem, od którego ruszy lawina zdarzeń, której nijak nie można zatrzymać. Lawina, której sama do końca nie umiem wytłumaczyć.
Był marzec 2006 roku. Szukałam w sieci artystów z kręgu poezji śpiewanej. Pamiętam, że wyskoczyła mi strona z jakimś zestawieniem artystów krainy łagodności - był to chyba ranking najczęściej odwiedzanych stron. Do każdego wykonawcy było jakieś zdjęcie, link, zachęcenie by kliknąć właśnie tam, a przy stronie Agaty była prosta informacja "Strona internetowa Agaty Budzyńskiej".
Już wtedy wydało mi się to dziwne - cóż to za skromna gwiazda - i właśnie przez tę skromność kliknęłam w banner jej strony.

Na samym początku znalazłam z tą Artystką wspólną pasję - anioły. Ja aniołki zbieram od wielu lat, a Agata jeszcze o nich śpiewała i strącała z nieba. Gdy zaczęłam słuchać fragmentów piosenek umieszczonych na stronie, a wówczas nie było ich zbyt wiele, byłam pod wielkim wrażeniem. Pod wrażeniem głosu, śpiewu, a przede wszystkim pod wrażeniem tekstów - bardzo mądrych, dojrzałych, chwytających za serce.
Nie wiedziałam, gdzie mogę zdobyć te nagrania w całości. W księdze gości znalazłam wpis męża Agaty, Andrzeja Trąbki, który prosił o kontakt osoby zainteresowane twórczością jego żony. Oczywiście zaraz napisałam do niego i dokładnie czwartego kwietnia 2006 doszła do mnie płyta "Dni człowieka są jak trawa". Już wówczas wszystkie daty związane z moim "szukaniem" Agaty - choćby datę wysłania maila do jej męża, czy datę otrzymania płyty, zapisywałam w swoim pamiętniku. Tak, by absolutnie nic, co było związane z Agatą, nie umykało mojej pamięci. Czułam, że jest to szalenie ważne.
Płytę przegrałam i słuchałam do zdarcia. Oryginał leżał na półce, jak rzecz co najmniej święta i absolutnie nie do ruszenia. W tym samym czasie koleżanka, która pracowała w rzeszowskim radiu, prowadziła audycje, w której prezentowała zawsze jednego, wybranego artystę. Tym samym Agata Budzyńska zagościła w "Herbaciarni" już 13 maja 2006r.
Dalsze miesiące, do stycznia 2007, wypełniłam szukaniem wszystkiego, co "Agatkowe". Szukałam kontaktu z autorami  wspomnień zawartych w książce "Rozpalcie nowe słońca", zatapiałam się w wierszach poetów, których utwory śpiewała Agata, poszłam na koncert Starego Dobrego Małżeństwa, głównie by spotkać Wojtka Czemplika, z którym współpracowała, itd. Był to czas, w którym twórczość i osoba Agaty Budzyńskiej po prostu nie dawała mi spokoju. Czas, kiedy uświadomiłam sobie, że pierwszy raz w życiu coś tak bardzo mnie zachwyciło. 
W styczniu 2007r. napisałam maila do Anny Treter z pytaniem, czy zgodziłaby się zaśpiewać piosenkę Agaty, za darmo. Odpowiedź była natychmiastowa. Padło tylko pytanie "gdzie i kiedy" i chyba właśnie wtedy zrodził się pomysł powstania płyty "Agacie Budzyńskiej - Przyjaciele".

  Skoro zgodziła się Ania, to może zgodzą się i inni? W "księdze gości" na stronie Agaty znalazłam numer telefonu do Ewy Bis - serdecznej przyjaciółki Agaty. Napisałam do niej o tym pomyśle. Ewa na początku była sceptyczna, podziękowała za chęci i powiedziała, że na takie przedsięwzięcie potrzeba dużo czasu i pieniędzy. Wiedziałam, że jeśli się poddam  teraz, to wszystko stanie w miejscu. I napisałam jej, że jak tak będziemy siedzieć, to nigdy niczego nie zrobimy. Nie wiem, jaka energia i siła już w tym wszystkim była, bo Ewa odpisała: "szukaj artystów, a resztą będziemy się martwić potem".
No i przygotowania zaczęły się na dobre. Wysyłanie setek wiadomości, wykonywanie dziesiątek telefonów. Nie wiem, czym kierowałam się przy wyborze artystów. Pamiętam, że któregoś dnia jechałam rano do pracy i przyszło mi do głowy, by sprawdzić wszystkie wpisy gości na stronie Agaty. Przeglądałam księgę, wpis po wpisie, aż trafiłam na małe wspomnienie Tadeusza Kroka. Gdy godzinę później rozmawiałam z nim telefonicznie, powiedział, że nie wyobraża sobie nie wziąć udziału w tym przedsięwzięciu.
Można teraz zadać pytanie, czy nad tym wszystkim czuwała Agata? Patrząc z perspektywy czasu i podsumowując wszystkie wydarzenia i sploty okoliczności, z całą pewnością mogę stwierdzić, że tak. Płyta już zaczynała żyć własnym życiem...

W tym samym czasie bardzo się rozwinęła moja znajomość z Ewą Bis. Dzwoniłyśmy do siebie codziennie, a Ewa godzinami opowiadała o Agacie. Wspominała wspólne spotkania, wycieczki, opowiadała o Jej życiu prywatnym, koncertach, aniołach, miłościach. To był czas, kiedy ja ze wspomnień innych zaczęłam sama sobie stwarzać obraz Agaty. Zastanawiałam się, co Ona powiedziałaby na to wszystko. Pamiętam dzień, kiedy pierwszy raz jechałam do Lublina na spotkanie z Ewą. Było to 23 lutego. Ewę znałam zaledwie miesiąc, wyłącznie z rozmów telefonicznych, w dodatku dopadło mnie jakieś mocne przeziębienie, więc w zasadzie jechałam chora - nic jednak nie mogło przeszkodzić naszemu spotkaniu.
Rozmawiałyśmy prawie do rana. Ewa pokazała mi wszystkie zdjęcia Agaty, biżuterię, artykuły z gazet z września 1996 roku. Wyszukała też starą kasetę z piosenkami, którą podarowała jej Agata. Słuchałyśmy jej, żeby spisać tytuły utworów i sprawdzić, czy są tam piosenki nieznane, których nie ma jeszcze w internecie. Gdy rozpoznałyśmy już pierwszą piosenkę i chciałyśmy przewinąć taśmę w przód, by rozszyfrować kolejną, magnetofon odmówił nam posłuszeństwa. Mogłyśmy tylko cofać taśmę. Potem żartowałyśmy, że to pewnie Agata chce, by Jej słuchać, a nie przewijać... Może coś w tym było...?
Dla mnie najważniejszym momentem tego dnia było zobaczenie Agaty "na żywo". Ewa miała nagrany krótki występ na kasecie video. Niesamowite wrażenia. Czułam się, jakbym była na koncercie Agaty, zwłaszcza, że był to jeden z ostatnich koncertów w Jej życiu. Drugiego dnia pojechałyśmy na cmentarz oraz do rodzinnego domu Agaty. Było strasznie zimno, wiał mocny wiatr, który bardzo dawał się we znaki. Nie wiem, co czułam będąc przy tym grobie. Chyba wszystko po trochu: radość, że mimo wszystko jestem tak blisko Agaty, ale też smutek, żal, rozgoryczenie. Najlepszym lekarstwem podobno jest czas, ale w naszym przypadku to właśnie czas jest "winien" temu, że nie było nam dane poznać się osobiście. Zresztą, trudno się teraz zastanawiać, jakby to było gdyby Ona żyła...
Rodzice Agaty przyjęli mnie bardzo ciepło i serdecznie. Dom wypełniony jest fotografiami jedynej córki Państwa Budzyńskich. Gdy weszłam do pokoju Agaty, miałam wrażenie, że Ona tam zaraz wróci. Tam wszystko jest tak, jak było przed tą ostatnią podróżą w którą wyruszyła. I atrament zielony czeka, i aniołki, i okulary przeciwsłoneczne. Na swoją Panią nadal czeka kot "Świr", który obecnie ma już 14 lat.  Nawet kartka w kalendarzu jest sprzed 22 września 1996. Na pamiątkę wizyty w Lubartowie dostałam aniołka, który należał do Agaty i który od tej pory jest najcenniejszym aniołkiem w mojej kolekcji. Z Państwem Budzyńskimi utrzymywałam już cały czas kontakt telefoniczny.
Zbliżała się 11 rocznica śmierci Agaty, nie wyobrażałam sobie, że mogłabym nie pojechać do Lubartowa. Miałam tylko jeden dzień - 21 września. Pobyt w Lubartowie zaczęłam od odwiedzenia Agaty. Bardzo długo stałam wtedy przy Jej grobie. W myślach pewnie nawet opowiadałam Jej o płycie, koncercie i o wszystkich przygotowaniach. Potem odwiedziłam Jej rodziców i nie umiałam odmówić namowom i prośbom bym została do dnia następnego. Ze względu na daty, te dwa dni były jednym wielkim wspomnieniem o Agacie. O Agatce–dziecku, Agatce-artystce, a przede wszystkim o Agacie-córce. Tego samego dnia raz jeszcze wybrałam się z Panią Budzyńską na cmentarz. W czasie drogi opowiadała mi o dniu, w którym Agata zginęła. Późnym wieczorem oglądaliśmy zdjęcia, a one przywoływały wiele historii z Jej życia. Wśród tych wszystkich fotografii była też ta, której nikt nie chciał zobaczyć. Było to ostatnie zdjęcie Agaty, w trumnie. Zdjęcie, które do dziś mam przed oczami. Było już bardzo późno - tuż przed drugą w nocy, gdy poszliśmy spać. Przez te dwa dni mogłam pomieszkać w pokoju Agaty. Pamiętam, że nie mogłam zasnąć wiedząc, że miejsce w Jej łóżku, akurat w rocznicę śmierci, zajmuję ja. Te dwa dni w Lubartowie były dla mnie wielkim przeżyciem. Rodzice Agaty obdarowali mnie taką serdecznością, że trudno mi było się z nimi rozstać. Do domu przywiozłam kolejny kawałek życia Agaty - listy, różne Jej zapiski, biżuterię no i aniołki.

Trzeci raz do Lubartowa wybrałam się dzień przed koncertem promującym płytę i książkę "Agacie Budzyńskiej - Przyjaciele". Byłam razem z Martą Januszewską - współautorką książki. Zanim dojechałyśmy na miejsce, było już ciemno i byłyśmy chyba jedynymi osobami na cmentarzu o tej porze. Drogę bardzo mocno oświetlał  nam księżyc... nie dało się go nie zauważyć. Potem pojechałyśmy do Rodziców Agaty, którzy mieli okazję po raz pierwszy posłuchać płyty. Państwo Budzyńscy chyba dopiero wtedy zrozumieli dlaczego o Agacie zrobiło się znowu tak głośno. Dnia następnego (24 listopada 2007) w lubelskiej "Chatce Żaka" od rana trwały przygotowania do koncertu.  Czas płynął tam wyjątkowo szybko. Pamiętam jak w czasie próby Tomka Jarmużewskiego, uświadomiłam sobie, że to naprawdę się udało. Chyba właśnie na koncercie wszystko to do mnie nareszcie dotarło.
Sam koncert był wyjątkowy. Myślę, że było to spotkanie Przyjaciół Agaty. Piosenki z płyty, wspomnienia artystów, scena przystrojona białymi margerytkami, gitara i pusty fotel i wreszcie głos Agaty. Wszystko to wywołało wzruszenie nie tylko u mnie.

Płyta, książka i koncert absolutnie nie były i nie są finałem pracy włożonej w powstanie tych projektów. To dopiero początek. Z całą pewnością mogę stwierdzić, że cel jaki sobie założyłam został osiągnięty. Twórczość Agaty Budzyńskiej została przypomniana, odkurzona, od nowa zauważona. Chciałam, by Agata powróciła we wspomnieniach tych, którzy Ją znali, a płyta była dla tych, którym nie było to dane, przybliżyła wyjątkowość twórczości tej Artystki. Teraz przesłaniem dla nas wszystkich jest, by Agata już zawsze żyła w swoich piosenkach, by nie był to tylko krótki powrót zza światów.
Praca nad płytą bardzo wiele mnie nauczyła. Nie zawsze było łatwo. Mimo wszystko, dziś wspominając te wszystkie wydarzenia wiem, że było warto. Nie czuje się w żaden sposób osobą, która powinna być wyróżniona. Wiem, ilu Przyjaciół przyczyniło się do powstania płyty, ile osób włożyło w to swoje serce, chęci, poświęciło swój czas.
Agata Budzyńska w moim życiu uczyniła coś bardzo dobrego. Zabrała mnie w podróż do "takiego świata gdzie smak miłości dojrzewa powoli, gdzie rana życia uśnie pod ustami, sny się spełniają a prawda nie boli". Zabrała mnie do swojego własnego świata, do świata swojej poezji.
Gdy w świąteczny wieczór (26 grudnia 2007) słuchałam specjalnego wydania audycji "Gitarą i Piórem", poświęconego Agacie Budzyńskiej, Jej głosu z archiwalnej taśmy, zastanawiałam się czy ja powinnam tęsknić za Agatą, czy ja w ogóle mogę za Nią tęsknić...? Miesiąc po koncercie audycja znów przypomniała o Agacie. A wielu osobom pokazała Ją po raz pierwszy. Świadczą o tym wszystkie "aniołki" zapisane w "księdze gości" na stronie Agaty.
Wiem też, że tam po drugiej stronie nieba jest Anioł, który się do nas uśmiecha...

Agnieszka Busz - specjalnie dla "Strefy Piosenki".

Od redakcji - za Wikipedią:
Agata Budzyńska
(ur. 10 lutego 1964, zm. 22 września 1996) – poetka, kompozytorka i piosenkarka.
Urodziła się w Lubartowie. Studiowała filologię polską na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim Tytuł magistra uzyskała 31 stycznia 1990. Oprócz tego ukończyła studium zawodowe i otrzymała tytuł instruktora kulturalno-wychowawczego o specjalności teatralnej.
Początkowo występowała w duecie z Dorotą Najdą jako Buduar. W 1983 roku zespół otrzymał wyróżnienie w Ogólnopolskim Studenckim Przeglądzie Piosenki Turystycznej YAPA w Łodzi. Jako solistka zadebiutowała w 1984 roku na Studenckim Festiwalu Piosenki w Krakowie. Otrzymała wówczas wyróżnienie za pierwiastek kobiecości.
W latach 1985-1987 wystąpiła trzykrotnie na festiwalu Piosenki Miłosnej i Erotycznej "Blyrwa i Amor" w Poznaniu zdobywając kolejno: wyróżnienie, pierwszą nagrodę i Grand Prix Festiwalu. W latach 1990-1991 prowadziła w Lubelskim Domu Kultury cykliczne wieczory artystyczne pod nazwą "Agata Budzyńska i jej goście". W latach 1991-1994 współpracowała z Teatrem Literacko-Muzycznym w Lublinie. Występowała w bajkach dla dzieci, a także w programie poetyckim "Niedokończona krucjata" dla młodzieży szkół średnich.
Zmarła tragicznie na Mazurach w wyniku zatrucia czadem z piecyka, nocując na żaglówce podczas jednego z festiwali piosenki turystycznej. Pozostawiła po sobie wiele wierszy i piosenek. Jej autorstwa są "Piosenka dla moich przyjaciół" (Moi przyjaciele, bądźcie zawsze ze mną...) i "Pioseneczka" (znana bardziej jako Aniołek – Narysuję dla Ciebie aniołka...) śpiewane często przy ogniskach lub podczas imprez turystycznych.

 

Listopad 2017
Pn Wt Śr Cz Pt So N
2
28

Nadchodzące wydarzenia


22
Lis
2017
18:00
22 listopad 2017 18:00
KDK - Kutno, ul. Żółkiewskiego 4/CTMiT - Kutno, ul. Teatralna 1
XIII Ogólnopolski Festiwal Jeremiego Przybory Stacja Kutno 19 listopada (niedziela)CTMiT - Kutno, ul. Teatralna 1godz. 18.00 - [...]
22
Lis
2017
19:00
22 listopad 2017 19:00
Filharmonia Kaszubska. Wejherowskie Centrum Kultury - Wejherowo, ul. Sobieskiego 255
Andrzej Poniedzielski w najnowszym projekcie zatytułowanym Melo - Nie - Dramat. W programie dużo inteligentnego humoru, satyra i [...]
22
Lis
2017
19:00
22 listopad 2017 19:00
Bielański Ośrodek Kultury - Warszawa, ul. Goldoniego 1
Łukasz Majewski - Koncert promujący nową płytę pt. Niebajka. Jego piosenki wielokrotnie były [...]
23
Lis
2017
18:00
23 listopad 2017 18:00
KDK - Kutno, ul. Żółkiewskiego 4/CTMiT - Kutno, ul. Teatralna 1
XIII Ogólnopolski Festiwal Jeremiego Przybory Stacja Kutno 19 listopada (niedziela)CTMiT - Kutno, ul. Teatralna 1godz. 18.00 - [...]
23
Lis
2017
18:30
23 listopad 2017 18:30
Wawerskie Centrum Kultury - Warszawa, ul. Żegańska 1a
Teresa Drozda opowiada o osobie i twórczości Marii Czubaszek. Spotkanie w cyklu "Radiowe perełki". Wstęp [...]
 

Wspierane przez iCagenda

Facebook

SFbBox by enter-logic-seo.gr

© Wszelkie Prawa Zastrzeżone - 2017
Projekt i wykonanie CFTB.PL