Ironistą jestem od urodzenia - mówi Piotr Bukartyk

czwartek, 10 czerwiec 2010
Z Piotrem Bukartykiem o płycie "Z czwartku na piątek" rozmawia Teresa Drozda:

- Rozmowę prowadzimy nocą z czwartku na piątek. Od kilku lat, o tej właśnie porze piszesz piosenki. Zupełnie niedawno ukazała się też płyta pod takim tytułem "Z czwartku na piątek". Piosenkę na jutro rano masz już napisaną?

- No, nie mam. Cały problem polega na tym, że przed chwilą zszedłem ze sceny w Harendzie, gdzie z całym pięcioosobowym bandem graliśmy koncert, który lekko przekroczył  2,5 godziny. Jestem troszeczkę zdarty i zmasakrowany. Teraz, w studiu radiowym, też posiedzimy parę godzin i dopiero potem napiszę piosenkę na jutrzejsze spotkanie z redaktorem Mannem, w audycji "Zapraszamy do Trójki". Jadąc z koncertu do radia, w samochodzie, jakiś zaczyn tej piosenki przyszedł mi do głowy. To będzie piosenka o tym, że nie mam piosenki na jutro. Chyba nie pierwszy raz ten temat przyszedł mi do głowy, i taki właśnie wątek się pojawi.
 
- A może słuchacze podrzuciliby Ci jakiś temat na piosenkę, być może nie na ten jutrzejszy poranek, ale do wykorzystania w przyszłości. Czy należysz do tych autorów, którzy chorują, słysząc zwrot: "mam dla pana świetny temat"?

- Redaktor Wojciech Mann czasem stosuje ten zabieg i publicznie na antenie zobowiązuje mnie do poruszenia w niedalekiej przyszłości konkretnego tematu. Niedawno pojawiła się w taki sposób piosenka poświęcona zagadnieniom polskiego kolejnictwa. Powstała ona na życzenie słuchacza, który został nawet wymieniony w tekście tej piosenki, co sprawiło mu wielką radość. Zdarza się tak, że czasem po prostu nie ma tematów, nic się nie dzieje na świecie, a w związku z tym można napisać o tym, że jest wiosna. Super, że cokolwiek się zmienia, choćby pory roku. Natomiast są ludzie, którzy od czasu do czasu dokładają wszelkich starań, żebym miał o czym pisać, myślę tu głównie o politykach. Politycy robią różne fajne rzeczy, które aż się proszą, żeby je skomentować, i to ku uciesze społeczeństwa. Przez 3 lata zdążyłem się zorientować, że szczególnie cieszą słuchaczy właśnie piosenki o politykach.

- Trzeci rok i tylko jedna płyta?

- Spotkałem się już z tą uwagą i zastrzeżeniem. Redaktor Mann nawet publicznie wyraził oczekiwanie, że płyta powinna wychodzić co kwartał. Niestety wydanie płyty własnym sumptem, za ciężko pożyczone pieniądze, jest jednak sporym wysiłkiem, w trakcie którego teraz jestem. Płyta podobno dobrze się sprzedaje, ale mnie kojarzy się to póki co, wyłącznie z wydatkami. Terminy płatności są odległe i nie wiadomo, czy w ogóle nastąpią. Niestety, nie stoją za nami żadne poważne konsorcja, ani sponsorzy, więc wydanie płyty jest naszą prywatną robotą. Ta płyta powstała tylko dlatego, że nagrałem ją z kolegami, którzy włożyli w to serce i umiejętności, nie żądając natychmiast honorariów za wykonaną pracę.  

- To problem natury finansowej, ale jednocześnie - to jest wolność. Możecie zrobić absolutnie wszystko. Słyszałam nawet, że w jakimś wywiadzie określiłeś tę płytę mianem "płyty wolnych ludzi". Mnie się to sformułowanie szalenie podoba. 
 

- Teraz w ogóle nie ma w Polsce wydawców, którzy w zamian za możliwość umiarkowanej ingerencji w materiał poszczególnych wykonawców, wyłożyliby pieniądze na zrealizowanie szerszych i bardziej ambitnych planów nagrania płyty, np. żeby zaśpiewał kilkudziesięcioosobowy chór albo żeby studio było najlepsze na świecie i dostępne w nieograniczonym czasie.  

- Poprzednie Twoje płyty w większości powstawały podobnie. Nie wiem, którą z nich lubię najbardziej, ale ironistą jesteś chyba od urodzenia... Komuś to zawdzięczasz?

- Bardzo wcześnie zacząłem grać. Byłem nieopierzony i ulegałem wpływom starszych kolegów. To były lata 80-te, czas walki, kiedy trzeba było pisać poważnie, więc starałem się bardzo poważnie, chociaż było to trochę wbrew mojej naturze. Ze swoich płyt lubię najbardziej tę ostatnią, ponieważ na niej jestem najbardziej sobą. Zarejestrowałem na niej piosenki wolnego człowieka, bez żadnego się napinania.
Dodatkowo płyta powstała w miłym towarzystwie, czyli z Grupą MoCarta. Wspomnę nieskromnie, że chłopcy sami zaproponowali, że chcą ze mną nagrać utwór "Kobiety jak te kwiaty" i do tej pory nie wiem, jak mam się im odwdzięczyć. Jeśli będą chcieli nierówno grającego gitarzystę rytmicznego, to będę za nimi jeździł.

- A jak doszło do Waszego spotkania?

- Spotkaliśmy się przed koncertem, na którym razem występowaliśmy. Przed naszymi występami rozmawialiśmy na łące przed Stodołą, ponieważ koncert odbywał  się w Dobrym Mieście w Stodole Kultury. Wtedy jeszcze sobie nie zdawałem sobie sprawy, że ta słynna Grupa MoCarta może wiedzieć o moim istnieniu. Okazało się, że panowie nie tylko wiedzą o moim istnieniu, ale sami zaproponowali mi wspólne wykonanie piosenki. Propozycję tę przyjąłem jako miły i niezobowiązujący zwrot towarzyski. Czasami kurtuazyjnie mówi się takie rzeczy innym. Mimo wszystko byłem zachwycony tą propozycją, bo to artyści, których bardzo cenię i ucieszyłem się, że znają mój niezbyt popularny repertuar. Zamysł płyty "Z czwartku na piątek" powstawał dość długo, ponieważ do ostatniej chwili pisałem na nią piosenki. Troszeczkę trwało zanim udało nam się zacząć wspólną pracę, ale przy okazji jakiegoś kolejnego spotkania, panowie podtrzymali swoją deklarację  i naprawdę wykonaliśmy razem kilka piosenek. Nie jest też tak, że Grupa MoCarta weszła do studia i coś tam sobie niezobowiązująca zagrała. Na płycie są profesjonalne aranże Filipa Jaślara i Michała Sikorskiego. Ze swojej strony zaproponowałem dwie piosenki, a okazało się, że Filip sam przygotował jeszcze aranż do piosenki "Kobiety jak te kwiaty". Oni naprawdę lubią tę piosenkę, a praca z nimi to mistrzostwo świata. Kiedy koledzy zagrali pierwszy raz w studiu nagrań, buty mi spadły z wrażenia, a oni na to „Piotrek, nie żartuj, my się dopiero rozgrzewamy”.  

- Wróćmy do Twojego ironicznego patrzenia na świat. Niezwykłym ironistą  był też Jacek Zwoźniak.

- Jacek Zwoźniak jest postacią  bardzo mi bliską. Poznałem go, będąc w drugiej klasie ogólniaka. Któregoś dnia, w moim rodzinnym mieście, po prostu pojawił się Jacek z kolegą po to, żeby powiedzieć mi, że napisałem ładną piosenkę. To było wielkie i dla mnie niezwykłe. Odnaleźli mnie na szkolnym korytarzu tylko po to, żeby wyrazić swoje uznanie. Miałem wtedy jakieś 17 lat i była to pierwsza piosenczyna, jaką ułożyłem, a która gdzieś wpadła im w ucho. Balladka pod tytułem "Mezalians prowincjonalny".
Wielokrotnie spotykaliśmy się później z Jackiem, ponieważ spędziłem kilka lat życia we Wrocławiu, rodzinnym mieście Jacka, i odbierałem te spotkania jako duże wyróżnienie.
Był i jest mi bardzo bliski jego sposób oglądu świata. Jacek miał zdrowy dystans, zwłaszcza do naszej polskiej, troszeczkę na wyrost, skłonności do ulegania różnym martyrologiom. Myślę, że nieopatrznie odsłonił te poglądy w czasach, kiedy wszyscy byli zachwyceni Polską i Polska sama sobą też była zachwycona. Jacek starał się troszeczkę tonować to w swojej twórczości, co spotkało się z bardzo złym odbiorem. Myślę, że był lepszy od wielu twórców tamtego pokolenia. Jednak, jak w każdym środowisku, tak i w środowisku piosenki autorskiej, panuje pewnego rodzaju konkurencja, w związku z którą dzieje się tak, jak się dzieje z pamięcią o Jacku, który rzeczywiście zostawił kilka utworów niedoścignionych w swojej formie.

- Przywołałam go między innymi dlatego, że czuję pewien rodzaj wspólnoty myśli pomiędzy tym, co pisał on, a tym co piszesz dzisiaj Ty. Po drugie ciągle szukam kogoś, kto mógłby te piosenki zaśpiewać, ponieważ oprócz tego, że są mało rozpowszechnione, to mają też pewien grzech wykonania z lat 80- tych, aranżacje, które dzisiaj są trudne do zaakceptowania. Myślałeś kiedykolwiek o tym, żeby sięgnąć po czyjeś piosenki? Robiłeś takie próby? Może na kolejnej płycie, jako bonus, zaśpiewałbyś kilka piosenek Jacka Zwoźniaka?

- To nie jest wykluczone. Myślę, że takie wykonanie byłoby gdzieś w moim zasięgu. Jeśli nie zabieram się za nic w rodzaju coverów, to dlatego, że sam siebie nie mam za wokalistę. Sporadycznie zdarzają się takie propozycje. Kilka lat temu pozytywnie odpowiedziałem na propozycję wykonania dwóch piosenek Jacka Kaczmarskiego, który wykonawczo nie jest kompletnie moją bajką, natomiast mogę powiedzieć, że znaliśmy się i darzyliśmy sympatią. Kaczmarski również naruszył pewne tabu, że o Polsce i Polakach mówimy tylko dobrze i z pewnym namaszczeniem. Choćby "Mury", które stały się hymnem wielkiego społecznego ruchu, ale tak naprawdę mam wrażenie, że nikt tej piosenki do końca nie dosłuchał. A to, że stała się ona hymnem - nie było wyborem Jacka. To, co z jednej strony pomogło mu tę piosenkę (i siebie) spopularyzować, ale później było kulą u nogi. Inną rolę mu przypisano, on sam, chciał pisać i śpiewać o czym innym. Dla niego, jako autora o nieskrępowanej wyobraźni, pewien rodzaj zaszufladkowania był krępujący. Zwłaszcza, że to stawiało przed nim jako autorem wymagania, którym w ogóle nie zamierzał sprostać. Ja wolę tę część jego twórczości mniej interesującą dla większości społeczeństwa. Fascynują mnie jego teksty, w których podaje w wątpliwość wiele rzeczy i wiele obiegowych polskich opinii na polskie tematy. Najbardziej intrygujące w twórczości Jacka było to, że podchodził serio do tematów, które poruszał i przedstawiał je z różnych punktów widzenia. Potrafił nawet zanegować pogląd, który zasugerował w innym utworze. Był człowiekiem, który niewątpliwie przykładał się do swojej pracy i szukał, a nie twierdził, że znalazł. Wiem też od Zbigniewa Łapińskiego, że Jacek Kaczmarski będąc w Australii, odnotował istnienie mojej twórczości i śledził ją.

- A wracając jeszcze do Twojej najnowszej płyty...

- Jakieś 3 – 4 godziny po napisaniu, piosenka jest wykonywana na antenie Programu 3. Największym problemem w studiu jest taka siatka na mikrofon zapobiegająca sprzężeniom. Zasłania mi ona pół kartki z tekstem, która, nie ukrywajmy, nie jest czystopisem. W związku z tym, że melodia powstała 5 minut wcześniej, a tekstu nie znam, czasem powstaje takie fajne przesunięcie. Opóźnienie powstaje nie dlatego, że mam taki talent i luz, ale dlatego że za każdym razem muszę wyjrzeć zza siateczki i trafić wzrokiem w linijkę tekstu.
To wybór z kilkudziesięciu piosenek, które napisałem przez ostatnie 3 lata. Na płycie znajduje się 18 piosenek z ok. 80, a cała reszta nie jest specjalnie potrzebna, ani mnie, ani nikomu. Jest wiele piosenek, do których nie wracamy po ich jednorazowym wykonaniu na antenie Programu 3, ponieważ czasami są to po prostu żarty, piosenki o tym, że nie ma piosenki. Zdarzały się też takie, które trwały 30 sekund, jak choćby moja piosenka świąteczna.
Pewnie niedługo nagramy jakąś następną płytę. Pióra nie odkładam. Dopiero się rozkręcam.
 
Rozmawiała: Teresa Drozda.
 
Od redakcji:
Rozmowa jest zapisem audycji "Nocne Spotkania", która miała miejsce 9 kwietnia 2010r. na antenie I Programu Polskiego Radia.
 
 
Sierpień 2017
Pn Wt Śr Cz Pt So N
8
27
28
29

Nadchodzące wydarzenia


19
Sie
2017
20:00
Koncert
19 sierpień 2017 20:00
Centrum Kultury i Sztuki Dwór Kossaków - Górki Wielkie, ul. Stary Dwór 4
Wieczór sowich piosenek to dwoista propozycja. Po pierwsze – spotkanie dwóch [...]
19
Sie
2017
20:30
Koncert
19 sierpień 2017 20:30
Teatr Atelier - Sopot, al. Mamuszki 2
Piotr Machalica w recitalu pt. Mój ulubiony Młynarski. Występują:Piotr Machalica – wokalKrzysztof [...]
20
Sie
2017
19:30
Koncert
20 sierpień 2017 19:30
Teatr Atelier - Sopot, al. Mamuszki 2
Piotr Machalica w recitalu pt. Mój ulubiony Młynarski. Występują:Piotr Machalica – wokalKrzysztof [...]
21
Sie
2017
19:30
Koncert
21 sierpień 2017 19:30
Teatr Atelier - Sopot, al. Mamuszki 2
Piotr Machalica w recitalu pt. Mój ulubiony Młynarski. Występują:Piotr Machalica – wokalKrzysztof [...]
22
Sie
2017
19:30
Koncert
22 sierpień 2017 19:30
Teatr Atelier - Sopot, al. Mamuszki 2
Piotr Machalica w recitalu pt. Mój ulubiony Młynarski. Występują:Piotr Machalica – wokalKrzysztof [...]
 

Wspierane przez iCagenda

Facebook

SFbBox by enter-logic-seo.gr

© Wszelkie Prawa Zastrzeżone - 2017
Projekt i wykonanie CFTB.PL