Najlepiej wspinałam się na drzewa - mówi Joanna Kaczmarek

wtorek, 28 grudzień 2010
Z Joanną Kaczmarek, laureatką I nagrody XIII konkursu "Pamiętajmy o Osieckiej", rozmawia Teresa Drozda.

- Minęły prawie dwa tygodnie od finału XIII Festiwalu "Pamiętajmy o Osieckiej". To poważna i prestiżowa impreza. Przesłuchania zaczynają się w maju, finał jest w październiku, więc długo trwają też emocje związane z konkursem. Oswoiłaś się już z tym, że wygrałaś?
 
- Zdecydowanie tak. Można powiedzieć, że w pewnym stopniu się oswoiłam z wygraną, ale w dalszym ciągu nie ogarniam tego, co się stało. Wielu ludzi gratuluje mi wygranej, a ja pomimo tego, że się cieszę, nie wiem jak się zachować. Raczej nie ma też we mnie euforii, bardziej pozostał żal, że moja przygoda z Festiwalem się zakończyła. To wyjątkowy konkurs, ponieważ główna jego część odbywa się w Sopocie w Teatrze Atelier, gdzie, jako uczestnicy konkursu, przebywaliśmy ze sobą 24 godziny na dobę. Bardzo się zżyliśmy.W tym momencie cały czas jesteśmy na telefonach, smsach i nie możemy się rozstać. Ten czas spotkań porusza mnie bardziej niż nagroda, którą otrzymałam.
 
- Nagroda jest jednak bardzo ważna, bo może skutkować zaproszeniami do poważnych koncertów lub do przygotowania recitalu z piosenkami Agnieszki Osieckiej...

- Byłoby miło, aczkolwiek nie jestem pewna, czy droga pofestiwalowa zawsze się tak układa... Na pewno jest to jednak ważny punkt w moim życiu zawodowym.

- Jak zaczęło się Twoje wychodzenie na scenę?

- Mama opowiadała, że wespół z moim bratem bliźniakiem wydzieraliśmy się z wózka zanim jeszcze zaczęliśmy chodzić. Wystawialiśmy głowy, każde po swojej stronie i po prostu na spacerze śpiewaliśmy wszystko, co nam wpadło do ucha. Nasza mama pracowała w Teatrze Lalek we Wrocławiu, gdzie prowadziła muzyczne próby do spektakli i gdy nie było co z nami zrobić, zabierała nas ze sobą i słuchaliśmy tego, co dzieje się na próbach. Później cały czas śpiewaliśmy zasłyszane tam piosenki ile i gdzie tylko się dało. A jak już zaczęliśmy chodzić to każda okazja do zaśpiewania była dobra.
Śpiewające czysto, na dwa głosy, bliźniaki stanowiły zjawisko uwielbiane przez przedszkole, a później szkołę. My tego nie kontrolowaliśmy: ktoś nas prosił, to wychodziliśmy i śpiewaliśmy, bo to umieliśmy robić najlepiej. Mieliśmy bardzo szeroki repertuar. Poczynając od ludowizny, gdzie hitem była oczywiście "Hej bystra woda" na dwa głosy. Śpiewaliśmy wszystkie piosenki z bajek z teatru, a mniej dziecięcy repertuar znaliśmy ze szkoły teatralnej, gdzie nasza mama jest wykładowcą.
 
Kluczowym momentem w moim życiu jest musical "Piotruś Pan". Mama przygotowywała nas do występów w kilku konkursach dla dzieci i na wszystkie sposoby później próbowała nas zaciągnąć na scenę (a od pewnego momentu byliśmy w tym temacie oporni). Gdy mieliśmy po 10 lat, poprzez jeden z festiwali dostaliśmy się do programu telewizyjnego, który nazywał się "Wygraj, wyśpiewaj"... Pojechaliśmy do Warszawy zaśpiewać w studiu, co było ciekawym i sympatycznym doświadczeniem. Wtedy (aby skłonić nas do pójścia do ROMY) mama użyła podstępu, że w Teatrze Muzycznym Roma powstaje spektakl dla dzieci pt. "Piotruś Pan" i dzieją się ciekawe rzeczy - "Piotruś Pan" był naszą ulubioną bajką, więc zadziałało i bardzo chcieliśmy zobaczyć jak jest przygotowywany. W teatrze spotkaliśmy Pana Janusza Józefowicza i Pana Janusza Stokłosę, przed którymi na prośbę mamy zaśpiewaliśmy i tym sposobem zaczęła się nasza kilkuletnia przygoda z "Piotrusiem Panem". Rozpoczynały się próby do spektaklu, więc nastąpiła szybka przeprowadzka z Wrocławia do Warszawy. Wtedy zaczął się fantastyczny i beztroski okres mojego życia. Mieszkaliśmy w teatrze przez pełen rok, bez rodziców. Czuliśmy się jak w raju. Chodziliśmy do szkoły w Warszawie. Później przyjeżdżaliśmy do Warszawy już tylko na okresy grania spektaklu.

- Twój brat zagrał w tym spektaklu główną rolę...

- To była zabawna historia, bo znaleźliśmy się tam trochę przypadkiem, już po głównym castingu. Niby wszystkie postaci były mniej więcej obsadzone, a tu nagle Tomek Kaczmarek z Wrocławia otrzymał główną rolę. Ja natomiast byłam wtedy w okresie bycia chłopcem, więc bardzo pasowała mi rola Zagubionego Chłopca (Ciutka). Bardzo walczyłam o to, aby zagrać chłopca jak najlepiej i świetnie się przy tym bawiłam. Najlepiej ze wszystkich wspinałam się na drzewa... To była świetna zabawa i znakomite doświadczenie. Janusz Józefowicz to człowiek, który ma niesamowite pomysły i wciąż jest to dla mnie autorytet w dziedzinie teatru muzycznego. Nie znam drugiego człowieka, który potrafiłby tak ustawiać piosenki, zrobić coś z niczego. To była fantastyczna, wartościowa praca. Wtedy też spotkałam się z Panem Jeremim Przyborą, jego pięknym librettem i tekstami, którymi zachwycaliśmy się już jako dzieci. Pan Przybora pojawiał się czasami na próbach i wtedy robiło się tak ciepło. Cieszę się, że zdążyłam go poznać.
Wydaje mi się, że gdyby nie ta przygoda, to może bym w ogóle nie śpiewała. Biorąc udział w spektaklu złapałam bakcyla na dobre. Przygoda z "Piotrusiem" trwała około czterech lat, zagraliśmy ponad 200 spektakli. Ostatni rok to były sporadyczne przedstawienia. Powyrastaliśmy z ról i kostiumów, mnie już ciężko było przebrać za chłopca, a Tomek miał mutację.

- Kończy się "Piotruś Pan", kończycie szkołę podstawową, macie 14 lat, co się dzieje dalej z Twoim rozwojem muzycznym?

- We Wrocławiu w Teatrze Lalek pod kierunkiem mojej mamy zawiązała się grupa teatralno-muzyczna "Akumulator". Razem z moimi koleżankami i kolegami ze szkoły muzycznej stworzyliśmy muzyczne towarzystwo śpiewające i pragnące na scenie mniej więcej tego samego. Trwało to wiele lat i było kolejnym rozwojowym punktem dla mnie. Wtedy zetknęłam się z interpretacją piosenki. Bardzo dużo w tym okresie zawdzięczam mojej mamie. Pracowaliśmy na tekstach naszych klasyków, m.in. Jeremiego Przybory. Właśnie wtedy zaczęła się we mnie rodzić myśl, że mogłabym stanąć sama na scenie i spróbować coś zaśpiewać. Wtedy też zapoznałam się bardziej świadomie z twórczością Kasi Groniec (którą poznałam dzięki pracy w Romie, ale wtedy niewiele mnie to obchodziło). Stała się dla mnie autorytetem i wyznacznikiem kierunku, który chciałabym przyjąć w śpiewaniu. Splot tych wszystkich doświadczeń zaowocował tym, że rzeczywiście zaczęłam wychodzić na scenę. Każdy z festiwali, w których brałam udział, był kopniakiem, żeby dalej to robić,doskonalić się. To wszystko doprowadziło mnie dwa lata temu na scenę 44. Studenckiego Festiwalu Piosenki, i w końcu na XIII Festiwal "Pamiętajmy o Osieckiej".

- Jestem bardzo ciekawa Twojej drogi do piosenek, które wybrałaś na konkurs "Pamiętajmy o Osieckiej" i Twojego pomysłu na nie, a zwłaszcza tej, z muzyką Ewy Korneckiej.

- Długo nie mogłam się zdecydować, co chciałabym śpiewać. W roku 2009 nie poszło mi w eliminacjach do konkursu. Śpiewałam dużo innych utworów, które nie były autorstwa Agnieszki Osieckiej i zabrakło mi czasu, aby się zdecydować i pomyśleć nad Festiwalem jej imienia. Jednak mam ogromne szczęście do ludzi, których spotykam na swojej drodze. Przydarzyły mi się fantastyczne warsztaty we Wrocławiu, organizowane od wielu lat przez Dom Kultury Śródmieście i Panią Halinę Bednarek. Warsztaty nazywają się "Debiuty", odbywają się co roku i polegają na tym, że pracuje się z osobistością ze świata piosenki artystycznej. W roku 2010 była to Ania Sroka, która jest niesamowicie energetycznym człowiekiem. To spotkanie naprawdę dużo mi  pomogło w doborze repertuaru na konkurs.
Podczas warsztatów zaczęłam pracować nad piosenką "Na całych jeziorach ty". Sporo nad nią kombinowałyśmy. Ania otworzyła mi oczy na wiele spraw, żeby nie bać się niektórych pomysłów. Zrobiłyśmy to kabaretowo. "Na całych jeziorach ty" to poukładana piękna piosenka o miłości, ale po co kolejny raz tak ją śpiewać, skoro można w niej wyeksponować coś nowego i Ania pokazała mi jak odszukać to coś. Przemyślałam to, czego nauczyłam się na warsztatach i wyszła z tego interpretacja, którą zaprezentowałam na eliminacjach i później na Festiwalu.
"Wtedy wrócą moje pieśni"... znalazłam kiedyś nagranie tej piosenki w wykonaniu Marka Richtera, czy Andre Ochodlo, bardzo mi się spodobało i przypomniałam sobie o tym utworze dzień przed eliminacjami. Wzięłam tę piosenkę mając w głowie to, że gram na skrzypcach i można by to zacząć wykorzystywać, ale nie do końca wiedziałam jak się do tego zabrać. Interpretacja, którą zaprezentowałam w konkursie powstała w 5 minut. Nagle pojawił się pomysł i okazało się, że to jest to.

- Czyli swoje zwycięstwo możesz zadedykować trochę Ani Sroce?

- Tak zrobiłam nieoficjalnie. Sama poukładałam sobie te pomysły, ale impuls był od Ani.

- Przyjaźnisz się z Alą Pyziak, która wygrała "Pamiętajmy o Osieckiej" w 2008 roku. Zaśpiewała mało znaną kompozycję Ewy Korneckiej "Kołysanka dla babci" i myślałam, że to ona Cię na tę Ewę Kornecką naprowadziła...

- Pamiętam, że za sprawą "Kołysanki dla babci" pierwszy raz się zetknęłam z kompozycjami Ewy Korneckiej. Wybitnie tknęła mnie ta muzyka bardzo pasuje mi sposób w jaki pani profesor pisze. Dlatego miałam w głowie "Wtedy wrócą moje pieśni". A Alicja zdecydowanie jest również motorem wielu moich działań. Nasza przyjaźń to kolejna piękna historia związana ze światem festiwali i piosenki. Spotkałyśmy się nagle i zacieśniła się między nami więź. Ala dużo pomogła mi w przygotowaniu do konkursu "Pamiętajmy o Osieckiej".

- Co robisz w tej chwili?

- Zajmuję się studiowaniem na Akademii Muzycznej we Wrocławiu. Właśnie zdałam na studia magisterskie na kierunku skrzypce. W tym momencie wiem, że nie chciałabym w przyszłości pracować jako muzyk orkiestrowy, czy uczyć dzieci w szkole. Uwielbiam grać na skrzypcach, robię to zdecydowaną większość mojego życia i nie wyobrażam sobie nie grania na skrzypcach. Cieszę się, że jestem muzykiem, ale nie chcę być skrzypaczką.
Poza studiami... we Wrocławiu zaczynają się dziać bardzo fascynujące rzeczy. Założyłyśmy z moimi koleżankami szkołę musicalową dla dzieci i młodzieży (Młodzieżowa Akademia Musicalowa). Szkoła działa od stycznia. Dzieci są zadowolone z uczestnictwa w zajęciach, więc i my jesteśmy bardzo dumne z tego, że stworzyłyśmy sobie takie miejsce pracy (bardzo przyjemnej). Półtora roku temu zaczęłam też współpracę z muzykami z wydziału jazzowego Akademii Muzycznej i przygotowaliśmy recital. Nie koncertujemy regularnie, ale zaczyna się coś dziać w tej kwestii i bardzo mnie to cieszy. Zaczynają też powstawać piosenki i konkretny program. Mam nadzieję, że dojdę w końcu do czegoś absolutnie mojego i spróbujemy się z tym gdzieś pokazywać. Chciałabym, żeby to była moja droga.

- A jakie piosenki teraz śpiewasz? Jaki repertuar składa się na ten Twój niedokończony recital?

- Fakt, recital jest niedokończony. Trzeba było pozlepiać z tego, co miałam, a troszkę dołożyć nowych rzeczy. Składają się na niego moje ulubione piosenki, które znaczą coś w moim dotychczasowym życiu, czyli piosenki które śpiewałam na scenie SFP w Krakowie, znalazła się też tam Agnieszka Osiecka, piosenki Jeremiego Przybory... ale sięgamy też do współczesnych, żeby nie opierać się wyłącznie na klasyce. Gramy Nicka Cave’a, jedną piosenkę zespołu Radiohead w tłumaczeniu moim i Alicji Pyziak. Układ piosenek wciąż ewoluuje. Do tego dochodzą piosenki całkiem nowe m.in. do słów Karoliny Słyk, do których piszę muzykę (mam nadzieję, że trochę ich wspólnie stworzymy). Z tego repertuaru próbuję ułożyć całość, która miałaby sens logiczny i dramaturgiczny. Czuję, że się zbliżam do nowego projektu.

- Widzę jednak, że nie pędzisz do przodu...

- Z natury jestem niecierpliwa, ale staram się hamować, bo wiem, że powinnam. Widzę, że nie ma co pędzić i porywać się na wielkie rzeczy, których do końca się nie przemyśli, bo wychodzi coś głupiego albo nie do końca z sensem. Nie wiem, kiedy zdarzy mi się pierwsza płyta, czy chociaż kiedy nastąpi finał projektu, ale wiem, że kiedyś nastąpi. Ponadto cały czas staram się zbierać doświadczenia i rozmawiać. Wierzę, że na wszystko przyjdzie czas.

- A festiwale to już temat zamknięty?

- Raczej zamknięty. Ostatnim spełnionym marzeniem było "Pamiętajmy o Osieckiej" i już po wygraniu tego festiwalu nie mam ochoty nigdzie jechać i chyba nie ma po co.

- A co robi w tej chwili Twój brat? Czy Wasze artystyczne spotkania są kompatybilne? Czy on poszedł już zupełnie swoją drogą?

- Dalej uwielbiam śpiewać z Tomkiem, ale rzadko to robimy. Wydaje mi się, że powinnam się troszeczkę oderwać od tego, co nas łączy i starać się być samodzielna. Poza tym umówienie się na próbę we własnym domu graniczy z cudem. Tomek zajmuje się teraz sobą, aczkolwiek grywamy razem kameralne koncerciki. Tomek jest również studentem studiów magisterskich na fortepianie, wychodzi mu to znakomicie. Jest bardzo zdolnym pianistą, pięknie rozumie muzykę klasyczną i pięknie ją wykonuje. Ale drzemie w nim jazz. Cieszę się również, że my, jako muzycy, gramy w duecie kameralnym: ja na skrzypcach, on na fortepianie. Bardzo to nasze granie lubię i ono w dużej mierze trzyma mnie na Akademii. W ogóle uwielbiam muzykę kameralną i gdy tylko jest szansa zagrać w trio czy w duecie, to mogę to robić bez końca.

- Czego życzyć Ci na najbliższy rok?

- Życzyłabym sobie utrzymać się na studiach, bo zaniedbuję je zajmując się śpiewaniem. Jednak najbardziej chciałabym doprowadzić do finału repertuar, który się tworzy.
 
Rozmawiała: Teresa Drozda.
Spisała: Barbara Radziszewska.
 
 
Listopad 2017
Pn Wt Śr Cz Pt So N
2
28

Nadchodzące wydarzenia


23
Lis
2017
18:00
23 listopad 2017 18:00
KDK - Kutno, ul. Żółkiewskiego 4/CTMiT - Kutno, ul. Teatralna 1
XIII Ogólnopolski Festiwal Jeremiego Przybory Stacja Kutno 19 listopada (niedziela)CTMiT - Kutno, ul. Teatralna 1godz. 18.00 - [...]
23
Lis
2017
18:30
23 listopad 2017 18:30
Wawerskie Centrum Kultury - Warszawa, ul. Żegańska 1a
Teresa Drozda opowiada o osobie i twórczości Marii Czubaszek. Spotkanie w cyklu "Radiowe perełki". Wstęp [...]
23
Lis
2017
19:30
23 listopad 2017 19:30
Kalinowe Serce - Warszawa, ul. Krasińskiego 25
Koncert DGZZ, czyli Daniel Gałązka z zespołem.
24
Lis
2017
18:00
24 listopad 2017 18:00
KDK - Kutno, ul. Żółkiewskiego 4/CTMiT - Kutno, ul. Teatralna 1
XIII Ogólnopolski Festiwal Jeremiego Przybory Stacja Kutno 19 listopada (niedziela)CTMiT - Kutno, ul. Teatralna 1godz. 18.00 - [...]
24
Lis
2017
19:00
Koncert
24 listopad 2017 19:00
Miasto Ogrodów im. Krystyny Bochenek CKK - Katowice pl. Sejmu Śląskiego 2
10 czerwca 2017 roku minęło 10 lat od nagrania przez zespół Raz Dwa Trzy kultowego albumu pt. [...]
 

Wspierane przez iCagenda

Facebook

SFbBox by enter-logic-seo.gr

© Wszelkie Prawa Zastrzeżone - 2017
Projekt i wykonanie CFTB.PL