Piosenki "dochodziły do siebie" na koncertach - mówi Kamil Wasicki

wtorek, 12 kwiecień 2011
O płycie "Chwyć mnie za rękę" z Kamilem Wasickim rozmawia Teresa Drozda:

- Długa droga prowadziła do tego, aby Twoja twórczość przybrała formę płyty?

- Piosenką artystyczną zajmuję się od kilkunastu lat. Można powiedzieć, że to szmat czasu, ale z zupełnie innej perspektywy stwierdzam, że płyta pojawiła się w znakomitym momencie. Gdyby nagranie płyty kusiło mnie kilka lat temu, to zdaję sobie sprawę, o ile mniej dojrzałe i uboższe wydawnictwo by wtedy powstało. Przez lata wspólnej pracy, zespół dojrzał i ukierunkował swoje orientacje muzyczne. Ja również, napisałem zupełnie inne teksty, bardziej zaangażowane, bardziej dojrzałe. Mogę spokojnie stwierdzić, że tych 9 kompozycji to rzeczywiście dobre utwory, do których mam ogromny sentyment. To są moje cukierki, wybrane spośród innych i złożone w całość. Uważam, że album powinien być spójny i kompletny. Nie mogłem więc wrzucić do jednego worka piosenek zupełnie nowych razem z tymi sprzed 10 lat, które kompletnie różnią się od tego, co robimy z zespołem teraz, tak tekstowo jak i muzycznie. Nie chciałem, aby płyta była rwana i składała z piosenek z różnych dekad zespołu, czy też początków mojej działalności. Piosenki, które znalazły się na tym albumie są spójne i wyznaczają kierunek, w jakim chciałbym aby zmierzała piosenka moja i mojego zespołu.
 
- To płyta zamykająca dekadę Twojego śpiewania, ale jednocześnie otwiera ona kolejny etap...

- Dokładnie tak. Płyta nadaje nam kierunek tego, co chcemy robić. Pierwsza płyta to pierwsza cegła fundamentu, która pokazuje nie tylko jak gramy teraz, ale też w jakim kierunku chcemy iść. Oczywiście zespół cały czas będzie się rozwijał, bo nie chodzi o to, żeby wszystkie płyty były identyczne, ale wydając płytę, pokazujemy swoją aktualną twórczość i dopowiadamy, że będziemy oscylowali wokół tego stylu.

- Życzę, abyście rozwijali się tak jak Raz Dwa Trzy, które z jednej strony jest wciąż takie samo, a z drugiej rozwój zespołu można dostrzec z płyty na płytę. Mam wrażenie, że Wasza twórczość zmierza w kierunku tej poetyki.

- Raz Dwa Trzy przetarło szlaki i daje nadzieję, że nie jest tak, jak przez wiele lat nam się wmawiało, że piosenka artystyczna nie ma szans na pojawienie się na polskiej scenie. Przez wiele lat słyszeliśmy z różnych źródeł, że jest to piosenka niszowa i to, że swoje piosenki skazuję na niszę zawsze mnie bolało. Sukces Raz Dwa Trzy w pewnym stopniu daje nadzieję, że to niekoniecznie musi tak być. Najważniejsze jest, że ludzie chcą słuchać takiej piosenki i poświęconych jej audycji radiowych, chodzić na koncerty i kupować płyty zespołów, które grają piosenkę artystyczną. Nie jest tak, że na półkach w sklepach muzycznych musi królować tylko muzyka prosta i lekka nakierowana na masowego słuchacza.
Raz Dwa Trzy... pewnie masz rację, że bliżej mi do tej poetyki i stylistyki niż do poetyki Starego Dobrego Małżeństwa czy Wolnej Grupy Bukowiny.

- A co było dla Ciebie najtrudniejsze przy okazji tworzenia tego krążka? Wybór piosenek czy nadanie im tego ostatecznego kształtu?


- Mieliśmy wielki komfort, że nie musieliśmy pracować ciężko w studiu nad kształtem utworów, bo materiał na płytę zamknęliśmy dużo wcześniej. W pewnym momencie przestaliśmy rozwijać część utworów stwierdzając, że one są kompletne i zamknięte, oraz że nie ma sensu już zmieniać ich kształtu. Dochodzenie piosenek do siebie odbywało się na koncertach i jest to fajny sposób ich ciosania.  Na koncertach często słuchacze wyznaczają to co jest ciekawe, w rozmowach, gestach lub opiniach po koncertach. Podczas grania na koncertach piosenki zaczynały żyć własnym życiem i w pewnym momencie same ubierały się w zamknięty twór. W tym momencie stwierdzałem, że chyba nie należy już dalej z nimi eksperymentować czy szukać. W studio pozostały nam rzeczy typowo techniczne jak nagrywanie ścieżek. dogrywanie dodatkowych instrumentów, czy korzystanie z sesyjnych muzyków. Na płycie pojawiają się: organy hammonda, które były moim marzeniem i wiedziałem wcześniej, że chciałbym, żeby zabrzmiały w "Modlitwie poety". W przypadku utworu "Niech tak będzie" chciałem żeby to była trąbka z tłumikiem, która zagra fajne solo. To były marzenia i plany, które pojawiły się dużo wcześniej niż w chwili wejścia do studia. Pobyt w studio to była dla nas praca nagraniowa, która trwała 2 miesiące.

- Czyli nie było niczego trudnego?

- W nagrywaniu płyty najgorszym etapem był ten najbardziej przyziemny, czyli sprawa finansów. Nagrywanie płyty w przypadku zespołu to spore koszty. Bard z gitarą może nagrać płytę w małym studiu. Trudniejsze zadanie stoi przed zespołem, który ma całą sekcję, bębny, a do tego chce wykorzystać fortepian i organy hammonda, bo musi wynająć studio, które ma do dyspozycji te instrumenty.
Chciałem też aby moja płyta była, użyję tutaj modnego słowa, oldschoolowa w brzmieniu a zarazem ciepła i naturalna.  Płyta "Chwyć mnie za rękę" nie ma modnego sterylnego, cyfrowego brzmienia, skompresowanego do granic możliwości.  Nasączona jest bardzo mocno analogiem, bo robiliśmy ją na stołach analogowych z lat 70-tych, nagrywaliśmy na kompresorach i urządzeniach lampowych. Muszę przyznać że jestem bardzo zadowolony z  brzmienia które uzyskaliśmy, chociaż zdaję sobie z tego sprawę, że nie jest ono dzisiaj modne. Jestem zadowolony, bo tak właśnie brzmią nasze instrumenty, a utwory nagraliśmy czysto i bez fajerwerków. Jeśli ktoś na tej płycie poszukiwał będzie nowych stylów, barw i gatunków, to pewnie się rozczaruje, bo to jest płyta literacko - muzyczna, po prostu: płyta z piosenkami. Chciałem wejść do studia, zarejestrować jak najbardziej rzetelnie to, co robiliśmy z zespołem ostatnimi czasy i to się udało.

- Jeśli chodzi o stronę literacką – która z piosenek jest kluczowa?

- Na płycie nie ma chyba piosenki kluczowej. Pojawiło się wiele tekstów o tematyce przemijania czasu i przemijania człowieka. Pewnie związane to było z moją chorobą. Zaczęło mi świtać, że życie nie jest takie oczywiste, jakie wydaje się być, gdy ma się 18 lat. Życie jest bardzo kruche. Pewnego dnia okazuje się, że jakaś ważna część życia jest już za nami, pomimo że jeszcze przed chwilą wydawało się, że to co piękne dopiero na nas czeka. Moje teksty zaczęły oscylować obok tego tematu, bo nie mogłem od niego uciec, wtedy powstała np. "Modlitwa poety".
Wcześniej, gdy miałem 19 lat, gdy grałem z zespołem "Gabryś" tematami moich piosenek było piękno przyrody, piosenki o ciekawych miejscach. W pewnym jednak momencie, pod wpływem takich czy innych wydarzeń zmienił się mój  punkt widzenia rzeczywistości. Horyzont zaczął się przesuwać i inne tematy zaczęły być zauważalne. Nie zawsze otaczający nas świat to tylko dwie barwy białe i czarne. Zauważyłem na swoim przykładzie jak wszystko bywa ulotne i kruche... Nie znaczy to oczywiście,  że zamierzam pisać tylko o przemijaniu i śmierci, ale kilka tekstów pod wpływem określonych wydarzeń zahaczyło o te elementy życia.

- Z tego co mówisz wynikałoby, że to jest jakaś strasznie ponura płyta, a tak nie jest...


- Płyta jest zróżnicowana, również stylistycznie. Tytułowy numer jest trochę żartobliwy, a w końcowej jego części pojawia się nawet rytm disco. Ktoś, kto mnie zna może się uśmiechnąć, znając moje przepotężne uwielbienie do muzyki tanecznej (śmiech). Utwór na koncertach oraz w rozgłośniach radiowych przyjmowany jest ciepło i zaczyna żyć swoim życiem. Pojawiają się też inne utwory jak "Modlitwa poety", czyli utwór monumentalny, wywołujący dreszczyk emocji. Mnie samego przechodzą ciarki, kiedy go słucham. Wydaje mi się, że po latach wspólnego grania udało nam się zrobić coś naprawdę ciekawego. Nie chciałbym, aby brzmiało to jak jakiś próżny samozachwyt, ale to płyta, którą sam sobie wymarzyłem.

- Myślę, że ta samoświadomość to dowód dojrzałości.

- Nagrywając płytę zamykasz pewien rozdział. Graliśmy przez lata z zespołem "Gabryś" i mogliśmy swoje piosenki lepić dowolnie podczas każdego koncertu, bo przez to, że nie miały one twardej rejestracji, zawsze można było powiedzieć, że to wersja koncertowa. Gdy nagrywasz płytę i oddajesz ją ludziom, musisz zwrócić uwagę na to, że oni się z tym wiążą. Nie można więc w nieskończoność zmieniać kształtu utworów. Jestem zwolennikiem idei, że nagrywając płytę trzeba później trzymać się trzonu, który stanowi jej podstawę, bo po coś się tę płytę nagrywa. Na koncertach można i należy grać różne rzeczy dodatkowe, improwizować, ale należy się trzymać ogólnego zarysu, który zarejestrowany został na płycie.
 
Rozmawiała: Teresa Drozda.
 
 
Styczeń 2018
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1
2
3
7
8
9
10
11
14
16
18
22
28
29
30
31

Nadchodzące wydarzenia


17
Sty
2018
19:30
Koncert
17 styczeń 2018 19:30
Kalinowe Serce - Warszawa, ul. Krasińskiego 25
Ola Kiełb z zespołem w koncercie pt. "Droga do Betlejem. Pastorałki autorskie". Pastorałki znanej twórczyni [...]
19
Sty
2018
17:30
19 styczeń 2018 17:30
Loch Camelot - Kraków, ul. św. Tomasza 17
Basia Stępniak-Wilk, Marek Bartkowicz i Andrzej Ozga "niebiańską inspiracją wiedzeni opowiadają o swoich z aniołami [...]
19
Sty
2018
20:00
19 styczeń 2018 20:00
Teatr Ateneum - Warszawa, ul. Jaracza 2
"Jacek Kaczmarski - Lekcja historii" to spektakl złożony z pieśni Kaczmarskiego poświęconych kilkunastu sławnym [...]
19
Sty
2018
20:00
19 styczeń 2018 20:00
Loch Camelot - Kraków, ul. św. Tomasza 17
Basia Stępniak-Wilk, Marek Bartkowicz i Andrzej Ozga "niebiańską inspiracją wiedzeni opowiadają o swoich z aniołami [...]
20
Sty
2018
18:00
20 styczeń 2018 18:00
Dom Kultury im. Wiktorii Kubisz - Bielsko-Biała, ul. Słowackiego 17
Basia Stępniak-Wilk, Marek Bartkowicz i Andrzej Ozga "niebiańską inspiracją wiedzeni opowiadają o swoich z aniołami [...]
 

Wspierane przez iCagenda

Facebook

SFbBox by enter-logic-seo.gr

© Wszelkie Prawa Zastrzeżone - 2018
Projekt i wykonanie CFTB.PL