Nagrałem zbuntowaną rockowo płytę poetycką - mówi Marek Andrzejewski

środa, 02 maj 2012
Z Markiem Andrzejewskim o płycie "Elektryczny sweter" rozmawia Teresa Drozda:

- Twoja nowa płyta "Elektryczny sweter" ma kilkanaście godzin, jak się czujesz?

- Dziwnie. Jestem bardzo z siebie dumny i zadowolony. Z natury jestem bardzo samokrytyczny, jeśli chodzi o własne dokonania, a tutaj czuję się dziwnie, ponieważ jestem błogo zadowolony.

- Rozumiem, że płyta jest po prostu taka jak chciałeś?

- Od samego początku jest taka, jaką ją sobie wymarzyłem. Poza tym czuję się jak człowiek, który zrzucił wielki ciężar przygotowań, które trwały dosyć długo. Przygotowanie piosenek, opracowanie aranży, praca w studio, miksowanie, konsultacje w sprawie projektu okładki, ustalaniu wszelkich szczegółów zabrało mi kawał życia. Poprzednia płyta "Dziesięć pięter" ukazała się 9 lat temu. Płyta na dekadę to nie jest oszałamiający wynik, ale może po prostu tak ma być.
 
- Przez 9 lat pracowałeś nad "Elektrycznym swetrem"?

- Nie. Po "Dziesięciu piętrach" pomyślałem, że nagrywanie przeze mnie solowych płyt nie ma sensu i nie będę tego robił. Już wtedy współpracowałem z Lubelską Federacją Bardów, z którą pracuję do dzisiaj i mam wrażenie, że publiczność woli nas w grupie, niż w solowych dokonaniach. W związku z tym przez długi czas nie miałem żadnej motywacji, aby myśleć o nowej płycie. Minęło kilka lat, aż w pewnym momencie poczułem, że muszę. Przez ten czas zebrało się kilka piosenek, które nie bardzo miały miejsce w programach Federacji, a do których byłem przywiązany. Uznałem, że są warte, aby je opublikować. Odezwał się we mnie wewnętrzny przymus, który nakazał mi pracę nad nową płytą. Potem poznałem Adama Ziemianina i rozpoczęła się moja przygoda z wierszami, które od niego otrzymałem. To wszystko skłoniło mnie do tego, aby nagrać płytę.

- Federacja chyba nie śpiewa wierszy Adama Ziemianina, opowiedz więc o swojej przygodzie z jego wierszami.

- W ramach Festiwalu "Bieszczadzkie Anioły" kilka lat temu zorganizowano koncert, którego gościem specjalnym był Adam Ziemianin. Wykonawcy zaproszeni do udziału w tym koncercie zaśpiewać mieli dwie, trzy kompozycje do jego wierszy. Ja również zostałem poproszony o skomponowanie muzyki do poezji Adama. Przekopałem tomiki, w których znalazłem dwa pasujące mi wiersze Adama Ziemianina i zrobiłem do nich muzykę. Po tym koncercie Adam podszedł do mnie i powiedział, że bardzo podobało mu się to co zrobiłem, a po jakimś czasie dostałem od niego kilka nigdzie niepublikowanych wierszy. Zmobilizowało mnie to do skomponowania muzyki i na mojej nowej płycie są 4 wiersze Adama. Dwa z nich zaśpiewałem na "Bieszczadzkich Aniołach" tj. "Makatka świeżo malowana" i "Jest rybim okiem". Natomiast "Idzie grudzień" i "Lód" to wiersze dosłane przez Adama.

- Adam Ziemianin, to nie jedyne "obce" nazwisko na płycie. Poza Twoimi tekstami jest tutaj także jeden wiersz Edwarda Stachury i jeden tekst Jana Kondraka.

- Jan Kondrak to też nie jest obce nazwisko. Znam tego pana i spotykamy się na scenie w Lubelskiej Federacji Bardów. Tak naprawdę jest wiele utworów spółki autorskiej: Kondrak – tekst, Andrzejewski – muzyka. Uważam, że jest to bardzo udana współpraca. Jeden z produktów tej spółki to utwór "Co ona ćpa", czyli piosenka, którą śpiewa Jola Sip na federacyjnej płycie "Imperium". Naszych wspólnych piosenek jest więcej i kto wie, czy nie zbierze się z tego jakaś oddzielna całość.

- Świetnie, myślę, że tę spółkę autorską należy nieco podlansować... Federacja przygotowuje się teraz do nagrania Poematów Edwarda Stachury. Czy Stachura na Twojej płycie to efekt tej pracy?

- Zamierzamy zagrać w "Trójce", w studiu im. Agnieszki Osieckiej koncert 2 września tego roku. Chcemy go zarejestrować, oczywiście z myślą o wydaniu. I co warto podkreślić, Federacja nie śpiewa wierszy ani piosenek tylko poematy Edwarda Stachury.
A na mojej płycie jest utwór specjalny. Nie jest to ani piosenka ani poemat tylko fragment prozy zaczerpnięty ze zbioru opowiadań pt. "Się". Refren piosenki to pierwsze zdanie, które otwiera ten zbiór. W piosence znalazł się również fragment opowiadania "Iście". "Się(Iście)" to utwór specjalny i nie bez przyczyny jest utworem zamykającym płytę. Świetnie tam pasuje i jest jak postawienie "kropki nad i".

- Opowiedz mi teraz o Twoich, tych całkiem autorskich piosenkach. Właściwie chyba nigdy nie rozmawialiśmy o tym, skąd czerpiesz natchnienie i jak te Twoje piosenki powstają.

- Bardzo słusznie, że nie rozmawialiśmy o tym wcześniej. Trudne pytanie. Spróbuję odpowiedzieć:
 "System binarny" – w liceum skończyłem profil matematyczno-fizyczny z ukierunkowaniem na informatykę. Na studiach zająłem się ekonomią, która porządkuje świat bardzo racjonalnie, matematycznie i statystycznie. Do tekstu tej piosenki przelałem swoją obawę, że świat, który nas otacza, coraz częściej stawia nas przed kategorycznym pytaniem i żąda kategorycznej odpowiedzi: "tak – nie", "prawda – fałsz", "zero – jeden". System binarny składa się tylko z takich odpowiedzi i nie ma w nim niczego pomiędzy. Mam wrażenie, że stajemy się niewolnikami różnych narzędzi matematycznych i statystycznych, np. lista przebojów to narzędzie statystyczne, w którym decyduje stado. Ja natomiast idąc za wzorem moich ulubionych poetów raczej stanąłbym po stronie jednostki i matematyczne podejście do życia nie za bardzo mi się podoba. Pierwszym tytułem tej piosenki było: Czy podoba ci się system binarny? Myślę jednak, że to rozwinięcie nie jest potrzebne. Każdy słuchacz tej piosenki może zadać sobie to pytanie, a konsekwencją odpowiedzi na nie może być jakiś sposób negacji tego, jak jesteśmy wychowywani i w co jesteśmy wtłaczani.
Ktoś zauważył, że na płycie sięgam do myśli i stylistyki przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Festiwal w Woodstock zdefiniował muzykę rockową, a na mojej płycie pojawiają się riffy rockowe. Okładka jest retro. Lampa elektronowa to nie współczesna dioda elektroniczna, a taśma na krążku to taśma analogowa. Czyli i muzyką i całą stylistyką płyty sięgam w czasy kontrkultury hippisów, „dzieci kwiatów”.

- Właśnie miałam powiedzieć, że "Kiedykolwiek"  kojarzy mi się nieco dylanowsko...

- To szczególna piosenka, która mówi o tym, że można podnieść się z dna, tylko trzeba mieć dla kogo. Zawsze potrzebna jest druga osoba, a wtedy z najczarniejszego dna i rozpaczy może nas wyzwolić miłość i nic więcej.

Są też dwie piosenki-żarciki niezbyt mądre:
"Nie kochajcie poetów" to apel:
"nie kochajcie poetów dziewczęta,
jeśli możecie, nie kochajcie, nie
o poetach przyszłość będzie pamiętać,
więc może pokochajcie mnie"
W tej piosence mówię o tym, że chciałbym aby mnie pokochano i jednocześnie odżegnuję się od bycia poetą. Jestem po prostu autorem tekstów swoich piosenek.
"Zielonym do góry" – dobra piosenka na wiosnę, podczas której przeprowadzane są akcje sadzenia drzewek, zgodnie z zaleceniem instrukcji: "zielonym do góry". Z tego zalecenia wypływa uogólnienie, że wszystko należy robić zielonym do góry, czyli prawidłowo i tak jak trzeba. W dzieciństwie babcia Leokadia uczyła mnie, że porzeczki sadzi się zielonym do góry...

"Zgubił się anioł" – kiedyś dawno temu oglądałem film Wima Wendersa "Niebo nad Berlinem". Doczekał się on hollywoodzkiego okropnego remake’u, o którym nie będziemy opowiadać. Natomiast pierwszy film, czarno-biały, wywarł na mnie ogromne wrażenie. Wprawdzie nie bardzo wierzę w anioły, ale wiem, że anioł jest pewną ikoną w kulturze. Stanowi on byt o szczebel wyższy od człowieka, bardziej idealny i lepszy. U Wima Wendersa anioł postanowił pozbyć się wszystkich atrybutów anielskich i został na ziemi, aby zaznać wszystkiego co ludzkie, a przede wszystkim miłości. Jest to bardzo budujące, bo oznacza, że nasze nędzne ludzkie bytowanie ma sens, nawet dla istoty wyższej jaką jest anioł. W mojej piosence mały i nieopierzony anioł zgubił się na ziemi i musiał pójść z innymi dziećmi do przedszkola. Potem trafił do szkoły, a gdy przeszedł cały system edukacyjny: szufladkujący i wyrównujący, musiał ukryć skrzydła pod fartuch, a do głowy wbić sobie wzory. Wtedy odnajduje go brygada ratunkowa aniołów, aby zabrać go tam, gdzie przynależy i gdzie będzie mu ciepło i dobrze, ale anioł dziękuje za ratunek i zostaje wśród ludzi.

- To są inspiracje Twoich piosenek: obejrzany kiedyś film, historia z babcią Leokadią...

- Pytanie o inspiracje jest dla mnie najtrudniejszym na świecie i nie bardzo potrafię na nie odpowiedzieć. Mogę powiedzieć z czym mi się kolejne piosenki kojarzą. Bo konkretna piosenka po prostu do mnie przychodzi, a kiedy już przyjdzie pozostaje tylko warsztat, szlifowanie i dorabianie słów tak, aby znaczyły to, co ja chcę. Są różne szkoły pisania i wiem, że są autorzy, którzy mają dar, pozwalają się prowadzić słowom. Ja tak nie potrafię, raczej chciałbym słowa podporządkowywać i naginać według swojej woli.

- Powiedzieliśmy o warstwie tekstowej płyty, więc myślę, że musimy powiedzieć jeszcze kilka zdań o stronie muzyczno-producenckiej.

- Proces powstawania płyty był dziwny i mam nadzieję, że dziwność będzie jej atutem. Jest to skojarzenie płyty poetyckiej ze zbuntowaną muzyką rockową. Teraz, gdy skończyłem 40 lat, jestem bardziej zbuntowany, stąd taka płyta. Wiele partii instrumentalnych powstawało poza studiem. Muzycy, którzy pracowali przy tej płycie, dogrywali swoje partie w domu. Ja potem zbierałem to w całość, którą zmiksował Andrzej Karp. To duże szczęście, że mogłem z nim pracować, ponieważ jest rewelacyjnym człowiekiem i jestem bardzo zadowolony z ostatecznego szlifu, który nadał piosenkom.
Bardzo ważną rolę na tej płycie odgrywa Michał Iwanek. To pianista z Lublina, który na co dzień pracuje w sklepie muzycznym. W związku z tym jest bardzo zajęty, a wolny czas ma wyłącznie popołudniami i wieczorami. Jest też rozchwytywany i gra z wieloma artystami sceny lubelskiej, więc prace nad jego partiami trwały długo.
Podobnie rzecz się ma z Piotrem Bogutynem, gitarzystą związanym z Lubelską Federacją Bardów. On również grywa z wieloma składami sceny lubelskiej, a na dokładkę uczy gry na gitarze, więc czas ma bardzo ograniczony.
Na gitarze basowej zagrał Krzysztof Nowak, czyli basista "etatowy" Federacji. Krzyś jest nauczycielem i pracuje w szkole, w związku z tym nie mógł usiąść i poświęcić całych kilku dni na nagranie wszystkiego, tylko trzeba było pobierać jego nagrania w pewnych odstępach czasu.
Na perkusji zagrał młody perkusista Krzysztof Redas. To muzyk, który bardzo dużo współpracuje z Michałem Iwankiem i Piotrem Bogutynem, więc uznałem, że będzie fajnie jeśli pojawi się jeszcze jeden muzyk grający inaczej niż w Federacji. W Lubelskiej Federacji Bardów na perkusji gra znakomity Tomasz Deutryk, a Krzysztof gra po prostu inaczej.
Chórki zaśpiewała Ola Dąbrowska, bardzo zdolna wokalistka, studentka Instytutu Wychowania Artystycznego w Lublinie na kierunku wokalnym. Ola zajmuje się improwizacjami jazzowymi, a na mojej płycie zgodziła się zaśpiewać zwyczajny chórek za co jestem jej niezmiernie wdzięczny.
W jednym utworze na skrzypcach zagrała Kasia Wasilewska – skrzypaczka związana z Lubelską Federacją Bardów. Można zatem powiedzieć o tej płycie, że mimo wszystko jest to kolejne rodzinne wydawnictwo.

- Z Kasią Wasilewską grasz koncerty, bo trudno promować dziś płytę grając w pełnym składzie...

- Są miejsca, gdzie nie wypada grzmocić w publiczność mocnymi bębnami, a są miejsca plenerowe gdzie bardzo fajnie gra się dużym składem.I na pewno takie koncerty zagramy.
Ale zwierzyć muszę się z tego, że nastąpił u mnie powrót do źródeł, czyli powrót do gitary i pierwotnego kontaktu z publicznością. Wszystkie moje piosenki powstają w pokoiku, w którym siedzę z gitarą i komponuję muzyczkę. Tak się to wszystko zaczęło, a w 2013 roku minie dokładnie 20 lat odkąd zdobyłem wyróżnienie na moim pierwszym festiwalu. Teraz w roku 2012 zagrałem wiele recitali sam z gitarą i kilka z Kasią, która oprócz tego, że jest instrumentalistką, również świetnie śpiewa. Nasz duet bardzo mi się podoba i mam nadzieję, że moje piosenki z różnych czasów spodobają się również publiczności w wersji unplugged.
Dużo łatwiej jest dopasować się do koncertu, kiedy gra się samemu. Koncert zaczyna się, ma swój środek i koniec. W momencie, gdy gram swoje piosenki tylko z gitarą, mogę coś z przygotowanego repertuaru wyrzucić albo wymienić. Zagrać inaczej aby stworzyć odpowiedni klimat. Granie koncertu to rodzaj odczyniania magii. W przypadku bezpośredniego kontaktu i kameralności mam możliwość większej kontroli nad tym, co chciałbym wyczarować w danym momencie. Pomiędzy artystą a publicznością jest sprzężenie zwrotne. Kiedy artysta stoi wysoko na scenie i ma ze sobą duży zespół, to zwykle nie ma możliwości wyczucia, czego potrzebuje publiczność i dokładnie odpowiedzieć na to zapotrzebowanie. W kameralnym koncercie gram piosenkę, a publiczność albo idzie w tę stronę, albo następuje wiele mówiąca cisza, na którą można bardzo szybko zareagować i poprowadzić koncert inaczej.

- Chciałabym jeszcze abyś wytłumaczył się z tytułu tej płyty.

- Na początku nie byłem przekonany do tytułu "Elektryczny sweter", ale teraz już przyzwyczaiłem się do niego. Chyba czas napisać też piosenkę pod tym tytułem.
Jednym z moich ulubionych pisarzy jest Philip K. Dick, nieżyjący pisarz science-fiction z Ameryki cierpiący na schizofrenię. Napisał świetne opowiadanie z rewelacyjnym tytułem "Czy androidy marzą o elektrycznych owcach". Przypomniałem sobie ten tytuł w kontekście szukania tytułu do płyty. Zastanawiałem się, z czym może kojarzyć się poetycka płyta, na której znajdują się wiersze Adama Ziemianina. Skojarzenia muszą być z Wolną Grupą Bukowina, ze Starym Dobrym Małżeństwem, bo oni wykonywali i wykonują wiersze Adama. Następne skojarzenie to chodzenie po górach i wtedy przyplątał mi się sweter jako atrybut wędrowca z gitarą. Sam takim wędrowcem byłem i miałem powyciągany czarny sweter. Jeszcze kilka lat temu spotykało się smutnych bardów ubranych w czarny sweter na przeglądach piosenki autorskiej. Sweter to zatem trochę ironiczne nawiązanie do korzeni, od których absolutnie się nie odcinam. Sweter to również część garderoby, którą nakładamy aby było nam ciepło i abyśmy mogli przetrwać chłód. Jest to zatem niezwykle potrzebna część ubioru. Natomiast by oddać sprawiedliwość elektrycznemu brzmieniu tej płyty - sweter stał się elektryczny.

- Życzę aby słuchacze się w ten sweter odziali, żeby oddali Ci jakoś ciepło, które dostaną i do zobaczenia przy okazji kolejnych płyt Federacji. I obyśmy nie musieli czekać na Twoją nową płytę kolejnych 10 lat.
 
Rozmawiała: Teresa Drozda.
 
 
Listopad 2017
Pn Wt Śr Cz Pt So N
2
28

Nadchodzące wydarzenia


23
Lis
2017
18:00
23 listopad 2017 18:00
KDK - Kutno, ul. Żółkiewskiego 4/CTMiT - Kutno, ul. Teatralna 1
XIII Ogólnopolski Festiwal Jeremiego Przybory Stacja Kutno 19 listopada (niedziela)CTMiT - Kutno, ul. Teatralna 1godz. 18.00 - [...]
23
Lis
2017
18:30
23 listopad 2017 18:30
Wawerskie Centrum Kultury - Warszawa, ul. Żegańska 1a
Teresa Drozda opowiada o osobie i twórczości Marii Czubaszek. Spotkanie w cyklu "Radiowe perełki". Wstęp [...]
23
Lis
2017
19:30
23 listopad 2017 19:30
Kalinowe Serce - Warszawa, ul. Krasińskiego 25
Koncert DGZZ, czyli Daniel Gałązka z zespołem.
24
Lis
2017
18:00
24 listopad 2017 18:00
KDK - Kutno, ul. Żółkiewskiego 4/CTMiT - Kutno, ul. Teatralna 1
XIII Ogólnopolski Festiwal Jeremiego Przybory Stacja Kutno 19 listopada (niedziela)CTMiT - Kutno, ul. Teatralna 1godz. 18.00 - [...]
24
Lis
2017
19:00
Koncert
24 listopad 2017 19:00
Miasto Ogrodów im. Krystyny Bochenek CKK - Katowice pl. Sejmu Śląskiego 2
10 czerwca 2017 roku minęło 10 lat od nagrania przez zespół Raz Dwa Trzy kultowego albumu pt. [...]
 

Wspierane przez iCagenda

Facebook

SFbBox by enter-logic-seo.gr

© Wszelkie Prawa Zastrzeżone - 2017
Projekt i wykonanie CFTB.PL