Jeśli śpiewanie to tylko swoich piosenek - mówi Agata Kusek

środa, 16 maj 2012
Z Agatą Kusek, laureatką wielu przeglądów i festiwali piosenki literackiej, o pisaniu, spiewaniu i przyszłości rozmawia Teresa Drozda:

- Spotykałyśmy się już kilkakrotnie w różnych miejscach, dzisiaj jesteśmy się na 16. Ogólnopolskim Festiwalu Piosenki Artystycznej w Rybniku. Gdy rozmawiałyśmy jakiś czas temu, nie do końca byłaś zdecydowana na śpiewanie, czy dzisiaj jesteś już pewna?

- Dzisiaj jestem pewna, że jeśli śpiewanie to tylko swoich piosenek, a czy śpiewanie... myślę, że jeszcze czas pokaże. Bardzo chciałabym śpiewać, chociaż dużo bardziej pociąga mnie pisanie. Staram się też pisać piosenki dla innych wykonawców, ale dopiero zaczynam i stwierdzam, że to bardzo trudne. Trzeba bardzo dobrze poznać drugiego człowieka, aby napisać dla niego dobrą piosenkę.
 
- Wróćmy do Twoich pierwszych wyjść na scenę i do tego od czego się one zaczęły?

- Moja mama jest muzykiem i pierwszy raz na scenie byłam, jak miałam dwa latka. Swój pierwszy występ pamiętam tylko z nagrań, a wystąpiłam na festiwalu w roli córki dyrygentki w koncercie finałowym. Byłam bardzo malutka, więc mama musiała się mną opiekować, w tym czasie musiała też pracować, więc siłą rzeczy znalazłam się na scenie. Dlatego można powiedzieć, że na scenie się wychowałam i dla mnie było to coś naturalnego. Dziwi mnie, że po tylu latach wychodzenia na scenę jeszcze się stresuję. Później chodziłam do szkoły muzycznej, więc tam było również dużo popisów. Natomiast jeśli chodzi o piosenkę artystyczną, to duży wpływ miała na mnie obecność muzyków – autorów mieleckich. Bywali oni w naszym domu, ponieważ mama jako nastolatka jeździła z nimi po festiwalach takich jak Studencki Festiwal Piosenki czy SMAK w Myśliborzu. Właściwie wychowałam się w muzykująco-śpiewającym środowisku, więc musiał przyjść czas, kiedy chciałam spróbować swoich sił w różnych konkursach.
Zaczęłam od śpiewania nie swoich piosenek, chociaż na pierwszym festiwalu na jakim byłam, jako jedną z dwóch zaśpiewałam piosenkę swoją. To był bardzo słaby tekst ze słabą muzyką, bo pisałam je jeszcze w gimnazjum. Potem im dłużej jeździłam na konkursy, tym dłużej przekonywałam się do cudzego repertuaru. Nie da się ukryć, że piosenki mistrzów są dużo lepsze niż te, które napiszę sama. Jednak trzy lata śpiewania piosenek mistrzów takich jak Wojciech Młynarski, pozwoliły mi zrozumieć, że najlepsze dla mnie jest to, co sama napiszę, bo najlepiej to rozumiem i najlepiej się w tym czuję.

- Twój brat Jasiek jest w tej chwili bardzo wziętym akompaniatorem w nurcie piosenki artystycznej. Kto kogo wyciągnął na scenę - Ty Jaśka, czy Jasiek Ciebie?

- Mam większy zmysł organizacyjny, więc za namową taty, który muzykiem nie jest, zdecydowałam się na udział w festiwalu i wyciągnęłam Jaśka. Jeśli chodzi o samo muzykowanie, to zawsze Jasiek musiał mnie odciągać od pisania różnych tekstów. Dlatego na festiwale ja wyciągałam Jaśka, natomiast do muzykowania i ćwiczenia zawsze Jasiek wyciągał mnie. Teraz mieszkamy razem w Krakowie, więc to czy Jasiek gra ze mną, czy z Kubą Blokeszem to dla niego kwestia przejścia z jednego pokoju do drugiego. Trzeba przyznać, że Jasiek studiując fortepian jazzowy w Krakowie poszedł trochę w swoim kierunku, ale zawsze służy pomocą jeśli tylko go potrzebuję.

- Co studiujesz w Krakowie?

- Jestem na drugim roku muzykologii i w tym roku zaczęłam również teologię.

- Przypomnijmy anegdotyczną historię jak zaczęło się Twoje komponowanie... a potem opowiedz o piosenkach, które zaśpiewałaś w Rybniku, bo to Twoja druga wizyta na OFPA?

- To moja czwarta wizyta w Rybniku, ale druga ze swoimi piosenkami. Wcześniej śpiewałam w dwóch konkursach, ale wyglądałam inaczej i śpiewałam coś innego. Wówczas miałam na sobie czarną sukienkę i śpiewałam smutne, nie swoje piosenki. Od 15. OFPA pojawiam się bardziej na kolorowo i ze swoim repertuarem.
Jeśli chodzi o początki mojego akompaniowania, to zaczęło się na 15. OFPA. Brałam udział w eliminacjach regionalnych i w ostatniej chwili dowiedziałam się, że mój brat, który do tej pory mi akompaniował, wyjeżdża. Zostałam wtedy na lodzie i to mnie zmotywowało, aby po siedmiu latach przerwy wrócić do skrzypiec. Zaczęłam sobie akompaniować na skrzypcach, a drugą piosenkę zagrałam na fortepianie, z marnym zresztą skutkiem. Swoją nieporadnością akompaniatorską chyba wzruszyłam jurorów 15. OFPA, bo udało mi się zdobyć wyróżnienie. Moje akompaniowanie wyszło mi na dobre pomimo, że tak naprawdę jest przypadkiem.

- To zmotywowało Cię do śpiewania swoich piosenek?

- Powstało trochę moich piosenek, ale przy dwóch kierunkach studiów nie zawsze znajduję czas, aby usiąść i pisać, a jeśli już, to późną nocą. Jestem jednak przy końcu formułowania pełnego recitalu. Tekstów powstało dużo, ale nie ze wszystkich jestem zadowolona. Ktoś kiedyś powiedział, że trzeba napisać sto tekstów, aby jeden był dobry i ja się zgadzam z tą teorią. Pisząc i śpiewając staram się myśleć również o odbiorcy i o tym, żeby znalazł w moich piosenkach swoją historię. Piosenki, które zaśpiewałam w konkursie 16. OFPA są bardzo świeże, być może nawet za świeże, bo ich wykonywanie spowodowało u mnie wielki stres. OFPA jest w lutym, a to dla studentów czas sesji, więc muszę przyznać, że nie bardzo miałam czas aby się dobrze przygotować. Teksty powstały troszeczkę wcześniej, bo do "Kasztanowca" tekst powstał w końcówce listopada 2011, ale muzykę napisałam na dwa dni przed konkursem. Do "Peronowych potworów" tekst kończyłam w pociągu, jadąc już na konkurs, a muzykę pisałam wczoraj. Był to dla mnie duży stres, ponieważ nie chodzi o to, żeby piosenkę napisać, ale gdy akompaniuje się samemu, trzeba się też tych piosenek nauczyć, żeby odpowiednią ilość uwagi zwracać na śpiewanie i granie. Bardzo pomógł mi Paweł Leszoski, który był moją ostatnią deską ratunku. Zaakompaniował mi rewelacyjnie, pomimo że rozmawialiśmy tylko raz w życiu w Krakowie podczas Studenckiego Festiwalu Piosenki. Właściwie go nie znałam do wczoraj, a wczoraj odnalazłam jego numer telefonu i napisałam mu smsa, więc zapukał do mojego pokoju i zrobiliśmy piosenkę, którą zagraliśmy podczas konkursu. W "Peronowych potworach" pobrzmiewa ludowizna, którą mam we krwi ponieważ moja mama grała zawsze w zespołach ludowych. Brałam też udział w projekcie Pawła Steczkowskiego "Teuta", który zajmował się odświeżaniem polskiej muzyki ludowej nawet sprzed kilkuset lat, więc nie pozostało to bez wpływu na moją twórczość.

- Czym jest dla Ciebie dzisiaj muzykowanie?

- Dla mnie źródło szczęścia jest usytuowane nie w tym, co robię tylko w tym kim jestem. Dlatego czy w przyszłości będę piosenkarką, aktorką czy doktorem teologii nie ma dla mnie większego znaczenia. Myślę, że we wszystkich opcjach będę szczęśliwa, a jak to wszystko się potoczy to zobaczymy... staram się cieszyć dniem dzisiejszym.
 
- Dziękuję za rozmowę, no i powodzenia.
 
Rozmawiała: Teresa Drozda.
 
 
Lipiec 2017
Pn Wt Śr Cz Pt So N
2
3
4
5
16
17
18
19
24
25

Nadchodzące wydarzenia


26
Lip
2017
18:00
26 lipiec 2017 18:00
Park Zdrojowy - Kudowa-Zdrój
II CZ-PL festival   26 lipca, środa godz. 18:00 - Wernisaż prac Jana Młodożeńca i Jana Rajlicha w Nachodzie - Młodożeniec i Rajlich należeli do [...]
26
Lip
2017
23:59
26 lipiec 2017 23:59
konkurs.czplfestival@gmail.com
26 lipca 2017 upływa termin zgłoszeń do konkursu w ramach II CZ-PL festival. Wykonawcy chcący wziąć udział w konkursie przesyłają [...]
27
Lip
2017
16:00
27 lipiec 2017 16:00
Park Zdrojowy - Kudowa-Zdrój
II CZ-PL festival   26 lipca, środa godz. 18:00 - Wernisaż prac Jana Młodożeńca i Jana Rajlicha w Nachodzie - Młodożeniec i Rajlich należeli do [...]
27
Lip
2017
18:00
27 lipiec 2017 18:00
Scena plenerowa - Rybina 63 (niedaleko mostu zwodzonego)
Tomasz Olszewski solo w recitalu pod przewrotnie pesymistycznym hasłem "Jest Pięknie".
28
Lip
2017
17:00
28 lipiec 2017 17:00
Park Zdrojowy - Kudowa-Zdrój
II CZ-PL festival   26 lipca, środa godz. 18:00 - Wernisaż prac Jana Młodożeńca i Jana Rajlicha w Nachodzie - Młodożeniec i Rajlich należeli do [...]
 

Wspierane przez iCagenda

Facebook

SFbBox by enter-logic-seo.gr

© Wszelkie Prawa Zastrzeżone - 2017
Projekt i wykonanie CFTB.PL