Pół wieku krainy łagodności - pisze Lech Śliwonik

wtorek, 11 wrzesień 2012
"Scena - kwartalnik kultury i edukacji kulturalnej", nr 2 (70) - 2012 lato

Poezja śpiewana – cóż to takiego? Wiersz z napisaną do niego muzyką? wiersz z podkładem muzycznym? wiersz z towarzyszącą mu muzyką? Każdy z tych tropów jest fałszywy. Poezja śpiewana to wypowiedź, w której przeżycie, emocja płynie z treści wiersza. W której słowo dominuje (znaczeniowo i formalnie), a muzyka SŁUŻY uwyraźnieniu idei, stworzeniu klimatu spotkania z odbiorcą. Właśnie ta dominacja słowa i szansa stworzenia nieosiągalnej innymi środkami interpretacji, sprawiły że poezja śpiewana znalazła swoje miejsce w Ogólnopolskim Konkursie Recytatorskim. To stało się w połowie lat 70. minionego wieku, ku zadowoleniu uczestników OKR i sprzeciwach strażników czystości gatunkowej recytacji, a także (co raczej dziwne) sporej grupy poetów.
 
Dzisiaj nikt już nie wątpi, że ten "regulaminowy" związek słowa i muzyki jest potrzebny i płodny. Dobrze służy poezji, wzbogacił ruch żywego słowa. Finał turnieju poezji śpiewanej 57. OKR przyniósł niemało wykonań potwierdzających to przekonanie. Najciekawsze warto odnotować. Wcześniej jednak trzeba na parę chwil zwrócić się ku przeszłości, albowiem w kontekście ruchu żywego słowa naturalnym działaniem będzie zauważenie istotnego, mało uświadomionego faktu: tak jak tutaj pojmowana i praktykowana poezja śpiewana, narodziła się 50 lat temu. Jubileusz zasługuje na skromne uczczenie, przypomnieniem czasu, miejsca i okoliczności narodzin.

Był to może styczeń, może luty 1962 roku – wspomina w swojej książce o Piwnicy pod Baranami Joanna Olczak-Ronikier (1). I niebawem wyjaśnia, jakie zdarzenie zatrzymało jej uwagę. Piotr zapowiedział – Ewa Demarczyk. Zygmunt zaczął grać. Rozległy się słowa "Rebeki" Hemara:
        Ujrzałam cię po raz pierwszy w życiu
        i serce me w ukryciu
        cicho szepnęło – To jest on...
Śpiewała stary, znany wszystkim szlagier przedwojenny, a na sali zapadła cisza jak w czasie Podniesienia. Jak ona to cudownie zaśpiewała.(…) Później zachwyciła wszystkich melodramatem Własta "Puchowy śniegu tren…". A na końcu nastąpiło muzyczne wniebowzięcie: "Madonny".

Ewa Demarczyk śpiewała już wcześniej – w kabarecie studentów Akademii Medycznej CYRULIK wykonywała dwie piosenki. Była wtedy (po roku podwójnych studiów – muzycznych i architektonicznych) studentką na wydziale aktorskim krakowskiej szkoły teatralnej. Coś więc już się działo, ale musiało nastąpić najważniejsze – spotkanie z "naczelnym" piwnicznym kompozytorem, Zygmuntem Koniecznym. Bez niego po prostu nie byłoby nowych narodzin gatunku (nowych narodzin, bo przecież śpiewanie wierszy wyprzedzało ich mówienie (2), nie mówiąc już o czytaniu). W piękny sposób niezwykłość Koniecznego stosunku do słowa opisał inny "piwniczny" kompozytor, Andrzej Zarycki.

Ówczesne piosenki rozrywkowe polegały na tym, że melodię dopasowywało się do słów lub odwrotnie – byleby tylko jedno i drugie zgadzało się ze sobą: podobny rytm, napięcie, charakter. Szybko lub wolno. Wesoło lub smutno. Natomiast u Zygmunta muzyka wsączała się w najgłębsze znaczenia tekstu. Odkrywała jakąś tajemnicę utworu, której nie było w słowach. Te jego połamane, niekończone frazy harmoniczne, połączenie akordów, których wedle praw harmonii nie powinno się łączyć ze sobą, rytm melodii płynącej jakby wbrew rytmowi wiersza – wszystko to tworzyło inną ekspresję, inną dramaturgię, odkrywało inne treści.

Sam Konieczny mówi: stosuję się do dramaturgii tekstu i dodaję własną. A potem dodaje, że trzeba tak śpiewać jak się mówi. I podkreśla, wychodzę od analizy tekstu – tak jakby to było na lekcji polskiego, na próbie: to słowo ważne, to mniej ważne... Zachowuję się jak reżyser ale środkami muzycznymi (3).      
Podobno w ciągu jednej nocy Konieczny napisał dla Ewy muzykę do "Karuzeli z madonnami" Mirona Białoszewskiego. I to było owo muzyczne wniebowzięcie. Trudno nie wspomnieć, że wartość tego co się narodziło, uświadamiali sobie nie wszyscy. Bardzo "nie wszyscy". W tym samym 1962 roku, w czerwcu odbył się I Ogólnopolski Konkurs Piosenkarzy Studenckich. Demarczyk z trudem przeszła eliminacje, zdobyła ledwie II nagrodę (a były dwie pierwsze), zaś Koniecznemu jury zarzuciło, że swoją muzyką zgwałcił tekst Białoszewskiego. Pełny triumf przyniósł w 1963 roku I Ogólnopolski Festiwal Piosenki w Opolu: dzieło duetu Demarczyk-Konieczny – "Karuzela z madonnami", "Czarne Anioły" (słowa Wiesław Dymny), "Taki pejzaż" (słowa Andrzej Szmidt) zostało uhonorowane I nagrodą. Rok następny to II nagroda na międzynarodowym festiwalu w Sopocie za "Grande valse brillante" (z "Kwiatów polskich" Juliana Tuwima) oraz... nagana sądu koleżeńskiego ZAiKSu dla Koniecznego za dokonanie zmiany w tekście wiersza (w oryginale narratorem jest mężczyzna, tu dostosowano formę gramatyczną do wykonawczyni).

Potem była cała konstelacja klejnotów poezji śpiewanej stworzonych przez dwoje artystów – Rilke i Leśmian, Białoszewski i Dymny, Pawlikowska-Jasnorzewska i Baczyński... Niebawem pojawili się następni wielcy – Niemen, Grechuta. Doszedł do głosu również drugi nurt – autorski, czyli śpiewanie wierszy własnych, z własną muzyką. Lata 70. to czas dwóch wielkich  indywidualności – Jana Wołka i ciągle będącego wzorem dla najmłodszych Jacka Kaczmarskiego. Dzisiaj chętnie określa się śpiewających autorów mianem bardów (to taki św.  Jerzy, który idzie na smoka w pojedynkę – powiada Wołek),  podkreśla ich silny związek z rzeczywistością.

Stawało się coraz barwniej, liczba wykonawców rosła, jeszcze szybciej rzesza zwolenników i mieszkańców (określenie Janusza Deblesema) "krainy łagodności". Dzisiaj poezja śpiewana to jedna z głównych form słowno-wokalnych; nakład płyt Grzegorza Turnaua przekroczył milion egzemplarzy, Jacka Kaczmarskiego – 700 tysięcy. Tym bardziej trzeba pamiętać początek, miejsce narodzin: Piwnica pod Baranami, Kraków; czas narodzin: początek 1962 roku; rodzice: Zygmunt Konieczny, Ewa Demarczyk.
 
Lech Śliwonik
 
1. Ten cytat i następny – Joanna Olczak-Ronikier "Piwnica pod Baranami", Wyd. TENTEN, Warszawa 1994
2. Ciekawie mówił o tym Miron Białoszewski: Chyba to się miało śpiewać, chyba na pewno wtedy kiedyś, i długo, bo w tych początkach jak się układało, to w pamięci, czyli bez zapisywania, ale za to głośno, czyli dla słuchu (nie dla oka) – "O tym Mickiewiczu jak go mówię" wypowiedź na VI Wiośnie Poetyckiej w Kłodzku; druk "Odra" 1967 nr 6
3. W programie "Patrzeć muzyką" TVP Warszawa 1993
 
Tekst jest fragmentem artykułu pochodzącego z kwartalnika "Scena", nr 2(70) - 2012 lato
 
 
Październik 2017
Pn Wt Śr Cz Pt So N
15
17
18
20
31

Nadchodzące wydarzenia


21
Paź
2017
11:00
21 październik 2017 11:00
Sala Koncertowa im. Krzysztofa Klenczona - Wieliszew, ul. Modlińska 1
VII Festiwal Poezji Śpiewanej Powrót do Krainy Łagodności godz. 11.00 - przesłuchania konkursowe godz. 18.00 - koncert [...]
21
Paź
2017
18:00
Koncert
21 październik 2017 18:00
Sala Koncertowa Radia Wrocław - Wrocław, al. Karkonoska 10
Artur Andrus w recitalu kabaretowym. Artur Andrus to dziennikarz, artysta kabaretowy, poeta, autor tekstów piosenek, pisarz, [...]
21
Paź
2017
19:00
Koncert
21 październik 2017 19:00
Filharmonia - Opole, ul.Krakowska 24
Grzegorz Turnau w koncercie pt. 7 widoków w drodze do Krakowa.
21
Paź
2017
19:00
21 październik 2017 19:00
Centrum Promocji Kultury w Dzielnicy Praga Płd. - Warszawa, ul. Podskarbińska 2
Robert Kasprzycki w jubileuszowym koncercie. Repertuar będzie miał charakter przedjubileuszowy, gdyż równo [...]
21
Paź
2017
20:30
Koncert
21 październik 2017 20:30
Sala Koncertowa Radia Wrocław - Wrocław, al. Karkonoska 10
Artur Andrus w recitalu kabaretowym. Artur Andrus to dziennikarz, artysta kabaretowy, poeta, autor tekstów piosenek, pisarz, [...]
 

Wspierane przez iCagenda

Facebook

SFbBox by enter-logic-seo.gr

© Wszelkie Prawa Zastrzeżone - 2017
Projekt i wykonanie CFTB.PL