Podobno żeglarze w Krakowie śpiewają moje piosenki - mówi Paweł Wójcik

wtorek, 25 luty 2014
O festiwalach, płytach i piosenkach z Pawłem Wójcikiem rozmawia Teresa Drozda:
 
- Pierwszy raz spotkaliśmy się w listopadzie 2011 roku na Ogólnopolskich Spotkaniach z Piosenką Kabaretową OSPA w Ostrołęce.

- Zagraliśmy tam z Tomkiem Sarniakiem dwie piosenki: "Koniaczek" i "Męski strach" i zajęliśmy tam drugie miejsce.

- To było podobno Wasze pierwsze wyjście do publiczności...

- Drugie... wspólne, a ja przed mikrofonem stałem po raz czwarty w życiu. Tak sobie założyliśmy, że pojedziemy do Ostrołęki, zagramy dwie piosenki i wrócimy do domu. Nie wróciliśmy, bo musieliśmy zostać, by wystąpić w finale. To było ogromne przeżycie. I zaskoczenie.

- Jak to się stało, że zamiast pojechać na festiwal piosenki artystycznej lub literackiej pojechaliście na festiwal piosenki kabaretowej? Twoje piosenki to raczej utwory poważne, liryczne, bardzo emocjonalne.

- Zobaczyłem w internecie, że jest taki przegląd. Wysłaliśmy zgłoszenie razem z nagraniem piosenek i otrzymaliśmy zawiadomienie, że zostaliśmy zakwalifikowani. I pojechaliśmy. Nie było w tym żadnej filozofii ani specjalnego planu.
 
- Co było wcześniej?

- Piosenki piszę od marca 2011 roku. W maju 2011 wprosiłem się na OSPA, czyli koncerty, organizowane przez Włodka Mazonia w górskich schroniskach. Zagrałem tam mini recital. Musiałem wyjechać z Płocka, żeby to swoje pisanie "sprawdzić". Bliscy są życzliwi, a czasem zbyt życzliwi. Konfrontacja z „obcą” publicznością wypadła pomyślnie, bo na kolejną OSPA do schroniska na Rycerzowej zostałem już zaproszony.

- Skąd się wzięły te piosenki?

- Odpowiem słowami swoich mistrzów, bo nic mądrzejszego nie wymyślę: "piosenki to baloniki na sznureczku, które fruwają pod niebem, trzeba tylko podejść i złapać ten sznureczek" – to bliska mi teoria Jaromira Nohavicy. Jacek Kaczmarski mówił o tym, że pisze piosenki, gdy ma jakiś problem i stara się go nazwać. Jan Krzysztof Kelus powiedział, że piosenki przychodzą same...

- ... trzeba się jednak na nie otworzyć. Co wydarzyło się w marcu 2011 roku, że otworzyłeś się na swoje piosenki? Nie uwierzę, że nie próbowałeś pisać wcześniej.

- Starałem się pisać piosenki w liceum, to były lata 80. Później przestałem i całą "winą" za ten swoisty powrót obarczam moją córkę Zosię, która nie wierzyła, że grałem kiedyś na gitarze. Prawdą jest, że nigdy nie słyszała mnie jak grałem, bo nawet nie mieliśmy w domu gitary. Wjechała mi na ambicję, więc poszliśmy do sklepu, kupiłem najtańszą gitarę i zagrałem. W ten sposób gitara znalazła się w domu, a ja zacząłem zamykać się w pokoju i przypominać sobie to, co grałem w latach 80. Sięgnąłem znów do twórczości mistrzów takich jak: Wysocki, Kaczmarski, Cohen, Dylan. Potem przypomniałem sobie, że przecież ja też próbowałem pisać piosenki. Odnalazłem zeszyt z niektórymi tekstami z liceum i stwierdziłem, że było to zbyt naiwne. Więc zacząłem znów pisać.

- Jak teraz wygląda Twoje śpiewanie i myślenie o własnych piosenkach. Po nagrodzie w Ostrołęce były kolejne przeglądy i sporo innych nagród. Skończyłeś już z przeglądami, czy jeszcze gdzieś się wybierasz?

- Nagrody są jak bomby, najczęściej trafiają w niewinnych, ale to wspaniała przygoda. Denerwuję się bardzo podczas konkursów. Trema opada dopiero po drugiej piosence, a w konkursach śpiewa się zwykle właśnie po dwie piosenki. W nagraniach konkursowych słychać moje zdenerwowanie. Co więcej, gdy słyszę swoją piosenkę w radiu, to przez dłuższą chwilę denerwuję się, że się zaraz pomylę.
Jeszcze czasami gdzieniegdzie w Polskę (konkursową) z Tomkiem ruszamy, ale już raczej rzadko. Ostatnio była OPPA, którą ku memu wielkiemu zdumieniu wygraliśmy.
Na szczęście coraz częściej zdarza się nam grać pełne recitale. Materiału mamy dużo. Piszę teksty, dokładam akordy, a Tomek ratuje całość na klawiszach. Piosenki powstają, może już nie w takim tempie jak półtora roku temu, ale wciąż piszę. Część moich piosenek wpada mi od razu do głowy, a innych nie mogę się niestety tak łatwo nauczyć. Z szacunku dla publiczności śpiewam recitale spoglądając w tekst, co niektórzy miewają mi za złe. Nie wiem, co bym zrobił, gdybym nagle w połowie występu zapomniał słów i nie miał ściągi. Na swoje usprawiedliwienie dodam, że rzadko zaglądam w te teksty, ale czuję się pewniej, gdy mam tekst piosenki obok siebie.
W maju 2013 roku nagraliśmy płytę "Piosenki ze szkłem", a teraz myślimy już o kolejnej, którą nazwiemy "Obrazki". Jej nagranie planujemy na wiosnę 2014 roku. Będzie to płyta z piosenkami inspirowanymi obrazami oraz opartymi o biografie ludzi. Mamy zaplanowaną też trzecią płytę składającą się z piosenek, które z różnych względów nie zmieściły się na płycie "Piosenki ze szkłem", a warte są tego by je zarejestrować. W planach jest też płyta czwarta, na której znajdą się zupełnie nowe piosenki.

- Piosenki piszesz, plany płytowe są, ale przypomnę, że pierwsze piosenki zarejestrowaliście w domu. Dostałam je od Ciebie na dwóch dyskach zanim gdziekolwiek się pojawiliście i zanim płyta "Piosenki ze szkłem" została wydana.

- To oczywiste, że na początku nie mieliśmy wstępu do żadnego studia, piosenki powstawały, chcieliśmy je zarejestrować. Bez myślenia o przyszłości. Tomek ma w pokoju jakiś sprzęt, na którym się kompletnie nie znam, ale nagraliśmy sobie dwie płyty. Teraz planuję, że nagramy jeszcze trzy, już bardziej profesjonalnie, natomiast nie mam pojęcia, czy ktoś w ogóle będzie chciał tego słuchać. Jeśli nie zechce – będziemy pisać, śpiewać i grać dla siebie. Pokój Tomka Sarniaka, do którego możemy wejść i zarejestrować kolejne piosenki, czeka.

- A nie sądzisz,  że należałoby popracować nad tym, by piosenki, które są nagrane trafiły do tej publiczności, do której trafić  powinny? Nie za szybko się to wszystko dzieje, nie za prędko chcesz nagrywać nową płytę, skoro o "starej" jeszcze mało kto wie?

- Nie znam się zupełnie na tym jak docierać do publiczności. Jak się promować. Piszę teksty i dokładam akordy, a dalej nie za bardzo wiem, co powinienem zrobić.

- To może powinien się Wami zaopiekować jakiś poważny manager? Coś zaplanować?

- Nie, nie... już czuję w słowach "poważny manager" jakieś zagrożenie i ograniczenie wolności, a tego na pewno nie chcę. Wolę by ludzie śpiewali moje piosenki przy ogniskach na drugim końcu Polski, by szukali ich w sieci, opowiadali sobie o nich sami. Na przykład dotarły do mnie wieści, że w Krakowie żeglarze śpiewają sobie moje piosenki. To jest piękne!

- Masz w repertuarze sporo świetnych piosenek, ale prawdziwym przebojem jest chyba "Koniaczek".


- Może to jest niewiarygodne, ale "Koniaczek" powstał w 15 – 20 minut, praktycznie bez skreśleń. Tak po prostu popłynął. Czasem zarzuca mi się, że śpiewam go o sobie, ale mam nadzieję, że jeszcze nie... po prostu wyobraziłem sobie takiego gościa, który siedzi z fajną, młodą kobietą i próbuje nawiązać dialog. Ta piosenka bardzo się podoba i rozeszła się po ludziach lotem błyskawicy. Przez chwilę bałem się, że będą mnie nazywać Paweł 'Koniaczek' Wójcik. Wszędzie gdzie się pojawiłem kojarzono mnie tylko z tą piosenką. Ja chciałem zaprezentować nowe utwory, ale nie miałem szansy, bo wszyscy chcieli słuchać tylko „Koniaczka”. Ostatnio dołączyła doń piosenka "Wolny dzień". Ludzie słuchając jej śmieją się serdecznie, ale ja myślę, że to jedna z najtragiczniejszych piosenek jakie napisałem.

- Twoi Mistrzowie to...?

- Bezkrytycznie Włodzimierz Wysocki. Wiem, że napisał sporo słabych piosenek, że często nie stroiła mu gitara, ale tak czasami jest. Słucham Wysockiego w oryginale i słucham tłumaczeń. Czasami sam tłumaczę, chociaż teraz już rzadziej, bo piszę swoje. Słuchanie Wysockiego w oryginale to był jedyny sens nauki języka rosyjskiego w liceum. Z gramatyką tego języka miałem problem, ale jeśli chodzi o słowa, to by rozumieć Wysockiego, robiłem więcej niż wymagano w szkole.
Po nim jest Jacek Kaczmarski, ale na niego potrafię już spojrzeć krytycznie i z dystansem. Jedne piosenki podobają mi się bardziej, inne mniej.
W czasach liceum słuchałem też Jana Krzysztofa Kellusa oraz autorów zagranicznych, takich jak Jacques Brel, Bertolt Brecht, Karel Kryl. To były lata 80., może to co zakazane bardziej korciło? Bardzo długo wydawało mi się, że w swoim otoczeniu jestem jedynym, który szuka i słucha takich utworów. Na szczęście byłem w błędzie.
Później pojawił się Andrzej Garczarek. Jemu zadedykowałem „Piosenkę strychową”, która znajdzie się na najbliższej płycie. Wielkie wrażenie robiła na mnie kiedyś Piwnica pod Baranami, a w niej Leszek Wójtowicz. Teraz ważny jest też Jaromir Nohavica.

- Są piosenki, z których jesteś naprawdę dumny?

- Nie mam swojego "the best of", ale są piosenki, które śpiewam częściej. Nawet nie zastanawiałem się dlaczego. To są "Toasty", "Piosenka ze szkłem", "Mały świat", "Kropka kreska".

- Ważnym odniesieniem w Twoich piosenkach jest też Płock.

- Płock, to miasto, w którym się urodziłem i w którym mieszkam do dziś. Poświęciłem mu piosenkę "Lokalna". W jej tekście padają nazwiska i nazwy ulic, które kompletnie nie są znane poza Płockiem, jednak śpiewałem ją wiele razy w innych miejscach i ludzie odbierali ją bardzo dobrze. Myślę, że każdy ma swój mały Płock. Czy to będzie Konin, Kutno, czy dzielnica Warszawy, są tam charakterystyczne miejsca i ludzie, którzy zapadają w pamięć i które są nasze. Większej filozofii nie ma, bo o tym jest ta piosenka.... o Wzgórzu Tumskim, o ludziach, których często nawet nie widziałem, ale byli i odcisnęli w moim mieście swoje piętno jak np. Stanisław Staszewski.
Płock to miasteczko, które rozwinęło się dopiero w okresie, gdy zaczęto budować petrochemię. Wtedy przyjechało do miasta wielu inżynierów, o czym śpiewa też Staszewski. Stanisław Staszewski był architektem miasta Płocka, a mój ojciec jednym z inżynierów i zanosił mu projekty do zatwierdzenia. Nigdy do miejsca pracy, ponieważ Staszewski zawsze urzędował w knajpie „Pod strzechą”, która dzisiaj już nie istnieje.

- A Władysław Broniewski?


Szczerze mówiąc o Broniewskim też nie potrafię mówić bez emocji. Siedzi we mnie bardzo mocno i niedefinicyjnie. Wiersze Broniewskiego zawsze były obecne w Płocku, a ja wychowałem się 100 – 150 metrów od domu, w którym mieszkał. Jako dzieciak czytałem jego wiersze i one wypłynąć musiały piosenką "Mój Broniewski", którą gram na koncertach. "Kupuję" Broniewskiego z całą jego biografią, z jego bólem, alkoholizmem, żalem i problemem ułożenia sobie życia. Broniewski jest mój. Bardzo prywatnie i uważam go za romantyka XX wieku. Jako anegdotę na koncercie opowiadam, że moja mama jako młoda dziewczyna pracowała w nieistniejącej już dzisiaj księgarni. Broniewski przyjeżdżał do Płocka pod koniec życia i kiedyś wszedł do tej księgarni i zapytał moją mamę, czy mają coś z Broniewskiego. Mama wiedziała kto przed nią stoi, więc zdębiała, bo akurat nie mieli nic...

- Musimy też oddać sprawiedliwość Płockiemu Ośrodkowi Kultury i Sztuki. To miejsce, w którym najczęściej można Cię spotkać, chociaż regularnych koncertów nie grywasz.


- POKiS to miejsce dla mnie ważne. Nie zabiegałam i nawet nie przyszło mi do głowy, że zechcą mi nagrać i wydać płytę. Natomiast pewnego dnia otrzymałem taką propozycję. Wszystko związane z nagraniem zorganizowane było tak, że o nic nie musiałem się martwić. Jedynym zmartwieniem moim i Tomka Sarniaka było, by wejść do studia i nagrać materiał. Z tego co wiem, nie zdarza się to często. Niby domy kultury są również po to, by tworzyć kulturę i wspierać twórców, ale było to dla mnie wielkim zaskoczeniem. Po nagraniu pierwszej płyty, od razu zadeklarowano, że nagrywać możemy również kolejną, więc wkrótce planujemy wejść do studia. Sama widzisz… ani manager ani wytwórnia płytowa nie sa mi potrzebne. Mam Płock, Tomka i publiczność, która jednak jakoś się o moich piosenkach dowiaduje.

- Na zakończenie chciałabym jeszcze usłyszeć więcej o Tomku Sarniaku, bo to postać bez której nie mógłbyś się obejść. Przez to, że on gra na pianinie, a Ty na gitarze, bardzo stylistycznie nawiązujecie do Kaczmarskiego i Łapińskiego i ich wspólnych koncertów, troszkę tak brzmicie. Jak się właściwie spotkaliście?

- Tomek Sarniak to nauczyciel mojej córki, która zapytała kiedyś, czy może pokazać moje piosenki swojemu panu od muzyki. Tomek na moją twórczość zareagował bardzo pozytywnie i tak poznaliśmy się i polubiliśmy. Okazało się, że mentalnie jesteśmy jedno. Często jeździmy razem na koncerty lub konkursy i spędzamy w podróży nawet 6 – 7 godzin, pomimo tego czas nigdy się nam nie dłuży. Mamy wiele wspólnych tematów, chociaż Tomek jest o pokolenie młodszy ode mnie. To fantastyczny chłopak. Podnosi wartość moich piosenek, dopełnia ich wymowę. Będę się go trzymał. Moje piosenki w pewnym sensie są naszymi wspólnymi.
 
Rozmawiała: Teresa Drozda.
 
 
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1
2
3
4
5
6
10
11
12
18
26
27
28

Nadchodzące wydarzenia

Teat Kwadrat - Warszawa, ul. Marszałkowska 138
Dziedziniec Zamku - Olsztyn, ul. Zamkowa 3
Dziedziniec Zamku - Olsztyn, ul. Zamkowa 3
Piwnica pod Baranami - Kraków, Rynek Główny 27
Dziedziniec Zamku - Olsztyn, ul. Zamkowa 3

Facebook

SFbBox by enter-logic-seo.gr

© Wszelkie Prawa Zastrzeżone - 2018
Projekt i wykonanie CFTB.PL