Drozda notuje - #czeskikousek w Pradze (2)

sobota, 22 wrzesień 2018

Moja prasko-czeska karuzela wydarzeń i ludzi kręci się tak szybko, że jeszcze kilka dni i będę chciała wracać, żeby odpocząć… Odwiedzajcie Pragę. Z planem lub bez niego. To przyjazne i piękne miasto. A plan – artystyczny, nie turystyczny – można zrobić śledząc fanpejdże ulubionych artystów albo, jeszcze lepiej, strony poszczególnych praskich dzielnic. Praga, jak każde duże miasto, składa się z mniejszych, na pewnym poziomie autonomicznych, dzielnic, z których każda stara się o atrakcje dla swoich mieszkańców. A przecież podczas winobrania na Żiżkowie, Nuslach czy Winogradach nikt nikomu nie sprawdza dowodu osobistego – to imprezy otwarte dla wszystkich.

Trafiłam doskonale. Wrzesień to czas winobrań – takich winnych dożynek, podczas których winnice z Pragi (takie też są!), Moraw i innych części kraju chwalą się tym, co mają najlepszego, no i podczas których pije się duże ilości zdradliwego, słodkiego, leciutko musującego młodego wina – burčáka. W zasadzie co weekend na jakimś placu, skwerze czy w parku odbywa się takie winobranie, czyli po prostu niewielki piknik. Jak dotąd skorzystałam z dwóch – na skwerze, przy stacji metra Jiřího z Poděbrad i na Náměstí Míru (na „miraku”, jak podsłuchałam). Wszystko zaczyna się około południa i trwa do wczesnego, jak na Pragę wieczora, czyli mniej więcej do 21.00 – 22.00.  Najbardziej zachwyciło mnie to, że w środku dnia, pod koniec tygodnia, ludzie wysiadający z metra i tramwaju, często z zakupami, po prostu zatrzymywali się na wino. Niemało było dzieci wracających ze szkoły, te oczywiście wina nie piły, ale ponieważ to piknik, więc są też inne atrakcje – kowal wykuwający podkowę, stoiska ekologiczne rozdające worki na segregowane śmieci, a przy okazji też zabawne odblaski, domowe słodkości. Widziałam dziewczynkę, która do stojącej już na przystanku tramwajowym mamy przybiegła z takim właśnie odblaskiem. Po prostu zwolnienie codziennego galopu. Chwilka przyjemności. Prawie każda z kilkudziesięciu prezentujących się winnic ma kieliszki z wygrawerowaną nazwą/logiem), zatem można zadecydować, czy chce się degustować ze szkła czy z plastiku. I pod żiżkowską wieżą telewizyjną i na miraku stały też sceny. Miałam więc okazję posłuchać morawskiej kapeli ludowej, składającej się z kilkunastu śpiewających panów (wszyscy z kieliszkami w dłoniach) i zespołów dziecięcych. Duża frajda i urozmaicenie.

Moje życie w Pradze nie sprowadza się oczywiście tylko do degustacji wina. Założeniem mojego stypendium International Visegrad Fund jest poznawanie, a w zasadzie (tak to rozumiem) wchłanianie czeskiej kultury wszystkimi porami skóry. Dlatego intensywnie uczę się czeskiego i dlatego co wieczór niesie mnie do jakiegoś klubu czy teatru. Jeden z pierwszych koncertów, na jakie poszłam odbył się w klubie Kaštan (Scéna Unijazzu). Unijazz to stowarzyszenie, które zajmuje się promocją niezależnych artystów (nie tylko jazzowych), wydaje kulturalny miesięcznik UNI, prowadzi klub muzyczny Kaštan i Čítárnę (klubokawiarnię). Na koncert złożyły się trzy prawie godzinne wystąpienia śpiewających autorów. Wystąpili Wolf Lost In the Poem – samotny wilk z gitarą podbudowaną nieco elektroniką, śpiewający piosenki zainspirowane przez różne tomiki poezji, w tym m.in. wiersze Justyny Bargielskiej, Emily Dickinson czy Maryny Cwietajewej; Archívny chlapec – śpiewający autor ze Słowacji i AGU, o której już na Strefie była mowa – polska śpiewająca autorka, która swoją pierwszą płytę wydała w Czechach, a w tej chwili mieszka w Irlandii i przygotowuje kolejny album. Było swobodnie, autorsko i elektronicznie. No i kolejny raz (i to mnie jakoś zachwyca) w Czechach, na niewielkim, klubowym koncercie spotkałam dziennikarza radiowego, który rejestrował wydarzenie. Byli też fotografowie (siebie nie liczę, pstrykałam telefonem).

I żeby nie za dużo na raz – o jeszcze jednym, kolorowym koncercie Wam napiszę. Od wielu lat, długo przed tym, nim powstał #czeskikousek nawiązałam współpracę z niezależną wytwórnią fonograficzną Indies Scope. To oni wydawali pierwsze płyty Radůzy i Poletíme?, to u nich wciąż wychodzą Tara Fuki, Kieslowski, Květy i wiele innych. 15 września, w sobotę, w niewielkim miasteczku, a w zasadzie wiosce pod Brnem, gdzie mieści się siedziba firmy, odbył się 2. Festiwal Indies Scope. Miejscowość nazywa się Dolní Loučky. Wjeżdżając do miasta nie sposób nie zauważyć pięknego, poetyckiego muralu z nazwą firmy i masą muzycznych odniesień oraz cytatów. Biuro firmy mieści się nad pocztą, zatem zamawiając płyty w sprzedaży wysyłkowej można mieć pewność, że wysłane będą natychmiast. Koncerty i życie festiwalowe odbywało się w sokolovnej, czyli sali należącej do towarzystwa Sokół, a mieszczącej się w tym samym budynku, co Hospudka Peklo. Peklo na dole, sokolovna na górze. Zastanawiałam się, dlaczego jednodniową imprezę organizatorzy nazywają festiwalem – wyjaśniono mi, że festiwal to więcej niż jeden koncert, więcej niż występ jednego artysty. Impreza trwała od 17.00 do północy, a może dłużej (ja już nie dotrwałam), a rozpoczęła się nieoficjalnie jeszcze wcześniej firmowym meczem. Z uwagą wysłuchałam dwóch zespołów. Wszystkim zarażonym czeskością, a mającym dzieci polecam płyty (i koncerty) zespołu BomBarďák - to bomba humoru i energii – na festiwalu bawili się przy ich piosenkach i najmłodsi i najstarsi. Květy i ich lider Martin Kyšperský to zespół o ustalonej renomie, poruszający się we własnym muzycznym świecie – ich koncert mnie nie porwał, ale chyba przede wszystkim dlatego, że na płytach słychać nieco lepiej niż w sali, która nie jest przystosowana do tego, żeby słuchać w niej najróżniejszych muzycznych zniuansowań. Kapela Ghost of You śpiewała po angielsku i grała bardzo głośno – metalowo – zupełnie nie dla mnie. Zespołu Kulturní Úderka już nie doczekałam. Fascynującym było dla mnie obserwować przez tych kilka godzin integrację pokoleniową, współpracę lokalnej społeczności, organizacyjną staranność (dzieci miały przygotowane zabawy plastyczne, gdyby nie chciały słuchać, były napoje alkoholowe i nie, coś na ząb) i dbałość o każdego, kto przyjdzie. Przyjezdnych, prócz mnie, chyba nie było. Może i dobrze?

Kończę, bo czeka kolejny koncert. Jeśli Wam mało, zaglądajcie na facebook.com/czeskikousek - codziennie coś!

 

Artykuł powstał dzięki pasji i zaangażowaniu autorek serwisu strefapiosenki.pl Nikt nie dostał za niego honorarium. Jeśli tekst przypadł Ci do gustu - odwiedź też nasz sklepik: sklep.strefapiosenki.pl

Może zechcesz wesprzeć artystów, o których piszemy i nasz serwis wybierając coś z jego oferty. Dzięki Twojemu zamówieniu będą mogły powstawać kolejne teksty.

Pn Wt Śr Cz Pt So N
1
2
4
9
12
18
22
23
30
31

Nadchodzące wydarzenia

Służewski Dom Kultury - Warszawa, ul. Bacha 15
Teat Kwadrat - Warszawa, ul. Marszałkowska 138
Teat Kwadrat - Warszawa, ul. Marszałkowska 138
Schronisko Turystyczne PTTK Harcówka - Wałbrzych, Park Sobieskiego 1
Keja Pub - Łódź, ul. Kopernika 46

Facebook

SFbBox by enter-logic-seo.gr

© Wszelkie Prawa Zastrzeżone - 2018
Projekt i wykonanie CFTB.PL